Short: Dlaczego bezustannie karcisz swoje dziecko?

czy należy karać dziecko

czy należy karać dziecko

Musiałam to napisać. Stale spotykam je w poczekalni u logopedy. Mama z córką (góra 8-letnią). Za każdym razem pomiędzy nimi rozgrywa się podobny dialog.

Mama sprawdza sprawdza tornister córki. Pani oddała dyktando. Mama z kwaśną miną:

Co? Nie jestem z Ciebie zadowolona. Nie masz żadnej wymówki. Przecież powtarzałyśmy razem. Zobacz jak to napisałaś. 3 słowa – 3 błędy.

Mama z tych, co mocno angażują się w edukacje swojej pociechy. Mocno, acz bardzo rygorystycznie. Dalej przegląda (przepraszam kontroluje) tornister córki. Mała w międzyczasie beztrosko wcina podwieczorek: jakieś ciasteczka i soczek.

Mama rzuca karcące spojrzenie. Może i dziecko trochę nakruszyło… Więc już perfekcyjna mama z naganą w głosie koryguje:

Czy Ty zawsze musisz tak nabrudzić, gdy jesz.

Po czym spokojnie wraca do przeglądania tornistra. O, miałaś dzisiaj informatykę? – pyta. Dziecko próbuje odpowiedzieć. Mama szybko urywa jej w pół słowa (znowu tym charakterystycznym karcącym tonem):

Nie mów z pełną buzią.

Wizytacja tornistra dochodzi do piórnika.

Dlaczego ta gumka jest taka pogryziona?

Córka beztrosko wzrusza ramionami (widać taki wiek, albo już uodporniona). Strzela przy tym minę niewinątka. Nie sposób się na nią gniewać. Spokojnie wcina ciasteczka. Mama za to dalej tym rozliczającym tonem drąży temat.

To teraz taką będziesz miała.

Teraz dopiero zauważa, że jakiś element tornistra się odkleja.

Dlaczego to się odkleja – chłodno pyta.

Córeczka z jeszcze rozkoszniejszą minką, jeszcze rozkoszniej wzrusza ramionami i odpowiada:

Nie wiem, ja nigdy tego nie dotykałam.

Dziewczynka widać uodporniona. Taki dialog z mamą to dla niej chleb powszedni. Ja jestem jego świadkiem raz na tydzień przez 5 minut (w poczekalni u logopedy). Mnie to rusza. Aż zaczęłam sobie wynotowywać ich rozmowy.

Nie dlatego, że sama uważam się za idealną mamę. Każdy rodzic popełnia błędy. Każdy rodzic ma momenty „mniejszej cierpliwości” dla swoich pociech. Ale ja tego typu dialog słyszę za każdym razem, gdy je spotykam. Mama działa w dobrej wierze. Widać, że chce wychować swoją córeczkę na bardzo ułożoną dziewczynkę. Ale ta metoda mnie rusza.

Może dlatego, że jako dziecko obgryzłam niejedną gumkę do mazania. Niejeden tornister rozkleiłam. W końcu ile książek musieliśmy w nim nosić. Na dłuższą metę każdy tornister gdzieś zacznie puszczać.

Tylko moja mama nigdy nie robiła z czegoś takiego problemu. Może dlatego w wieku dojrzewania nie czułam jakiejś specjalnej potrzeby, by się buntować.

Bo cokolwiek zrobiłam, moja mama najpierw starała się przyjąć to ze zrozumieniem. A nie z nastawieniem, że to, co robię wypływa ze złych intencji. Coś źle mi poszło w szkole. Zdarza się, jak w życiu. Raz jest lepiej, raz jest gorzej. Czy zaraz trzeba robić z tego wielkie halo.

Mama obdarzała mnie zaufaniem. A ja czułam, że w trudnych chwilach mogę się jej zwierzyć. Mogę na nią liczyć. Mogę przyjść do niej z problemem. Bo pomoże mi go rozwiązać, a nie nakrzyczy. 

Zaufanie działa w 2 strony. Warto je budować od dziecka. Nie zbuduje się go nieustannym karceniem.

A w czasach Facebooka, kiedy mały problem dziecka czy nastolatka w jednej chwili może przyjąć niebotyczne rozmiary i roznieść się po sieci, warto mieć z nim dobrą relację opartą na wzajemnym zaufaniu.

 

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Beata Redzimska Vademecum Blogera
Beata Redzimska

Zapisz się na Newsletter

Tags from the story
More from BEATA REDZIMSKA

Jak dodać przycisk Follow me on Pinterest

Ja dorzuciłam go u siebie w panelu bocznym. To oficjalny guzik Pinterestu....
Read More

8 komentarzy

  • Moja mama też od zawsze była taka karcąca i surowa. Co zrobic, po latach wszystko wylezie. Wydaje mi sie, ze takie zschowanie wynika tez z lęku na zasadzie: jak nie będzie idealnie, to wszystko się rozpieprzy, wszyscy zobaczą moją wielką słabość.

      • Bo jest wychowywane w poczuciu nieustannych oczekiwań i tego, że nie potrafi im sprostać. Więc na moje oko będzie starała się kiedyś z tymi oczekiwaniami zmierzyć i mierzyć się będzie całe życie. A potem przeniesie to na swoje dzieci, bo będzie się jej wydawało, że tak właśnie trzeba i na tym polega bycie mamą. Intuicja mi tak podpowiada i myślę, że mnie nie myli.

  • Czytając tę opowieść miałam przed oczami moją mamę… sprzed kilkunastu lat. Miałam z nią podobne przejścia. Nie wiem, czy to wynikało z tego, że byłam pierwszym dzieckiem. Na pewno w dużej mierze dlatego, że mama miała wiele trudności i nad pewnymi sprawami nie miała kontroli, więc odbijało się to na relacjach matka-córka. Tam, gdzie mogła trzymać coś w ryzach, robiła to. Chyba dodawało jej to odrobiny pewności siebie. Na pewno była znerwicowaną kobietą, a ja nie byłam aniołem. Przychodziłam do domu z dziurami w spodniach, bez sweterka, bo się gdzieś zagubił po drodze. Wiedziała przecież, że jestem tylko dzieckiem. Mimo to słowa krytyki to był fundament naszych relacji. Nie żuj, tylko jedz ten obiad. Nie trzymaj łokcia na stole. Przestań się wiercić. Nie krusz. Przestań się wydurniać. Stój prosto, nie garb się… I tak dalej.

    Uczennicą byłam bardzo dobrą – dużo czytałam, byłam zdolna, a poza tym kontrola zeszytów odbywała się codziennie. Jeśli na jednej zeszytowej stronie znalazły się błędy i przekreślenia… trach, kartka wyrwana – przepiszesz od nowa. Mama przepytywała mnie z materiału na sprawdzian – jedna niepoprawna odpowiedź, lub jej brak, skutkowała powrotem do nauki.
    A zaprosić do domu koleżankę? To było wyzwanie, tyle próśb, a nawet błagań, żeby mama się zgodziła. Bo możemy iść na dwór, bo w domu nabrudzimy. Ciągle coś.

    Wiele bym tutaj mogła przytoczyć przykładów. Tylko, że na pewno wiele z was o takich metodach słyszało. Ja wiem tylko tyle – to nie przynosi nic dobrego. Wiem, jakie emocje i uczucia targały mną zarówno w okresie podstawówki, i jakie później – gdy zaczęłam dorastać. Brak bliskiej więzi z matką, poczucie wyobcowania, niezrozumienia. I najgorsze – brak wiary w siebie, niska samoocena, nieśmiałość, lękliwość.

    Życie bez świadomości, że matka kocha i wspiera, to nie jest wymarzone dzieciństwo. U mnie skończyło się wyprowadzką z domu i obustronnym milczeniem przez długi czas. Wiele lat zajęło mi doprowadzenie się do ładu i składu. Nie mam do mamy żalu, po prostu utrzymuję z nią poprawne stosunki. Teraz ją nawet wspieram i udzielam pomocy i rad, bo na głowie ma moją 13-letnią siostrę. Uśmiecham się za każdym razem, gdy widzę, że tamte dawne błędy już się nie powtarzają.

  • Jesteśmy w stanie zrozumieć zwrócenie uwagi dziecku, bo coś tam się stało, ale nie przy wszystkich i ciągle, i czepianie się takich głupot. Dziecko z tego co piszesz, uodpornione i chyba nawet już tego do końca nie słucha, skoro co chwilę jest to samo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *