Dlaczego chciałam wyrzucić ten tekst? DLaczego nie jesteśmy narodem zwycięzców ?

jak osiągnąć sukces, Jak żyć zdrowiej

jak osiągnąć sukces

Dlaczego chciałam wyrzucić ten tekst?

Muszę się Wam przyznać, że kilka dni temu opublikowałam ten post, choć tak do końca go nie czułam. Tzn chciałam powiedzieć w nim coś, co od dawna chodzi mi po głowie. Czyli to, że nie jesteśmy narodem zwycięzców.

Bo po prostu u nas zwycięzców się nie szanuje. Sukces (czyjś) budzi podejrzliwość, niechęć, zazdrość. Impulsem do tych przemyśleń był pewien mecz tenisa, który obejrzałam kilka miesięcy temu. Nasz Jerzy Janowicz grał z jakimś gorzej sklasyfikowanym graczem i co gorsza przez długi czas prowadził. A potem jakby nagle przestraszył się sukcesu i mecz przegrał. Prawie wygrany mecz. Koszmar. Tylko że zdrarzyło się to nie raz. Nie tylko jeden Jerzy Janowicz ma problem z wygrywaniem. Ale ma go wielu z nas. Z kilku powodów.

Po pierwsze przytoczyłam taką przebraną bajkę, który opowiedział mi kiedyś mój afrykański kolega. O afrykańczykach, którzy wzajemnie ściągają się za nogi w dół. To trochę o nas Polakach.

Potem zdałam sobie sprawę, że sama mam problem z zaakceptowaniem (radosnym przyjęciem) czyjegoś sukcesu. A to na pewno jest hamulec w moim własnym rozwoju. Z drugiej strony sukces na pewno osiąga się POTEM (narzędnik od słowa « pot »). Blogowy czy inny. Sama wiem, ile czasu i energii włożyłam w pisanie tego bloga. Choć nie mogę powiedzieć, że osiągnęłam tu sukces. Sama widzę jak wielu rzeczy jeszcze muszę się nauczyć.

Ale z drugiej strony ostatnio trafiłam na cudowny cytat, który jakby jest odpowiedzią na moje rozterki.

Kto wyobraża sobie, że wszystkie owoce dojrzewają w tym samym czasie, co poziomki, nic nie wie o winogronach. Paracelsus

Wszystko przychodzi w swoim czasie. Lub inaczej dobre rzeczy przychodzą do tych, którzy potrafią czekać i tych którzy pozytywnie potrafią zainspirować się cudzym sukcesem.

Zostawiam ten tekst, choć w zasadzie zerwałam się wcześnie rano, by go wyciąć. Zostawiam go, dlatego że wiele osób, które bardzo szanuję zostawiło mi inspirujące komentarze, uzupełniając te moje nie doprowadzone do samego końca rozważania. Kiedyś napiszę ten tekst lepiej.

Właściwie to pierwotnie ten temat przerabiałam wiele miesięcy temu na blogu Moda na bio TUTAJ. Ale wtedy miał on bardzo pesymistyczny wydźwięk. Tutaj na siłę chciałam podciągnąć go pod motywujące zakończenie. A takie happy endy na siłę nie zawsze brzmią przekonująco. Dlatego ten tekst jest taki bardzo chaotyczny.

A wniosek jeden: nie publikujcie niczego na siłę, bo sobie założyliście, że wrzucicie 4 teksty na tydzień. Bo jakość jest ważniejsza od ilości.

jak osiągnąć sukces

Pierwotny tekst wpisu:

Dlaczego nie jesteśmy narodem zwycięzców? A niby dlaczego mielibyśmy nim być?

Jest taka stara afrykańska przypowieść. A może raczej nie przypowieść, tylko kawał.

W piekle każdy lud ma swój osobny kocioł. Na wierzchu każdego kotła stoi uzbrojona po zęby straż. Gdy tylko któryś z nieszczęśników próbuje się wydostać z takiego kotła, owa straż strąca go w dół. Taka straż stoi na wszystkich kotłach z wyjątkiem jednego … tego z Afrykańczykami. Dlaczego? Nie ma po co. Bo tam, gdy tylko jeden z nieszczęśliwców trochę podciągnie się w górę, od razu znajdzie się 10-ciu innych, którzy chwycą go za nogi i pociągną w dół. Coby wyżej od nich się nie wspiął. Dokąd to prowadzi? Donikąd.

Wydostanie się z piekielnego kotła to żaden sukces. Nie sensu stricto. Co najwyżej pierwszy krok w dobrą stronę. Ale to obrazuje pewną mentalność. Mentalność, która prowadzi donikąd.

Powiedz mi jak reagujesz na cudzy sukces, a powiem Ci co osiągniesz.

Gdybyście mieli odpowiedzieć sobie w głębi serca: jak reagujecie na cudzy sukces… Czy inspiruje Was do działania (bo skoro komuś się udało, to mi również się uda)? Czy raczej zatruwa jadem zazdrości (miał farta, układy itp), albo porównywania się (i przenikliwego i ścinającego z nóg w każdej sytuacji wniosku: to nie dla mnie)?

Jak to fajnie powiedział Warren Buffet znany amerykański inwestor giełdowy:

Jeżeli potrafisz powiedzieć kim są Twoi bohaterowie, będę mógł powiedzieć co osiągniesz w życiu.

A jacy są nasi bohaterowie?

Czyż u nas nie chołubi się przegranych, tych wariatów, co imali się z góry skazanych na porażkę spraw? Tych, co z iście ułańską fantazją porywali się z szabelką na czołgi? Za męczeństwo (jak my się w nim lubujemy, to usprawiedliwia wiele naszych narodowych grzeszków), za odwagę, właśnie za tą ułańską fantazję. To są nasi bohaterowie. Na nich nas wychowano. Nimi nas wykarmiono.

Ale wygrywać już nikt nas nie nauczył. Zapomniano, nie starczyło czasu, nikt tego nie przewidział w szkolnym programie. Tymczasem wygrywanie też zaczyna się w głowie.

A u nas nie szanuje się zwycięzców.

Sukces (czyjś) wywołuje naturalną podejrzliwość. Bo skoro ktoś się gdzieś wspiął to po czyich plecach? czyim kosztem? Przecież nikomu w głowie się nie pomieści, że samą ciężką, mozolną, upartą pracą i POTEM (kim? czym? Potem – narzędnik od słowa „pot”). Nie.

Sukces jest dziełem przypadku. Zapytaj o to każdego nieudacznika.

Dopóki będziemy tak myśleli sukces nie będzie zaraźliwy. Zamiast motywować nas, będzie podcinał skrzydła. Tylko po co?

There is no elevator to success, you have to take the stairs.

Sukces osiąga się POTEM (narzędnik od słowa « pot »).

Maestro oddałabym całe życie, by grać tak jak pan. Powiedziała do znanego wirtuoza pewna melomanka. Maestro tylko odpowiedział : Ja już dawno to zrobiłem.

Taki sobie polski paradoks.

Im dłużej mieszkam na emigracji, tym bardziej mnie on dziwi.

Dlaczego u nas narzekają wszyscy? Nawet ci, którym całkiem się powodzi. Z przyzywczajenia? A może to taka polisa ubezpieczeniowa, by czasem nikt nie zaliczył ich do grona potępieńców – przepraszam ludzi sukcesu – choćby w lokalnej, czy rodzinnej skali? Wystawionych pod surowy pręgież publiczny.

I mamy taki polski paradoks, wszyscy w koło widzą tyle naszych sukcesów (jako państwa, czy narodu), tylko my sami ich nie widzimy. Dlatego ich (tych sukcesów) i siebie samych nie doceniamy.

A szkoda.

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Beata Redzimska Vademecum Blogera
Beata Redzimska

Zapisz się na Newsletter

Tags from the story
More from BEATA REDZIMSKA

Domowe sposoby na przeziębienie. Blogerze nie bój się zimy.

Gdy drapie w gardle, pociągamy nosem i czujemy, że dopada nas jakieś...
Read More

20 komentarzy

  • Fajny, mądry i prawdziwy tekst, sama zmagam się z moim wszechobecnym marudzeniem i chcę wyjść z grona ludzi zazdrosnych i zawistnych, bo przyznaję się, że jeszcze nie tak dawno na sukcesy patrzyłam właśnie przez pryzmat „jasne, udało mu się”. Teraz wydaje mi się, że jestem już gdzieś pośrodku – niektóre sukcesy jakoś łatwiej mi zaakceptować, z częścią nadal mam problem. Z drugiej strony – patrzyłam tak też sama na siebie. Jeśli coś zrealizowałam to nie dlatego, że na to zapracowałam, ale dlatego, że mi się „udało”. Szczęśliwie coraz bardziej pilnuję się, żeby brać odpowiedzialność za wszystkie swoje czyny, a co za tym idzie karcić się i motywować zgodnie z „zasługami”, a nie z wyobrażeniami o nas. Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę dobrego weekendu 🙂

  • No ja odczuwam zazdrosc z powodu sukcesów innych, ale ostatnio ucze sie nie klasyfikowac uczuc na dobre i zle, to raczej informacje dla nas samych o tym, jak dana sytuacja na nas wplywa i czego nam w życiu brakuje.

  • Coś w tym jest niestety… Nie wszyscy tacy jesteśmy, bo i pozytywnie zakręconych mamy mnóstwo, jednak w wielu kręgach słychac rozmowy, jak to się u nas nic nie opłaca, a kto coś ma, to albo przez znajomości, albo dzięki kredytom. Generalnie ludzie chętnie zaglądają sobie do kieszeni. A z kolei, wszystkie znane mi osoby, które odniosły sukces czy też żyje im się dostatnio, raczej w ten sposób nie mówią. Oni patrzą przed siebie, szukają możliwości, a nie przeszkód. Pozdrawiam 🙂

  • Jak reaguję na sukcesy innych? To zależy. Kiedy widzę sportowca, aktora, dziennikarza, kucharza, elektryka, blogera, czy jeszcze kogoś innego, kto swoją ciężką pracą, poświęceniem, latami poświęcenia osiągnął swój sukces, gratuluję i ciesze się, że się mu udało. 🙂 Z kolei kiedy widzę jak osoba ze znanym nazwiskiem, nie prezentująca sobą zupełnie nic, nie mająca pojęcia nawet o tym, o czym mówi staje się sławna i „osiąga” sukces po prostu mnie to wkurza. Nie odczuwam zazdrości, ale złość, że niestety tak to wygląda i to nie tylko u nas w kraju.

  • W Polsce, jak ktoś osiąga sukces, to do razu zostaje ochrzczony mianem farciarza, złodzieja itp. Ja osobiście bardzo cenię ludzi, którzy dostali się na szczyt dzięki swej ciężkiej pracy, bo od nich można się wiele nauczyć. Przyznaję też, że nie zawsze tak było. Kiedyś zżerała mnie zawiść i zazdrość, ale jeśli człowiek dostrzeże, że to nie tędy droga, jest w stanie wyrwać się z tego idiotycznego kręgu wiecznie narzekających ludzi.

  • Masz rację, u nas sukces budzi podejrzenie, bo trudno nam uwierzyć, że ktoś osiągnął go uczciwą pracą. Sukces budzi też zazdrość, a czasem nienawiść. I to jest bardzo smutne. Bo jest wielu ludzi, którzy doszli daleko, dzięki ciężkiej pracy i powinniśmy brać z nich przykład, a nie zazdrościć i doszukiwać się dziury w całym.

  • Moim zdaniem ten tekst jest całkowicie dokończony Beata. Nic bym tu nie zmieniała, przekaz jest bardzo wyrazisty. O ile nie mam problemu z przyjmowanie sukcesów innych, naprawdę się z nich cieszę, mam inny kłopot – zaniżam swoje osiągnięcia. W sensie znam swoją wartość, nawet siebie lubię, ale chyba nie doceniam? Mam wrażenie, że to co robię to wciąż mało, „nic wielkiego” itd. A z mentalnością polską walczę uśmiechem 🙂

  • Bardzo prawdziwy post. Mnie mierzi to nasze narodowe męczeństwo, zazdrość, narzekanie i plucie jadem. I niestety nie jesteśmy narodem zwycięsców. Jakby sukces był czym złym. Za to frustracji dookoła i pretensji do wszystkich prócz siebie nie brakuje.

  • Ostatnio zauważyłam u siebie pewną ciekawą i w sumie zabawną rzecz… Nie mam pojęcia skąd się to wzięło, nie przypominam sobie, aby w okresie ostatnich dwóch miesięcy nastąpił jakiś przełom, że przeczytałam jakiś odkrywczy dla mnie tekst, czy, że spotkałam kogoś inspirującego.
    O co chodzi? Patrzę na świat bardzo optymistycznie. Nie tak głupkowato optymistycznie, na zasadzie, jakoś to będzie. Raczej tak, jak Polyanna, we wszystkim staram się dostrzec dobre strony. Przykład? Rozlądamy się za mieszkaniem, te które nam się podobają mają okna na elektrociepłownię. Słabo? No właśnie nie, wiecie jak wspaniale wyglądają kominy wieczorem i rano? 😀 Cyganie jadą Porsche Cayenne. No nie jest to może mój wymarzony samochód, ale wiadomo, fajny, duży i drogi. Skąd mieli na to kasę? Nie wiem… ale co z tego? Lepiej się zastanowić, skąd samej wziąć kasę na takie cacko (chociaż bardziej się zastanawiam, skąd wziąć na mieszkanie ;p). Nawet teraz, gdy mamy bardzo ciężki okres w rodzinie, bo Tata leży w szpitalu, cieszę się, jak kolejne paskudy są eliminowane z podejrzeń. Że to nie płuca, nie trzustka, nie przełyk. Że jak coś, jest nas dużo, jest nas kupa, w kupie siła, kupy nikt nie tknie.
    Nie chcę więcej marudzić, widzę, że aptrzenie na świat optymistycznie sprawia, że mam więcej energii, ze nie patrzę z zawiścią na cudze osiągnięcia, tylko stawiam przed sobą wyzwania, które pomogą mi w realizacji własnych celów. Wiem już, że narzekanie i zazdrość sprawia tylko, że stoimy w miejscu, zamiast innych doścignąć wleczemy się za nimi, wygrażając, że życie jest niesprawiedliwe, że jeśli ktoś coś osiągnął, to pewnie ukradł, oszukał zabił.
    No, to się rozpisałam ;p

  • Właśnie to jest przygnębiające, że tych którzy odnoszą sukces się „piętnuje”. Bo mu się udało, bo ma ojca wysoko postawionego, bo na pewno dał łapówkę itp. Ciężka praca to często droga do sukcesu! Na szczęście, ten kto to zrozumie odniesie go 🙂

  • Ludzie zdecydowanie mają problem z sukcesem, zwłaszcza cudzym. Chcemy od razu być najlepsi i to we wszystkim. A jak nasz sąsiad kupi sobie samochód wczesniej od nas o miesiąc to trafia nas szlag, bo my musimy czekać jeszcze te 30 dni. Zamiast cieszyć się tym ,że mamy już prawie całą kwotę na zakup samochodu, złościmy się, że on nie stoi w tym garażu od kilku godzin. Tym bardziej, że tak jak napisałaś; człowiek, który czegoś się w życiu dorobił jest uznawany za złodzieja…

  • Beato, bardzo dobry post. Mnie też często zastanawia sposób myślenia Polaków: jeśli ktoś coś osiągnął to na pewno oszust, krętacz i włazi tyłek. A jeśli sukces odniosła kobieta to na pewno dała temu i owemu. Nie wiem, może to zostało z czasów PRLu? Chociaż ogólnie lubujemy się w klęskach oraz w męczennictwie, tak jak pisałaś.

    A co do sportowców to ja im się nie dziwię, że boją się sukcesu. Często przed igrzyskami, czy nawet przed mistrzostwami piłki nożnej media rozdmuchują jacy to jesteśmy wspaniali, mamy niezłomnych sportowców i na pewno każdy z nich przywiezie złoty (nie daj Boże brązowy) medal. A kiedy to się nie uda to od razu wieszamy na nich psy. Pamiętam jak Małysz odnosił sukcesy to było wszystko w porządku, ale kiedy miał gorszą formę (a komu sie to nie zdarza?) od razu był ostro krytykowany. I gdzie tu logika?

  • Beato, swietny tekst. Mam ostatnio sporo podobnych przemyśleń i też napisałam na ten temat tekst, który jeszcze nie został opublikowany.

    Ja mam też takie spostrzeżenia a propos pewności siebie i tego, że z jednej strony nawołuje się wszędzie do bycia odważnym, pokazywania autentyczności itd., ale z drugiej strony i w tym temacie ściągamy siebie w dół. Tak rzadko spotykam ludzi, którzy lubią tych pewnych siebie i odnoszących sukcesy, a tak często się o tym pisze. Taki paradoks.

    Beato, odwalasz tu kawał dobrej roboty. Super. Uwielbiam tu do Ciebie wpadać.

  • Beata, super, że poruszasz takie tematy. Faktycznie jest w Polsce (i w wielu krajach postkomunistycznych) problem z tym sukcesem. Sami nie próbujemy jej osiągać, ale też tępimy tych, którym się udaje, z zawiści i niskiego poczucia własnej wartości. Ja się z tego wyleczyłam. Z tego powodu m. in. postanowiłam wyjechać z Polski. Żyję w Londynie od niedawna, tutaj ludzie cieszą się i ze swojego, i z cudzego szczęścia 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *