Jestem przeciw aborcji.

jestem przeciw aborcji

jestem przeciw aborcji

Tylko, czy o to tu chodzi, by w naszym kraju rodziło się więcej niechcianych dzieci? Skoro tych chcianych więcej jakoś rodzić się nie chce.

Tak się zastanawiam, czy projetk zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej i ten cały mediatyczny szum wokół nie odwraca uwagi od innych na prawdę żywotnych problemów naszego społeczeństwa. Chociażby takich z gatunku:

Dlaczego w naszym kraju rodzi się tak mało dzieci?

Bo ja sama od kilkunastu lat mieszkam  we Francji. W kraju, w którym aborcja jest jak najbardziej dozwolona. Jak to tam wygląda? Ano …

To, co u nas uchodzi za patologię, we Francji jest normą.

Rodzina z trójką dzieci, albo i więcej. W Polsce odruchowo kojarzy się z biedą, zaciskaniem pasa, wyrzeczeniami, … czasami wręcz marginesem, pijaństwem, ubóstwem.

We Francji trzecie, a potem czwarte dziecko nie jest przekleństwem. Tylko świadomym wyborem. Także ekonomicznym (mniejsze podatki, ulgi, wcześniejsza emerytura). Suma sumarum dzieci rodzi się tu dużo więcej, niż u nas. A dzieje się tak z kilku powodów.

 

Po pierwsze polityka.

Bo o ile u nas klasa polityczna lubuje się w odgrzewaniu tematu aborcji. Zamiast raczej zastanowić się nad tym, jak zachęcić kobiety do rodzenia dzieci. We Francji od lat konsekwentnie jest realizowana polityka prorodzinna: ulgi podatkowe dla wielodzietnych rodzin, wcześniejsze emerytury. I to po prostu działa.

A u nas? Nawet głupie becikowe nie było takie głupie. Bo od razu coś się ruszyło w statystykach dzietności.

Tylko, że politycy wolą inne tematy. Pewnie tak im wygodniej. Niektórzy widzą w tym swój interes. A przy okazji boją wziąć się za problem, który ich przerasta i wymagałby kompleksowych i długofalowych działań.

A temat aborcji? Niektórzy w ten czy inny sposób zbiją na nim kapitał … polityczny.

Przecież ten temat rajcuje tyle narodu. W rezultacie wszyscy zawzięcie o nim dyskutujemy, ekscytujemy się. Ten jest za, a nawet przeciw. Dajemy ponieść się emocjom. Dzielimy się na obozy.

Ale najważniejsze, że nie myślimy o czymś innym. Inne problemy, inne dyskusje poczekają. Np ta dlaczego w Polsce rodzi się tak mało dzieci. Dlaczego w porównaniu z tematem aborcji, tak niewiele się o tym mówi? No i …

Dlaczego politycy tak niewiele robią, by zachęcić kobiety do rodzenia.

Bo zakazać czegokolwiek jest łatwo. Ale zrobić tak, by człowiek zachciał. To dopiero wymaga dyplomacji. A zakazywanie aborcji nie jest żadnym rozwiązaniem. Przy otwartych granicach w Europie. To hipokryzja.

Tu raczej chodzi o starą, od wieków stosowaną w polityce zasadę:

Rządź i dziel.

I już nie zamartwiamy się, kto będzie płacić nasze emerytury za lat n. I z tego zamartwiania nie zrodzą się konkretne rozwiązania. Bo problem został przesunięty gdzie indziej. Aborcja…

 

Po drugie: mentalność.

Ale to wcale nie jest wina polityków. Nie tylko i wyłącznie. Nie we wszystkim. Wszyscy mamy równo za uszami. Może bardziej ta część społeczeństwa, która tak łatwo czuje się zgorszona tym, co robią inni. Ale tak na prawdę, wszyscy oceniamy … innych. Mniej lub bardziej otwarcie.

Panna z dzieckiem.  Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci w nią kamień.

A co dzieje się we Francji, kiedy dziewczynie przydarzy się nieplanowana ciąża? A książę z bajki nie stanie na wysokości zadania i beztrosko odejdzie w siną dal. Hultaj, nicpoń, jak to powiedziały by nasze prababki.

Czy pierwszą rzeczą, o której myśli dziewczyna w takiej sytuacji jest aborcja? Nie. Paradoksalnie przypuszczam, że w Polsce pokusa (by tak myśleć) jest silniejsza. Bo tu, szczególnie w małych miasteczkach, gdzie wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą. Jaki wstyd.

Oczywiście, że we Francji też nie będzie jej łatwo.

Bo samotna matka nigdy nie ma łatwo.  Ale panna z dzieckiem (niby to samo, ale powiedziane inaczej) ma jeszcze trudniej.

Tylko, że we Francji takie wyrażenie „panna z dzieckiem” w ogóle nie funkcjonuje.  Oficjalnie nazywa się to „famille monoparentale”, czyli rodzina monorodzicielska. A nieoficjalnie … po prostu nikt w to nie wnika. Bo to nie jest tutaj żaden wstyd, tylko wolny wybór każdego.

Ostatnio podsłyszałam fragment rozmowy telefonicznej polskiej emigrantki chyba świeżo przybyłej do Paryża: Wiesz, tutaj jest zupełnie inny świat.

To dotyczy wielu spraw. Także tej.

Tutaj, dziewczyna, która samotnie urodzi dziecko nie musi się marwić, że już nie ułoży sobie życia. Ułoży, jak nie z tym, to z innym.

Tyle tu rodzin patchworkowych. Może to zjawisko niesie ze sobą pewne problemy. Ale z drugiej strony sprawia, że wiele osób, po prostu nie jest skazana na samotność do końca życia.

I jeszcze ciekawostka.

Czy wiecie, kiedy we Francji rodzi się najwięcej dzieci?

Statystycznie. Dużo więcej niż w innych miesiącach? Otóż we wrześniu. Jeżeli odliczycie 9 miesięcy wstecz, wypada gorący Sylwestrowy wieczór. Eurofia, szampańska, zabawa i ciąża (planowana, czy nie). Nie zawsze planowana.

Co wcale nie znaczy, że kobieta zaraz ucieknie się do aborcji. Skoro ma do niej prawo. Bo to nigdy, dla nikogo nie jest dobry wybór. Nawet dla najbardziej zdesperowanej kobiety w najtrudniejszej sytuacji. A czasami to właśnie „życzliwe” osoby, czynią ją jeszcze trudniejszą.

To prawda, że od lat nie mieszkam w kraju. I może właśnie dlatego rusza mnie: jak łatwo dajemy się podpuścić tanim ideologom. Zamiast wymagać od polityków, by zajęli się czymś innym. Przecież mamy do tego prawo. Dajemy wodzić się za nos i wciągnąć w ich grę … odwracania uwagi od na prawdę ważnych spraw.

Kto będzie płacił nasze emerytury za lat n?

Kiedy się zestarzejemy, a w kraju zabraknie świeżej krwi. Bo za mało rodzi się dzieci?

Już to widzę, jak entuzjastycznie przyjmujemy młodych emigrantów w sile wieku (o innym kolorze skóry i innym wyznaniu). By wzięli nasze sprawy w swoje ręce.

Tylko czy będziemy mieć inny wybór? Za lat n? Teraz jeszcze go mamy. Ale są przecież inne bardziej palące sprawy.

I na koniec, tak się zastanawiam, czy gdybym została w kraju miałabym okazję zostać wielodzietną mamą?

Czy potrafiłabym unieść tę „patologię”? Czy uwierzyłabym, że sobie poradzę. A jeżeli nawet… Czy nie posłuchałabym dobrych rad życzliwych mi osób:

Dziewczyno, bój się Boga, jak ty sobie poradzisz. Trzecie, czwarte dziecko?

Szczerze, wątpię.

I choć sama jestem przeciw aborcji. I choć mam nadzieję, że życie nie postawi mnie przed tak dramatycznym wyborem. A jeżeli już, że będę potrafiła podjąć dobrą decyzję i pozostać wierna swoim przekonaniom. Ale nie chcę nikomu ich narzucać.

Jestem przeciw aborcji, ale za wolnością wyboru.

Bo tam, gdzie mamy wolny wybór, bierzemy pełną odpowiedzialność za swoje czyny. Tu kończy się obwinianie innych i zaczyna się wzrost.

Dlatego według tradycji katolickiej (choć niekoniecznie według wszystkich katolików):

Człowiek ma wolną wolę i wolny wybór.

Co automatycznie nie oznacza, że będzie go nadużywał.

I ot kolejna niepotrzebna wojenka polsko-polska. Słowiańska dusza tak łatwo się zapala.

O prawo do aborcji walczą kobiety, które w większości i tak nigdy z niego nie skorzystają. I pewnie wcale nie myślą skorzystać (coby się nie działo). A robią to tylko w imię czysto teoretycznego prawa do decydowania o samym sobie i posiadania równie teoretycznej furtki awaryjnej.

A te, które są zdecydowane i zdesperowane, by z niego skorzystać, i tak skorzystają. Ustawa antyaborcyjna, czy nie.

A z drugiej strony, prawa do aborcji (niezależnie od okoliczności), znowu czysto teoretycznie w większości chcą zakazać kobietom osoby, których czy to z racji wieku czy płci ten problem osobiście nie dotyczy. Fizycznie nie dotyczy. Wtedy oczywiście dużo łatwiej widzieć źdźbło w oku sąsiada i głośno chcieć je napiętnować.

I stąd tyle niepotrzebnych nerwów? Jakby innych problemów nie było. A co tam? Poczekają sobie … niezałatwione.

Ach my Słowianie. Od wieków tak samo bardzo niepragmatyczni i tak mocno ideologiczni.

Pozdrawiam Was serdecznie

Beata

jestem przeciw aborcji

Zapisz się na Newsletter

Tags from the story
More from BEATA REDZIMSKA

Jak przygotować skuteczne grafiki na Pinterest. Perfekcyjny pin.

O ile Pinterest jest stosowany w naszym kraju bardziej jako miejsce do...
Read More

10 komentarzy

  • Jako córka samotnej matki wychowana od pewnego momentu w rodzinie patchworkowej powiem, że to wcale nie jest takie super i fajne i to nie tylko ze względu na mentalność społeczeñstwa. Po prostu taka rodzina musi zmagać z wieloma nietypowymi problemami i to nienaturalnymi problemami, które w normalnych rodzinach nie występują. Dziecko powinno mieć normalnie ojca, matkę, a nie tylko jednego rodzica czy też przyszywane rodzenstwo, ktore de facto rodzenstwem nie jest i nie bedzie. W dziecinstwie zawsze chcialam miec taką tradycyjną normalną rodzinę i to nie ze względu na spoleczenstwo. A ze aborcja jest troche takim tematem zastępczym, to się akurat zgadza.

  • Mnie już nudzi ten temat aborcji, że nigdzie się nie wypowiadałam ani na blogu ani na fejsie tak jak moi znajomi. Jest to kolejne odwracanie uwagi od najbardziej istotnych spraw takich jak nierówności społeczne, bieda, okradanie społeczeństw przez rządzących i 1%, brak pracy, niskie zarobki, umowy śmieciowe, dyskryminacja biednych, systemy socjalne i emerytalne zbyt kosztowne w obsłudze które nie eliminują biedy i nie pomagają każdemu. No, może rzucą 500+ ale jest ono zbyt warunkowe i nie dla wszystkich bo dopiero od drugiego dziecka. Politycy myślą, że w ten sposób podniosą dzietność. Akurat. Ludzie wychowani w Europie chętniej zakładają rodziny jeśli mają dostęp do dobrze płatnej pracy lub godnego dochodu i zaspokojone podstawowe potrzeby i mogą się realizować.

  • Zgadzam się, aborcja jest tematem zastępczym. Dużo mądrych rzeczy napisałaś, zwłaszcza ze stanowiska osoby przeciwnej aborcji. Tylko zachęcanie do rodzenia poprzez socjal w Polsce się nie sprawdza. Ledwo weszło 500+ a już tłumy patologicznych rodziców starają się odzyskać odebrane im dzieci. Powiedzmy sobie szczerze, 500 złotych to nie jest dużo (wychodzi 250 zł na jedno dziecko w sumie) i jeśli ktokolwiek decyduje się na drugie dziecko tylko dlatego, że dostanie te pieniądze, to na pewno nie będzie dobrym rodzicem. Pomijając fakt, że to 500 złotych okrada cały naród. A jak ktoś nie chce dzieci to go żadne „gratisowe” pieniądze nie przekonają. Rząd powinien skończyć z nieskutecznym socjalem i dać ludziom godnie zarabiać. Zarabiać na siebie i swoje dzieci, a nie na cudzie i 500+.

  • Ja również zastanawiałam się nad tym gorącym tematem ostatnich tygodni i podzielam Twoje stanowisko. Ja także generalnie jestem przeciwna aborcji, ale w trudnych sytuacjach jak gwałt lub poważne wady płodu jak np. bezgłowie uważam, że wybór należy do matki i ojca dziecka. Pozdrawiam 🙂

  • Bardzo mądry wpis. I odnośnie aborcji, i jeśli chodzi o tą ustawę. Nie tylko w kwestii aborcji politycy wciągają nas w swoją grę. Tak samo jest ze wszystkim… Zamiast scalać ludzi, oni tylko dzielą. Ja też jestem przeciwna aborcji i modlę się za osoby, które są tym tematem jakoś dotknięte. Ale z drugiej strony dobrze powiedziałaś – każdy ma wolny wybór, niech każdy sam o tym decyduje.

    Pozdrawiam
    http://www.itakowo.blogspot.com

  • Bardzo ciekawy wpis, który popieram w całej rozciągłości. Jestem pewna,że żadna kobieta podejmująca decyzję o aborcji przemyślała ją w całej rozciągłości i na pewno nigdy nie jest to prosta decyzja. Nie wspomnę już o sumieniu, z którym trzeba potem żyć. Jednak WOLNOŚĆ wyboru należy się nam jak chleb powszedni i tyle. To całe zamieszanie wokół tematu aborcji to w głównej mierze gra polityczna i zaspokajanie chorych nieprzemyślanych ambicji. A my o swoje musimy walczyć 😉 Pozdrawiam serdecznie

  • Ja nigdy, przenigdy nie chciałabym być w sytuacji, kiedy musiałabym się zastanawiać czy aborcję przeprowadzać czy nie. To jakiś koszmar. Natomiast właśnie, chcę mieć możliwość wyboru, jeśli… nawet nie chcę myśleć co mogłoby mi się stać. Nie chcę, żeby decydował za mnie ktoś, kto dzieci nie ma. Ktoś całkiem mi obcy. Ktoś z rządu, kosmosu. Dlatego poszłam wczoraj na manifestację. Bo chcę żeby kobiety miały wybór, bez łamania prawa, wyjeżdżania do obcego kraju i robienia tego w jakimś pokątnym „gabinecie”, co może jeszcze bardziej zaszkodzić im zdrowiu fizycznemu i psychicznemu.

  • Jak co kilka lat wychodzi ten temat by jeszcze bardziej dzielic nasze spoleczenstwo, slusznie nazywasz to wojna polsko-polska. Nie znosze polityki. Jest obludna, falszywa, wstretna najzwyczajniej w swiecie. Najbardziej denerwuje mnie, ze o takich sprawach decyduja panowie z kraglymi od piwka brzuszkami. Tylko czy ktorys z nich musial podjac kiedys taka decyzje? Czy lezal na lozku ginekologicznym czekajac na taki zabieg? Czy musi zyc z konsekwencja takiej decyzji? Nie, oczywiscie, ze nie. Za to dyskutowac lubia i to mocno! Aborcja to nie zabawa a politycy urzadzaja sobie z tak trudnego tematu zabawe niczym rzucanie kamieniami w piaskownicy.
    500 PLN na drugie dziecko, przeciez to jakis absurd. I tu znowu dziela nasz narod. Rzucaja nam takie hasla niczym ser w pulapce na myszy, powodujac szerzenie sie czarnej strefy nie tylko w swiecie medycznym ale rowniez na rynku pracy.

  • Nie uważam, żeby aborcja była tematem zastępczym, to nie jest projekt rządowy,a obywatelski. Poza tym jest to ważna sprawa, bo zamach na wolność kobiet, zamach na prawa obywatelskie 50% społeczeństwa. W Polsce tez są ulgi podatkowe- im więcej dzieci tym większa ulga, która przysługuje nawet jeśli płacisz małe podatki, po prostu masz wtedy dopłatę. pond to co sam byś miał oddać. 500+ też mogłoby być dobrym pomysłem, bo za te pieniądze opłacisz nawet żłobek czy przedszkole (państwowe) i jeszcze coś zostanie. Ale sęk w tym że opieka żłobkowa praktycznie nie istnieje, a do przedszkoli tez ciężko się dostać. i to jest problem nie rozwiązany od lat i żaden rząd się za niego nie bierze. Dlaczego? Już Pani Wałęsowa powiedział, ze wg niej żłobki są złe, bo do 3 roku życia dziecka matka powinna być w domu. Tylko ze nie każda chce i nie każda może sobie na to pozwolić. jestem za prawem do aborcji, bo to tylko prawo, nie przymus, tak jak napisałaś: jestem zwolenniczką, ale wcale się nie wyrywam, żeby jej dokonać. Mówią, ze każde dziecko ma prawo do życia. Ja bym dodała coś więcej: każde dziecko ma prawo do godnego życia, do bycia dzieckiem kochanym i chcianym.

  • Ogólnie z jednej strony jesteśmy za tym, żeby kobieta sama mogła decydować o tym, czy chce mieć dziecko, czy nie, ale z drugiej strony nie musi przerywać ciąży, przecież może oddać je do adopcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *