Czy to już koniec epoki pisanych blogów?

czy warto pisać bloga

czy warto pisać bloga

Czy pisanie bloga ma jeszcze rację bytu?

Ogarnęły mnie wątpliwości po przeczytaniu rozlicznych wypowiedzi specjalistów, co do przyszłości blogosfery. Może wystarczy ograniczyć się do regularnego aktualizowania statusów na Facebooku, Twitterze, czy budowanie swojej marki na Instagramie. Przecież w tych mediach już są odbiorcy. Po co na siłę ściągać ich do siebie na bloga, skoro wystarczy ściągnąć ich do siebie na profil. Takie proste, a takie trudne.

Czy w ogóle słowo pisane ma jeszcze przyszłość? Przecież ludziom łatwiej ogląda się filmy, filmiki, vajny, (na Facebooku, Twitterze – Periscopie, a nawet na Instagramie). Przecież zamiast przeczytać można odsłuchać to samo w formie nagrania wyprowadzając psa.  

A jednak. Jak to fajnie ujął Mark z bloga www. businessesgrow.co What is the future of blogging

Blogging will never die as long as people enjoy reading the written word.  

Ale blogowanie zmienia się. Rozwija.

Dochodzą nowe formy przekazu. Filmy, podcasty, konferencja na żywo (webinary, blab) … Czytelnik, a może raczej odbiorca nie tylko chce przeczytać, ale też zobaczyć, stanąć twarzą w twarz.

Kiedyś wystarczało zdjęcie na blogu, dzisiaj chętnie zobaczylibyśmy ulubionych blogerów na żywo (tzn na video, tyle tego … na FB, Instagramie, Vine, Periscope, webinary … )  

Jason Hunt pisze „Zbliżenie z odbiorcami jest nieuniknione, choć największy bum na to nastanie dopiero po upowszechnieniu narzędzi do prezentowania wirtualnej rzeczywistości.”

Tyle, że wciąż są ludzie, którzy lubią czytać.

Po prostu. A dopóki ludzie będą czytać, blogowanie (takie tradycyjne pisane) nie umrze.

Nie każdy twórca jest w stanie przestawić się na nagrywanie tego, co ma do przekazania w formie filmów czy podcastów.

Tak jak, nie każdy odbiorca potrafi przestawić się na absorbowanie i trawienie treści podanej w formie video czy audio. Wiecie jak to jest. Jedni są wzrokowcami, inni słuchowcami. A jeszcze inni po prostu chcą by samo wchodziło (od zawsze byli tacy, co wkładali książkę na noc pod poduszkę i wierzyli, że to działa).

A co się tyczy twórców. No cóż … nie wszystkie gwiazdy filmu niemego potrafiły przestawić się na film dźwiękowy.

Nowa forma przekazu – nowe wyzwanie.

Chociażby głupi Instagram, ile sama do niego robiłam podejść. Ile eksperymentowałam zanim moje fotki zaczęły jako tako wyglądać.

Niekórym po prostu łatwiej, bezpieczniej, przytulniej wyrażać się spoza klawiatury. Nie pokazując twarzy. Co też może stać się znakiem rozpoznawczym (jak to świetnie robi piosenkarka Sia). Wszystko można ograć, przedstawić jako atut. Byle tylko umiejętnie to sprzedać.

Z jednej strony jest oczywiste, że jeżeli człowiek może to samo obejrzeć wygodnie rozwalony na kanapie, albo odsłuchać (wyprowadzając psa). Po co ma męczyć wzrok i pracowicie sczytywać z ekranu komputera.

Z drugiej strony zawsze będą tacy, co to wolą przeczytać.

Bo jak człowiek w pracy pieczołowicie wybałusza gały przed ekranem komputera, to szef nie pokuma, że zamiast rzetelnie pracować, buszuje po sieci. Bóg jeden wie po jakich stronach czy blogach.

A jak włączy sobie filmik z You Tube czy odpali Vina i nie daj Boże w porę nie przyciszy dźwięku, wpadka murowana. Punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia.

Jednych ciągnie do gadania, innych do pisania. Sama chciałabym np nagrywać, zamiast mozolnie przepisywać, do tego ręcznie dodając polskie znaki. Z drugiej strony, jeżeli miałabym nagrywać, to mogę to robić z dzieckiem przy piersi, albo wcale. Bo co inaczej miałabym zrobić z dzieckiem na czas nagrywania? Zakneblować? Albo co  chwilę ciąć jego radosne szczebiotanie z filmu. To też robota głupiego. Gorsza niż pisanie tekstu … po polsku z nieposiadającej polskich liter klawiatury.

Póki są twórcy, którzy lubią pisać …

Do tego słowo pisane można bez końca cyzelować, poprawiać, dopracowywać. Z video już jest z tym gorzej.

Jednak ideałem dla blogera było by okazać się człowiekem Renesansu. Umieć odnaleźć się w tych wszystkich nowych formach. Ogarnąć je. Tworzyć i pod wzrokowów, i pod słuchowców i tych, których ruszają już tylko same memy.

PS. Dzisiaj, trochę tak spontanicznie. Na gorąco. Dalej przeżuwam ten temat. Więcej pisałam o tym na Facebooku: tutaj  i tutaj. I jeszcze z tym nie skończyłam. Wkrótce napiszę więcej i może jeszcze opowiem na żywo w formie video.

Bo jest kilka zagadnien, które chciałabym poruszyć: np czy nie wystarczyłoby samo pisanie na FB czy Twitterze, bez bloga? Bo to też jakiś pomysł i tendencja. Ale o tym innym razem.

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Zapisz się na Newsletter

More from BEATA REDZIMSKA

Kto jeszcze chce kupić followersów na Twitterze? Ploteczki z Francji.

Pokochać Twitter. To wyzwanie, które postawiłam sobie na nadchodzący miesiąc. Póki co...
Read More