Dobra organizacja czasu w blogowaniu.

Dobra organizacja czasu w blogowaniu.

Dobra organizacja czasu w blogowaniu.

Blogowanie jest czasochłonne.

Niedawno uświadomiłam sobie, że największym zaskoczeniem, dla osób, które zabierają się za blogowanie jest odkrycie jak czasochłonna jest ta pasja czy zajęcie. Bo nie wystarczy samo napisanie kolejnego wpisu. Trzeba jeszcze znaleźć, czy wygospodarować czas na jego promocję, na napisanie notek, które pójdą za nim w świat do mediów społecznościowych, na budowanie kontaktów w blogosferze, na doskonalenie wartsztatu.

Bloger to człowiek orkiestra, musi umieć grać na różnych instrumentach : fotografia, obróbka zdjęć, upiększanie bloga, pisanie, promocja. Wrzucenie samego suchego posta na bloga (bez żadnej promocji), przy tłoku panującym w sieci (i w blogosferze) przypomina bardziej odłożenie go do szuflady na wieczne nigdy (ile moich wczesnych wpisów, rzetelnie przygotowanych o zdrowiu utonęło w otchłani internetu).

Bloger musi się dwoić i troić, by być na wszystkich frontach. Ale to wymaga czasu. Choć inaczej się nie da. Dlatego trzeba się dobrze zorganizować i znalezć czas na rozliczne działania. Jak to ktoś fajnie powiedział :

Jeżeli piszesz tyle, że nie starcza Ci już czasu na promowanie tego, co piszesz to znaczy, że za dużo piszesz. I kropka.

A jeżeli już piszesz post, to jeszcze pomyśl o napisaniu notek promujących go w mediach społecznościowych. Znajdz czas na odwiedzenie kilku blogów dziennie i zostawienie na nich fajnego (nie spamowego) komentarza. Cały czas szukaj, myśl, analizuj : co robić, by Twój blog z dnia na dzień stawał się coraz lepszy. A to … kupa pracy.

Moja organizacja czasu w blogowaniu.

Ale są na to sposoby. Przez kilka lat blogowania wypracowałam sobie własne metody, które u mnie się sprawdzają. Może coś z tego przyda się i Wam. A choć jestem w domu przy dzieciach, blogiem mogę zająć się dopiero wtedy, gdy śpią.

Nie siadaj do komputera bez planu działania.

To moja święta niewzruszona podstawa : Nigdy nie siadam do komputera bez planu. Bo zawsze kończy się to bezproduktywnym błąkaniem po Facebooku. I od komputera wstaję rozczarowana z demoralizującym przeświadczeniem, że zmarnowałam tyle czasu i nic właściwie dobrego nie zrobiłam.

Ustal sobie 3 najważniejsze zadania do wykonania na kolejny dzień. (Metoda 3 MIT Most Important Task).

Dlatego już poprzedniego dnia wieczorem staram się wyznaczyć sobie najważniejsze zadania na kolejny dzień. Nigdy nie wiem z góry, kiedy moje dziecko utnie sobie drzemkę i kiedy będę mogła spokojnie usiąść do komputera. Ponieważ takich chwil mam mało, maksymalnie mobilizuję się i z góry (z wyprzedzeniem) staram się ustalić, co mam do zrobienia. Dlatego np zawsze staram się mieć w zapasie jakiś szkic kolejnego wpisu do przepisania.

Zastanów się, co jest dla Ciebie ważne? Jakie są Twoje priorytety?

Ale przy wyborze tego, co będę robić kieruję się jak to oficjalnie bym nazwała listą priorytetów. Po prostu zastanawiam się co mam do zrobienia (napisanie wpisu, komentowanie, bycie na Facebooku, buszowanie po sieci itp) i jakie z są 3 najważniejsze działania na blogu do zrobienia na dany dzień.

I dlaczego właśnie te?

Jeżeli masz więcej niż 3 priorytety działania, to znaczy że nie masz żadnego. Jim Collins

Czy to co robię w danej chwili przybliża mnie do mojego celu?

Pomaga mi w tym ustalenie blogowej rutyny, najpierw piszę post, a potem staram się go promować. Ale też regularnie robiąc cokolwiek przy blogu stawiam sobie pytanie za 100 punktów : Czy to, co robię w danej chwili, przybliża mnie do mojego celu (tj. rozwoju bloga) ?

Jeżeli nie, może nie warto tracić na nie czasu (bo tego czasu na blogowanie nie mam za wiele).

Nie przejmuj się, jeżeli nie udało Ci się zrobić wszystkiego, co sobie zaplanowałeś.

Ale czasami rozpędzam się z planowaniem. Wyobrażam sobie, a wiem po sobie, że oczami wyobrazni można sięgać daleko: wyobrażam więc sobie, że na jedno posiedzenie przy komputerze napiszę 3 super posty, odpowiem na wszystkie komentarze i jeszcze ogarnę Facebook. Co w praktyce okazuje się niewykonalne. Bo w praktyce potrzeba mi 10 razy więcej czasu niż sobie zaplanowałam. Wtedy pozostaje niesmak i rozczarowanie.

Ale staram się to przezwyciężać: wziąć byka za rogi i spojrzeć na niego pod innym kątem. Bo przecież coś zrobiłam, czasami nawet włożyłam w coś sporo pracy, tylko jeszcze efektów nie widać. Np przesiedziałam godzinkę nad porządkowaniem fotek, co z pozoru nic nie daje, ale potem bardzo ułatwia działania. Dlatego staram się raczej widzieć tu szklankę w połowie pełną, niż w połowie pustą. To bardziej motywuje do dalszej pracy.

No i akceptuję siebie i swoje działania. Ta akceptacja to podstawa. Staram się nie przejmować tym, że nie udało mi się wszystkiego zrobić. Staram się wybaczyć sobie, gdy zmarnowałam czas, bo zapomniałam się na Facebooku. Staram się cieszyć z tego, co już zrobiłam, a nie wypominać sobie, że mogłaby to zrobić inaczej tzn lepiej.

Najlepsza jest najprosztsza organizacja. Każda najdłuższa droga składa się z z małych codziennych kroków.

Codzienna rutyna to nie przekleństwo, ale podstawa działania.

Nie ma co daleko szukać najlepsza jest najprostsza organizacja, no i pewnie mało kreatywnie oklepana, dobrze opanowana codzienna rutyna : piszę tekst, obrabiam zdjęcia, zaglądam na inne blogi i tak wkoło Macieju.

Codzienna rutyna. Wbrew pozorom to pomaga. Wiem, co mam robić, gdy siadam do komputera, większość czasu robię to samo (piszę tekst i komenuję na innych blogach). Ale bez niej najprawdopodobniej utonęłabym w bezproduktywnych, do niczego nie prowdzących działaniach-eksperymentach.

Znajdz 10 minut dziennie na rzecz, która jest ważna, a na którą zazwyczaj nie starcza Ci czasu.

Staram się wykorzystywać zasadę 10 minut dziennie dla Facebooka. Tę zasadę podpatrzyłam u zagranicznych blogerów. O co tu chodzi? Jeżeli okazuje się w codziennej rutynie, że na jakieś zadanie systematycznie nie starcza Ci czasu, bo za każdym razem np znajdowało się na końcu listy i dlatego było zaniedbywane, wydziel sobie na nie specjalne 10 minut. Ja robię sobie takie 10 minut dobroci dla Facebooka. Kiedyś systematycznie o nim zapominałam, albo nie starczało mi już na niego czasu. Teraz, albo przeznaczę na niego osobne 10 minut codziennie, albo usiądę raz w tygodniu na godzinkę i pomyślę, co na niego powrzucam.

Nie odkładaj na wieczne nigdy, czegoś co możesz zrobić w 2 minuty.

Słyszeliście o zasadzie 2 minut? Przyznam, że bardzo sprawdza mi się w robieniu porządków w papierach (mam na to daleko posuniętą alergię, ale we Francji przy tak rozwiniętej administracji w każdej dziedzinie życia to podstawa). Zasada ta jest prosta i niezmiernie skuteczna.

Jeżeli możesz zrobić coś w 2 minuty, to nie odkładaj tego na pózniej, zrób to od razu.

W ten sposób nie odkładają się nam niepotrzebne zaległości, które okrutnie mszczą się po czasie. Tą zasadę można skutecznie wykorzystać w blogowaniu: odpowiedzieć na szybko na maila (by o nim nie zapomnieć, bo ktoś potem będzie miał do nas o to żal), podziękować komuś np za udostępnienie wpisu na Facebooku – odłożone na pózniej, może umknąć w natłoku innych zadań. A to taka mała rzecz, która bardzo cieszy drugiego człowieka.

Masz tylko chwilkę, zastanów się czy jest jakaś rzecz, którą mógłbyś teraz (przez tę chwilkę) zrobić.

Gdy mam mało czasu na zrobienie czegokolwiek, zastanawiam się : czy jest jakaś jedna rzecz, którą zdążę zrobić np zrewanżować się komuś komentarzem, napisać jakąś krótką notkę na Facebooka itp.

Czasem warto przeznaczyć np 1 godzinkę, by zrobić coś co zaprocentuje dopiero w przyszłości i pomoże Ci lepiej się zorganizować.

Zdarzają się zadania specjalne, które wychodzą ponad ustaloną rutynę, ale pózniej bardzo ułatwiają życie. Czasami warto poświęcić 1 godzinkę (swojego bezcennego czasu) na lepsze zorganizowanie się. Z pozoru praca do wykonania nie posuwa się do przodu, ale jakie ułatwienie na przyszłość. No i wspaniała oszczędność czasu. Przekonałam się po sobie, że czas poświęcony np na uporządkowanie fotek w odpowiednich plikach, opisanie ich, zebranie w jednym miejscu cytatów na dany temat to nie jest czas zmarnowany. Mocno procentuje w przyszłości.

Dobra organizacja czasu w blogowaniu.

Wykorzystaj najlepsze godziny do efektywnej pracy.

Dla mnie np są to godziny poranne. Kiedyś zasiadywałam się wieczorami (nocami) przed komputerem, tak że następnego dnia byłam wypluta. (Tu każdy organizm reaguje inaczej.) Dzisiaj staram się wstać wcześniej rano (w ciepłe miesiące przychodzi mi to łatwiej). Np jeżeli obudzę się o 5-tej, do 7-ej kiedy budzą się moje dzieci mam przed sobą całe 2 godziny intensywnej pracy, kiedy umysł wypoczęty, pracuje lepiej i kreatywniej. Dodam, że położyłam się spać wcześnie, razem z dziećmi. No i jeszcze dodam, że to działa lepiej w teorii, bo w praktyce pociecha jest już na nogach od 6.38. Choć budzik został przewidziany na 7.15

Praca w blokach czasowych.

U mnie się to sprawdza. Choć te bloki u mnie wytyczają się dość naturalnie. Dziecko spi, wtedy siadam do komputera i zakładam sobie np że przepiszę dany tekst.

Ale o co tu chodzi z tymi blokami czasowymi? Po prostu pracujemy intenstywnie np przez 30 minut, potem robimy sobie małą przerwę, czy przerywnik. Np podchodzimy do okna, oddychamy świeżym powietrzem, wpatrujemy się w kojący (oczy) błękit nieba, idziemy na kawę. Nie da się pracować na maksymalnych obrotach przy pełnej koncentracji przez 6 godzin z rzędu. To wbrew naturze i wbrew zdrowemu rozsądkowi. Trzeba dać swojemu organizmowi chwilkę odetchnąć.

Ja akurat mam małe dziecko, które upomina się o swoje i naturalnie reguluje mi te bloki czasowe na pracę. Ale możecie skorzystać z narzędzia o nazwie Pomodoro (nie próbwałam, ale inni sobie to chwalą), albo nastawić zwykły tradycyjny budzik, tak by np po 20-3° minutach intensywnego wysiłku intelektualnego zrobić sobie zasłużoną przerwę i zregenerować siły.

Ostatnia metoda, choć może należało by ją zaaplikować sobie na samym początku :

Why the FUCK would I do that. Czyli w ogóle po jakiego grzyba to robię.

Bo to jest punktem wyjścia. Po np jakiego grzyba siedzę w jakiejś egzotycznej grupie na Facebooka, która tylko marnuje mój bezcenny czas?

Ale nie wszystko u mnie chodzi jak w szwajcarskim zegarku. Do poprawy mam tu na pewno:

Zrób porządek w skrzynce mailowej, wypisz się z nieczytanych newsletterów i zaśmiecających Twoje kontakty grup.

U mnie panuje galimatias w poczcie mailowej. Ideałem byłby inbox zero, ale u takiego chomika jak ja (któremu wszystko kiedyś może się przydać – złudzenie) – inbox zero jest nie do wykonania.

Trudno mi się rozstać nawet z przeczytanymi już mailami (kto wie, czy kiedyś nie będę chciała – musiała do nich wrócić).

Choć te ważne maile oznaczam sobie gwiazdką (to już duże ułatwienie, bo wtedy łatwiej mi je odnalezć). Tymczasem prościej byłoby się wypisać z pewnych natrętnych i nic nie wnoszących newsletterów, z pewnej grupy na Google Plus, która zaśmieca tam moje konto (tak, że już nic innego prócz niej nie mogę znalezć). I kiedyś pewnie to zrobię, ale póki co skutecznie odkładam na pózniej. I tonę (jak większość współczesnych ludzi) w natłoku informacji.

Trzymaj wszystko, w jednym miejscu.

O ile regularnie staram się robić porządek w zdjęciach, o tyle mam miliony malutkich notesików do robienia notek, które plączą mi się w różnych miejscach. Tak, że zawsze wokół mnie wywiązuje się kreatywny bałagan. To silniejsze ode mnie. Sorry Winetou.

Ma to jedną dobrą stroną (która niestety nie przeważa innych), że w najmniej spodziewanym momencie, trafiając przypadkiem na taki zapomniany notes, wpadam na odłożony dawno pomysł i czuję, że właśnie nadszedł ten moment, by go wykorzystać. Ale to chyba trzeba by wrzucić na karb przeznaczenia.

Bo taka organizacja jest do d………….y

Porównywanie się z innymi. Niestety czasami padam jego ofiarą.

COMPETITION VS COMPARISON

O ile konkurencja (współzawodnictwo) może działać motywująco, jeżeli nie bierzemy tego zbyt osobiście (to ogromna pułapka), o tyle porównywanie się z innymi jest bezproduktywne. Bo jak porównywać « coś », co jest nieporównywalne. To tylko prowadzi do przekłamań i niepotrzebnej utraty motywacji. Dlatego, choć czasami wpadam w tę pułapkę porównywania się, dzisiaj staram się podglądać blogi, które szybko rozwinęły skrzydła, analizować ich mocne strony i pewne rzeczy (jeżeli współgrają ze mną) – przenieść do siebie.

Do wypróbowania :

Rzeczy, które polecają inni, ale jeszcze nie miałam okazji przetestować na sobie:

Stojące biurko do pracy.

Co prawda miałam coś takiego w pracy i rzeczywiście sprawia, że cały czas nasz organizm jest w stanie gotowości bojowej. Nie rozsiadamy się zbyt wygodnie, nie klapniemy i zasypiamy nad klawiaturą. Takie stojące biurko powinno być celem i marzeniem każdego pracodawcy. Ponieważ pracuję (a właściwie pracowałam przed urlopem wychowawczym) na kasie biletowej i niektóre stanowiska były wyposażone właśnie w takie stojące biurko, inne w wygodny fotel, więc i kwoty, które wypracowywałam dla firmy danego dnia zależały właśnie od tego, które stanowisko (siedzące, czy stojące) przypadło mi w udziale. Oczywiście wolałam te siedzące, choć te stojące dawały korzystniejsze obroty dla firmy. Ha ha ha

Różne aplikacje do zarządzanie czasem i organizowania sobie pracy:

Pocket do odlozenia czegos na pozniej do przeczytania.

Pomodoro

Tomato timer

Trello

Remember the milk – do robienia list rzeczy do zrobienia

One note aplikacja do robienia notek

IFTTT

No i oczywiście chętnie poznałabym Wasze sposoby, by pracować wydajniej, szybciej i jednocześnie w pełnie korzystać z życia.

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Beata Redzimska Vademecum Blogera
Beata Redzimska

Zapisz się na Newsletter

More from BEATA REDZIMSKA

Jak zabezpieczyć bloga na wordpressie przed hakerami?

Ryzyko zero nie istnieje. Nie pocieszę Was na początek. Nie ma strony...
Read More

36 komentarzy

  • Również trzymam się zasady, że nie siadam do blogowania bez planu działania, ponieważ zaczęłabym od facebooka, czyli utknęłabym pewnie na nim na godzinę. Zazwyczaj pisze sobie w notesie w punktach, co chciałabym w danym dniu zrobić, a po wykonaniu odhaczam. Zgadzam się, że bloger powinien zadbać o dobre zorganizowanie się, ponieważ inaczej można popaść chaos.

  • Tylko w miarę zorganizowane osoby będą w stanie pogodzić systematyczne blogowanie z życiem prywatnym, bo tak, jak napisałaś, prowadzenie bloga, to ciężka i pracochłonna praca. Trzeba wykształcić umiejętności na kilku płaszczyznach. Stać się pozycjonerem, fotografem, designerem. Niewiele osób potrafi to pogodzić i niewiele blogów jest tak naprawdę dobrych.

  • Ja też jak czasem zasiądą na Fb to koniec. Czas zlatuje nie wiadomo kiedy, a potem dzieci się budzą a ja jestem w czarnej d…. Najlepiej mi się sprawdza schemat: wieczorem szkic, rano dopracowanie tematu, po południu zdjęcia. Rano najlepiej mi się jednak pisze w łóżku pijąc kawę 🙂

  • Ale przydatny wpis… Ja utykam już na początku czyli na Facebooku. Mam w ogóle straszny problem z rozpraszaniem się, na przykład zrobiłam listę rzeczy na dzisiaj. powiedzmy 10 rzeczy (niedużych, domowo-blogowo-naukowych typu powiesić pranie, poprawić notkę na bloga która prawie jest gotowa, ćwiczyć słuchanie francuskiego na mój egzamin). ALE od pół godziny jestem w internetach, chciałam tylko sprawdzić, czy jedna koleżanka mi odpisała, niestety przy okazji zerknęłam na Facebooka i zapomniałam o bożym świecie, potem zaczytałam się w jakimś blogu, potem trafiłam do tego Twojego wpisu, itp itp… I ZERO zrobionych rzeczy. Dzień jeszcze do uratowania, ale… ehh ponad pól godziny w sieci 😛

  • Genialny i baaaardzo przydatny post. Sama mam malutkie dziecko (10miesięcy) i tego czasu jest nie wiele bo mój prztstojniak malo śpi a jest jeszcze dom do ogarnięcia, zakupy, obiad. I na blogowanie zostaje maluutko czasu. Super, że napisałaś taki pościak, spróbuje te zasady wprowadzić w życie. Bardzo podoba mi się zamysł aby planować dzień przed yo, co ma się zamiar napisać czy zrobić, żeby no właśnie (mój grzech nr 1) nie błąkać się po fejsie. 😉

    Pozdrawiam <3

  • Ja zwykle staram się pisać posty na papierze, co oznacza, ze nie sprawdzam co jakis czas, co nowego na facebooku czy innym portalu.
    Zasadę 2 minut bardzo sobie cenię, patrząc na swoją listę rzeczy do zrobienia danego dnia lubię, jako pierwsze wykonać te, które zajmują chwilę i potem mogę je już skreślić z listy 🙂

  • Podoba mi się zasada 2 minut. Nigdy wcześniej o niej nie słyszałam, ale już od zaraz wprowadzam ją w swoje życie. Nie tylko blogowe. Wyczerpałaś chyba temat doszczętnie i za to plus.
    Ja czasami siadam do komputera bez planu i w moment ten plan układa mi sie w głowie sam. Jednak nie polecam, ponieważ jest to ryzyko. Nie zawsze wygląda to tak kolorowo i może zakończyć się ślepym błądzeniem w czeluściach internetu w poszukiwaniu natchnienia. I można w ten sposób zmarnować swój cenny czas.

  • Świetny post bo u mnie z organizacją jest ostatnio na bakier. Myślałam o zainstalowaniu aplikacji blokującej wszystkie portale społecznościowe żeby mnie nic nie kusiło, ale chyba jeszcze na to za wcześnie. Moja skrzynka majlowa woła o pomstę do nieba. Ale zgadzam się co do newsletterów które zasmiecają skrzynkę- muszę się ich zacząć pozbywać! Jak zawsze super post, Beata 🙂

  • Ja latem mam mało czasu, żal mi godzin spędzonych przed komputerem, dlatego spędzam tylko tyle czasu, ile naprawdę muszę. Komentarze piszę 30- 40 minut, więcej jednorazowo nie dam rady:)

  • Świetne wskazówki 🙂 Ja też ustalam sobie plan działania i staram się go trzymać. Kiedy piszę posta (robię to na komputerze) nie załączam żadnych portali społecznościowych dopóki nie skończę pisać. Inaczej zaczynam się rozpraszać i oglądać jakieś niepotrzebne rzeczy.

  • Czasu jest ciągle tyle samo. Jednakże ja się już poddałam co do jego dobrego wykorzystania. Jakoś na razie wszystko łapię i daję radę, mało planuję. Może kiedyś będzie lepiej? 🙂

  • Wyczerpujący i bardzo pomocny tekst 😉 To prawda, że blogowanie zajmuje o niebo więcej czasu, niż myślałam. Zakładałam, że oo sobie popiszę, coś tam zrobię, a tak naprawdę każdą wolną chwilę w tym momencie poświęcam właśnie jemu 😉 Zajęcie dla zmotywowanych i wytrwałych!

  • Beato, ja zazwyczaj robię plan tygodniowy na bloga 🙂 Mam taką specjalną zakładkę u mnie w organizerze. Zdarza się bardzo często, że i tak nie idzie wszystko po mojej myśli, bo np. coś mi wypadnie, gdzieś muszę iść, albo mam lepszy pomysł i generalnie nie wyrabiam się z nim w terminie. Prowadzenie bloga o grafice to dodatkowe wyzwanie. Muszę pokazywać moje prace, dbać o ich jakość, robić fotki, pisać teksty. To trochę dużo, zwłaszcza, że czasem jak się zasiedzę nad jakimś projektem graficznym to później mam mniej czasu na pisanie. Na szczęście z pisaniem idzie mi gładko. Lata na studiach przynoszą rezultaty 😉 Szybciej piszę tekst niż robię wszystkie pozostałe rzeczy (facebook i inne społecznościówki). Podziwiam Cię bardzo, bo mając małe dzieci pewnie nie znalazłabym czasu, żeby pisać bloga (oj, przepraszam… przecież Ty masz 3 blogi!) 🙂 Także naprawdę jestem pełna podziwu!

  • Jeśli chodI o blogowanie to zdecydowanie brak mi organizacji. Tzn mam nawyk promowania postu w mediach i odwiedzanie innych blogow (o tak to mnie pochłania), ale nie potrafię się zmobilizować żeby pisać według jakiegoś planu. Robiłam kilka podejść i mam w planach kolejne. Tym razem może się uda.

  • Tak, zdecydowanie blogowanie zabiera czas, ale ja zawsze gospodaruje ten czas, pomiędzy tym co mam zrobić, a zrobione, czyli wychodzi na to, że najczęściej siadam wieczorami, kiedy na prawdę mogę skupić swój umysł tylko na tym co chcę. Genialnie opisane jest co powinno się robić… jak dla mnie bomba i myślę, że do niektórych rzeczy na pewno się dostosuję i wezmę pod uwagę.
    Pozdrawiam bardzo Ciepło.

  • Beata świetny i wyczerpujący post. Grunt to znaleźć swój sposób. Ja np. staram się pisać posta co 2-3 dni. Każdego dnia coś skomentować. Jednego wieczoru podziałać na facebooku, drugiego porobić coś innego, Zasadę 3 priorytetów własnie wprowadzam. (Mamy nawet ten sam cytat podany) Regułę 2 minut znam. Ale myślę, że poza zwykła rutyną naprawdę fajnie wprowadzać nowości i zmiany do bloga. To strasznie motywuję do dalszej pracy. U mnie czeka w kolejce z 30 ulepszeń i pomysłów, które zanotowałam na Trello. Na razie wprowadziłam może z 10 sztuk, ale już się z tego cieszę. Pozdrawiam

  • Super pomocny post! Ja sama widzę po
    sobie, że blogowa organizacja pracy jest mi niezbędna, bez niej
    czas mi gdzieś „samoczynnie” zanika. Tylko, że na razie jeszcze
    tego niestety nie potrafię. W codziennym życiu każdego dnia robię
    listę z rzeczami do zrobienia i już w góry zawsze wiem, czy plan
    jest realny czy nie. W sprawie bloga jeszcze nie mam tego wyczucia.
    Ale pracuję, byle do przodu!

  • Od jakiegoś czasu staram się zorganizować swój czas, bo wcześniej bywało z tym różnie. Albo nie pisałam, albo nie komentowałam. Teraz co rano facebook, potem jeden post i trochę komentarzy. W ten sposób posty sobie czekają na swoją kolej do pojawienia się na blogu, bo bywają takie dni, że trzeba zająć się innymi sprawami i brak czasu na pisanie.

  • Faktycznie, na pewne czynności prawie zawsze nie wystarcza mi czasu i czasami łapię się na tym, że prowadzenie bloga obok 8-godzinnej pracy zawodowej (+ 2 godziny na dojazdy i czynności przygotowawcze) powoduje, że na inne sprawy czas mam bardzo ograniczony i po prostu muszę korzystać z techniki a’la Pomodoro czyli ustawianie minutnika w kuchni. Z tego właśnie powodu zrezygnowałam ze strony bloga na FB. Zresztą FB aktualnie służy mi wyłącznie do komunikacji z najbliższymi, kiedy nie odbieraja telefonu 😉 Najbardziej utkwił mi w głowie pierwszy punkt – czasami myślę, że piszę za dużo, a właściwie za długo, jak na moje możliwości czasowe 😉 Ale jednocześnie obserwuję blogi, gdzie notki pojawiają się codziennie i to wcale nie najkrótsze… Jak oni to robią??? Pozdrawiam!

  • Ja idę całkowicie na żywioł. Coś tam sobie planuję, czasami nawet zanotuję, a ostatecznie i tak piszę na żywca. Strasznie mnie to wkurza, bo chętnie bym miała taki bufor bezpieczeństwa w postaci szkiców czy wolnych myśli, ale jakoś mi nie wychodzi. Pewnie o samozaparcie i samodyscyplinę chodzi, a z tym u mnie krucho i mamy efekty…

  • Ale kompendium wiedzy, dzięki! Ja mam chyba największy problem z tym rozpędzaniem się w planowaniu. Za dużo chciałabym naraz, a później sama się na siebie złoszczę, że nie wyszło. Ten system z 3 priorytetowymi tematami to chyba coś, czego muszę spróbować 🙂

  • Rutyna jest absolutnie konieczna do blogowanie przy dzieciach. Taka zdrowa rutyna oczywiście. Ja mam ich trójkę. Każde z innymi potrzebami – i ząbkujące i z buntem i ze szkołą…. ech, jest wesoło. I już dawno doszłam do dwóch wniosków:
    1) wstawanie o 5:00 jest absolutnie konieczne (na razie mam 5:30, ale konsekwentnie idę w górę – w tym tygodniu będę pisała jak to zrobić 😉 ) i
    2) codzienna rutyna doprowadza nas skutecznie do celu
    Niedawno odkryłam jeszcze jedno – jak usunę maila zaraz po przeczytaniu, to jakoś daję radę funkcjonować dalej 😉 Powodzenia!

  • Ja mam problem z organizacją pracy niestety 🙁 wynika to z ogólnego lenistwa. Jednak stwierdzam, że w czasie kiedy miałam w domu gabinet z prawdziwym biurkiem do siedzenia to byłam bardziej produktywna i lepiej mi się pracowało. Miałam swoja konkretna przestrzeń do pracy i to było dobre. Blogowanie fakt zajmuje od metra czasu. Czasem nie starcza mi czasu na pracę ;). No ale organizacja pracy to coś nad czym muszę usilnie i ustawicznie pracować. Teraz większość to dzieło przypadku ;).

  • Zostałam brutalnie wyśmiana, że zamiast czas poświęcić na naukę i skupić się dziś na jednym i konkretnym celu czytam o dobrej organizacji czasu 😉 nomen omen co dzień walczę z sobą, aby działać planowo, aby ogarnąć miszmasz w głowie i rozsądnie działać, systematycznie i pokornie… nie tyle blogowo co w życiu tak w ogóle. Tak łatwo się nie rozkojarzyć… masakra. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się temu sprostać. Dzięki serdeczne za zebranie tego w zgrabną całość zaiste przyda się 🙂 Pozdrawiam serdecznie.

  • Faktycznie czasami na blogowanie brakuje czasu, jednak podobnie jak Ty próbuję u siebie wykształcić pewne metody które wszystko ułatwiają. I tak np – posty na twitterze publikują się same, kiedy tylko dodam coś na fb, więc na Twittera nie zaglądam – co znowu oszczędza mój czas. Ostatnio poznałem też nowe narzędzia, które wiele automatyzują i mimo że nie jestem za automatyzacją – czasami wiele rzeczy zautomatyzować trzeba.

    Co do odpowiedniego poukładania pracy, to najważniejsze jest „nie reagować” na wszystkie pierdoły które lecą na facebookowej tablicy, bo one skutecznie potrafią nas rozpraszać i tak z 30 minutowego pisania artykułu zajmuje to yyyy 6 godzin.

  • Bardzo cenne komentarze. Fajnie, że są osoby które dzielą się z innymi swoimi doświadczeniami. Dziękuje za inspirację. Będę często zaglądać na Twój blog.

  • Kolejna cenna lekcja do zapamiętania, dzięki Pani radom coraz lepiej idzie mi prowadzenie mojej strony i tworzenie wpisów 🙂 sprawdzam teraz apki, może którąś wykorzystam.
    Pozdrawiam 🙂

  • Zasada 2 minut to pożyteczna ciekawostka. Zastosuję się do niej. 🙂 Ciekaw jestem czy w czasach ,,cyfrowych”, francuska administracja jest równie skrupulatna co do liczby i podobieństwa egzemplarzy formularza, jak to było w czasach ,,papieru” ? 😉

  • Bardzo pomocny wpis:) nie słyszałem nigdy o tej metodzie pomodoro na pewno przetestuję:) A rozwiązanie z aplikacją pocket jest wprost jak dla mnie stworzone. Jestem w sumie dalej początkujący w blogosferze więc znajduje multum inspiracji i postów z radami jednak często mi zalegają w zakładkach bądź otwarte w nowych kartach a tu dzięki połączeniu z wersją mobilna będę miał wszystko pod ręką przez cały czas 🙂 DZIĘKI WIELKIE ZA TEN LINK I ZA WSZYSTKIE PORADY 🙂 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *