3 statystyki, które powinieneś śledzić, jeżeli piszesz bloga.

jak pozycjonować stronę

jak pozycjonować stronę

Pewnie dobrze znacie to uczucie. Bo kiedy zaczynamy pisać bloga, w ogromnym wyczekiwaniu śledzimy statystyki. Ile osób zajrzało do nas danego dnia? Tu niestety brutalnie dogania nas rzeczywistość.

Statystyki nie są takie różowe, jak to widzieliśmy … oczami wyobraźni. A jeszcze im usilniej (i regularniej) je sprawdzamy, tym mniej posuwają się naprzód. Nie  tylko nie chcą rosnąć jak na drożdżach. A tu jeszcze podcinają nam skrzydła. Z małymi wyjątkami (szczęśliwcy), chyba każdy przez to przechodzi.

Ale tu jest ważne na co patrzymy? I co z tym robimy?

Bo ja przez długi czas patrzyłam na same suche cyferki. Ilu mam unikalnych użytkowników?

Patrzyłam i patrzyłam. Aż w końcu stwierdziłam, że rosną nie dość szybko, jak na mój gust. No i porzuciłam pisanie bloga. Tu mam na myśli mojego bloga MODA NA BIO,  w którego swego czasu włożyłam sporo pracy, czasu i serca.

 

Dzisiaj wiem, że źle patrzyłam i patrzyłam na złe statystyki.

[sociallocker id=”14984″]

Co z tego, że wiem ile odwiedza mnie osób. Skoro nie wiem dlaczego (jak) do mnie trafiają i po co?

A Wy? Czy wiecie?

I.

Czy wiecie, jakie są najpopularniejsze wpisy na Waszym blogu?

Prawdopodobnie przeczuwacie … intuicyjnie, domyślacie się, a nawet jeżeli korzystacie z widgetu czy wtyczki typu POPULAR POSTS macie naukowe potwierdzenie. A jednak. Gdy wgryziecie się w nie głębiej, możecie dość mocno się zdziwić.

To, czego już może/pewnie nie wiecie (nie zastanawiacie się nad tym, bo po co):

Ile procentowo jeden, jedyny wpis może nabić Wam wejść na bloga (w stosunku do innych).

I tu pokażę Wam moje statystyki. Może są one dość specyficzne, bo dotyczą bloga, którego piszę … porywami. Piszę i porzucam pisanie. A ostatnio piszę i bardziej liczę na wyszukiwarki. Bo dorzucam tu same, suche przepisy (z jakimś króciutkim wprowadzeniem). Raczej po to, by podtrzymać go przy życiu. Bo póki co nie za bardzo wiem, co z nim chcę zrobić. Po prostu, dotyczy to bloga, na którym nie mam stałych czytelników.

 

Po pierwsze: jak sprawdzić, jakie są najpopularniejsze wpisy na moim blogu?

W Google Analytics. Wchodzimy w Zachowanie, Ogółem i tu możemy ustalić z jakiego okresu chcemy statystyki. Ja pokazuję Wam statystyki za ostatni miesiąc. W pierwszej dziesiątce nie mam ani jednego ze świeżo opublikowanych wpisów. Ale to nie pierwsze zaskoczenie…

 

jak pozycjonować stronę

Po zsumowaniu procentowego udziału każdego wpisu w całościowym ruchu na blogu, okazało się, że

10 najpopularniejszych wpisów zapewnia mi prawie połowę całego ruchu.

Czy to dobrze? A co z resztą?

Mam na tym blogu opublikowanych łącznie 439 postów (4 lata pisania). Gdzie jest 429 pozostałych? Przepadły w zakamarkach wyszukiwarek.

I co teraz? Co można z tym zrobić? Otóż są tu 2 szkoły. Właściwie obydwie, da się tu zastosować równocześnie.

Te topowe wpisy (raptem kilka na kilkaset) zapewniają mi lwią część ruchu na blogu.

To posty filary, posty magnesy i dlatego są bardzo, bardzo ważne. To wizytówki dla mojego bloga. Jego ambasadorowie. Teraz trzeba rozegrać to strategicznie….

Najpierw zidentyfikować je. Przy okazji zastanowić się: dlaczego właśnie te, a nie inne? Potem próbować powtórzyć ich sukces. A dalej …

Po prostu wykorzystać ich potencjał.

Bo skoro ściągają nam ruch na stronę, to jest to idealne miejsce, by np przywiązać do siebie czytelnika (podsunąć mu właśnie tutaj zapisy na newsletter), albo przynajmniej zatrzymać go u siebie na dłużej (podsuwając listę pokrewnych tematycznie postów).

Druga szkoła uczy, że jeżeli te wpisy działają jak magnesy (ściągają nam ruch na bloga), co znaczy, że dobrze uplasowały się w Google… Ale przecież można to zrobić jeszcze lepiej i zbierać z tego tytułu jeszcze większy ruch na blogu. A stąd więcej polubień na Facebooku, więcej zapisanych na newsletter…

Bo jak to mówią Francuzi: „On ne change pas l’equipe qui gagne”. Nie zmienia się ekipy, która wygrywa.

Dlatego warto wyeksponować je jeszcze bardziej.

A w tym celu:

  • podlinkować do nich w innych wpisach,
  • pokazać je np na stronie O mnie (jako próbkę tego, co mamy na blogu),
  • pokazać je w panelu bocznym (w ramach widgetu Najpopularniejsze posty),
  • regularnie podsuwać je na dobranym tematycznie forum dyskusyjnym,
  • w niektórych komentarzach (zostawianych na innych blogach, jeżeli jest taka możliwość) zamiast linkować do bloga (ogólny adres URL), podlinkować właśnie do konkretnego wpisu (jeżeli wiąże się tematycznie z tym komentowanym).

A teraz czas na analizę.

 

Dlaczego te, a nie inne posty?

Dlaczego reszta przepadła w czarnej dziurze, jaką jest internet. A te kilka się obroniło?

Może Wasze statystyki nie będą aż tak drastycznie. Może w Waszym przypadku nie będzie to tylko kilka wpisów, które robią Wam ruch na blogu, a może ….

 

1.

Pisz użyteczne treści.

Najbardziej zaskoczyło mnie pierwsze miejsce: post o szydełku: jak prosto nauczyć się robić na szydełku, który de facto jest tutorialem pokazującym, jak zrobić na szydełku najprostszą na świecie serwetkę (podstawkę pod filiżankę).

Przecież piszę o zdrowiu i o kuchni, a szydełko jest tu tylko tematem pobocznym. W skali rocznej ten post też jest na pierwszym miejscu. Nabił mi łącznie … 21 000 odsłon (w ubiegłym roku).

Bo to post sprzed lat, z czasów kiedy udzielałam się towarzysko z tym właśnie blogiem. Ma więc jakieś lajki w social mediach i kilka komentarzy. Tu pewnie zadziałała jego praktyczna strona, bo to rozpisany krok po kroku tutorial. Podpięty pod popularne w tym zakresie słowo kluczowe: jak prosto nauczyć się robić na szydełku. Przecież każdy od tego zaczyna…

 

2.

Zostań autorytetem. W danej dziedzinie. Dla Google.

A w tym celu regularnie poruszaj dany temat. Za każdym razem pod innym kątem.

 

Na blogu MODA NA BIO mam kilka (dokładnie 19 na 439, czyli 4%) wpisów o glince. Dlaczego aż 2 z nich znalazło się w pierwszej dziesiątce? A w zestawieniu roczny aż 4 wpisy z tej kategorii są w pierwszej dziesiątce.

 

Jeżeli często piszesz na jakiś niszowy temat, Google w końcu wyłapie Cię, jako autorytet w tym zakresie…

Mnie wyłapał w temacie glinki. Ale dlaczego najpopularniejszy okazał się wpis o tym: Jak przygotować maseczkę z glinki? 

A inne? Obszerniejsze, starsze i nawet promowane na forum medycyny naturalnej.
I tu przytoczę Wam radę naszego czołowego SEO-wca Sławka Gdaka:

Pisz o tym, czego szukają ludzie.

A jeżeli w Google Planner wpiszecie słowo „glinka”, obok Katarzyny Glinki i zdrobniale Kasi Glinki wyskakują nam maseczki z glinki, glinki kosmetyczne … Bo ludzie bardziej kojarzą glinkę z Kasią (oczywiście) i z jej kosmetycznym zastosowaniem (glinki, nie Kasi).

jak pozycjonować stronę

Tu jeszcze dodam, że ten mój najlepiej wypozycjonowany wpis o glince, jest jedynym (wpisem o glince), pod którym rozegrało się jakieś życie towarzyskie (8 komentarzy). Dowód, że ktoś na to zareagował. A zareagowały po prostu zaprzyjaźnione blogerki. Bo to wpis z czasów, kiedy z tym blogiem udzielałam się towarzysko w blogosferze.

Ten wpis w skali rocznej nabił mi 9400 odsłon na blogu. Ale przypuszczam, że było to możliwe również dlatego, że linkuję do niego wewnętrznie z innych wpisów o glince. Mój drugi (w pierwszej dziesiątce) wpis o glince nabił mi w skali rocznej 7700 odsłon (co po zsumowaniu daje – oba wpisy razem 17 000 odsłon).

Jeszcze dodam, że w skali rocznej w pierwszej dzisiątce najpopularniejszych wpisów mam 4 wpisy o glince: razem prawie 26 000 odsłon, czyli 4 % wpisów (kategoria Glinka) robi mi prawie 11 % ruchu na blogu. Widać dla Google staję się autorytetem w temacie GLINKI:

3.

Wzajemnie podlinkuj wpisy. Wewnętrznie.

Zauważcie, że w pierwszej dziesiątce mam jeszcze inną parę powiązanych ze sobą (i skądinąd wzajemnie do siebie linkujących wpisów) o ryżu:

Które de facto (temat popularniejszy od glinki), robią mi więcej ruchu na blogu. W skali rocznej z tych dwóch wpisów miałam 26 000 odsłon. Czyli z dwóch wpisów (na 439) ponad 10 % całego ruchu na blogu. Tymi wpisami trafiłam w zainteresowania moich potencjalnych czytelników… i

 

Załamuję się.

Jeszcze raz weszłam w te wpisy (w większości przypadków napisane lata, 2-3 lata temu) i przeraziłam się:

  • słabe zdjęcia (dzisiaj robię lepsze fotki – to jedyna pozytywna obserwacja, co oznacza, że robię postępy),
  • napisane sztywno, jakby urzędowo (jednak lekkość pisania wyrabia się w praktyce, potem),
  • notoryczny brak polskich liter,
  • porozstrzelana czcionka, tu pogrubienie, tam kursywa, prawie dostałam oczopląsu.

I dotarło do mnie.

 

Morał:

Sprawdź jakie jest Twoje 10 najpopularniejszych wpisów. Czy są one na poziomie Twoich obecnych blogowych umiejętności.

 

Bo to Twoja wizytówka w sieci. To po nich internauci trafiają i odkrywają Twojego/mojego bloga. Jaką na ich podstawie wyrabiają sobie opinię na temat Twojej/mojej blogowej marki?

Czasami wystarczy mały lifting i już jest dużo lepiej.

Dziwiłam się, dlaczego mam jakiś tam ruch na blogu, a tak mało polubień na fejsie? Teraz wiem, co widziała większość osób, które docierały na mojego bloga. Stare, rozmemłane, niedopracowane wpisy.

Nie wracałam do nich, bo przerażała mnie perspektywa dopracowywania kilkuset postów. Ale przecież poprawić 10 postów (docelowo myślę 20-30), to jest do zrobienia.

Teraz poprawiam te wpisy, zmieniam czcionkę na bardziej przyjazną dla czytelnika, poprawiam, co mogę. By już się ich nie wstydzić.

Teraz wiecie, gdzie jestem, gdy nie ma mnie na tym blogu.

4.

Zapomniane posty. A może masz problem z SEO?

Ale tu jeszcze pozostaje problem kilkuset wpisów, które są na blogu, a w wyszukiwarkach ich nie ma. Nikt na nie nie zagląda. Dlaczego?

Część z nich muszę poprawić. Czasami niewielka zmiana pod kątem SEO, potrafi zdziałać cuda.

Jak u mnie w przypadku starszego wpisu o soi (produktach sojowych), który ostatnio odświeżyłam.

O tym, czy produkty sojowe są zdrowe? Bo miałam tu totalny mętlik. Szukałam czegoś, czym mogłabym zastąpić mleko krowie. Przekopałam literaturę, pozbierałam informacje, rzetelnie, zebrałam, przetworzyłam i napisałam dość obserny wpis. Tu okazało się, że specjaliści są za, a nawet przeciw. Więc bądź tu mądry i sięgaj po soję i jej produkty z umiarem.

jak pozycjonować stronę

Ten wpis pierwotnie opublikowałam na blogu 3 lata temu i myślałam, że będę miała z niego jakieś wejścia, a tu nic. Martwa cisza. Przepadł. Niszowy temat… Wymyśliłam dla niego naukowy, kosmiczny tytuł, z księżyca, zamiast z Google. 

A wystarczyła kosmetyczna zmiana. Prozaicznie sprawdziłam w Google (szczęśliwy traf): o co pytają ludzie. A pytają: Czy soja jest zdrowa, czy ma gluten, czy uczula i czy tuczy.

Podmieniłam starszy tytuł i kilka nagłówków. Dzisiaj ten wpis jest u mnie w drugiej dziesiątce. Ale to dało mi sporo nadziei. Dużo mam jeszcze do zrobienia, opierając się na starszych wpisach i dając im kolejną szansę na drugie życie.

 

II.

Czy wiesz, skąd masz wejścia na bloga?

Bo niby, jako blogerzy powinniśmy dwoić się i troić na wszystkich możliwych frontach, czytaj social mediach. Tymczasem najlepsze efekty daje skoncentrowanie się na kilku wybranych. Ale dobry wujek Google już o tym pomyślał i dlatego w Google Analytics mamy możliwość sprawdzenia skąd mamy wejścia na bloga.

jak pozycjonować stronę

W tym celu wchodzimy w Pozyskiwanie, Sieci społecznościowe, Ogółem i jest …

NIESPODZIANKA.

Bo najwięcej wejść na bloga mam z … Facebooka.

To w sumie logiczne, bo mam tu najwięcej followersów i najwięcej się tu udzielam. No może najwięcej followersów mam akurat od kilku dni na Pintereście. Bo też od kilku dni masowo ich sobie tutaj nabijam. Jak? Niech to będzie moja słodka tajemnica. Zdradzę Wam ją przy okazji.  Acha, to dane z mojego bloga MODA NA BIO.

Ale niespodzianka to Twitter.

Jeszcze kilka tygodni temu byłam tu niedzielnym gościem. Aż wreszcie zrozumiałam jego potencjał.

Pinterest?

No cóż, to super sprawa, jeżeli … piszecie po angielsku (to przebój w Stanach). Na Pintereście tak uczciwie działam od niedawna. Zbieram tu sporo inspiracji odnośnie blogowania i kulinariów (no i jak widać mam z tego jakieś wejścia).

Tumblr?

Kiedy ja tam ostatnio byłam? Nie pamiętam. Ale kiedyś automatycznie spamowałam tam linkami. Miałam taką wtyczkę, która automatycznie wysyłała informację o nowym wpisie do wszystkich możliwych serwisów. I czasami jeszcze są z tego jakieś zwroty.

A gdzie jest Instagram?

Nie ma. Zero. Wielkie zero. A ja się pytam, czy w ogóle ktoś z Insta zagląda na inne blogi?

Bo to, że lubię czyjeś fotki, nie znaczy, że zainteresują mnie tworzone przez niego treści. A zresztą tak szybko przelatuję kolejne obrazki, tylko zatrzymuję się przy niektórych (i chłonę, ale nie idę za linkiem). Co innego, w kwestii osób, które znam, czytam na codzień i dlatego śledzę na Instagramie. Ale wtedy nie potrzebuję Insta, by trafić na ich bloga.

 

Morał:

Skoncentruj się na kilku wybranych mediach, działaj w nich, udzielaj się, zrozum jak one funkcjonują, zbuduj tu społeczność …

A w końcu zbierzesz plony.

Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by automatycznie pospamować tu i ówdzie linkiem. Bo czasami są z tego zwroty.

Tu pokazałam Wam swoje statystyki z Moda na Bio. A tutaj z Vademecum Blogera. Za rok.

jak pozycjonować stronę

Po zsumowaniu: ile w ostatnim miesiącu miałam wejść z dwóch nowych mediów, które aktualnie rozgryzam: Twitter i Pinterest? 74 z Twittera, 8 z Pinterestu.

W skali rocznej może te liczby bardziej przemawiają. Choć na Twitterze i Pintereście działam dopiero od grudnia. Dla Vademecum blogera miałam 352 wejścia z Twittera i 60 z Pinterestu. 80% wejść z samego Facebooka. Nawet jeżeli Marc Zuckerberg tnie zasięgi. Lepszy rydz niż nic.

 

III.

Czy wiesz, kto do Ciebie linkuje i dlaczego?

Tyle jest narzędzi do monitorowania swojej marki. Tu też pomocne może być stare dobre Google Analytics. Wchodzimy w pozyskiwanie, Sieci społecznościowe, Trackbaki. I znajdziemy tu informację, jakie strony do nas linkują i ile mieliśmy z tego wejść na bloga.

jak pozycjonować stronę

Może ta statystyka nie jest kluczowa dla rozwoju bloga, ale jest kluczowa dla budowania dobrych relacji. Bo przecież w ten sposób możemy dotrzeć do danej osoby, podziękować jej za podlinkowanie, odwzajemnić się np obserwując jej bloga. I w ogóle zobaczyć, co o nas pisze.

 

Dlaczego nikt nie linkuje do mojego bloga … Moda na Bio?

  • A czy ja z tego bloga linkuję do kogoś? Nie. Bo wrzucam na nim suche przepisy.
  • A czy ja z tym blogiem udzielam się towarzysko w blogosferze? Nie. Bo koncentruję się na Vademecum Blogera.

A jak to mawiał mój szef;

Dobre uczynki mszczą się już za życia.

Chcesz by do Ciebie linkowano? Pisz dobre treści i buduj kontakty.

[/sociallocker]

To kilka spostrzeżeń, które nasunęły mi się podczas prac nad moim drugim blogiem Moda na Bio. Część z nich dała mi do myślenia. I żałuję, że zajrzałam do nich dopiero teraz.

Dlatego dzielę się nimi z Wami, byście nie porzucali bloga, bo statystyki stoją Wam w miejscu. Tylko raczej wyciągali z nich konstruktywne wnioski.

Powodzenia.

A w ramach wyzwania u Maknety.

WIELKANOC jak pozycjonować stronę

 

 

Beata Redzimska Vademecum Blogera
Beata Redzimska

Zapisz się na Newsletter

Tags from the story
More from BEATA REDZIMSKA

Życie trzeba przeżyć, a nie przeczekać.

Życie trzeba przeżyć, a nie przeczekać. Jakiś czas temu Brigitte Macron w...
Read More

62 komentarze

  • Wiesz, z Twoimi wpisami jest tak, że je często aż trudno skomentować. Bo siedzę przed ekranem i myślę i zaczynam rozumieć pewne fakty z moim blogowaniem, w chwilę później już mam pomysł i na końcu rwę się do naprawy świata (czyli mojego bloga).Ponoć najtrudniej ujrzeć proste rozwiązania a Ty właśnie podajesz je na tacy – dziękuję 😀 Jak zwykle jestem pełen podziwu dla Twojej mrówczej pracy 🙂

  • Jak zwykle bardzo przydały mi się Twoje porady! O istnieniu niektórych opcji w ogóle nie wiedziałam. Aż wstyd się przyznać!
    Co do zdjęć- nie wiem jakie były na początku pisania bloga, ale teraz bardzo mi się podobają! 🙂

  • Okazuje się, że nurtują nas te same tematy i problemy. Dziękuję za wpis, który odkrywa jeszcze inną stronę recyklingu treści.

  • Widzę, że większość blogerów ma ten problem. Faktycznie, statystyki potrafią pogrzebać największy entuzjazm. Zabrałam się jednak do przysłowiowej roboty i sukcesywnie poprawiam stare posty pod kontem seo. Widzę delikatne drgnięcia 😉
    Po zmianie szablonu w tym roku, niestety nie mam pewnych przycisków (np. udostępnij wpis) i nie umiem zamontować wpisów podobnych. Tak samo disqus trochę zmniejszył liczbę komentarzy, czego zwyczajnie nie rozumiem???

    • Ula, przypuszczam, ze z czasem Disqus zwiekszy Ci liczbe komentarzy. Nie wiedzialam, jak Ci to wczesniej powiedziec, ale ja czasami wchodzilam do Ciebie i chcialam napisac komentarz i nie widzialam Twoich wpisow, dzisiaj jest wszystko w porzadku. Wiec moze to nie Disqus, tylko szablon, ktory cos tam szwankowal byl w tym winny. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Bardzo pouczający artykuł. Na statystyki nie zawsze mamy czas i nie zawsze tam zaglądamy. Ale jak już przyzwyczaimy się tam zaglądać to można dowiedzieć się z nich wiele rzeczy. Google Analytics to trochę gąszcz. Ale jak już się go nauczymy to jest to źródło wielkiej wiedzy! 🙂

  • Oj, ja też bardzo długo tylko pisałam i czekałam … na wielkie NIC. Odkąd komentuję u innych, wrzucam na fb i twitter linki nie tylko swoje to widzę różnicę. Niestety, widzę też pewną zmianę, co zresztą gdzieś było poruszane w blogosferze – coraz mniej jest komentujących będących zwykłymi czytelnikami, zdecydowana większość to osoby piszące w Internecie 😉

  • Super artykuł! Ja właśnie jestem w trakcie poprawiania SEO wszystkich starych wpisów z Bloggera – codziennie po kilka i jakoś idzie. Wydaje mi się, że powoli zaczyna być widać efekty.

  • Motywujący wpis! To notoryczne sprawdzanie statystyk, to chyba tendencja wśród początkujących blogerów. Mnie również to dotyczy, dziwiłam się, że w nadzielę opublikowałam posta i do wczoraj cisza…tylko kto w święta siedzi przed komputerem?
    Twojego bloga od dawna czytam i zawsze jestem ogromnie wdzięczna za porady techniczne czy usprawnienie „mentalne” blogowania. Można też powiedzieć,że dzięki Tobie porzuciłam pierwszego próbnego bloga na rzecz ukierunkowanego i aspirującego do miana profesjonalnego bloga o największej mojej pasji – edukacji. Bardzo Ci dziękuję za dzielenie się swoim doświadczeniem!

  • Niesamowicie przydatny wpis. Muszę przyznać, że w GA korzystałam tylko z kilku opcji, nigdy nie sprawdzałam w ten sposób kto do mnie linkuje. Ale z tym linkowaniem to też mi się wydaje trochę przekłamane, bo nie pokazuje mi niektórych blogów, które mnie podlinkowały. Wiesz może dlaczego tak się dzieje? Jestem na 100% pewna, że linkowały do mnie w tym miesiącu dwie osoby, których nie pokazuje mi GA w trackbackach.

    • Wiesz, co Sylwiu Rosaline, rzeczywiscie, myslalam, ze jak Google Analytics to Google wszystko pokaze, wszystko wylapie, ale odkrylam, ze u mnie jest podobnie. Tak sobie mysle, ze nie pojawiaja sie tu linki z mlodych stron, ktore po prostu jeszcze nie sa dodane do Google, tzn Google ich jeszcze nie zaindeksowal, nie dodal do swoich zasobow. Czy u Ciebie tez dotyczy to w miare nowych blogow (ktore do Ciebie linkowaly)? Pozdrawiam serdecznie Beata

      • W jednym przypadku dotyczy to nowego bloga, a w drugim takiego o dość ugruntowanej pozycji (według mnie), dlatego się zdziwiłam, że wyniki tego nie pokazują.

  • Beata, jak zwykle mnóstwo przydatnych porach, tylko obawiam się, że znowu przez Ciebie/dzięki Tobie spędzę nadplanowe godziny grzebiąc w Lifestylerce;). Serio. Po przeczytaniu Twojego pierwszego artykułu dotyczącego wiosennych porządków na Moda na bio, ściągnęłam sobie wtyczkę SEO i zabrałam się za stopniowe dostosowywanie i przerabianie moich starych postów, co jest zajęciem przyjemnym aczkolwiek baaaaaaardzo czasochłonnym:). W każdym bądź razie po przeniesieniu się na WP moje statystyki spadły na łeb i szyję, więc jak na razie ignoruje je i po prostu robię swoje:). Przyłączam się do party z moją wiosenną potrawą, czyli faszerowaną cukinią. Pozdrawiam Cie serdecznie – Ania.

  • Ja do statystyk nie zaglądam. Po pierwsze, aby się nie załamać. 😉 Po drugie, nie wiem jak je czytać. Pierwszy raz cokolwiek zrozumiałam i zobaczyłam, że można mieć z tych statystyk pożytek. Dziękuję Beato. Bardzo Ci dziękuję. 🙂

  • Bardzo przydatny wpis Beatko! Ja funkcje, o których piszesz odkryłam dopiero całkiem niedawno. Zwłaszcza jeśli chodzi o najczęściej odwiedzane strony. Dokonałam kilku poprawek i powoli widzę drobne efekty 🙂
    GA to potężne narzędzie, chociaż zrozumienie go i odkrycie przydatnych funkcji zajmuje trochę czasu 🙂

  • Wejścia z Instagrama nie pokazują się w Google Analytics! Dlatego masz tam 0, w rzeczywistości jakieś wejścia przy tylu fanach musisz mieć 😉 U mnie źródło pojawia się jako „direct”. Można zastosować np. link od bitly, żeby śledzić wejścia.

  • Świetne wskazówki i bardzo przydatne, zwłaszcza jeśli chodzi o Google Analytics. Ja po przejściu na WP nadal uczę się jeszcze GA właściwie obsługiwać, ale przecież wszystko przychodzi z czasem.

  • To, co opisujesz jest również bardzo ważne przy projekcie całego layoutu strony. Najważniejsze wpisy można wyróżnić (u mnie z małego magnesu, robię jeszcze większy, dzięki np. sliderowi), umieścić nie tylko w „o mnie”, ale też w zakładce „współpraca”. Co do zdobywania ruchu: jak największa prawda: karma działa. U Ciebie też zwróciłam uwagę (w jednym z poprzednich wpisów) na świetny cytat: „Zapomnijcie o sobie. Zainteresujcie się innymi.” – bardzo wzięłam sobie to do serduszka. Staram się robić to jak najczęściej, ale doba taka krótka :).

  • Wielkie dzięki za ten post! Umiejętność analizy i wyciągania wniosków na podstawie danych to trudna sprawa. Szkoda, że nie ma wielu poradników (ja przynajmniej się nie natknęłam na takie, ale może źle szukałam ;)) na ten temat. Może jakiś cykl na ten temat? Mało jest tak inspirujących wpisów jak ten!

  • O rety, ten post otworzył mi oczy jak chyba do tej pory nigdy żaden dotyczący statystyk na blogu! Dopiero Ty uświadomiłaś mi jak wiele błędów popełniłam, co muszę koniecznie zmienić i na co zwrócić uwagę, żeby statystyki na moim blogu pięły się systematycznie w górę. Dziękuję, dziękuję, dziękuję <3

  • Ja nie mogę się nadziwić czemu od roku najpopularniejszym postem na moim blogu bez przerwy jest ten o modzie w starożytności. Opublikowałam go jakoś na początku blogowania i szczerze mówiąc, to się nawet nie starałam przy nim, bo nienawidzę starożytności od podstawówki. A mimo to uparcie jest na samym początku. Myślałam, że to dlatego, że na początku każdego roku szkolnego pierwszaki we wszystkich szkołach mają starożytność i dostają durne prace domowe na jej temat i takim oto cudem ten wpis tak wypływa. Ale on cały rok jest popularny. Dawno go już popoprawiałam tak jak radzisz, ale wolałabym, żeby inne posty były popularniejsze.

  • Spędzam sobotę z Twoim artykułem i analizuję moje treści. Niestety ostatnio moje słupki pozostawiają wiele do życzenia. Mimo sporego nacisku na promocję połączoną z działalnością w mojej grupie, zauważam drastyczny spadek statystyk. O Facebooku już nie wspominając. Jestem załamana!
    pozdrawiam serdecznie!

    • Magda, są takie okresy. A potem coś się rusza. U mnie też ostatnio spadki (to może przez okres świąteczny, bo ludzie wtedy mniej siedzą w sieci). Ale miejmy nadzieję, że w jakimś momencie to się ruszy. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Nie miałyśmy pojęcia, że można sprawdzić, ile mamy klików z polecającego nas bloga. Ostatnio weszłyśmy w statystyki z marca i byłyśmy w szoku, ile mamy wejść (dużo) w stare artykuły z google.

  • Super wpis, bardzo rzeczowy 🙂 W temacie statystyk to bardzo cenię sobie wtyczkę „Google Analytics Dashboard for WP” Dzięki niej już z poziomu kokpitu znam podstawowe statystyki, a przy każdym z wpisów pokazuje mi się liczba odwiedzin (i mogę je sortować według popularności). Ale oczywiście regularnie zaglądam też do GA, bardzo lubię analizować te statystyki.

  • Przeczytałam z zapartym wręcz tchem. W końcu wiedza podana w przyjazny sposób :))) O wielu rzeczach wiedziałam, a raczej domyśliłam się, obserwując swoje statystyki, ale podpowiedziałaś mi kilka nowych pomysłów 🙂

  • Czyli warto ‚poprawiać’ te topowe posty? Zrobić lepsze zdjęcia itp?

    Błagam o podrzucenie mi jakiegoś pomocnego linku – od jakiegoś czasu GA pokazuje mi same zera, nic nie działa i nie wiem czemu to się nagle zmieniło. Coś próbowałam samodzielnie, ale nic nie wskórałam 🙁

  • Bardzo użyteczny wpis! (zresztą, jak wiele Twoich:)), niemniej jednak mam jeszcze pytanie dodatkowe – z jakiego rodzaju Google Analytics korzystasz? (w sensie nazwy wtyczki). Ja mam Dashboard i – szczerze – wg mnie Twoja wtyczka (ta z screenów) prezentuje się znacznie better, na mojej nie mogę znaleźć tylu info (albo po prostu jest mniej przejrzysta, I don’t know). Mogę prosić pełną jej nazwę?

  • Witam ,
    trafiłem na ten artykuł całkiem przypadkowo i o mały włos nie wyszedłem. PO przeczytaniu całości stwierdzam – bardzo fajnie napisany, dziękuje za podzielenie się widzą i doświadczeniami.
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *