Jak rozwijać bloga?

jak rozwinąć bloga

jak rozwinąć bloga

Miniony tydzień uświadomił mi kilka ważnych rzeczy, które pominęłam w rozwoju swojego bloga. Chcecie sprawdzić, czy też popełniacie te błędy? Serdecznie zapraszam.

Nawiążę tu do Konkursu Blog Roku. Absolutnie nie chcę prosić Was o głosy. Dla mnie już jest po ptakach. Chcę tylko wysnuć konstruktywne, ponadczasowe wnioski:

Dlaczego nie mam i nigdy nie miałam szans na przebicie się do finałowej dziesiątki blogów?

1. Chcesz fejmu, wybierz temat, który Ci ten fejm da.

Jakiś czas temu pewien anglojęzyczny guru od blogowania dał taką fajną radę, która najtrafniej odpowiada na to pytanie.

Szukasz tematu dla swojego bloga? Już upatrzyłeś sobie jakąś niszę do blogowania? Super. Teraz zobacz ile znajdziesz w niej blogów mających, dajmy na to, powyżej 10 000 fanów na Facebooku.

Możesz policzyć je na palcach jednej ręki? No cóż, to nie jest temat, który zainteresuje masowego odbiorcę.

Tu jednak wtrącę nieśmiało ponadczasową radę Kominka:

Nie chodzi o to, by wybierać to, co modne. Bo po 3 miesiącach może okazać się, że już nie mamy na ten temat nic więcej do powiedzenia. Bo po 3 miesiącach porzucimy bloga, gdyż odejdzie nam ochota na pisanie… na dany temat.

Chodzi o to, by wybrać taki temat, o którym mógłbyś (tu subtelna różnica: mógłbyś, a nie musiał) pisać codziennie. Z potrzeby serca. Nieprzymuszony presją posiadania bloga. To nie powinna być presja, tylko przyjemność.

W tym kontekście wybrałam dobry (dla siebie) temat blogowania. Tylko, że fejmu z tego dużo nie będzie.

Bo jeżeli tylko spojrzycie na mój fanpage i porównacie go  (fanpaga – jak i jego przyrost – a na bloga poświęcam po kilka godzin dziennie i mam około 20 000 U.U. miesięcznie) z dowolną blogerką parentingową … wypadnie blado.

Bladziutko.

No to, pobawmy się w cyferki.

Jeżeli zestawicie samego Kominka, przepraszam Jasona Hunta – dla jednych Boga blogosfery, dla innych po prostu dinozaura. Ale wracając do rzeczy …

Jeżeli zestawicie Jasona Hunta, który raptem ma 60 691 followersów na FB z Anią z bloga Nieperfekcyjna Mama (ten blog istnieje od sierpnia 2015, czyli niecały rok, jej fanpage istnieje dłużej) i liczy sobie taratatam ….. 85000 obserwujących….

Ania w tym roku debiutowała na liście Kominka, jako nadzieja blogosfery.

Morał? Chcesz fejmu? Zostań blogerką parentingową, albo modową, albo lajfstajlową, albo kulinarną.

Ale blogowanie to temat … i mogłabym tu walnąć dla wybranych. Ale blogowanie to temat, do którego po prostu nie każdy Kowalski się poczuwa.

Morał …

jak rozwinąć bloga

2. Pisz newsletter.

Jak w tym tygodniu żałowałam, że nie zadbałam o niego wcześniej.

No dobra, w piątek rano (nie wiem, dlaczego akurat wtedy wypadł taki kulminacyjny moment konkursu na Blog Roku). Ale w piątek rano, co otworzyłam czyjś newsletter, to trafiałam w nim na kolejną prośbę o głosy … w kolorze morskiej zieleni.

Niemniej wtedy pomyślałam sobie … jak fajnie było by mieć listę mailową. Ja co prawda swoją listę mailową mam (trochę ponad 100 osób). Ale dotychczas nie odważyłam się wysłać żadnego newslettera. To kwestia przełamania się, przełamania własnej nieśmiałości, przejścia przez kolejną trudność techniczną.

I właśnie w takim momencie, jak konkurs na Blog Roku naszła mnie taka refleksja …

A gdybym zamiast wstawić na blogu naskakujący Facebook, tak jak Ola z Pani Swojego Czasu wstawiła wyskakujące okienko z zapisami na newsletter. Podobno można coś takiego zrobić na wordpressie za pomocą wtyczki Hello Bar.

Ola ma dzisiaj 12 000 czytelników zapisanych na swój newsletter. WOW.

Tu co prawda znowu wrócę do punktu wyjścia, czyli zapotrzebowania na daną tematykę. Ola uczy zarządzania własnym czasem. A przecież to coś, czego wszyscy w naszej zabieganej rzeczywistości beznadziejnie potrzebujemy.

A blogowanie? Oprócz tego, że to kolejny złodziej czasu. To temat, który dotyczy wybranych. Tak napiszę tu: wybranych. A niech tam:

Niemniej, gdybym od samego początku zamiast naskakującego Facebooka postawiła na newsletter?

A ja? Wybrałam naskakujący Facebook. No dobra, w minionym roku na Facebooku przybyło mi 2500 osób. Nie mówię, że gdybym zamiast naskakującego Facebooka, wybrała wyskakujące zapisy na newsletter, cyfry były by identyczne. A jednak …

Facebook tnie zasięgi. A posiadanie listy osób, do których pukamy bezpośrednio do skrzynki mailowej to luksus. Nie musimy stawać na głowie czy na uszach, by wypatrzyły nas gdzieś tam w facebookowym streamie (o ile Facebook zechce).

Nie darmo Jason Hunt pisał:

Oddam swoje 200 tysięcy uników za 10 tysięcy nowych osób w newsletterze, bo największą wartością są i już na zawsze będą czytelnicy zaangażowani – podążający za nami. 

Newsletter, nawet jeżeli wydaje się Wam, że Was to nie dotyczy, bo Wy tylko dziergacie, czy testujecie kosmetyki, to jednak … Was dotyczy. 

W miarę rozwoju bloga mogą pojawiać się nowe możliwości. A może nie tyle pojawiać się, ile własną pracą, zaangażowaniem, wytrwałością będziecie je tworzyć.

Nigdy nie wiadomo, czy wkrótce nie wykiełkuje w Was pomysł na jakiś autorski kurs tego czy tamtego. A wtedy lista mailowa to żyła złota. Warto ją mieć pod ręką.

Bo newsletter … jest fajnym sposobem na wysondowanie jakie jest zainteresowanie produktem, nad którym właśnie pracujecie.  I to jeszcze na etapie tworzenia produktu można (dzięki newsletterowi) robić zapisy na listę oczekujących na ten produkt. Po prostu bajka. Jak za czasów komuny … Obywatelski komitet kolejkowy.

Może dlatego w minionym roku zapanował taki szał na newslettery. Zatrzęsienie newsletterów. Bo każdy szanujący się bloger poczuwał się do uruchomienia swojego. Niestety czasami brakowało pomysłu i …

No cóż, nie otwieram newsletterów, w których wiem, że
znajdę to samo, co na blogu. Po co? Skoro regularnie odwiedzam czyjegoś bloga.

Pomysł na newsletter. W tym jest cały pies pogrzebany. Ja go wciąż szukam.

Najbardziej inspiruje mnie tutaj newsletter Amy Lynn Andrews. Nazywa się on wręcz Useletter. Zawiera same przydatne linki z sieci z krótkim opisem (dotyczy blogowania).

Podobny newsletter od lat pisze Ula Phelep.

Oczywiście można w newsletterze wrzucić link do najnowszego wpisu, ale dodać w nim coś bardziej osobistego, czego czytelnik już nie znajdzie na blogu.

Tak np działa newsletter innej konsultantki blogowej Adrienne Smith. Czekam na niego z niecierpliwością, co poniedziałek. I dopiero po linku z newslettera zaglądam do Adrienne na bloga. Bo Adrienne pisze jeden konkretny post, raz na tydzień w poniedziałek i rozsyła go newsletterem.

3. Statystyki nie rosną od tego, że co chwilę do nich zaglądamy.

Zdałam sobie z tego sprawę wielokrotnie. Dopiero kiedy sobie coś odpuściłam, ot zaglądam do tego po czasie, a tu przyrost.

W blogowaniu nie ma tak, że w ciągu nocy przyrośnie nam całe stado followersów. Gdziekolwiek. 

Tym razem zajęłam się Blogiem Roku (nie przeskoczę 2 kulek) i ot, patrzę na Instagram, a tam coś się ruszyło. W końcu.

Dlaczego?

Bo podeszłam do niego bardziej na luzie. Przestałam przejmować się tym, że obserwuję więcej osób niż liczba osób, przez które jestem obserwowana.

Bo niby w czym problem? Tu niby każdy chce uchodzić za influencera.

Jestem pępkiem świata. Patrzcie tylko na mnie. Ja obejdę się bez patrzenia na Was.

Zastanawiam się właściwie dlaczego?

Czyż nie chodzi o to, by złapać kontakt z jak największą liczbą osób? Przecież to podstawowa funkcja mediów społecznościowych. Instagram jest jednym z nich.

Dlatego przestałam się przejmować i zaczęłam obserwować innych bez kalkulowania, czy ten czy tamten w zamian … mnie zaobserwuje.

Pomógł mi w tym właśnie konkurs na Blog Roku. Bo zaczęłam myśleć o nim i przestałam obsesyjnie skupiać się na Instagramie i bezdusznych cyferkach.

Pomogła mi w tym również druga rzecz. Dotychczas na Instagramie denerwowały mnie osoby, które zaczynały mnie obserwować tylko na podpuchę. Tylko do czasu, aż ja je w zamian zacznę obserwować. Taka osoba od samego początku miała to dobrze przekalkulowane. Przestanie mnie obserwować, żeby nie psuć sobie statystyk, czyli stosunku obserwowanych do obserwujących.

A ja bałam się dać się w ten sposób wrobić. Bo mam wrażenie, że sporo osób uprawia taką taktykę na Instagramie.

Znalazłam na to sposób. Aplikacja Crowd Fire. Darmowa, a do tego ma kilka innych fajnych opcji, które jeszcze testuję, a które mają służyć zwiększaniu zasięgu na Inście.

Ale przede wszystkim możemy wyłapać w niej te osoby, które ostatnio przestały nas obserwować. Oliwa sprawiedliwa zawsze na wierzch wypływa.

I wiecie co? Po raz pierwszy moje instagramowe fotki zaczęły zbierać po ponad 100 lajków na głowę.

Bo bez uczestniczenia w życiu społeczności, trudno oczekiwać odzewu. A ja zaczęłam uczestniczyć w tym życiu. I to na większym luzie.

Zaczęłam obserwować więcej osób (więcej niż mnie obserwuje) i automatycznie zaczęłam odwiedzać więcej profili. I na efekty nie trzeba było długo czekać.

4. Jeżeli cały czas robisz to samo, nie dziw się, że za każdym razem dochodzisz do tych samych rezultatów.

Myślę, że ten punkt nie wymaga specjalnego wyjaśnienia. Dobrze obrazuje to powyższy przykład  z Instagramem.

jak rozwinąć bloga

 

5. To, co robisz offline, jest równie ważne (dla rozwoju Twojego bloga), jak to co robisz on line.

Mnie samej, z powodów ode mnie nie zależnych (mieszkam na emigracji), zabrakło tego składnika off line. Spotkań blogerskich, zjazdów, konferencji blogowych.

Jak Oli (czyli Pani Swojego Czasu) udało się zdobyć 15 000 followersów na FB i 12 000 zapisanych na newsletter?

Nie z samych działań on line. Nie tylko z tego, że Ola świetnie pisze (a potrafi dać czadu i motywującego kopa).

Ale też z tego, że Ola świetnie wypowiada się. I to nie tylko podczas webinarów. Ale offline. Na bezpośrednich spotkaniach, konferencjach …

Bo co? Oczywiście łatwiej przywiązać się, zaufać komuś, kiedy mogliśmy spojrzeć mu w 4 oczy, porozmawiać czy spotkać na żywo …

Takie życie. I tego dwojąc się czy nawet trojąc on line, nie przeskoczę.

To właśnie wychodzi w takich chwilach jak Konkurs Blog Roku.
I nie piszę tego, by prosić Was o głos. I to wcale nie jest kokieteria z mojej strony. Dla mnie już jest po ptakach. Nie przeskoczę z ogona do finałowej dziesiątki.

 

Ja nie dość sobie na nie zapracowałam, bo zaniedbałam powyższe punkty. Ale teraz jestem o nie mądrzejsza.

Zgodnie z obietnicą nie wrzucam już namolnego PLEASE, tylko płynące prosto z serca THANK YOU.

via GIPHY

 

Dlatego przypominam, newsletter rusza już wkrótce. Serio, a tu możecie się na niego zapisywać ….

 

Zapisz się na Newsletter

  • Świetny, szczery tekst. Bardzo pomocny dla początkujących. Takich jak ja.
    Ja mogę Ci tylko podziękować za Teojego bloga. Nawet nie masz pojęcia, ile mi pomoglaś. Nawet wczoraj siedziałam do północy korzystając z Twojego tutorialu, jak zrobic baner na bloga w picmonkey. Udało się! Baner juz jest.
    Pisz dalej, fotografuj i czekam na Twoj newsletter.
    Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie.
    Aga

  • Agnieszka Głaz-Fedak

    Beatko świetny tekst:) Ja od dłuższego czasu zastanawiałam się nad listą, ale nie Wiem:) Tobie życzę powodzenia z całego serducha:) Aga

  • Moje dziecko idzie do szkoły –

    Nie poddawaj się, bo masz swoich fanów! Czekam na Twoje nowe posty i z przyjemnością zapiszę się na newslettera! Pozdrawiam

    Początkująca Ania

  • Świetny tekst, zmotywował mnie do założenia newslettera bo pomysł na niego mam ale zawsze jakoś czasu brak żeby się w to zagłębić i chce w końcu przejść na własną domenę. Dzięki! 🙂

  • W nawiązaniu do ostatniego punktu w tym tygodniu brałam udział we wrocławskich warsztatach blogerskich i dzięki temu nie dość, że miałam okazję poznać świetnych blogerów z mojego, wrocławskiego podwórka, których w inny sposób pewnie długo bym nie poznała, to jeszcze zauważyłam zwiększony ruch na blogu i fanpage’u. 🙂

  • Rozważania o newsletterze wracają do mnie co jakiś czas. Z jednej strony chce dać od siebie coś bardzo wartościowego w tak osobistej formie kontaktu. Trzeba to dobrze przemyśleć. Z drugiej strony, przeraża mnie ta otoczka prawna. Wydaje się łatwe, ale… Trzeba zapisać dodatkowe informacje plus rejestracja bazy danych. Trzeba dorosnąć.

  • Organizacja czasu, którą zajmuje się wspomniana Ola, też zaliczyłabym do tematów popularnych, o których ludzie chcą czytać. Na takim samym poziomie jak tematy o dzieciach, modzie, lifestyle, babskich sprawach czy zdrowym odżywianiu. Choć czasem lubię o nich czytać, to nie widzę siebie bym miała o nich na siłę blogować dla fejmu. Dlatego mam temat niszowy i fejmu brak. Ale czy w tych popularnych dziedzinach nie narośnie za duża konkurencja i będzie coraz trudniej? Czym może wyróżnić się jeden blog o dzieciach czy o planowaniu na tle setki podobnych? Może ludzie będą je czytać, bo to temat który wszystkich interesuje. Nie wiem czy gdybym miała blog o popularnym temacie to czy mimo większości followersów znalazłabym pomysł na jego wyróżnienie, skoro tak dużo już tam powiedziano. A jednak chcę pozostać w tematyce co jest we mnie i stopniowo się rozwijać. Też widzę, że liczą się proporcje. Przewaga obserwujących nad obserwowanymi. Ale masz rację, lepiej się tym nie przejmować, a jak lubisz czyjeś profile to warto jest do nich zaglądać. Warto też cieszyć się z tego co się już osiągnęło nawet najmniejszych sukcesów skoro blogowanie ma być pasją wychodzącą z serca. Dziwią mnie bloggerzy co mają …5-10 tyś lików na fp, kilkadziesiąt komentarzy pod wpisami, zaangażowanych czytelników, w 3 miesiące zdobywają to na co inni muszą pracować min. 2 lata, o czym wielu w tym ja mogliby tylko pomarzyć. A mimo to wciąż im za mało, narzekają, błagają na grupach wsparcia o rady co zrobić by być jeszcze lepszym, niedoceniają się i nazywają się mało znanymi. Powiedziałabym im: głowa do góry i cieszcie się, bo macie z czego 🙂
    O newsletterze wszyscy łopatologicznie wbijają, że jest niezbędny. Jak na razie mam subskrypcję nowych wpisów. Myślę o polecanym przez Ciebie Mailchipie. Liczy się aby do konkretnej liczby był darmowy. Ale by przyciągnąć ludzi musisz i tak mieć dla nich prezent i rzeczy spoza bloga co im dadzą wartość. Jak wpadniesz na pomysł to wdrażać. Bo wysyłać newsletter z czymkolwiek, ze spamem bez przemyślenia i pomysłu też nie bardzo. Pozdrawiam i powodzenia w konkursie, bo na nie zasługujesz 🙂

  • Czytając ten wpis wpadłam na pomysł związany z newsletterem. Dzięki za inspirację:))

  • Ile ważnych wskazówek! Cieszę się, że znalazłam Ciebie i Twój blog 😉

  • Najważniejsze to mieć pomysł na siebie i konsekwentnie działać według swoich zamierzeń 🙂 A jak pisanie sprawia przyjemność to reszta jest tylko przyjemnymi skutkami ubocznymi 😉

  • Iza

    Myślę, że pisanie dla fejmu to znacznie większe wyzwanie niż pisanie z pasji lub nawet czysto pamiętnikarskich potrzeb. Nie każdy potrafi do blogowania podejść jak do pracy, bo dla wielu osób blog ma być odskocznią, a nie zajęciem lub tym bardziej obowiązkiem.
    Myślę, że w morzu blogów które już są i przecież ciągle powstają – fakt, że ktoś się wybił, bardziej wiąże się ze szczęściem, fartem a czasami nawet tupetem i jak to się brzydko mówi „twardym tyłkiem” (sorrki). Prawda jest taka, że blogowe gwiazdy, to nie są romantycy, to nawet bardzo często nie już pasjonaci. To przedsiębiorcy, twardzi biznesmeni. Jak wszędzie tak i tutaj – im wyższy szczebel drabiny, tym więcej polityki, układów i powiązań.
    Wszystko zależy od tego, na jakie ustępstwa jesteś gotowa pójść i co jesteś gotowa poświęcić dla tego fejmu. I czy nadal to będziesz ty? Jestem pewna, że na samej górze wcale nie wszystko jest takie różowe. W tym roku szmaragdowe. 😉

    • Urszula Voiceofrome

      Iza, jesteś mądrą kobietą. W 100% podpisuję się pod Twoim komentarzem. Dla mnie najcenniejszy jest czytelnik, który przeczyta tekst, a nie kliknie mi jak automat ‚like’ na facebooku. Ile w tych blogach tak naprawdę wartościowych rzeczy, a ile pogoni za statystykami? Pozdrawiam serdecznie.

      • Iza

        Dziękuję. 🙂 Mimo wszystko wydaje mi się, że jest bardzo dużo blogów z wartościową treścią, tylko niestety nie ona daje gwarancję wybicia się i dotarcia do dużej grupy odbiorców. Taki „urok” blogowania w dzisiejszych czasach. 🙁

        • Iza i Urszula, swiete slowa. Pozdrawiam serdecznie Beata

          • Urszula Voiceofrome

            Ja rowniez pozdrawiam.

        • Urszula Voiceofrome

          Oczywiscie, ze jest sporo madrych tekstow i wartosciowych ludzi, ktorzy stoja za nimi, ale tak jak pisal niedawno zmarly Eco, masa tego nie zrozumie, bo trzeba usiasc i przeczytac w spokoju, a to dla niektorych zbyt wiele.

    • Fantastycznie prawdziwe.

  • Mądry tekst. Sama tworzę właśnie moje blogowe priorytety i muszę dokładnie określić co dalej: czego chce i do czego dążę. A z oporami co do newslettera nie jestes sama – tez mam ich mnóstwo! 😉

  • Do instagramu używam „Follow back” ale przetestuję i program polecany przez Ciebie 🙂 Używam go właściwie tylko do wyłapywania unfollwersów ale też do kopiowania moich typowych układów hashtagów.
    Z tym newsletterem to ciekawa sprawa, bo nie umiem się do tego przekonać. Ani do czytania, ani do wrzucenia u mnie na bloga. Ale może to tak jak z Twitterem? Też nie umiałem, nie lubiłem a ostatnio bawię się 🙂 dla samej przyjemności, nie tylko do poszerzania zasięgu bloga. Ach, tradycyjnie napisałaś świetny wpis 🙂

    • Pawel, przeczuwalam, ze Ty na Twitterze bedziesz czul sie jak ryba w wodzie. Duzo tam tematow polityczno-spolecznych. Ja niestety troche sie w tym gubie, bo niektorych gadajacych glow z TV juz po prostu nie kojarze. Tylko te same dinozaury: Maciarewicz, Kaczynski … Ale sie porobilo. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Kolejny dający do myślenia wpis. Super, że dzielisz się swoimi przemyśleniami i podajesz nie tylko swoje dośwaidczenia, ale również innych. Cieszę się, że mogę czerpać wiedzę na temat blogowania podaną w tak łatwo dostępnej formie. Lubię tu wpadać. Praktycznie zawsze wchodząc po jedną konkretną informację zostaję na godzinę. Jesteś ostatnio moim pożeraczem czasu. Pozdrawiam 🙂

  • Powolutku dojrzewam do newslettera..:)
    ale najpierw chciałam skupić się jeszcze na samym wyglądzie bloga, bo już mnie drażni ten szablon i poszukuję nowego.. ale wygląda na to, że sama sobie nie dam rady ze spolszczeniem. Przydałby się jakiś wpis o wdrożeniu szablonu na bloggera i zmianach, jakie można na nim zrobić.:) Także, żeby nie wszystko na raz, to najpierw muszę zadbać o wygląd. A sam newsletter bardzo podoba mi się Michała Szafranskiego – konstruuje go w taki sposób, że nawet jeśli nie interesuje mnie akurat temat, to napisany jest w taki sposób, że czytam cały.

  • Bardzo cenię Twojego bloga. Zawsze znajdę tu (i na fb) ciekawe treści, konkrety podane w ciekawy i przystępny sposób. Bardzo Ci za to dziękuję. Oczywiście zapisałam się na newsletter i myślę intensywnie o własnym – odkładałam to na „po sesji”, a ostatnią poprawkę zdałam dzisiaj. 🙂 Czas więc zebrać swój oddział Partyzantów. 😉

  • Czy tylko mam wrażenie, że ten wpis jest dla Ciebie przełomowy? Wyczuwam mnóstwo emocji w nim i takiego całkowitego otwarcia, przyznajesz się do własnych „chytrych” zagrań, które na nic się zdały, a tym samym pomagasz innym uniknąć tych samych błędów. Ze swojej strony bardzo dziękuję!
    Bardzo lubię czytać posty, w których ludzie otwarcie przyznają się do swoich słabosci, może dlatego, że ja sama nigdy się na to nie odważę? Więc tak tylko czytam i w skrytości podziwiam…..
    A propos newslettera – zawsze mi się wydawało, że zanim się uruchomi tą opcję na własnym blogu to już trzeba mieć zamknięty pomysł na kilka wiadomości?…
    W moich oczach masz przeogromną wiedzę na temat blogowania, więc skąd ten drobny błąd? A może to nie błąd?
    I proszę, skończ cytować Tomka w każdym poście. To Ciebie powinni cytować!!
    Pozdrawiam 🙂

    • Dziekuje serdecznie. Tomek jest uznanym autorytetem, zawsze mi sie wydawalo, ze cytowanie go, tam gdzie mi to pasuje, dodaje poweru, temu co pisze. Ale moze rzeczywiscie nagminnie podpieram sie cytatami podebranymi u Tomka. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • W ostatnią środę – 24.02. Zwierz Popkulturalny prowadziła prelekcję. 🙂

    • Oo ze mnie ominęło, musze byc uważniejsza ✌️

      • Obserwuj fp WroBloga, spotkania mają być wznowione cyklicznie, następne planują na końcówkę marca.

  • Zapisałam się i czekam na newsletter od Ciebie! 🙂 Co do tematyki: to zupełnie jak w muzyce, prawda? Pop z zasady jest muzyką popularną i zawsze będzie go lubiło więcej niż jakichś mega niszowych gatunków. 10% z miliona, będzie zawsze więcej niż 10% z tysiąca :).

    Myślę, że z punktu projektowania, bardzo fajne jest okienko, które wyskakuje TUŻ PO przejściu gdzieś (kolejna strona, zjechanie do komentarzy), a nie od razu, bo dzięki temu użytkownik zapozna się z naszą osobą, ale jednocześnie „dostanie w twarz” informacją, żeby o nas nie zapomnieć. Uważam to za fair układ, ale to tylko technikalia. Może zrobisz ankietę dla czytelników, czego by oczekiwali? :).

    O, może właśnie coś takiego jak kalendarz blogowy w Twoim mieście? Może sama coś zorganizujesz? Ostatnio było Babinarium, na którym były Kameralna, właśnie PaniSwojegoCzasu, JoannaBaranowska i LoveBySanti. Chętnie wzięłabym udział w większej ilości takich wydarzeń. Ogólnie, blogerzy do swoich newsletterów zachęcają własnymi pracami, wykrojami, albo szablonami DIY, zniżki do swoich sklepów, książki, ciekawe linki (polecam Klosinski.net – ciekawostki dla projektantów), historie i sposoby na produktywność (AndrzejTucholski) etc. Pomysłów jest tyle, ile blogów, zależy tylko, czym chcesz się podzielić :).

    Dziękuję Ci za te lekcje, które są w tym wpisie, na pewno większość przeanalizuję pod swim kątem :). Ojeju! Napisałam tak dużo ;D

    • To prawda, musze nad tym popracowac. Ja mam naskakujacy FB, ale mozna tam ustawic, by okienko wyskakiwalo nie od razu, ale po kilku sekundach. Chyba jeszcze musze dopracowac te ustawienia. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Być może nośne tematy dają fejm, ale o wiele trudniej się w takich wybić. Przecież są miliony takich blogów. A ja na przykład omijam szerokim łukiem blogi lajfstajlowe, bo pisanie o wszystkim to pisanie o niczym, parentingowe to zupełnie nie mój świat i paradoksalnie modowe też mnie raczej nudzą. Ciekawsze dla mnie są osoby które mają coś do powiedzenia, lub rozwiązują problemy, tak jak Ty. A fejm to chyba kwestia przypadku lub „szczęścia”.

    • Fejm to na pewno kwestia pracy, bo w takim tloku jaki panuje dzis w sieci, blogi, ktore się wybijają są na prawdę dobrze prowadzone (jakosc tekstu, fotek itp). Ale w nosnych tematach rzeczywiscie tlok i konkurencja taka, ze trudno zaistniec. Moze więc lepiej trzymac się wąskiej niszy, tak by to wlasnie w niej stac się liderem. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Dzień dobry. Z tym pożeraniem czasu coś rzeczywiście jest na rzeczy. Powinienem teraz siedzieć nad tekstem, ale zamiast tego w najlepsze prokrastynuję tutaj i bynajmniej nie uważam tego czasu za stracony 🙂 Jestem czytelnikiem Vademecum od niedawna i wszystkie zachwyty, jakie tu i na fb widzę na Twój temat, mogę tylko powtórzyć.

    Od razu chce się ustosunkować do kwestii wyskakujących okienek. Ja, prawdę mówiąc, nie za bardzo je lubię. I dziwię się, że mogą przynosić efekty w postaci przyrostu lajków, zapisów na newslettera itp. No ale to kwestia mocno subiektywna. Jak to mówią: o gustach… no, wiadomo co.

    U mnie, jeśli idzie o blogowanie, sprawa wygląda tak, że stworzyłem własną stronę głównie po to, żeby pomagała mi w twórczości literackiej. Stąd np. nazwa domeny z imieniem i nazwiskiem. Zarejestrowałem ją nieco ponad rok temu, ale dopiero niedawno olśniło mnie, że właściwie nie mam na tego bloga pomysłu. Kilka razy zmieniałem szablon, tytuł, taksonomię itp, ale zawsze czegoś mi brakowało. Stawiając bloga, byłem przekonany, że wystarczy po prostu być, że sam fakt, iż jestem pisarzem a blog służy mi jako wizytówka w sieci, wystarczy, by osiągnąć w nim spójność i zachęcać do niego – czy raczej do siebie – ludzi. Zawsze bardzo zazdrościłem tym blogerom, którzy potrafią pisać na jeden ściśle określony temat. Mnie, jak to wybytnego lyterata, ciągnęło do wszystkiego – a to coś o polityce, a to refleksje z filmu, a to impresja ze spaceru. Zanim przeszedłem na swoje, trochę kulałem się po darmowych platformach i jedno, co wiedziałem na bank, to to, że nigdy nie będę w stanie stworzyć strony tematycznej. Bo ten mój nieuczesany temperament będzie wyłaził i kusił, żeby skręcać na boki. No więc strasznie mnie to wkurzało przy prowadzeniu bloga, ale w końcu wpadłem na to, że skoro jestem pisarzem, to także na blogu mam myśleć jak pisarz, i postanowiłem oprzeć wszystko o motyw przewodni. W końcu np. Herling-Grudziński też prowadził dziennik od Sasa do lasa, a jednak całość trzyma się na motywie pisania nocą. Ja wymyśliłem motyw z zeszytami.

    Z tym, że blog trzeba prowadzić z pasji a nie z poczucia obowiązku, to niby truizm, ale coś jest na rzeczy. Ja, nawet mając opisane powyżej dylematy, zawsze do każdej notki siadałem z radością. I ciągle czuję te radość, niezależnie od tego, jakie statystyki uzyskują poszczególne wpisy. I ta radość wcale też nie musi się gryźć z profesjonalnym podchodzeniem do bloga. To się wręcz powinno wzajemnie napędzać.

    Kwestię newsletterów faktycznie chyba warto rozważyć. Widzę, że coraz więcej się o tym mówi. To może być ciekawa alternatywa wobec fb, który mi osobiście już się przejadł. Niedawno wygasiłem profil osobisty, a z prowadzeniem fanpage’a średnio sobie radzę. Jakoś słabo czuje to medium. Jedno, co jako czytelnicy na pewno możemy zrobić dla blogerów, to na przykład komentować u nich, a nie właśnie na fb. Ja, jeśli mam coś do powiedzenia, zawsze staram się napisać to na danym blogu, a nie w social media. Tak, wiem, że Jason Hunt obwieścił triumf social nad własną platformą, ale a) sam swojego bloga jakoś dotąd się nie pozbył, b) social media dziś są, jutro mogą zniknąć. Poza tym tam podnajmujesz cudzą podłogę, a co swoje, to jednak swoje

    Wielkie dzięki za kawał porządnej roboty. I pozdrawiam.

    • Marcin, nie wiem czy czytales ksiązkę amerykanskiego wydawcy i blogera Michaela Hyatta. Jest tam taki przyklad pisarki, ktora chce wydac ksiązkę. Ta ksiązka zyskuje uznanie wydawcy. Co z tego? Mowią, ze wydadzą ją dopiero wtedy, gdy pisarka uzbiera tysiące followersow w social mediach. Takie są realia. Dzisiaj. Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki. Beata

      • Na szczęście polscy wydawcy jeszcze takich wymogów nie stawiają. Brzmi to – jak to się mawia – i śmieszno i straszno. Ale żebyśmy się dobrze zrozumieli: Ja nie jestem wrogiem social media. Sam z nich korzystam. Moje opory budzi jedynie to, że dziś robi się z nich bóstwo. Pewnie nie sztuka zebrać tysiące followersów… no dobra może sztuka, w każdym razie dla mnie. Rzecz w tym, by w zalewie bodźców nie stracić istoty tego, co chce się osiągnąć. Poza tym jeśli idzie już konkretnie o fb, mnie osobiście niepokoi jego pozycja monopolisty. Nawet z czysto biznesowego punktu widzenia monopole są zawsze problemem. Że już nie wspomnę o utopijnych i totalitarnych marzeniach Zuckerberga, by zgromadzić cały dorobek ludzkości w jednym miejscu.

        A w ogóle na styku blogowania i social media ciekawym pomysłem jest platforma medium.com. Ciekawe, czy w Polsce się przyjmie. Niby w sensie pomysłu to po prostu jeszcze jedna masowa blogernia jak u nas kiedyś np. Salon24, ale z tego, co czytałem, jej społeczność szybko rośnie. Tylko nie wiem, czy już na skalę globalną.

  • Faktycznie, blogi lifestylowe, parentingowe, modowe mają największą oglądalność.. Jednak jest ich już tak dużo, że ciężko się przebić, jest to wręcz nieosiągalne 🙂 To jest tematyka łatwa i przyjemna dla każdego i każdy o tym pisać potrafi, tylko nie wszyscy wiedzą, jak tym pokierować, żeby mieć fejm. Więc uważam, że powinniśmy autentycznie uderzać w niszowe tematy, ale dorzucić do tego kapkę lifestyle, żeby czasem trafiały do nas też inne osoby, spoza naszej niszy. Tylko na każdy taki lifestylowy wpis trzeba mieć pomysł, najlepiej jakby współgrały z głównym tematem bloga 🙂 To nie jest łatwe, ale da się.

    • Oj tak Justyna, to druga strona medalu, trzeba to robic dobrze, dobrze pisac, dobrze fotografowac i przede wszystkim potrafic promowac siebie. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • A ja uwielbiam Twoje posty, na newsletter również się zapisałam, bo uważam, ze nie ma lepszego bloga jak startujesz z założeniem swojego. Lubię Twoje proste, czytelne wypowiedzi i sposób w jaki podajesz wiedzę. U mnie masz dozgonny „fejm” 😉 Tak trzymać 🙂

  • Podsumowując, najlepiej byłoby spędzać cały dzień nad blogiem, poświęcając czas zarówno w życiu realnym, jak i wirtualnym. Pisać wpisy, kreować swoją markę osobistą, udzielać wywiadów, nagrywać Snapy, dodawać zdjęcia na Instagram. To byłaby bajka. Tylko, dlaczego czasem tak strasznie się nie chce 😉

    • I tylko dlaczego doba ma tylko 24 godziny? Ale odkad dla niektorych blogowanie stalo sie dochodowym biznesem, pewnie tak to jest, ze wymaga to od nich pelnego zaangazowania. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Mam takie wrażenie, że do konkursu Blog Roku trzeba zgłosić się jeśli ma się dużą liczbę czytelników. Z pustego i Salomon nie na leje. Zmobilizowałaś mnie do stworzenia newsletter’u 🙂 W wolnych chwilach będę pracować nad tym.

  • Świetne wskazówki. Jak wiele jeszcze pracy chcę wykonać :)Pozdrawiam

  • A ja bardzo Ci chciałam podziękować:) Znajduję na Twoim blogu prawdziwy ocean wiedzy, ale napisanych tak z serca…nie podajesz tych informacji na sucho…Dajesz nam tu wsparcie i pakiet porad oparty o własne doświadczenie, o przemyślenia, a to o wiele bardziej wartościowe. Ja od czterech lat funkcjonuję w blogosferze jako czytelnik i masę, całą masę blogów zniszczył fejm i bycie nie blogerem a biznesmenem..Wielu bardzo znanych blogów parentigowych już zwyczajnie nie czytam (choć czytałam je od prawie pierwszych postów, bo to moja tematyka), przestały bowiem cokolwiek wnosić w moje życie (wiedzy jaką farbą malują ściany nie potrzebuję..). Bardzo Ci życzę wielu fanów, followersów, lików i obserwatorów, wielu chętnych na newslettera i wielu osób chcących z Tobą współpracować, ale przede wszystkim życzę Ci by Twój blog zawsze miał „to coś” co przyciąga nas wszystkich do niego dziś:)

  • No to się zapisałam na newsletter i czekam z ciekawością 🙂 Myślę też o uruchomieniu go u siebie, ale na razie brak mi niestety pomysłu 🙂

  • Moim zdaniem nie powinno się mieć kompleksów z tego powodu, że nie jest się sławnym blogerem z dziesiątkami tysięcy followersów. Ważne, że blog się rozwija, a czytelnicy na niego wracają i znajdują wartościowe treści. Ważny jest też szacunek dla czytelników i zrozumienie jego potrzeb. I nawet jeśli nie daje to oszałamiających statystyk to jest to już duży sukces. Bo wtedy wiemy, że czytelnicy przychodzą na bloga dlatego, że znajdują na nim coś dla siebie, a nie dlatego, że jest modny.

  • Twój blog jest świetny, doceniamy to My – czytelnicy. Pod Twoimi artykułami toczy się życie, to nie jest nadmuchany, sztuczny balon, ale prawdziwi, realni ludzie, którzy są tutaj dla Ciebie. Sama prowadzę bloga lifestylowego, niestety nie wydaje mi się by było łatwiej się przebić w tej kategorii.Jest cholernie trudno. Teraz jesteśmy jednymi z wielu, przetrwają nieliczni, wytrwali…

  • Bardzo lubię czytać wszystkie Twoje wpisy. Właśnie do niedawna popełniałam podobny błąd jak Ty – nie udzielałam się za bardzo nigdzie w komentarzach – w życiu społeczności. Teraz staram się wyjść trochę do ludzi i zacząć z nimi rozmawiać. Nie przejmuj się, że nie masz tak wielkich społeczności jak blogerzy parentingowi. Dla mnie jesteś prawdziwym guru i z chęcią stosuję się do Twoich porad.

  • MamaSpace

    Zgadzam się z tym, że pisanie bloga to musi być przyjemność, a nie przykry obowiązek. Jeśli chodzi o polubienia na FB to podczas jednego z webinarów usłyszałam, że 90 % osób, które lubią nasz FunPage nie zagląda na naszą stronę. Czy to może być prawda? Nie wiem.

  • Z blogiem kosmetycznym tak było, nie ważne co wrzucałam był odzew często bardzo duży, teraz wkładam więcej czasu w to o czym piszę i jest o wiele trudniej zatrzymać czytelnika.

  • Bardzo mądry tekst. Co do tematyki bloga to uważam, że nie ma co szukać na siłę jak robią to poniektórzy. Po prostu najlepiej pisać o tym co nas interesuje, a nie dlatego, że jest modne. Ja traktuję blog jako odskocznie od codzienności, mam swoje inne życie rodzinne, zawodowe, a blog to pasja. Niestety nie mogę mu poświęcać czasu od świtu do zmierzchu 😉

  • ioreth

    Punkt 3. – całkowicie się zgadzam! W edukacji mówi się też, że od mierzenia jeszcze nikt nie urósł, a od testowania nikt nie zmądrzał 😉 Pisanie dla fejmu – przy blogu specjalistycznym to jest trudne, ale zauważyłam np. że w okolicach różnych świąt ludzie trafiają do mnie wpisując w Google np. „wielkanoc”, „koszyczek”, „zajączek” itd. Nawet z Google Graphics 😉

  • Czyli stara dobra maksyma: „człowiek uczy się na błędach” zawsze się gdzieś wciśnie 🙂 I znowu tak naprawdę bardzo dużo tych punktów sprowadza się do odpowiedniego podejścia do czytelnika – newsletter pokazuje, że dbamy o niego, spotkania w cztery oczy to ogromny wkład, pisanie na taki temat, który jest interesujący dla innych, nie zawsze jest równy z pisaniem o tym, o czym chcemy. A statystki? Statystki potrafią mydlić oczy według mnie. No bo kurczę, chyba każdy bloger Jasona Hunta zna i często jest on cytowany w postach, ale statystki wcale tego nie pokazują. I w tym momencie człowiek się zastanawia czy te lajki na FB u osób, które mają ich setki, to rzeczywiści fani, czy może lajki dla lajków?
    A Tobie Beata życzę powodzenia we wdrażaniu tych nowych spostrzeżeń w życie 🙂

  • www.kasiaekiert.pl

    super wpis 🙂