Samotna mama z sąsiedztwa.

SAMOTNA MATKA

SAMOTNA MATKA

Serce Natalki biło coraz szybciej. Została sama w pustym domu. Mama wciąż nie wracała z pracy. Zadzwonił telefon. Natalka wstrzymała oddech. Sygnał szybko urwał się. Za chwilę telefon zabrzmiał ponownie. To był ten ich umówiony sygnał. Dziewczynka poczuła jak jej serce przepełnia radość. W słuchawce zabrzmiał kojący głos mamy.

« Córeczko otwórz lodówkę. Na samym dole stoi Twoja butelka z mlekiem. Wstaw ją do kuchenki mikrofalowej. Podgrzej i wypij … « 

Tak wyglądała ich codzienność. Może i trudna dla małej dziewczynki. Ale Natalka uwielbiała swoją mamę i za nic nie zamianiła by ją na inną. Z wysokości swoich 3 lat rozumiała, że musiały radzić sobie same.

Mama z samego rana odprowadzała ją do przedszkola, a sama pędziła do pracy. Natalkę po skończonym dniu do domu (przy okazji) odprowadzała życzliwa sąsiadka. Ale dalej wracała do siebie, do swoich dzieci. Dla Natalki zaczynały się długie godziny wyczekiwania na upragniony powrót mamy z pracy.

Mamy Natalki nie było stać na opłacenie niani, która pod jej nieobecność zajęła by się Natalką. Emgirantka, z dala od kraju i rodziny …. I tak miała ogromne szczęście, że w ogóle znalazła pracę. Choć sam dojazd do niej zajmował jej kilka godzin dziennie. Nie zarabiała kokosów.  Ale miała pracę. Marzyło jej się, by móc spędzać więcej czasu z córką. Ale kto wtedy będzie zarabać na życie?

Mama Natalki była samotną mamą.

SAMOTNA MATKA

Tego popołudnia mama wróciła szybciej z pracy. I to nie sama. Nieznajomy pan przywiózł mamę. Nie musiała godzinami tłuc się  autobusami, by dostać się na to ich odludzie, gdzie diabeł mówi dobranoc, a czynsze nie są zbyt wygórowane.

Pan, który towarzyszył mamie był przeogromny. Mama u jego boku wydała się Natalce jeszcze bardziej filigranowa i niepozorna.

Pan przyniósł ogromny tort wiśniowy i rurki z kremem (przysmak Natalki). Dziewczynka zajadała się nimi (jedna za drugą). Mama wyjątkowo nie mówiła, że będzie bolał ją brzuszek.

Natalka cały czas z ogromnym natężeniem wpatrywała się w olbrzyma. Przy tych jego ogromnych gabarytach, wydał jej się taki nieporadny. Szczególnie wtedy, gdy kawałek tortu, który próbował nałożyć sobie na talerzyk, wylądował na obrusie. Mama wcale nie pogniewała się. Pan przepraszał. Nieporadnie wycierał plamę po wiśniach, tak że rozjechała się na pół obrusu. Biła od niego taka nieporadna serdeczność. Dziewczynka poczuła, że zaczyna go lubić.

Pan wpadał do nich coraz częściej. Miał na imię Jan. Natalka lubiła te jego wizyty. Bo całą trójką chodzili do parku, do zoo, czy na lody. Wreszcie z mamą przeprowadziły się do przestronnego mieszkania Jana. Natalka już nie musiała samotnie spędzać wieczorów. Zaczął się nowy, bardziej kolorowy rodział w jej życiu.

Wyszło lukrowato. Pewnie powinnam napisać, że Jan okazał się pedofilem, alkoholikiem, zaczął bić mamę Natalki. Ale tej historii nie wzięłam z żadnej książki (bo wtedy pewnie tak powinna się zakończyć). Ale napisało ją samo życie.

SAMOTNA MATKA ciasto, tarta

PS. Książka i robótka ta sama co w zeszłym tygodniu, więc zamiast opowiadam Wam prawdziwe historie.

Znam mamę Natalki i znam Jana. Pracujemy razem od kilkunastu lat. W czasach, kiedy Natalka była mała nie znałyśmy się dobrze. Tę historię opowiedziała mi po latach.

Przyjechała do Francji jako młoda dziewczyna do dzieci. Poznała przystojnego Francuza. Już myślała, że złapała Pana Boga za nogi. A ten nagle przepadł jak kamień w wodę, gdy  usłyszał o ciąży. Mama Natalki została samotną mamą (jakich tu wiele). Niedocenianą bohaterką.

Ze skromnej pensji musiała opłacić mieszkanie, rachunki, bilet miesięczny. Godziła wychowanie córki i całą resztę. Z dala od rodziny (jakoś nie potrafiła się przyznać przed nią, jak jej trudno). Wieczorem ze zmęczenia padała na pysk. Nie widziała przed sobą jasnych perspektyw. Ale może właśnie dlatego nauczyła się cieszyć drobnymi przyjemnościami i celebrować je. 

Jana też znam. Nieporadny życiowo informatyk z głową w chmurach (a raczej w komputerach). Dziewczyny z pracy podśmiewały się z niego. Taki niezdara życiowa. Ale mama Natalki pod tą zewnętrzną powłoką nieporadności, potrafiła dostrzec wartościowego człowieka.

W czasach, kiedy Natalka była mała, znałam mamę Natalki, ale zupełnie nie znałam jej historii. Pracowałyśmy razem, ale obok siebie. Ja miałam swoje problemy. Też mama, emigrantka. Pracowałam, musiałam zaliczyć sesję na studiach, by przedłużyć kartę pobytu z prawem do pracy (na pół etatu). Ale nie byłam sama. Też klepałam biedę (emigracja to dobra szkoła życia), ale we dwoje, z mężem u boku. A to ogromna różnica. 

Nie domyślałam się niczego. Mama Natalki nic nie mówiła. Pewnie bała się, że odpowiednie służby socjalne, jak dowiedzą się, to odbiorą jej dziecko. Skoro ma trudności, by pogodzić opiekę nad córką i pracę.

Może i Natalka musiała przedwcześnie dojrzeć, ale … za nic w świecie (ani wtedy, ani dziś) nie chciałaby rozstać się z mamą. Dzisiaj jest dorosłą dziewczyną. Samodzielną, odważną, przebojową. Sama wyjechała na drugi koniec świata, na studia do wymarzonej Japonii. A mama Natalki i Jan wciąż żyją razem i dobrze im z tym.

Najważniejsza jest miłość.

SAMOTNA MATKA

W czasach mojego dzieciństwa (w odległych latach 80-tych), samotnych mam było niewiele. Wtedy samotny ojciec był bohaterem. Ale na samotne mamy parzyło się z podejrzliwością. Pewnie ma okropny charakter, bo nie potrafiła zatrzymać przy sobie faceta.

Tymczasem dzisiaj samotnych mam jest coraz więcej. A jednak. Niektórzy wciąż wykreślają je ze swojej listy znajomych. Samotne mamy zawsze gdzieś pędzą, mają tyle do zrobienia i nie mają na nic czasu. Kiepskie z nich towarzystwo.

A jednak czasami drobny gest, niewielka pomoc np sąsiadka, która życzliwie (przy okazji) odbierze dziecko z pszedszkola, podsunie ciekawą książkę, czy po prostu zaprosi  na kawę – potrafią odmienić czyjeś życie. Wyrwać kogoś z zamkniętego kręgu samotności, braku wiary w siebie i braku nadziei.

Wakacje to szczególne wyzwanie dla niektórych samotnych mam. Przy skromnych zasobach muszą jakoś pogodzić opiekę nad dzieckiem z pracą. 

Dziś chyba każdy zna taką samotną mamę z sąsiedztwa. Może powinniśmy rozejrzeć się dokoła i spróbować wyciągnąć do nich pomocną dłoń. Czasami wystarczy drobny gest, dobre słowo, które mocno zapada w pamięć.

Szczęście składa się z drobnych chwil, które zdarzają się codziennie. A drobne gesty, małe zdarzenia czasami mają ogromną moc i potrafią odmienić czyjeś życie.

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Beata Redzimska Vademecum Blogera
Beata Redzimska

Zapisz się na Newsletter

More from BEATA REDZIMSKA

Idiotyzmy, które ludzie mają powypisywane na swoich podkoszulkach.

Idiotyzmy, które ludzie mają powypisywane na swoich podkoszulkach. Po prostu ręce opadają....
Read More

28 komentarzy

  • Ja zawsze wyciągam rękę czy to do samotnych mam czy też nie. Najgorsze jest jednak to, że wiele samotnych mam jedynie chce brać i nie ma dialogu. Jest jedynie monolog – dawać. Rozumiem wszystko, ale lenistwa nie toleruję. Opisana tu historia – jest faktycznie ciężka, taka życiowa i cieszę się, że znaleźli się dobrzy ludzie. Myślę jednak, że najważniejsze to pomagać tym, którzy tej pomocy faktycznie potrzebują, realia są jednak inne – Ci którzy nie potrzebują, również chcą brać, a jeżeli wtedy nie damy – nagle okazujemy się tymi złymi, bezdusznymi i bez serca.

  • Piękny tekst napisałaś i cieszy mnie, że prawdziwy. Przerażającą rację miałaś pisząc, że gdyby była to historia fikcyjna to pewnie kończyłaby się tragicznie i to zapewne pod pozorem „czerpania z życia”. Przykro się robi jak wielu ludzi naczyta się i naogląda zmyślonych, tragicznych historii, a potem boi się życia i tego piękna, które ono w sobie niesie. Doszliśmy do punktu, w którym dobre zakończenia określa się mianem kiczowatych, a te mianem dobrych.

  • Piękna historia, dobrze, że ze szczęśliwym zakończeniem. Sama znam samotną mamę, której drugi partner, pokochał jej dziecko jak własne i długo opłacał studia w Stanach. Całkiem podobna historia do Twojej 🙂

  • Moi rodzice się rozwiedli, co prawda moja mama nie była do końca samotną mamą, bo tata zawsze był, ale dzięki temu, że mieszkałam tylko z nią, jestem o wiele bardziej samodzielna. Nie chciałabym mieć innego dzieciństwa.

  • Przeczytalam ten post, jako już ostatni dziś, bo za chwilę gaszę laptopa. I… i poryczałam się normalnie.
    Jestem teraz w trudnej sytuacji.
    I ta historia dała mi jakąś iskierkę nadziei, że jednak się ułoży i będzie dobrze.
    Muszę tylko zapamiętać, żeby cieszyć się z małych rzeczy.

    Pozdrawiam Beatko 🙂

  • Wzruszająca historia, nie chcę napisać niczego banalnego i cieszę się, że ta historia dobrze się skończyła. I masz rację Beato we dwoje nawet najcięższy wózek zwany „życiem” łatwiej się ciągnie. Pozdrawiam

  • Historia jakich wiele, też przeżyłam coś takiego, choć z perspektywy dziecka.
    Wybacz bezpośredniość, ale masz błąd ortograficzny i to w tytule posta, więc pewnie chciałabyś to zmienić – poprawna pisownia to „sąsiedztwo”.
    Pozdrawiam, Ola.

  • Jako „dziecko wychowywane przez samotną matkę” muszę stwierdzić, że to wszystko zależy od nastawienia samej matki, czy chce wprowadzać nowego „tatę”, czy chce być szczęśliwa i nie okazać toksyczna dla dziecka choćby nieświadomie po przez działanie dla jego dobra. Nie wzruszają mnie takie historie może dlatego, że coś podobnego przeżyłam i patrzę na to z punktu widzenia „dziecka”, które przez bardzo długi czas trwało w takich relacjach i przez całe dziecięce życie żałowało, że nie ma „normalnej” rodziny z mamą i tatusiem… aż kiedyś dorosło .

  • Piękna i wzruszająca historia z szczęśliwym zakończeniem i może właśnie przez nie, nieco nierealna mi się wydaje. I przez trzylatkę samotnie czekającą na mamę i sąsiadkę, która nie wpadła na pomysł, że może małą na te kilka godzin wziąć do siebie i mamę, która też o tym nie pomyślała.

    manupropria77.blogspot.com

    • Tyle ze to historia prawdziwa. W naszych warunkach gdzie mama ma 1 dziecko, gora 2 to oczywiste ze wezmie dziecko do siebie. Ale tu chodzi o afrykanskie mamy (jak ma 6 czy 7 wlasnych dzieci, to pewnie jest mniej chetna czegos takiego sie podjac za darmo. I to przez dlugie miesiace. Wlasciwie trudno mi to wytlumaczyc te emigranckie getta we Francji. Niby Europa, a w rzeczywistosci trzeci swiat. Pozdrawiam serdecznie beata
      .

  • Piękna historia. Smutna i radosna jednocześnie. Wiem jak trudno prosi się o pomoc, szczególnie jeśli zdajemy sobię sprawę, że postronne osoby mogą widzieć nasz trud i nic nie robią. Ten kto odbierał mała Natalkę z przedszkola i odprowadzał do domu i zostawiał samą, musiał chociaż domyślać się sytuacji… Dobrze, że wszystko skończyło się pozytywnie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *