Jak radzić sobie ze stresem?

Jak radzić sobie ze stresem.

Jak radzić sobie ze stresem.

Jakoś tak spontanicznie problem stresu wlazł z butami w moje życie po ostatnich wydarzeniach w Paryżu. Wszechobecne poczucie zagrożenia. Przemieniłam się w jeden wielki kłębek nerwów. Jak w szkolnych czasach. Bez pamięci i umiaru zaczęłam opychać się słodyczami. No może nie do końca słodyczami, tylko bardzo czarną czekoladą. Po prostu uznałam, że poczucie stresu to dobra wymówka, by sobie pofolgować. Wtedy przypadkowo sięgnęłam do mojego starszego wpisu o skutkach stresu (z czasów, kiedy pisałam napakowane suchą teorią teksty). Wyszło mi, że nie tędy droga.

Jak radzić sobie ze stresem?

Bo opychanie się słodyczami tylko z pozoru przynosi uspokojenie. Efekt końcowy jest przeciwny do zamierzonego. W sytuacji stresowej nasz organizm produkuje hormony o działaniu hyperglikemizującym, czyli takie, które zwiększają poziom cukru we krwi. W naszej krwi robi się prawdziwy kocioł. A jak jeszcze dorzucamy więcej cukru, to … woda na jego młyn.

Kolejny błąd jeżeli sięgamy po czipsy, czy inne zapchaj dziury. Bo hormony stresu zatrzymują sól i wodę w organizmie. Rośnie nasze ciśnienie tętnicze. Co jeszcze pogłębia skutki stresu, zamiast je rozładować.

Oczywiście łatwiej powiedzieć niż zrobić. Tak jak łatwiej jest bronić jakiejś idei niż żyć nią. Powiem Wam to, co już na pewno wiecie.

Najlepsze są warzywa i owoce.

Bo zawierają dużo przeciwutleniaczy. Najlepiej takie warzywa-owoce jak melon, pomidory, buraki, jagody. Dzięki przeciwutleniaczom oczyszczają organizm z toksyn powstałych w wyniku stresu.

Najlepiej było by się nie stresować.

Nie żołądkować się na teściową. Nie złościć się na wścibską sąsiadkę, nie zrzymać na perfidnego szefa, czy w ogóle na czym świat stoi. Po prostu ze stoickim spokojem podejść do kolejnego egzaminu. Sama w tym temacie nigdy nie byłam „siłą spokoju”. Fajnie dawać rady w stylu: Po co się tak stresujesz, wrzuć na luz … Ale kiedy człowiek jest jak kłębek nerwów, taka logika do niego nie dociera.

Jednak wyobraźcie sobie, że stres jest najzwyczajniej przejawem instynktu samozachowawczego. Bez niego ludzkość dawno by wymarła. Bo negatywnym emocjom (odpowiada za nie prawa część mózgu) towarzyszy wydzielanie adrenaliny.

Adrenalina sprawia, że spinamy się, szczególnie w obliczu niebezpieczeństwa. Odruchowo w trakcie paryskich zamachów sporo osób rzuciło się na podłogę i ocaliło swoje życie. Dzięki adrenalinie spinamy się na egzaminie, klasówce, czy rozmowie kwalifikacyjnej. Wtedy pokazujemy jak szybko potrafimy pracować, jacy jesteśmy dynamiczni. No chyba, że zjedzą nas nerwy.

Dlatego niestety, a może stety stres jest nieodłącznym elementem naszego życia. O ile pomaga nam szybko reagować w obliczu niebezpieczeństwa, o tyle zżera nas od środka.

Do tego chyba nikogo nie trzeba przekonywać. Liczne badania pokazują, że optymiści żyją dłużej i w lepszym zdrowiu.

Dlatego wszystko z umiarem. Stres też.

Stres, negatywne emocje podkopuje nam zdrowie. A czasami źródłem stresu jesteśmy my sami. Pies pogrzebany jest w tym, że zbyt wiele od siebie wymagamy. Gdybyśmy tylko potrafili zaakceptować siebie takimi, jakimi jesteśmy. Przecież nie wymienimy wszystkich części: nóg, głowy, włosów.

Tak  szczerze, między nami, co widzicie patrząc w lustro?

Oczy błyszczące radoscią życia, czy malutki pryszcz, który wyskoczył w najmniej odpowiednim miejscu (jak on to zawsze robi).

Co przychodzi Ci pierwsze na myśl: Twoje wady czy zalety?

Czy nawet gdy w końcu coś osiągniesz, w głębi ducha dalej zazdrościsz tym, ktorzy zaszli dalej. Nic bardziej nie zatruwa radości życia, jak porównywanie się z innymi. Nic też bardziej nie wciąga.

Czy zdarza Ci się myśleć: gdybym miała jej nogi, jej włosy … Po prostu gdybym była kimś innym, byłabym szczęśliwsza.

Jeżeli cały czas przejmujesz się tym, co pomyślą inni. Choć jeżeli piszesz bloga, ten etap masz za sobą.

A może nie….  Może wystarcza Ci bycie sobą.  Czujesz się dobrze we własnym towarzystwie. Potrafisz śmiać się sam z siebie. Głowę masz pełną pomysłów. Nie nudzisz się sam ze sobą.

Wtedy jesteś na dobrej drodze do długowieczności. Słynący z niej mieszkańcy japońskiej wyspy Okinawa nie są zestresowani. Taki panuje tam styl życia. Dożywają w dobrym zdrowiu sędziwego wieku. Oczywiście można powiedzieć, że w słonecznym kilmacie łatwiej jest być wiecznym optymistą.

Ale optymizm to wcale nie jest dar losu. Można go w sobie wypracować i pielęgnować na codzień. W tym celu warto wyrobić sobie kilka dobrych nawyków.

Jak radzić sobie ze stresem.

Jak reagować w sytuacji stresowej?

Lojalnie uprzedzam na tej liście nie będzie słodyczy.

1. W sytuacji stresowej nie zamykaj się na innych.

Właśnie wtedy może i wbrew sobie warto być z innymi. Wygadać się, wypłakać … To pomaga.

2. Zaangażuj się w to, co robisz.

Jeżeli co rano idziesz do pracy z jedną i tą samą myślą: nienawidzę tej roboty, … to może być tylko coraz gorzej. Będzie jeszcze bardziej nudzić, jeszcze bardziej męczyć, jeszcze bardziej będziesz ją nienawidzić. Wiem z własnego doświadczenia.

3. Zrób coś dla innych.

Nawet jeżeli z pozoru nic z tego nie masz. Pozytywne emocje, które towarzyszą szlachetnym gestom, neutralizują reakcje stresowe. W rezultacie wyzwalają całą kaskadę dobroczynnych reakcji, a nasz organizm oczyszcza się z toksyn. Czy zauważyliście, że spontanicznie czujemy się dużo lepiej, gdy pomożemy komuś. Dlaczego nie robić tego częściej? Dla własnego zdrowia.

Nawet jeżeli ktoś nadużyje naszej dobroci. Pal diabli. Dla zdrowia. Dobre emocje (w przeciwieństwie do dóbr materialnych) są jak perpetum mobile.  Im więcej ich rozdajemy wkoło, tym bardziej nam ich przybywa.

 

Jak radzić sobie ze stresem.

4.  Uśmiechnij się.

Można znaleźć ku temu tysiące dobrych powodów. Ile znajdziemy komedii, zabawnych filmików na You Tube, czy rozkładających na łopatki memów. Nie darmo stara mądrość ludowa mówi, że śmiech to zdrowie. Więc śmiejmy się zdrowo i dla zdrowia. Z medycznego punktu widzenia śmiech stymuluje  produkcję limfocytów T (czyli białych krwinek krwi) i jednocześnie obniża poziom kortyzolu (hormonu stresu). Można potraktować go jako ćwiczenie fizyczne. Bo śmiech owszem powoduje zmęcznie, ale tylko dlatego, że przyspiesza bicie serca, przyspiesza oddech, podnosi ciśnienie krwi, zwiększa zużycie tlenu, ćwiczy mięśnie twarzy i żołądka. Nawet rozluźnia mięśnie, które nie biorą udziału w śmianiu się. Przy okazji pobudza wątrobę, żołądek, trzustkę, śledzionę i woreczek żółciowy. To wszystko na zdrowie.

5. Prześpij się z problemem.

Może następnego dnia, przy nowych siłach i porannym słoneczku, dany problem wyda się mniejszy i łatwiejszy do przejścia. Jak to mówiła Scarlet O’Hara z Przeminęło z wiatrem:

„Pomyślę o tym jutro”.

To akurat nie prokrastynacja. Sen jest dobrym doradcą. Regeneruje organizm, przepędza stres. Wyśpij się. A dopiero wtedy zrób kolejne podejście do problemu. Z nowymi siłami.

6. Weź kilka głębokich wdechów.

Nie darmo mówi się, że co nagle, to po diable. W złych emocjach można narobić wiele głupot. Najpierw warto je ostudzić za pomocą kilku głębszych … wdechów. Proste, a jakże skuteczne.

Jak radzić sobie ze stresem.

7. Modlitwa, medytacja.

8. Pozytywna postawa, bo optymizm wymaga codziennej pielęgnacji.

Niestety, łatwiej popaść w negatywne emocje. Po prostu te udzielają się szybciej. Ochlapał mnie samochód, wyżyję się na Bogu ducha winnej ekspedientce. Ta z kolei odburknie coś kolejnemu klientowi. Nie wiadomo skąd rusza cała kaskada złego humoru … Wszyscy chodzą poddenerwowani.

A przecież trudne sprawy skuteczniej załatwia się uśmiechem. Czy próbowaliście kiedyś negocjować z rozsierdzonym klientem. Wołami nie przeciągniejsz go na swoją stronę. A uśmiechem – tak.

9. Poszukaj pozytywnych aspektów Twojego życia.

Banalnie proste. Wystarczy pomyśleć przed zaśnięciem o 3 dobrych rzeczach, które wydarzyły się w minionym dniu. Ten, kto zapomina o wdzięczności, przesypia swoje życie.

Pewien dziennikarz w poniedziałak po zamachu, spytał spotkanego przechodnia, czy odtąd będzie żyć inaczej. Ten zdziwiony odpowiedział, że nie. Właśnie teraz jeszcze bardziej chce korzystć z życia. Docenić to, że w ten poranek idzie do pracy. Bo inni tej szansy (już) nie mają.

Jak radzić sobie ze stresem.

10. Nabierz dystansu do trudnych spraw.

Tylko spokój może nas uratować. Pewne problemy potraktowane z dystansem wydają się względne. Nawet te najgorsze. David Servan Scheriber autor książki „Antyrak” mawiał:

Jeżeli przestanę się śmiać pod pretekstem, że mam raka, to już umarłem.

11. Pomyśl o czymś pozytywnym. Snuj marzenia.

Banał, ale to właśnie marzenia są naszą siłą napędową. Marzenie z terminem realizacji staje się celem. Pomaga przejść ponad przejściowymi zawirowaniami fortuny.

Problem to okazja … w przebraniu. Masz dość pracy, szefa itp. Dlaczego narzekasz? Zacznij szukać innej drogi. Naucz się czegoś nowego, zdobywaj nowe kompetencje … Weź byka za rogi, zamiast użalać się nad swoim losem.

12. Nie zamartwiaj się na zapas.

Tu jestem mistrzynią. Pracuję nad tym. Często powtarzam genialne powiedzenia Marka Twaina:

Poznałem wiele problemów, ale większość z nich, nigdy się nie wydarzyła.

Oj, ja też w tym temacie mam bardzo twórczą wyobraźnię. Niemniej coraz częściej daję jej po łapach.

13. Nie odmawiaj sobie małych przyjemności.

No dobra wykluczamy podjadanie słodkości (bo podnoszą poziom cukru we krwi, podobnie jak stres), podjadanie czipsów (bo hormony stresu zatrzymują sól w organiźmie). Ale przecież na nich świat się nie kończy. 

Każdy będzie rozliczony ze wszystkich dozwolonych przyjemności, którymi nie potrafił się cieszyć.

To mądrość z Talmudu. Czasami drobna przyjemność (choćby i okropnie słodkie ciacho) robi więcej dobrego od skrupulatnie przestrzeganej diety. Tyle że przestrzeganej ze spuszczonym nosem w poczuciu umęczenia.    Albo róbcie to tak, jak autorka pewnego mema, który ubawił mnie do łez.

Stosuję 2 diety równocześnie. Po jednej byłabym głodna.

14. Ruch, to najlepsze antidotum na stres.

Bo w ruchu zatrzymamy nie tylko młodość i zdrowie, ale i odreagujemy stres. W ruchu spalamy produkowane w sytuacjach stresowych hormony (takie jak adrenalina, noradrenalina, kortysol), które gromadzą się w organiźmie. To proste: chcesz komuś przywalić, wyjdź sobie pobiegać. Po powrocie zobaczysz, może Ci przejdzie.

15. Zadbaj o odpowiednią dietę.

Czy zauważyliście, że amatorzy mięsa  są bardziej agresywni. Bo stres to zwiększony poziom toksyn, hormony stresu, a niewłaściwa dieta dolewa oliwy do ognia.

16. Uporządkuj swoje otoczenie.

Też nosi Was w bałaganie? Niczego nie możecie znaleźć. Mnie wtedy nosi. Porządek wprowadza we mnie tyle kojącego spokoju. Może dlatego, że przy robieniu porządku sporo trzeba się napocić. A potem w nagrodę mamy poczucie satysfakcji. Z przyjemnością patrzymy jak tu ładnie.

17. Proste zasady głęboko zakorzenione w tradycji chrześcijańskiej.

Nie chowajmy  urazy, bo ta zżera nas od środka.

Chowanie urazy, jest jak picie trucizny w nadziei, że pozabija Twoich wrogów. Nelson Mandela.

Czyli jednym słowem czerpmy ze stresu to, co dobre: motywację do działania, ale nie dajmy mu się zjeść.

Jak radzić sobie ze stresem.

PS. No i oczywiście, bardzo ważny punkt DZIERGANIE. Mi przywraca spokój i odpręża. Ale może nie działa tak samo u wszystkich.

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Zapisz się na Newsletter

More from BEATA REDZIMSKA

Jak zawijać posty?

  Krótko chciałabym Was zapoznać z bardzo sympatyczną i prostą  obsłudze ikonką....
Read More

37 komentarzy

  • Niestety, stres jest naszym najgorszym zabójcą. Niszczy od środka, kawałek po kawałeczku, niemal każdego człowieku.
    Ze względu na pracę mam dość mocno stresujące życie. I zwyczajnie go… zajadam…
    A że on mnie też zajada, więc nie mam najmniejszych problemów z figurą.
    A przynajmniej na razie…

    Pozdrawiam i spokojnego dnia 🙂
    Uśmiech to najlepsze lekarstwo 🙂

  • Bardzo mi przykro, że stres wkroczył w życie Twojej rodziny, chętnie bym wzięła część na siebie. Podałaś bardzo pomocne sposoby radzenia sobie ze stresem, gdyby tylko to było takie łatwe w praktyce:(

  • Ze stresem bardzo ciężko się „walczy.” Próbujemy, ale gdzieś w środku i tak i tak pojawiają się myśli, niepewność. Dobre rady, mam nadzieję, że przydadzą się każdemu potrzebującemu. Życzę Ci dużo siły 🙂
    Ściskam! 🙂

  • Same ważne rzeczy tu poruszyłaś – faktycznie za dużo narzekamy i sami wymyślamy niestworzone historie, które się najprawdopodobniej nie zdarzą.
    Przeczytałam jednym tchem 🙂

  • Ze stresem nie ma co walczyć. Samo słowo walka powoduje stres… Lepiej go zaakceptować i oswoić. 🙂
    Ja wyżywam się na papierach tworząc kartki, albumy, notesy itd. Polecam. 🙂

  • Jestem zwolenniczką, że ruch jest lekarstwem na wszystko. Nie chodzi tylko o wyciskanie siódmych potów na siłowni, czy bieganie półmratonów. Sesja jogi, pilatesu, czy zwyczajny rześki spacer mogą być dla wielu osób bardziej odpowiednie. No i świeże powietrze – tak często o tym zapominamy w dzisiejszych czasach…
    Poza tym powinniśmy się starać nie stresować rzeczami na które nie mamy wpływu. Wiem, że łatwiej powiedzieć/napisać niz zrobić.. ale serio – zastanówcie się – po co szargać sobie nerwy czymś czego nie jesteśmy w stanie zmienić? Może lepiej wziąć kilka głębokich oddechów i po prostu żyć najlepiej jak umiemy 🙂

  • Bardzo wartościowy tekst. Zawiera chyba wszystko czego szukałem. Przynajmniej na ten moment nic więcej nie przychodzi mi do głowy 🙂 Nie ma oczywiście ani recepty, ani jedynego sposobu na spokój, ale to co napisałaś stasowane w praktyce i z rozsądkiem na pewno zbliża się do ideału. Ja uważam, że bardzo ważne jest skupienie na teraźniejszości i praca nad tym co jest tu i teraz. Bez oczekiwań, które rodzą rozczarowania, z dystansem, który pozwala znosić urazy i z akceptacją, która pozwala cieszyć się życiem. Akceptacją stresu też 🙂 Usłyszałem ostatnio takie zdanie, które bardzo mi przypadło do gustu: dobra teraźniejszość to miłe wspomnienia i brak lęku przed przyszłością 😀 Oczywiście praca nad tymi elementami teraźniejszości, na które mam wpływ. Pozostałymi nie muszę się martwić. Nie mam wpływu na deszcz, ale mogę się przed nim przecież uchronić 🙂

  • Wiele cennych rad! Ja w stresie zwykle więcej jem, tak ogólnie, niekoniecznie słodycze czy niezdrowe przekąski. Staram się to zwalczać, ale przede wszystkich nie stresować się niepotrzebnie, szczególnie rzeczami na które nie mam żadnego wpływu.

  • Bardzo fajnie, że to napisałaś: „Jednak wyobraźcie sobie, że stres jest najzwyczajniej przejawem instynktu samozachowawczego. Bez niego ludzkość dawno by wymarła. Bo negatywnym emocjom (odpowiada za nie prawa część mózgu) towarzyszy wydzielanie adrenaliny.”
    Wystarczy tylko zaakceptować to, że popada się w stres a on samoczynnie odchodzi.

  • Kiedyś zajadałam stres jak prosiak, jak babcię kocham! Porażka… Ale teraz zaakceptowałam swoje wady i jakoś jest mi łatwiej akceptować swoje słabości i pomyłki 🙂

  • U mnie nie wychodzi ruch – kiedy zżera mnie stres, najchetniej zakopałabym się pod kołdrę i przespała zły okres. Czuję się tak jakby ktoś spuścił ze mnie powietrze. Moim ostatnim hitem antystresowym jest wizualizacja budujących obrazów ze mną roli głównej, mających odniesienie do duchowości. Powiedzmy obrazek typu: stoję sobie na szczycie wysokiej góry, oświetlona pełnym słońcem i wypowiadam z mocą jakieś krzepiace słowa – jestem zawsze bezpieczna itd. można sobie wymyśleć coś własnego, co do nas przemawia. Obrazek też oczywiście najlepiej mieć jak najbardziej do siebie pasujący. Wcześniej żal mi było czasu na wizualiację, wydawało mi sie to taką zabawą dla nawiedzonych, ale w listopadzie spróbowałam pierwszy raz i jednak polecam 🙂

  • Stres to cichy zabójca, więc warto skorzystać z Twoich rad i trochę go oszukać 🙂 mnie najlepiej na stres pomagają samotne spacery oraz ruch, ruch i jeszcze raz ruch w każdej postaci 🙂

    • Ja podziwam ludzi, ktorzy mają stoickie nastawienie, niestety sama należę do tych, którzy podobnie jak Twoja mama mówią: Jak tu się nie stresować, choć z wiekiem uczę się nabierania dystansu. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Stres to moja zmora. Potrafię w głowie wyobrazić sobie rzeczy, które wcale nie są bardzo ważne, a ja sobie sama stwarzam ciśnienie. Do tego stopnia, że kiedyś w pracy poleciała mi krew z nosa. Na zewnątrz jestem niczym oaza spokoju, a wewnątrz wszystko się we mnie kumuluje. Ale ostatnio zapisałam się na regularne zajęcia sportowe (w tym jogę) i uważam, że to bardzo mi pomaga. To jest mój czas dla siebie, kiedy nie myślę o niczym innym oprócz tego, żeby poprawnie wykonać ćwiczenie. A po treningu humor mam wyśmienity 🙂

  • Moim sposobem na stres jest zapełnianie czasu różnorodnym hobby, najlepiej takim, który zajmuje też ręce i albo wycisza myśli, bo np. trzeba liczyć oczka i skupiać się na samej czynności, albo takim, że trzeba myśleć na zadany temat, żeby coś stworzyć.
    To pozwala też nabrać właśnie dystansu do trudnych spraw. Ja muszę żyć w trudnej sytuacji, nie ma na to rady, ale się dystansuje, szukam dobrych stron życia, małych radości dnia codziennego.
    Nie umiem za ton np. się relaksować przy sprzątaniu jak niektóre panie, to akurat sprawia, że się nakręcam i wracam myślami do trudnych dla mnie sytuacji.
    Chociaż czasami nie da się bez stresu, takiego np. porannego, nienawidzę pośpiechu i jakbym się nie starała rano zawsze mam „nerwa”.

  • U mnie objawem stresu jest brak apetytu. Kiedy miałam bardzo stresujące okresy w życiu, potrafiłam nie jeść nic przed kilka dni. Żyłam na wodzie. Dlatego stres jest dla mnie zabójczy. Z czasem (czytaj: z wiekiem :-p ) nauczyłam się nieco nad nim panować, mniej przejmować sprawami, na które nie mam wpływu. Absolutnie niezawodnym sposobem na zmniejszenie stresu w moim przypadku jest rozmowa; najczęściej w pierwszej kolejności dzwonię do swojej mamy, która zawsze jest do mojej dyspozycji (kochana). Znajduję też takie zajęcie, które odciąga moją uwagę od stresujących przeżyć. Poza tym uważam podobnie jak Ty, że doskonałym pomysłem jest „przespanie” się z problemem. Następnego dnia wstajemy z zupełnie innym spojrzeniem i większym dystansem. Jak byłam młodsza pomagały nawet niedługie drzemki w ciągu dnia. Działały magicznie na nastrój i ból głowy.

  • O tak, dzierganie jest świetne na odstresowanie! 🙂 Mi pomaga również obecność zwierząt – wystarczy chwila zabawy z psem znajomej albo pomoc przy zwierzętach u mojej rodziny mieszkającej na wsi, żebym poczuła się o wiele lepiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *