Nie mam telefonu i żyję. Lepiej.

jak pisać bloga

jak dobrze blogować, jak pisać bloga

Nie mam telefonu i żyję. Pełniej.

Dopiero teraz, kiedy od kilku tygodni nie mam telefonu, sobie to uświadomiłam. Jakbym wcześniej w ogóle przechodziła obok swojego życia.

Mnie nałogową blogerkę cały czas kusiło, by sprawdzić co nowego dzieje się w sieci. Co kto wrzucił na fejsa? A może są nowe lajki, nowi followersji? A może dostałam rewelacyjną ofertę współpracy?

FOMO. Fear of missing out. Syndrom naszych czasów.

Strach, aby przypadkowo czegoś nie przegapić. Komórka (nieodłącznie w zasięgu ręki) podsyca ten strach.

Dopiero teraz, gdy jej nie mam, pełniej oddycham. Potrafię odłączyć się od sieci. I nawet za bardzo mi tego nie brakuje. Za to czuję się spokojniejsza.

Na spacerze, w poczekalni u lekarza odruchowo sięgałam po komórkę i zatapiałam się w sieci. Nieustannie byłam taka zalatana … po sieci. A teraz ….

Jakbym odcięła się od tego nieustającego źródła stresu i zabiegania. A świat wcale się od tego nie zawalił. Mój blog też nie.

życie bez telefonu komórkowego jak dobrze blogować, jak pisać bloga

Jak to blogowanie wciąga.

Kiedy 4 lata temu zaczynałam przygodę z blogowaniem, po prostu chciałam pisać o zmianie, jaką wywołało w moim życiu zetknięcie z naturopatią. Pozbyłam się chronicznych problemów ze zdrowiem, które nękały mnie przez długie lata.  Wystarczyła w sumie niewielka zmiana w sposobie życia, odżywiania się, odrobina aktywności fizycznej, wsłuchanie się w swój organizm i UMIAR.

Tylko, że tego umiaru już zabrakło mi w blogowaniu. Bo blogowanie wciąga. Na zabij.

Znowu zaczęło się sypać moje zdrowie. Siadałam do komputea późnym wieczorem, nieraz zarywałam noce. To nie uchodzi bezkarnie. To wpływało na jakość snu. Wstawałam rano… już zmęczona. Ale dalej nieugięcie blogowałam. Jak to uzależnia.

W stanie ciągłej gotowości bojowej. Czy to jeszcze jest pasja, czy już uzależnienie? A gdzie umiar i równowaga?

Porzuciłam pisanie bloga MODA NA BIO.

Bo poczułam, że żyjąc tak, jak żyję, nie jestem wiarygodna w tym, o czym piszę.

Dopiero od niedawna zaczęłam nabierać zdrowszego dystansu do blogowania.

Jest cieńka granica między pasją a uzależnieniem.

Pasja nadaje sens ciężkiej pracy. Pasja dodaje motywacji i podsyca apetyt na życie. Uzależnienie zasyssa i wyczerpuje.

Dlaczego ciągle odczuwam takie wewnętrzne zoobowiązanie (wręcz presję), by dodać kolejny post. Najlepiej 3 nowe wpisy w tygodniu. A może jeszcze więcej. Z drugiej strony, nie mogę dodać byle czego, bo przecież nie chcę zawieść czytelników. Tych czytelników, których takim wysiłkiem (i wkładem pracy) udało mi się przyciągnąć.

życie bez telefonu komórkowego , jak dobrze blogować, BLOGOWANIE DZIECKO PIASKOWNICA

Czy możliwe jest życie bez telefonu komórkowego?

Dziwne … Odkąd nie mam telefonu, poczułam się wolniejsza.

Ta presja znikła. Wyszłam z sieci. Wracam do niej tylko rano na półtorej godziny. Dawkuję sobie.

Robię , co mogę. Ale nie mogę zrobić wszystkiego, ani wszystkich zadowolić. Blogowanie to studnia bez dna. Można utopić w niej tyyyyyyyyyyle czasu, i jeszcze nie będzie dosyś.

Może to i radykalne rozwiązanie: odciąć się od sieci. Ale jak to pomaga nabrać dystansu i wrócić do realnego życia. Wylogować się do życia, jak to robi dobrze.

Przecież ja jestem tylko blogerem i niczego nie muszę. To moja pasja.

Blog jest dla mnie, a nie ja dla bloga.

To na pewno nie jest recepta na pisanie rozwojowego bloga.

Już od kilku dni nie zaglądałam do skrzynki mailiowej. Przepraszam, jeżeli jeszcze komuś nie odpisałam. Nie mogę być wszędzie i we wszystkim.

Mało ostanio lajkuję na Instagramie. Od tygodnia na blogu nie pojawił się nowy post.

To wszystko wcześniej robiłam … z komórki. Lajkowałam, odpisywałam szybko na maile, zbierałam materiały i pomysły na nowe wpisy (buszując po sieci).

Bez telefonu, nabrałam dystansu. Spadły moje blogowe statystyki, ale ja jestem spokojniejsza.

Czy ja muszę porównywać się z innymi?

Czy muszę podświadomie frustrować się i zazdrościć, że ten czy tamten pisze bloga krócej, a ma już tylu fanów. A ja musiałam na to pracować latami.

życie bez telefonu komórkowego , jak dobrze blogować

Idę w swoim rytmie. W końcu i tak blogowanie, to sport długodystansowy. Jak to fajnie powiedział Michael Hyatt:

W każdym kontekście i tak, wygrywa ten, kto schodzi z placu boju ostatni.

Czy coś się stanie jeżeli dzisiaj nie zajrzę do skrzynki mailowej? Czy zawali się mój świat? Nawet mój blog się przez to nie zawali.

Moje nowe życie w rytmie slow.

Jestem z dziećmi, a drugą ręką odruchowo nie sprawdzam co dzieje się w sieci na telefonie. Nie sprawdzam, bo po prostu go już nie mam. Ubyło mi stresu.

Bo co to jest stres? Robienie kilku rzeczy naraz, równolegle i w rezultacie nie robienie niczego dobrze. Robienie wszystkiego w ciągłym poczuciu winy i FOMO. W strachu, by czegoś nie przegapić.

Odkryłam nowy smak życia. Ten smak co prawda znałam już wcześniej, ale mocno o nim zapomniałam. Slow life. Bez FOMO.

życie bez telefonu komórkowego , jak dobrze blogować; BLOG LANDSCAPE

Wróciła mi ochota na pisanie o zdrowiu. Za to coraz mniejszą mam ochotę, by mój telefon wrócił z naprawy. Naprawiony. Zastanawiam się, czy nie lepiej będzie mi bez niego. W rytmie slow. Bez FOMO.

Zmobilizowałam się, by wrócić.

Może to i gorzki post o byciu blogerem i blogowaniu. Napisałam go dla Was ku przestrodzie. I dla siebie, by już nigdy nie zapomnieć o tym, co na prawdę jest w życiu ważne.

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Podobne wpisy

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Beata Redzimska Vademecum Blogera
Beata Redzimska

Zapisz się na Newsletter

More from BEATA REDZIMSKA

Telewizja na Instagramie, czyli IGTV.

Instagram TV, czyli IGTV. Bo to jest taka nowość, którą dopiero i...
Read More

33 komentarze

  • I właśnie dlatego świadomie i celowo wykupiłam w telefonie abonament z malutkim pakietem internetu. Sam telefon też często wyłączam, żeby nie być dostępną na każde zawołanie.

    Beato, zdrowia i spokoju Ci życzę! 🙂

  • Trafiłaś w samo sedno. Choć jestem początkującą blogerką wiele z tego co napisałaś zauważyłam u siebie . Szczególnie to zarywanie nocek, u mnie to już na porządku dziennym. Od jakiś 2 tyg. Chodze spać między 3-5 rano. Chyba też spróbuję terapii bez telefonu 🙂

  • Doskonale Cię rozumiem Beatko, sama widzę u siebie ten pęd do bycia online… Wychodzę jednak z założenia, że mam taki okres w życiu to korzystam. Nie mam problemu z dotrzymywaniem terminów itp. A tak się niestety składa, że nie mam znajomych zbyt wielu w realu, nie chodzę do biura, więc kontakt z innymi dorosłymi tylko przez internet. To również mój sposób na rozwój i poszerzanie grona znajomych. Zawsze, gdy mam wybór wybieram ludzi „tu i teraz”.
    Czasami celowo odinstalowuję różne aplikacje i na początku dziwnie się czuję, a po dwóch – trzech dniach jest ok. Po tyg znów jestem online 🙂
    Pozdrawiam 🙂

  • Beata, niesamowicie dałaś mi do myślenia tym postem. Kiedyś już, jakoś w październiku, podjęłam próbę redukcji czasu, który spędzam w sieci. Pamiętam, że to był wspaniały miesiąc. Jednak z czasem wróciłam do złych nawyków zaglądania w telefon co parę minut, sprawdzania skrzynki pocztowej co chwila – może jakiś komentarz nowy do posta? Poniedziałek miałam wyczerpujący, gdy wróciłam po 22 do domu praktycznie nie miałam siły na nic, tylko na wskoczenie do łóżka. Z kolei we wtorek rano poszłam na jogę i na kawę ze znajomą. Gdy spojrzałam po tym czasie na fejsa, czekała mnie masa powiadomień. Do tego parę maili. Ale czy coś się stało, że nie zareagowałam na to od razu? Nie!
    I kurcze, musze zawalczyć ze sobą! Też oddaje telefon do naprawy w najbliższym czasie – może to też będzie jakiś punkt zwrotny? 🙂
    Dziękuję za podzielenie się tym!

  • Niby wydaje się nam, że nie jesteśmy uzależnieni od internetów, fejsbuków itp…. a jesteśmy. I takie sytuacje jak twoja, albo mja ostatnio (brak internetu przed 4 dni!!) uświadamiają nam jak słabymi ludźmi jestesmy!:)

  • Super wpis! Od dawna o tym myślę, że trzeba z wielu rzeczy rezygnować, aby robić inne z sercem. Sama nie ogarniam wszystkiego, czego chciałabym spróbować. Ale nie przyszło mi jeszcze do głowy, żeby pozbyć się telefonu 🙂

  • Całe szczęście, już u mnie ten etap minął. Zachłysnęłam się informacjami, pędem. Myślałam, żeby tylko nic mnie nie ominęło. Ale zwolniłam. Statystyki, umiejętności, doświadczenia nie rosną od tego, że się na nie patrzy. Udało mi się zminimalizować bycie online. I cieszę się z tego. A świat się przez to nie zawalił 🙂

  • Wirtualna rzeczywistość naprawde potrafi wciągnąć. Trzeba umieć się wylogować i żyć prawdziwym życiem. Analogowym :p Chciałabym żeby w moim zyciu internet był tylko dodatkiem, no ale cóż, często tak nie jest. Dzięki, że mi przypomniałaś o tym co rzeczywiście jest ważne. 🙂

  • Chyba wszyscy blogujacy na jakims etapie dajemy sie wciagnac w wyscig szczurow. Nie wiem kto to zapoczatkowal i kiedy, ale taka jest prawda. Prawda rowniez jest to, ze blogowanie zajmuje bardzo duzo czasu (jesli chce sie to robic na jako takim poziomie) i jesli do tego ma sie pelnoetatowa prace plus rodzine i dom do ogarniecia to nic dziwnego, ze wyrzuty sumienia, frustracja i presja pojawiaja sie, predzej czy pozniej. Jesli jednak czlowiek ustali sobie priorytety i nie bedzie nic na sile robic, to jakos to mozna lagodnie pogodzic. Chyba 🙂

  • Świetny i prawdziwy wpis! Dzięki, że się dzielisz! Mój wirtualny świat powstał zaledwie 5 miesięcy temu, a już doskonale wiem co masz na myśli. Za mną już chwile zwątpienia, wycofywania, przestoju, niechęci, ale też i godziny i dni tego ciągłego rozmyślania co i jak napisać/zrobić aby było możliwie jak najlepiej. Tylko, że to ciągłe rozmyślanie zupełnie mnie nie wspiera, więc kolejny raz jestem w trakcie przewartościowywania sobie priorytetów i ustalenia po co ja to wszystko robię, skoro życie jest gdzie indziej, a w blogowaniu jest taki tłok, że co bym nie zrobiła to i tak w tym tłoku gdzieś przepadnę i wszystkich nie dogonię mimo mojego sportowego charakteru 🙂

  • Mnie udało się uwolnić od telewizji, kiedyś nie wyobrażałam sobie wieczoru bez telewizora, to był dla mnie relaks. Któregoś dnia doszłam do wniosku, że tracę czas na rzeczy, które nic nie wnoszą do mojego życia, więc przestałam oglądać. I wiecie co? Wcale mi tego nie brakuje, też poczułam się wolna, a ile mam czasu dla siebie! Gorąco polecam. Doszłam do wniosku, że telewizja też może być nałogiem.

  • Żyję całkowicie bez telewizji. W smartfonie mam internet, ale korzystam w kryzysowych sytuacjach, naprawdę. Do sieci wchodzę z laptopa. Nie chcę, żeby sieć mnie wciągnęła bardziej niż życie. Ostatnio założyłam konto na instagramie, więc komórka bardziej mnie wciąga:-(

  • Masz zupełną rację, ale ja nie jestem jeszcze na etapie, kiedy potrafię i chcę porzucić to wszystko co znajduję w sieci, zbyt wiele rzeczy mnie interesuje, a i tak nie daję radę przecież przeczytać wszystkiego. I pewnie nigdy nie przeczytam, bo wciąż powstają nowe, inspirujące i przydatne treści (u Ciebie na przykład mam ogromne zaległości). Mam natomiast świadomość stresu jaki wiąże się z faktem, że mam tyle zaległości, że tyle jeszcze przede mną pracy, że chciałabym zrobić to co mam zaplanowane. Dostęp do współczesnych mediów z jednej strony ułatwia nam funkcjonowanie, z drugiej zdecydowanie źle wpływa na samopoczucie i zdrowie (to zawalanie nocy jest też moją domeną). Dlatego to co robię dla zachowania od czasu do czasu równowagi to wyłączenie się na kilka dni z sieci i złapanie dystansu. Pomaga wprawdzie na krótko, bo wkrótce jestem w punkcie wyjścia, ale nie mogę powiedzieć, że tracę czas, bo wiele rzeczy udaje mi się jednak zrealizować. Tak jak piszesz, wyborów musimy dokonywać my sami, a tej trudnej sztuki uczymy się przecież przez całe życie. Wkrótce wyjeżdżam i będzie to wyjazd w wersji slow. Bez FOMO. Pozdrawiam Beatko.

  • trafiłaś z wpisem bo właśnie od trzech dni prowadzę wojnę w głowie z tym, że w tym tygodniu nic nie opublikowałam, a choć bardzo bym chciała, to jak na złość żaden tekst mi nie idzie. mam zrobiony cały plan treningowy, rzeczy do pracy i na uczelnie ogarnięte na tip-top, wyprane wszystko co się dało i porządek w każdym zakamarku – zrobione dosłownie wszystko, oprócz nowego tekstu. muszę przestać się zadręczać i wynegocjować z wewnętrznym dyktatorem swoje warunki, a obie wiemy, że nie jest to łatwe. twoje „blog jest dla mnie, a nie ja dla bloga” to moje „żyje i dzięki temu piszę, nie na odwrót”. najwidoczniej też wcale niekoniecznie chcę mieć rozwojowego bloga ;-).

  • Doskonale Cię rozumiem, choć jestem zupełnie w innym punkcie 🙂 . Telewizora nie mam od lat , komórki długo nie miałam, potem wraz z działalnością głównie się pojawiła, ale za to bez internetów. Potem wraz z działalnością niemal zniknęła :). Teraz po 3 latach totalnego slow życia , bez telefonów komórkowych, telewizji, facebooków i innych mam ochotę znów na nieco więcej kontaktów , na pracę , na to i tamto i dlatego tu jestem .. Nawet zaczęłam pisać coś tam i powoli czuję jak to wciąąąąga maksymalnie. Jestem czujna , ale widzę wszystkie zagrożenia. 🙂

  • Coś w tym jest, że ten internetowy świat uzależnia. Mając stary telefon, tzw. „do dzwonienia i smsowania” jakoś nie miałam problemu z byciem offline. Przyłapałam się na tym, że często pierwszą rzeczą, na którą zerkałam po przebudzeniu był nowy telefon i wszelkie powiadomienia na nim… Staram się z tym skończyć. Dzień zaczynam od jogi i już widzę postępy 🙂 I prawdą też, że internet wysysa mnóstwo sił. Ostatnio pojechałam na 4 dni do domu, specjalnie nie biorąc ze sobą laptopa, żeby mnie nie korciło. Parę razy przez telefon zerknęłam na SocialMedia, ale to dosłownie na chwilkę. Ale co w tym najważniejsze – w końcu odpoczęłam, a ostatnimi czasy wiecznie czułam się zmęczona… Potrzebowałam pobyć offline. To naprawdę dobrze robi 🙂

  • Beato, nawet jeśli ogólne statystyki Ci spadły, to patrząc na liczbę komentarzy Ci wierni czytelnicy cały czas są z Tobą :). A przecież to o nich chodzi, prawda? 🙂
    Ja jestem nowa na blogu – zaraz lecę buszować, bo widzę, że jest w czym. Bardzo lekko się czyta Twoje posty :).

  • Ja ostatnio też wrzuciłam na luz, nauczyłam się funcjonować bez takiej ilości sieci. Dziś wracam z walizką energii do blogowania. Już wiem gdzie robiłam błędy i jak je naprawić. Co fascynujące, takie wyznanie. A czytelników ubyło mi o 70 % niestety. Mam nadzieję, że wrócą 🙂

  • Kurcze, to ja się cieszę kiedy w moim mieszkaniu nie ma prądu (ciągłe remonty na ulicy). Na początku jestem wściekła, a potem robię rzeczy, na które nie miałam czasu od wielu tygodni. W dzisiejszych czasach bardzo trudno się wyłączyć i pobyć chwilę offline.

  • Bardzo popieram takie podejście „Blog jest dla mnie, a nie ja dla bloga”. Wszędzie pełno tych porad, żeby być wszędzie, we wszystkich możliwych social media, żeby jak najczęściej publikować posty, żeby jak najwięcej komentować na innych blogach i odpowiadać na maile… I tak, to są na pewno wartościowe metody, by rozwijać bloga, ale te metody kończą się tym, że hobby przemienia się w pełnoetatowy wolontariat (jeśli na blogu nie zarabiamy). I ja od samego początku nie widziałam sensu w aż takim poświęcaniu się. Naprawdę, bardzo mi się podoba to, co napisałaś 🙂 Pozdrawiam 🙂

  • Jeszcze w gimnazjum jeździłyśmy na dwutygodniowe obozy harcerskie w lesie. Z prądu teoretycznie nie można było korzystać, jedna bateria, 14 dni. Wniosek był jeden. Trzeba było szybko sprawdzać, aczkolwiek wtedy nie miałyśmy Internetu w telefonie, więc nie było po co siedzieć. Teraz zaś, gdzie się nie obejrzysz, atakują nas smartfony. Czasem jednak warto spróbować się od tego odciąć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *