Najwięcej uczymy się na błędach.

porcja motywacja

motywatory, porcja motywacja

Pewien młody manager podjął fatalną w skutkach decyzję dla swojej firmy. Decyzję, która kosztowała jego pracodawcę grube pieniądze. Z ciężkim sercem idzie na dywanik do szefa. Wie, że czeka go tam ciężka przeprawa i niechybna utrata pracy. Tymczasem szef, jak gdyby nigdy nic rozmawia z nim o kolejnym projekcie. W odpowiedzi na pytający wzrok pracownika, wyjaśnia:

Właśnie wydaliśmy 100 tysięcy dolarów na pana edukację.

To nie jest moment, by się rozstać.

Tę historię (podobno autentyczną) przeczytałam kiedyś w książce amerykańskiego autora. Czy tak realizuje się amerykański sen: od pucybuta do milionera?

Pewnie po części tak. Bo porażka jest nieodłącznym elementem każdego sukcesu. Nie ma sukcesów, które przychodzą łatwo. Nawet jeżeli z pozoru tak wyglądają. Gdy weźmiemy je pod lupę, okazuje się, że poprzedziły je lata bezowocnych wysiłków, miotania się, zwątpień.

Ot jak człowiek dochodzi do … czegokolwiek. Po błędach. Ucząc się na błędach. A może raczej nie na błędach. Bo jedynymi błędami są te, które niczego nas nie nauczyły. Czy jak to mówi stare orientalne przysłowie:

Po prostu czasami musimy pobłądzić, zanim wyjdziemy na prostą.

I wszystko jest trudne, zanim stanie się proste.

Niestety nie zawsze wszystkiego można nauczyć się na cudzych błędach. Choć tak bardzo chcielibyśmy oszczędzić tego naszym pociechom. 

Czasami trudno nam zaakceptować minione błędy. Ale to jest niezbędne, by móc pójść dalej. Nie pozwolić, by sparaliżował nas strach przed kolejnymi błędami. To pułapka perfekcjonizmu.

Tymczasem w praktyce nie ma czegoś takiego, jak droga usłana różami. To nie droga, to pułapka.

Może i rozpędziłam się. W sumie np chciałabym, by w ciągu doby przyrosło mi 100 tysięcy nowych fanów na Instagramie. Ot, tak. Od nic nie robienia. Pewnie i by mnie to cieszyło. Na krótko.

Bardziej cieszy 10 nowych obserwujących (gdziekolwiek), kiedy czuję, że sobie na ich zaufanie uczciwie zapracowałam.

Nie ma czegoś takiego, jak darmowy obiad. Chyba tak jesteśmy zaprogramowani. Sama bardziej cenię sobie to, do czego doszłam POTEM (narzędnik od słowa pot).

Podobno ludzie, którzy wygrywają duże sumy w Totolotka, po jakimś czasie (często) wpadają w tarapaty finansowe. Znacie to: łatwo przyszło, łatwo poszło.

Z kolei ci, którzy dochodzą do dużych pieniędzy krok po kroku, znają ich wartość i umięjętniej nimi zarządzają.

Czy pamiętacie te sytuacje, kiedy zmgaliście się z czymś i sobie odpuściliście? Albo zapominamy je (szczęśliwie), albo na długie lata podkopują nam wiarę w siebie.

Sama jakoś lepiej pamiętam te razy, kiedy nie dałam za wygraną. Kiedy próbowałam. Nie do upadłego. Do skutku.

Choć po drodze nie raz potykałam się. Już prawie traciłam wiarę. A jednak w ostatecznym rozrachunku okazywało się, że wytrwałość popłaca.

Długo i bezskutecznie zmagałam się z fejsem. Zanim odbił od dna.

Długo jechałam na starym bloggerowskim szablonie, zanim odważyłam się na zmiany. I zanim te zmiany w bólach doprowadziłam do końca. Zanim załadowałam zewnętrzny szablon. Zanim jako tako go dopasowałam. Zanim przeniosłam się na wordpressa. To nie była droga usłana różami.

Ale tak jakoś dziwnie mamy, że najbardziej cenimy sobie to, do czego dochodzimy w bólach.

Na co więc komu łatwe zwycięstwo, skoro tak krótko i w sumie raczej powierzchownie cieszy?

No dobra znowu się rozpędziłam. Ale chyba nie ma łatwych zwycięstw. Jak to mawiał Winston Churchill:

Bo gdy mimo upadków, potknięć, niedopatrzeń i niedociągnięć posuwamy się na przód, jesteśmy bohaterami. Sami dla siebie. To dodaje skrzydeł.

Byle tylko za bardzo nie przejmować się przejściowymi niepowodzeniami.

W  tym podobno tkwi sekret ludzi sukcesu. Oni po prostu unikają takich słów jak porażka, klęska, niepowodzenie. Zastępują je innymi: niedopatrzenie, niedociągnięcie, przejściowe trudności. Czyż nie brzmi to dużo lepiej? A błędy?

Niestety wszystkiego nie jesteśmy w stanie nauczyć się na cudzych błędach. Dlatego musimy popełniać również własne. I przede wszystkim nie zniechęcać się. Choć czasami to tak boli. Choć czasami wcale nie jest łatwo.


Suk­ces nig­dy nie jest os­ta­teczny. Po­rażka nig­dy nie jest to­tal­na. Liczy się tyl­ko odwaga. Winston Churchill

Odwagi. Byle do wiosny.

Pozdrawiam serdecznie

Beata

 

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Zapisz się na Newsletter

  • Świetny post! Trafne i fajne cytaty dobrane 🙂 Ostatnio ciągle zachwycam się Twoim blogiem… Pozdrawiam

  • „Nie ma czegoś takiego, jak darmowy obiad” To nie kwestia tego jak jesteśmy zaprogramowani, ale uniwersalnego prawa które determinuje wszystko co widzimy.

  • Właśnie umiejętność wyciągania wniosków z własnych i cudzych błędów najbardziej determinuje do dalszego działania. Czasami mam poczucie, że im więcej drobnych lub większych potknięć przy wykonywaniu czegoś, tym większą później sprawia mi radość z wykonanych prac. Jak wszystko gładko idzie, to owszem również nas to bardzo cieszy, ale w dużo mniejszym stopniu.

  • Ja niestety najwięcej uczę się na własnych błędach.. Ale z drugiej strony, gdyby nie one, to nie byłabym w tym miejscu, w którym teraz jestem i tą osobą, którą jestem. A tutaj i teraz jest mi bardzo dobrze 🙂

  • Dla mnie porażka to nie przegrana, to nowe doświadczenie,które naprowadza mnie na właściwy tor. 🙂 Tak sobie tłumaczę, choć przyznam, że nie zawsze do mnie to dociera. Czasami lubię skupić się na żalu i pretensjach do siebie. 🙂 Pozdrawiam.

  • A problemy powinniśmy traktować jak wyzwania. Zwykle chciałoby się iść na skróty i dostać wszystko za darmo albo przy minimum wysiłku, ale tak jak piszesz lepiej osiągnąć coś ciężką pracą. Wtedy o wiele bardziej to doceniamy i radość jest dużo większa.

  • Kochana, wspaniały wpis i jeszcze okraszony takimi trafnymi cytatami. Świetny i bardzo podnoszący na duchu.
    Masz rację z tym, że bardziej ceni się coś, w co włożyło się więcej wysiłku i zaangażowania, od czegoś, co poszło z płatka.
    Ściskam,
    Monika

  • Wpis trafiający w przysłowiowy PUNKT. Całe moje życie, właściwie od początków edukacji to walka z przeciwnościami. Szybko zrozumiałam, że do wszystkiego muszę dojść sama, bo rodzice nie potrafią mi pomóc. Nie raz chciałam wszystko rzucić, ale „coś” mi zawsze mówiło, ze prędzej czy później i tak problem wróci. Teraz znowu jestem na „początku drogi”, skończył się pewien etap, a nie mogę mogę zacząć kolejnego, bo czekam na ruch innych. Niezbędny niestety. Frustruję się strasznie, popłakałam się nawet w weekend z bezsilności, szykowałam nawet zemstę…Ale dziś od rana zaczynam wymyślać plan B. Może nie będzie konieczny? 🙂
    Moją inspirację stanowią przeczytane biografie znanych ludzi. Oni też często mieli pod górkę, nikt w nich nie wierzył, a jakoś dali radę. Wierzę, że każdy jest kowalem swojego losu. Trzeba walczyć o swoje. 🙂 🙂 🙂
    Pozdrawiam z deszczowego Poznania!

  • Błędy kosztują dużo nerwów, ale mają swoje nieocenione plusy. Chociażby to, że dzięki nim stajemy się silniejsi i bardziej doceniamy to, co udaje nam się osiągnąć. Mam wrażenie, że gdyby wszystko szło nam w życiu super gładko trudno byłoby nam to docenić i bardzo łatwo moglibyśmy to stracić.

  • Motywujące to co piszesz 🙂

  • W sumie masz rację, że najbardziej zapamiętujemy te rzeczy, których spełnienie nie było wcale takie proste. Grunt o się nie poddawać i brnąć do przodu, choć czasem droga jest bardzo kolczasta 🙂

  • Agnieszka

    Do wiosny Beatko. Fajnie to napisałaś. W zasadzie człowiek zaczyna wierzyć w siebie, czytając twoje posty :))
    Pozdrawiam serdecznie :))

  • Moim motto jest „Sometimes you win, sometimes you learn”. Zawsze podnosi mnie to na duchu po porażce. Sama jakiś czas temu popełniłam błąd kosztujący mojego szefa kilka tysięcy euro. Powiedział mi wtedy, że niemal każdy popełnił ten sam, tak samo drogi błąd, na początku swojej biochemicznej przygody. I jakoś moja idealna teoria, że dobrze jest się uczyć na błędach, ale lepiej na czyiś, w tym wypadku nie zadziałała 😉

  • Bardzo motywujący wpis. To prawda, że największą lekcję wyciągamy z naszych błędów 🙂

  • Niekoniecznie musimy uczyć się na błędach przez cały czas. Chodzi o to, czy z popełnianych błędów wyciągniemy jakieś nauki, by potem już tych lub podobnych błędów nie popełniać. W końcu nic złego jeśli nareszcie rzeczy zaczną nam łatwo przychodzić 🙂

  • To prawda, najwięcej uczymy się na błędach i to w większości na naszych! Czasem nie chcemy uwierzyć w to co mówią inni, musimy sami tego doświadczyć i przekonać się jak jest faktycznie 🙂 Niektóre błędy jednak bolą i mogą mieć poważne konsekwencje 🙂

  • Sebastian

    Dokładnie do puki samemu się czegoś nie spróbuje i nie popełni błędu do puty nie wyciągniesz odpowiednich wniosków. Najlepszym sposobem na doskonalenie siebie jest działanie, próbowanie popełnianie błędów i najważniejsze wyciąganie wniosków.

    http://www.inwestycyjnawolnosc.pl

  • Czasami brakuje mi własnie tej odwagi…Strach przed porażką potrafi paraliżować, potrafi blokować, ale ja też jestem zdania, iż najwięcej uczymy się na błędach własnych. Szkoda tylko, że czasami to mocno boli.

  • Zuzia

    ,,Czego człowiek w pocie czoła nie zdobędzie, tego nie doceni”. Jako ktoś, kto czasem lubi coś wydziergać chcę dojść do efektu perfekcyjnego. Tylko problem polega na tym, że chcę od razu. Wiele osób pisze na blogach o rękodziele ,,masz talent”, a tym czasem są to setki godzin spędzone na poprawianiu niedoskonałości. Ostatnio próbowałam zrobić z pewien przedmiot wzorując się na zdjęciach wypocin innego artysty. Nie byłam w pełni zadowolona. Skopiowałam styl. W kilka godzin zrobiłam coś, na co ktoś pracował latami. Teraz próbuję zrobić coś, co będzie w 100% moje. Popełniam wiele błędów, jednak jestem dumna z postępów. Uczę się na nich. Do perfekcji dochodzi się po wielu porażkach.
    Dziękuję za motywację!

  • Święta racja, najlepiej uczymy się na swoich błędach – wiem to po sobie 🙂 Sukces cieszy jak się na niego zapracuje 🙂 Gdybym miała wygrać miliona milion zarobić to wolałabym tą drugą opcje 😀

  • Pingback: Najlepsze blogowe wpisy tego roku - przegląd - Pieniądz jest Kobietą()