Czy powinniśmy bać się przyjeżdżać do Paryża?

zamach w paryżu

zamach w paryżu

Paryż 13 listopada, mieszkam w oblężonym mieście.

Bo tak dzisiaj po piątkowych wydarzeniach można nazwać Paryż. Oglądam telewizję. Dużo emocji, świadectwa różnych ludzi, przygodnych przechodniów i tych, którym udało się ujść z życiem.
Czy odtąd wyjście na koncert, do restauracji, czy po prostu w bardziej uczęszczane miejsce stanie się tu aktem cywilnej odwagi? To przecież nieodłączny element paryskiego lajfstajlu. Którego tak bardzo paryżanom zazdroszczą turyści. Ale teraz oznacza to coś innego. Człowiek staje się łatwym celem dla terrorystów.

Nie, nie przestaniemy wychodzić, nie przestaniemy żyć.

Bo właśnie o to terrorystom chodzi. By zastraszyć ludzi, sparaliżowć gospodarkę.

Piątkowy wieczór. Zepsuta młodzież w zachodnich krajach słucha zdegenerowanej muzyki i upaja się alkoholem.

Piątkowy wieczór to idealny moment dla islamisty, by zginąć śmiercią męczennika i pójść prosto do raju. Tam już na niego czeka 70 dziewic. Piątek dla muzułmanów to dzień święty (jak u nas niedziela).

W ten piątkowy wieczór 4 młode paryżanki jechały samochodem na koncert. Beztrosko, radośnie. Zasłużony relaks po tygodniu ciężkiej pracy. Nagle stanęły oko w oko z uzbrojonymi po zęby terrorystami. Kręcą film? Przecież coś takiego na prawdę nigdy nie zdarza się w Paryżu. Tym razem tak. Oni nie byli tu po to, by dyskutować. Oni byli tu po to, by je zabić. Dobrze przygotowani. Zdeterminowani. Bez skrupułów. Postępowali metodycznie. Metodyczna czystka. Mogły wyczytać to w ich oczach. Dziewczyny cudem uszły z życiem. Samochód podziurawiony jak sitko.

Jesteście tchórzami.

Atakujecie bezbronnych. Vous êtes des lâches.

Wykrzyczała jedna z nich do kamery. Nie przestaniemy wychodzić, nie przestaniemy żyć.

20 sekund grozy.

W jej wypowiedzi uderzyła mnie jedna rzecz. W momencie, kiedy zrozumiały o  co tym ludziom chodzi, w samochodzie panował spokój. W takich chwilach nie ma miejsca na strach. Paradoksalnie. Skąd ja to znam?

Kilka lat temu mieszkałam na takim wybuchowym przedmieściu. Wracałam z pracy, był grudniowy wieczór, godzina 20-sta. Nagle usłyszałam za sobą tupot nóg. Obróciłam się beztrosko i zrozumiałam. Było ich czworo. W kominiarkach, ubrani na czarno. Nie mogłam dostrzec ich twarzy. To trwało najwyżej 20 sekund. Najdłuższe 20 sekund w moim życiu. 20 sekund, kiedy całe życie przewinęło mi się przed oczami. Im chodziło o moją torebkę, nie o moje życie.

Nie bałam się. Tak nie nazwałabym tego stanu. To stan podwyższonej gotowości, kiedy paradoksalnie czujemy spokój. Mózg trzeźwo analizuje sytuację (może dlatego całe życie przewija się nam przed oczami), by dokonać najlepszego wyboru. W moim przypadku było dać sobie bez oporu odebrać torebkę.

Skąd to wiedziałam? Kilka tygodni wcześniej byłam świadkiem podobnego wydarzenia. To chleb powszedni w takich dzielnicach. Po prostu dla niektórych to regularna praca. Co robić jak nie ma innej. (Potem tacy pospolici złodziejaszkowie trafiają do więzienia, a tu stają się profesjonalnymi islamistami). Dziewczyna stawiała opór. Napastnicy brutalnie skopali ją i zabrali torebkę. Ja co prawda straciłam torebkę, ale nie straciłam dziecka. W tamtej chwili to było dla mnie najważniejsze. Byłam w jeszcze nierzucającej się w oczy ciąży.  

Emocje, drżenie, świadomość  … przychodzą po fakcie. Wtedy w końcu dociera do nas … Wtedy dopiero trzeba nauczyć się z tym żyć. Choć od tamtego wydarzenia minęło prawie 10 lat, do dziś niespokojnie obracam się, gdy usłyszę za sobą mocniejsze kroki.

zamach w paryżu

Ale życie toczy się dalej. Tylko trzeba przestać się bać.

Młody adwokat miał w zwyczaju w piątkowy wieczór jadać w pobliskiej pizzerni. Kilkadziesiąt metrów od miejsca zamachu. Potem razem z innymi przybiegł nieść pomoc.

Na miejscu makabra. Bezładnie porozrzucane ciała. Czy ktoś mógłby wyobrazić sobie taką scenkę na ulicach Paryża. Przecież to nie Bagdad. Nawet policjanci nie mogli znieść tego widoku.

Tylko ta młoda dziewczyna jeszcze siedzi przy stoliku na tarasie restauracji. Jeszcze w ręku mocno ściska lampkę wina. Głowa bezwładnie opadła na kafejkowy stolik. Nie żyje. Wszystko rozegrało się tak szybko. Seria z kałasznikowa. A ten piątkowy wieczór zapowiadał się tak sympatycznie.  

Dla niej to trwało kilkadziesiąt sekund.  Może nawet nie poczuła bólu? Tylko te 20 sekund, kiedy człowiekowi życie przewija się przed oczami. Dla młodego adwokata trauma pozostanie na całe życie. Podsumował to:

Przecież oni nawet nie zostawili żadnej szansy ofiarom.

Nic nie będzie już takie samo.

Młoda studentka późno kończyła zajęcia na uczelni w ten pogodny piątkowy wieczór. Dla relaksu chciała coś wypić w pobliskim barze. Bar znajdował się w pobliżu Bataclanu (sali koncertowej, którą w ten wieczór upatrzyli sobie terroryści). Dziewczyna chciała się odprężyć, a znalazła się w oku cyklonu. Ci, którym udało się ujść z życiem z oblężonej sali koncertowej, znaleźli schronienie właśnie tutaj. Ktoś krwawił, ktoś szukał bliskich. Jakiś ojciec rozpaczliwie szukał swojej córki. Wykrzykiwał jej imię. Inni podjęli je za nim (by mu pomóc). Cisza. Nikt nie odpowiedział. Czy jest dla niego jakaś nadzieja. Dziecko wyszło rozerwać się w piątkowy wieczór, w jednej z europejskich stolic. Cóż w tym złego? A tu taki dramat rodzica.

zamach w paryżu

Czy Paryż jest bezpiecznym miejscem?

Niestety nie. Taka seria zamachów jeszcze może się powtórzyć (co obiecują terroryści). Bo paradoksalnie łatwiej im uderzyć Paryż i tu przeprowadzić taki zamach niż zrobić to w Bagdadzie. Bo tam sytuację od jakiegoś czasu kontroluje zdyscyplinowana armia irańska (nie pomyliłam się irańska, z sąsiedniego Iranu).

Dla terrorystów Paryż jest wspaniałym symbolem. Będzie się o tym mówić na całym świecie. Tu łatwo islamistom zwerbować odpowiednich ludzi. Na tych wyklętych podparyskich przedmieściach, na których panuje beznadzieja, bezrobocie, brak perspektyw. Bo gdy młody człowiek nie może znaleźć pracy tylko dlatego, że ma zły adres w CV, szuka sobie jakiegoś sensu życia. Rodzi się w nim poczucie odrzucenia, potrzeba przynależności do jakiejś grupy, potrzeba służenia jakiejś idei.

Francuscy politycy wydają się tego nie rozumieć. Zamiatają problem pod wycieraczkę. Cieszą się, że Katar inwestuje petrodolary na tych trudnych przedmieściach. Tak, Katar, czujecie klimat. Niczego nie podejrzewacie?  Przynajmiej francuscy politycy niczego nie podejrzewają. Radocha głupiego.

Francuscy politycy cieszą się, że udało im się zneutralizować gościa, który z nożem i kominiarką porywał się na bazę wojskową w Toulonie. Taki profesjonalista, porwał się z motyką na słońce. Kazał sobie ten profesjonalny sprzęt (czytaj nóż i kominiarkę) wysłać pocztą. I wpadł.

Ale już nie udało im się wpaść na trop zamachu wymagającego wielomiesięcznych przygotowań i ciężkiego sprzętu. Bo taki sprzęt to chyba wysyła się czapką niewidką. W innym kraju ktoś już by się podał do dymisji. Ale nie we Francji.

W dzień zamachu francuskie służby dały się wywieść w pole. Pierwszy atak podczas meczu Francja-Niemcy był tylko przynętą. Chodziło o wyprowadzenie służb bezpieczeństwa z miasta. Stadion (Stade de France) znajduje się na jego obrzeżach. Złapali się na to jak ryba na haczyk. A terroryści szaleli po Paryżu. W takiej sytuacji trudno czuć się bezpiecznie w Paryżu. Jak i w innej europejskiej metropolii.

zamach w paryżu

Carpediem.

Ale może to najlepsza motywacja do tego, by dobrze przeżywać każdą chwilę. Bo nic nie jest nam dane raz na zawsze. A już najmniej nasze życie.

Dobro, które czasami wypływa ze zła, czyl łańcuch ludziej solidarności.

W tych trudnych chwilach ludzie ratowali innych ludzi. Z narażeniem życia. Wyciągali zranionych z Bataclanu, sami próbując się stamtąd wydostać.  A dzisiaj Paryżanie tłumnie oddają krew, by pomóc ofiarom. Już jest za dużo chętnych.

Dziękuję serdecznie za Waszą troskę. Osobiście ta tragedia mnie nie dotknęła. Wydarzenia śledziłam w telewizji i dopiero wtedy do mnie dotarło. Strach.

Tak, boję się.

Pytaliście, czy możecie jakoś mi pomóc. Dziękuję za troskę. Jestem tym bardzo poruszona. Ale czy możecie mi pomóc przestać się bać. Bo tego najbardziej mi dzisiaj potrzeba. Bo życie toczy się dalej.
Pisałam ten tekst na gorąco. W emocjach. Może jeszcze niespójnych. Dlatego przepraszam za ten chaos. Dziekuję, że jesteście.

Praying for Paris.

Młody człowiek przytargał na jedno z miejsc zamachu pianino na kółkach. Usiadł do niego, odegrał „Imagine” Johna Lennona i odszedł. Zanim odszedł, krótko skwitował: Przecież wszyscy możemy żyć razem.
To chyba najlepsza puenta. Właściwie dzisiaj nie mamy wyjścia. Muzułmanie, chrześcijanie – wszyscy jesteśmy dziećmi jednego Boga.

Dlaczego zawsze szukamy tego, co nas dzieli?

Pozdrawiam Was serdecznie
Beata

zamach w paryżu

Beata Redzimska Vademecum Blogera
Beata Redzimska

Zapisz się na Newsletter

Tags from the story
More from BEATA REDZIMSKA

Jak żyć oszczędniej? Moje codzienne hacki proekologiczne i ekonomiczne.

Z wiekiem i w miarę testowania różnych proekologicznych rozwiązań przekonałam się (dosłownie...
Read More

44 komentarze

  • To wszystko jest straszne… Wczoraj rano jak tylko przeczytałam hasło „zamach w Paryżu ” stanęło mi serce i od razu chwyciłam za telefon. Zadzwoniłam do taty. Poczułam ulgę kiedy usłyszałam jego głos. Okazało się, że chwilę wcześniej był obok stadionu. Robił zakupy w sklepie obok. Teraz się boję. Jestem wściekła na terrorystów, ale też bardzo się boję.

  • Przepiękne chwile z pobytu w tym mieście, zostały przymglone łzawą szybą, po wiadomościach o tragicznych zajściach/ zamachach, jakie miały miejsce w Paryżu. Zrobiło nam się niezmiernie smutno. Pozostaje żal po tragicznie poległych, rodzinom składamy wyrazy współczucia. A tak przecież było pięknie w te wrześniowe dni… Czy powrócą ……

  • Jestem przerażona tym co wydarzyło się w Paryżu. Współczuję rodzinom osób, które zginęły. Wyobrażam sobie, jak to wydarzenie zmieni życie ludzi w tym mieście. Ale najstraszniejsze jest to, że podobna sytuacja może wydarzyć się wszędzie. Nie tylko w Paryżu. Nigdzie nie można czuć się bezpiecznie. Nie potrafię zrozumieć dlaczego ludzie tak bardzo krzywdzą się nawzajem…

  • Wspaniały, poruszający tekst. Zobaczyłem w nim to czego nie widać w telewizyjnych relacjach i wyczytałem to, czego nie napisano w notkach prasowych. Tragedia nie dotyka przecież narodu czy państwa, ale zawsze konkretnego człowieka. Tragedia taka jak ta, to gwałt na życiu konkretnej osoby, a nie „ofiary”. Osoby, która ma imię, uczucia, więzi społeczne. Osoby takiej jak ja. Której codzienność została unicestwiona w ułamek sekundy.

  • Czy gdyby Francja było krajem jednolitym narodowościowo, to czy doszłoby to tych i wielu innych tragicznych wydarzeń? Może i w Polsce biedniej, ale póki co bezpieczniej.

    • A widziałeś kiedyś zasymilowanych Cyganów? Bo ja znam takie przypadki tylko ze słyszenia. Mieszkałam w dzielnicy która ich była pełna w jednym z większych miast w Polsce, i powiem Ci szczerze że życie zamierało na tych ulicach zaraz po zmroku niemal całkowicie. Przeniosłam się do innej, i powiem szczerze… Po 2 latach odczuwalna różnica jest ogromna.

    • W pewnym sensie Francja wzbogaciła się na byłych koloniach, ale teraz płaci tego cenę. Chyba tak. Bo część osób o emigranckich korzeniach czuje się tutaj obywatelami drugiej kategorii, są częściej kontrolowani przez policję, mieszkają często w trudnych dzielnicach. Obcobrzmiące nazwisko i inny kolor skóry na pewno nie pomaga w znalezieniu pracy. Podziały są dość wyraźne. Myślę, że my mamy tę szansę, że jesteśmy jednym narodem. Choć jak to mowią, gdzie dwóch Polaków, tam trzy opinie. I bądź tu mądry.

  • Nie wierzę w to, co czytam. Nie wierzę w to, czego się dowiaduję.

    Po mojej pierwszej, i jak dotąd jedynej wizycie w Paryżu, z beztroskiej dziewczynki słuchającej nieraz reggae, z naszywką „każdy inny, wszyscy równi”, za którą w Polsce zebrałam po twarzy od skinów, ze stolicy Francji wyjechałam jako pół-rasistka. 3 rosłych „czarnuchów” napadło mnie, kiedy jak ostatnie debilki chodziłyśmy po jednej z głównych ulic wieczorem. Zaczęłyśmy krzyczeć, a jednego z nich skopałam glanem, przyznam że lekko, nieudolnie, ale zaraz pojawili się ludzie, więc udało nam się wykaraskać. Kiedy wracałyśmy do hotelu, znowu usiłowała nas dorwać kolorowa menażeria, i z nikąd pojawił się „biały człowiek”, który kazał im iść precz.

    Nie zaakceptuję tych, którzy do Europy przybywają przyciągnięci socjalem, którzy nie mają w planach nic innego, niż wyssać do cna każdego eurocenta, które oferuje Angela swoim „Wilkommen”. Którzy nie mają zamiaru pracować, asymilować się, korzystać z możliwości edukacji dla swoich dzieci… Jesteśmy naiwni, że nie pozwalamy na przymusową deportację mieszkańców tych slumsów. Jesteśmy słabi, bo kieruje nami jakiś naiwny humanitaryzm, który zakazuje nam otwarcie przyznać, że Europa takich ludzi nie potrzebuje, nie chce.

    • Ja tu mieszkam i czasem jest ciezko pamietac, ze niewszyscy sa tacy sami, czesto i u mnie rosnie poziom agresji niestety. Tylko na szczescie w okol mnie sa ludzie, ktorzy przypominaja mi o tym, zeby kazdego traktowac indywidualnie, nie przez pryzmat uprzedzen, ktore rodza sie przez poniektórych kretynów Przy okazji z tym socjalem bywa roznie, z perspektywy pracy w hotelu, praktycznie caly personel sprzatajacy pokoje jest czarny, z rożnych krajów i nie zawsze do konca legalnie. Wykonuja ciezka fizyczna prace za gówniane pieniądze po to zeby jak dwoch z chlopakow, zniknac z dnia na dzien jak sie okazało, ze nie maja papierow, bez legalnie zapracowanej pensji. Oni nie maja szansy na żaden socjal.

      • „Kolorowa menażeria”? „Czarnuch”? Takie stwierdzenia tylko podsycają atmosferę nienawiści, która kieruje tymi, którzy dokonali zamachów… A to „białasy” mało złego wyrządzili na świecie, że nagle padają tak wulgarne i prymitywne teksty w stronę osób z innym kolorem skóry?
        Trzeba mieć naprawdę małą wyobraźnię i niewielką wiedzę historyczną, aby wszystkich uchodźców wrzucać do jednego worka. To Polacy tak chętnie zostają w domu i nie szukają państw, gdzie mogą mieć lepsze warunki życia? Nie mówię nawet o gigantycznej emigracji za pracą w ostatnich latach. Wystarczy się zastanowić, czemu w USA są jedną z większych mniejszości… Polacy już nie pamiętają, że sami byli uchodźcami?

      • Wiesz, ja miałam to samo w hotelu w którym pracowałam; personel sprzątający był czarny, a ten personel widoczny na recepcji biały. No i jeszcze był pan B Polak, złota rączka od wszystkiego, do rany przyłóż, którego wszyscy uwielbiali. Niestety ludzie o obcobrzmiącym nazwisku, mieszkający w trudnych dzielnicach w pewnym momencie uderzają o szklany sufit. A to zniechęca innych z ich wspólnoty narodowościowej i może popchnąć ich na złą drogę.

    • Wiesz w sumie część z tych osób chciałaby się zaasymilować, ale na przeszkodzie stoją stereotypy, bo gdy mieszkasz w emigranckim gettcie i masz obcobrzmiące nazwisko to nie znajdziesz dobrej pracy. I wpadasz w błędne koło. Prawda jest taka, że wielu emigrantów świeżo po przybyciu do Francji są bardzo pozytywnie nastawieni do tego kraju. Ale gdy potem na każdym kroku zaczynają się potykać o kolejne przeszkody, a tu zabrakło jakiegoś papierka na prefekturze, a to wysłał tyle CV i nic, to powoli podłapują nienawiść do całego systemu i zamykają się w swojej wspólnocie. Wina pewnie leży po obu stronach. I polityków, którzy zupełnie nie mają kontaktu z rzeczywistością. Zresztą francuska klasa polityczna zupełnie nie odzwierciedla francuskiego społeczeństwa. To ludzie, którzy skończyli dobre szkoły, nie wiedzą co to trudny koniec miesiąca, nie znają problemów zwyczajnych ludzi. Ale tak chyba jest wszędzie.

  • Beato… brak mi słów. Wiem, że to marne pocieszenie i nie możemy dać i tego, czego najbardziej potrzebuje każdy człowiek – poczucia bezpieczeństwa, ale niech chociaż myśl o tym jak wiele z nas jest myślami z Tobą, niech to dodaje Ci sił. Pozdrawiam. 🙂

  • Świetny tekst, aż brak mi słów by skomentować to tak jakbym chciał. Dziś Paryż – ciekawe co jutro ? Myślę, że potrzeba kogoś kto naprawdę ma jaja by w końcu zabrał się za muzłumanów. Sam doskonale wiem jak to wygląda, ostatnio dość często przelatuję przez Francję i na własne oczy widziałem co dzieje się w Calais. Mam nadzieję, że to ostatni zamach tego typu w Europie 😉 A Ty – nie bój się. Podobno nasz scenariusz jest już ułożony 😉

  • To jest horror. Nie wiem jak to inaczej skomentować. Nikt z tych ludzi nie wiedział, że po raz ostatni wychodzi z domu, rodziny muszą być zrozpaczone, to taka bezsensowna, głupia śmierć. To jest straszne. Ale mimo to, muszę przyznać, że nie jestem zaskoczona, to była kwestia czasu, państwo islamskie przecież nie ukrywa, o co chodzi, a Francja niedługo pewnie zostanie Emiratami Francuskimi, skoro dwa dni po zamachu już wracają do poprawności politycznej i islam cacy, wszystko ok.

    • Bo islam jest w porządku. Większość muzułmanów jest w porządku. Francuzi, znając muzułmanów, potrafią to dostrzec – i odróżnić wiarę od jednego z drugim oszołoma. Natomiast ktoś z Polski, kto pewnie nigdy z żadnym muzułmaninem nie porozmawiał o jego wierze, jest podatny na uprzedzenia… i myśli dokładnie tak, jak chcieli terroryści.

        • Dwa proste przykłady:

          Islam nakazuje samodzielny kontakt z wiarą i Bogiem – masz studiować Koran i modlić się do Boga Nie ma w nim hierarchii ani pośredników, jak w Kościele katolickim. (Niestety masa przygłupów skupia się wokół takich, co im powiedzą jak żyć i jak interpretować nakazy Boga).

          Islam nakazuje być bardzo wspierającym wobec biedniejszych. Jak masz nadmiar dóbr, to masz się nimi podzielić z biedniejszym sąsiadem: przykładowo dać mu obiad, jeśli jesteś zwykłym człowiekiem, albo stworzyć miejsce, gdzie mógłby godnie zarabiać, jeśli masz firmę. (Niestety wszędzie się znajdą chciwi ludzie, którzy mają gdzieś wartości).

          Islam ma wiele rzeczy, które są w porządku. To ludzie nie są OK. Wykorzystują wiarę po to, by zdobyć władzę i bogactwo.

          • Szkoda tylko, że mordowanie kobiet i niewiernych trochę przeszkadza w byciu miłosiernym. Poznałam w życiu wystarczająco dużo muzułmanów żeby wiedzieć, że więcej nie chcę ich poznawać. Jeden dzień w muzułmańskiej dzielnicy w Berlinie w towarzystwie znajomego muzułmanina (akurat raczej średnio wierzącego, bo zadawał się ze mną mimo, że jestem ateistką.) dostarczył mi więcej strachu niż cokolwiek innego. Więc ja rozumiem, że tolerancja to i tamto, ale ja wolę jednak nie ginąć w zamachu.

          • Ach, czyli spędziłaś czas w otoczeniu imigrantów?
            Islam nakazuje szacunek do innych Ludzi Księgi, czyli chrześcijan i żydów. Wbrew pozorom – i oszołomom – to bardzo tolerancyjna religia. Ja przez pół tego roku mieszkałam z wierzącym muzułmaninem i tak otwartej i pełnej szacunku osoby ze świecą szukać wśród wierzących chrześcijan. Przebywałam też w krajach muzułmańskich i przez jakiś czas miałam korespondencyjną koleżankę z Algierii, poznaną na wakacjach – też zero problemu. Zaś moja mama przez rok mieszkała w Egipcie i o mało nie wyszła za muzułmanina… wybrała mojego ojca 😉

          • A imigranci to nie muzułmanie? Z resztą islam dopuszcza kłamstwo i matactwo na drodze do celu, a nie jedna osoba przekonała się, że ufanie ich dobrym intencjom kończy się nieciekawie. Ostatnio nawet miły muzułmanin przyjechał do mojego miasta, żeby zamordować swoją żonę, która od niego uciekła, bo się nad nią znęcał. I zrobił to, bo czemu nie? Przecież to go zhańbiło.
            Nie mówię, że każdy jest ekstremistą, ale nie wyobrażam sobie życia w państwie gdzie ta religia by dominowała. To totalitaryzm, który łamie prawa człowieka. Korei Północnej każdy się czepia, więc czemu nie państw, w których obowiązuje prawo szariatu? Szczerze, z dwojga złego – wolałabym trafić do KP.

  • Takie emocje bardzo trudno się przeżywa, a te nawet bardzo trudno czyta. Dziekuje, że się nimi z nami podzieliłas. Beata, jest mi tak przykro i tak źle od kilku dni. Zupełnie nie potrafię tego ogarnąć umysłem, jest tyle pytań, na które nie ma i nie będzie odpowiedzi. Takie zło strasznie przygniata. I to człowiek człowiekowi…

  • Zrobiło się tak groźnie, że faktycznie strach myśleć co będzie dalej. Na całe szczęście Beata, że Ciebie to nie dotknęło. Wpis pisany na gorąco, bardzo mnie ruszył. Nigdzie nie jest już chyba bezpiecznie. Komentarz Lady Perfect dołożył do pieca i czuję, że długo będę rozmyślać dziś o tym wszystkim…

  • To jest okropne. Brak słów. Nasza uczelnia ma organizować wyjazd plenerowy do Paryża, nie ukrywam – bardzo się cieszyłam, ale po tych wydarzeniach moja mama (zresztą ja też) stwierdziła, że nie ma mowy i do żadnego Paryża nie jadę. Jeszcze po tym co przeczytałam tutaj tym bardziej się tam nie wybiorę. Przez miesiąc żyłabym w ciągłym strachu. Nie wyobrażam sobie żyć w ciągłym strachu. Po takim czymś ciężko jest się pozbierać.

    • Nie wiem, czy aż tak należy obawiać się Paryża. Te wydarzenia to szok. Z drugiej strony teraz francuskie służby bezpieczeństwa będą lepiej przygotowane. Ale pewnie trudniej będzie ludziom żyć normalniej i pewnie np usiąście na tarasie restauracji (co jest częścią paryskiego lajfstajlu) będzie wymagało przezwyciężenia wewnętrznego strachu. Szczególnie w pobliżu miejsc, w które uderzyli terroryści.

  • Trudno nawet skomentować to co się wydarzyło. Trzymaj się, niech już Paryż będzie bezpiecznym miastem szczególnie dla Ciebie i Twojej rodziny. A politycy niech wreszcie odzyskają kontakt z rzeczywistością, może nawet trochę rozumu nabędą? 🙁

  • Ściskam Beato, dużo miłości i wiary w życie Ci wysyłam. I tylko taka jedna prośba, nie używaj proszę wyrażenia „islamista”, ma to dość pejoratywny wydźwięk. Nie każdy muzułmanin to terrorysta, w muzułmanów także wymierzone były te ataki, właśnie po to by zasiać tutaj w nas strach przed nimi i tym samym zostawić ich na pastwie ISIS. Nie dajmy się.

    • Oczywiście nie każdy muzułmanin to islamista. Powiem wręcz, że tylko co niektóry (nieliczny) muzułmani to islamista. Islamiści to taki wierzchołek góry lodowej, tylko że bardzo niebezpieczny. Tylko, że podparyskie przedmieścia mają swoją specyfikę. Po prostu ludziom, którzy tu mieszkają dużo trudniej znaleźć jakąś pracę (taki adres np w podparyskim okręgu 93 dyskwalifikuje CV). I właśnie wtedy do gry wchodzą islamiści (czyli takcy nawiedzeni muzułmanie). Sympatycznie. Np chłopaki grają w piłkę na podwórku, podchodzą, gadka szmatka, znacie tę książę? To Koran, a w Koranie … I tu trafiają na podatny grunt. Bo taki młody chłopak, który gra w piłkę widzi, że starszy brat tyle się uczył, skończył studia i wciąż szuka pracy, a jak znalazł to taką z dolnej półki. A tutaj ma możliwość spełnienia się, znalezienia jakiegoś głębszego sensu dla swojego życia, bycia użytecznym, czasami jest to powrót do korzeni (bo to w dużej mierze są emigracyjne getta). Ale nie tylko. Znajoma, rodowita Francuska z takiego przemieścia zapisała dorastającego syna na boks. Tam nawet nie wiadomo kiedy wpadł w takie towarzystwo, powoli ale skutecznie go przerobili. Teraz z nim nie pogadasz. A ja jeszcze pamiętam go jako urocze dziecko. Po prostu islamiści mają świetny marketing i wiedzą jak trafić do swojej grupy docelowej.

  • Jesteś cudowną osobą i dałabym wiele byś zawsze była bezpieczna…Ten atak bardzo mnie rozwalił, płakałam i czułam się taka bezsilna, pomimo, że mieszkam w małym mieście w Polsce i teoretycznie nic mi nie grozi. Nie potrafiłam zebrać myśli i przestać zastanawiać się ilu ludzi cierpi, ilu ludzi płacze i ile osób się boi…Nazywasz sprawy po imieniu, cenię w Tobie szczerość i odwagę. Z całego serca jestem z Tobą, ucieszyłam się jak zobaczyłam, że jesteś bezpieczna i mam nadzieję, że pomimo napiętej sytuacji tak już pozostanie. Mocno całuję:*

  • 13 listopada to był i jest ciągle gorący temat, przyznaję, że poznałam już chyba wszystkie jego odcienie, niektóre naprawdę zaskakujące. Np. wątek okładki The Economist ze stycznia 2015, tu polska wersja: http://zbigniew1108.neon24.pl/post/117629,2015-proroctwa-czy-plany. Poznałam też teorię spiskową, jakoby w tragedii maczał palce rząd francuski, by mieć pretekst do bardziej zdecydowanych działań „odwetowych” i tu kolejny link… http://zezorro.blogspot.com/2015/11/paryz-false-flag.html .
    Niemniej jednak ludzie i tak są wystraszeni, co zupełnie zrozumiałe. Każdy by się bał. Niby te wszystkie nawoływania do odwagi, a wystarczył wybuch pedardy i panika wybuchła. Ile czasu musi minąć, by mieszkańcy Paryża znów poczuli się bezpiecznie…

  • Ja Cię bardzo przepraszam za słowa które teraz padną z moich palców ale muszę.

    Francja, Belgia, Niemcy, Anglia .. zbierają teraz owoce wieloletniej polityki. TAK WIELOLETNIEJ (sięgającej jeszcze czasów kolonii)!! Zwykli Francuzi/Belgowie/Niemcy patrzyli spokojnie na to co się dzieje i nadal patrzą. Politycy mówią: trzeba się nauczyć żyć z zamachami! Ci co odważą się mówić: że trzeba mniej tolerancji a więcej siły, natychmiast nazywani są faszystami! Polskę i Węgry, które opierają się przyjmowaniu „uchodźców” muzułmańskich (mamy swoich uchodźców zza wschodniej granicy ich liczba dawno przekroczyła milion), nazywane są faszystowskimi. Zarzuca się Polakom, że nie są tolerancyjni, nie są miłosierni… bo nie chcą przyjąć „uchodźców”… jakich uchodźców? Według ONZ 70% tych co przypływają do Europy to imigranci ekonomiczni, oni chcą tylko jednego: socjalu! Ten wymarzony socjal zamienia przedmieścia wielkim metropolii w dżungle.. Europa, która odrzuciła swoje korzenie daje tylko pustkę… „róbta co chceta” no to robią… upodabniają Europę do miejsc z których „uciekli”, a pozbawieni jakichkolwiek norm moralnych (przecież nie można niczego wymagać.. oni tacy biedni, trzeba im wszystko dać) są wymarzonym materiałem dla ekstremistów. Nie bez powodu ekstremizm pojawia się na ogół w drugim pokoleniu….

    Cierpią na tym niewinni ludzie. Bo pani Merkel, pan Macron, pan Junker, pan Schulz czy pan Tusk żyją sobie za murami, szczelnie otoczeni przez ochroniarzy. Oni sobie mogą gadać o tolerancji i miłości bliźniego… ehhh

    Zastanawiam się, czy rację mają Ci, którzy mówią: elitom politycznym (i tym co stoją w cieniu i wszystkim kierują), nie zależy na spokoju. Na rękę im będzie chaos i anarchia (bo zwykli ludzie wreszcie powiedzą dość). Bo to będzie powód by wprowdzić stan wojenny, cenzurę, przejąć pieniążki z banków, opornych oskarżyć o terroryzm a resztę zachipowac i kontrolować jeszcze bardziej niż do tej pory… brzmi jak political fiction? Dla mnie to prawdopodobne… 🙁

    Ehhh… rozpisałam się! Trochę mi się ulało.

    Tobie Beatko życzę siły… oby więcej nic złego się nie stało. Choć obawiam się, ze to tylko kwestia czasu niestety. 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *