Od bloga do własnego biznesu – wywiad z Sylwią twórczynią i właścicielką Galeryjki za miastem.

od bloga do własnego biznesu Galeryjka za miastem

od bloga do własnego biznesu Galeryjka za miastem

Goszczę dzisiaj na blogu Sylwię założycielkę Galeryjki za miastem, która w pewnym momencie postanowiła pójść za głosem serca i przemienić swoją pasję do szydełkowania w sposób na życie. Dzisiaj Sylwia prowadzi wirtualny (a może i fizyczny?) sklep z rękodziełem i włóczką.

Dziękuję za zaproszenie. Trochę musiałaś czekać.  Nie dlatego, że mój przypadek  to jakaś zawiła historia, ale dlatego, że jestem dopiero na początku drogi do realizowania swoich planów, nawet nie traktuję tego etapu jako zamkniętej całości.

Tak, w tym momencie prowadzę internetowy sklep z własnym rękodziełem i włóczką. Od jakiegoś czasu mam też pierwszą włóczkową pracownię z prawdziwego zdarzenia, w której pracuję nad nowymi projektami, organizuję warsztaty szydełkowania i pakuję kolorowe paczki. Można przyjść, wybierać włóczki, kolory, porównywać, przymierzać i oczywiście kupować.

Sylwiu stworzyłaś bloga Galeryjka za miastem z pasji do szydełkowania. W pewnym momencie podjęłaś odważną i dość ryzykowną decyzję: rzuciłaś pewną pracę na etacie i poszłaś na swoje. Jak dojrzewała w Tobie ta decyzja? Co (kto?) ostatecznie zadecydowało, że ją podjęłaś? Jak teraz z perspektywy kilku miesięcy na to patrzysz?

Rzucenie pracy na etacie i zakładanie firmy, to były dwa wydarzenia oddzielone wieloma miesiącami przemyśleń i wahań. Nie zrezygnowałam z pracy dlatego, że wzywała mnie jakaś inna pasja. Za każdą moją pracą w życiu stało zawsze duże zaangażowanie i pasja właśnie. Bez tego nie wyobrażam sobie pracy zawodowej. I może paradoksalnie to też jest powód, dla którego właśnie zdecydowałam się zrezygnować z pracy na etacie. Pasja musi się rozwijać, w przeciwnym wypadku staje się rutyną i pasją być przestaje. A do rozwoju potrzebuje przestrzeni.

Ale nie był to wcale łatwy czas.

Po skończeniu pracy potrzebowałam kilku miesięcy, żeby popatrzeć na moje życie zawodowe z dystansu i rozpisać scenariusz na kolejny etap. Zresztą na życie w ogóle, bo przecież jeśli żyje się z pasją, nie ma wyraźnej  granicy między tym, co zawodowe i osobiste. Błogosławieństwo i przekleństwo równocześnie.

W pierwszym momencie nie myślałam o czymś tak szalonym i z tamtej perspektywy niepoważnym, jak budowanie własnej firmy… wokół włóczek 🙂

Szydełkowanie było w moim życiu odkąd pamiętam, zresztą obok bardzo wielu kreatywnych zajęć, jak lepienie z masy solnej, malowanie na szkle, decoupage, szycie zabawek, robienie wianków, malowanie  mebli.

Wirtualną galeryjkę za miastem prowadziłam od jakiegoś czasu, zupełnie nie myśląc o tym, że stanie się ona realnym pomysłem na biznes. Może trochę dla zabawy, może dla odmiany, może z przekory, poszłam w to. Taki punkt wyjścia i budowanie na tym, co jest częścią mnie. Oczywiście wewnętrzny krytyk mówił co jakiś czas: Co ty robisz? A lata twojego wykształcenia? A doświadczenie zawodowe? Kariera? Ambicje? W tym wieku! I takie tam różne.

Ale przestałam go już słuchać. I nie żałuję. Bo to nie na te pytania mam szukać w życiu odpowiedzi. I doszłam do wniosku, że w tym przypadku jest tak jak z wieloma decyzjami w życiu – dopóki nie spróbujesz, nie przekonasz się jak to jest.

Ale nie wiem czy zdecydowałabym się na tak duże zmiany bez wsparcia najbliższych. Mąż dzielnie mi kibicuje, wspiera, rozgryza biurokratyczne zagwozdki. Synowie też trzymają kciuki, czasem pomagają. Chcąc, nie chcąc uczestniczą w eksperymencie pt. nigdy nie jest za późno 🙂

od bloga do własnego biznesu Galeryjka za miastem

– Jak w praktyce sprawdza się bycie własnym szefem? Jakie są największe trudności, które napotyka młody przedsiębiorca?

Może to jedyny sposób, żeby w tym wieku nazywać siebie młodym 🙂 A na poważnie – miałam doświadczenie bycia szefem świetnego zespołu. Teraz muszę polegać wyłącznie na sobie. Wymaga to ogromnej samodyscypliny, bo jak na dłoni widać zależność między włożoną pracą a efektami. Nie ma pracy nie ma efektów. Proste. I bardzo trudne.

Trzeba być przygotowanym na ciągłą naukę, szczególnie gdy jest to początkująca mała firma z ograniczonym budżetem. Tworzenie rękodzieła to w tym wszystkim tylko jeden malutki element całej układanki. Taka wisienka na torcie. Prowadzenie sklepu internetowego, sprowadzanie włóczek z zagranicy, obsługa zamówień, kontakty z klientami, telefony, pakowanie paczek, księgowość, współpraca z firmami kurierskimi, wszelkie działania marketingowe – prowadzenie strony internetowej, bloga, media społecznościowe, robienie zdjęć, wynajem lokalu, rozliczenia. I oczywiście kolejne projekty, plany rozwoju, nawiązywanie kontaktów. Można tak wymieniać i wymieniać.

Nie lubię mówić o trudnościach. Bardziej o wyzwaniach. Tych nie brakuje.

– Twoja pasja do szydełka stała się Twoją pracą, to marzenie wielu osób. Tymczasem niedawno napisałaś, że wcale nie masz teraz więcej czasu na szydełkowanie? Jak dzisiaj wygląda Twój dzień szefowej własnego sklepu z rękodziełem i z włóczką? Jak organizujesz swój czas i swoje miejsce pracy?

Powiem tak, moja pasja do szydełka stała się kluczem do zmiany. I nie do końca jest moją pracą.

Rękodzieło, jak sama wiesz, jest żmudnym i czasochłonnym zajęciem, nie zawsze docenianym w Polsce, traktowanym wciąż jako hobby. A szydełkowanie i dzierganie ciągle jest kojarzone z zajęciem dla babć, z kołem gospodyń wiejskich itp. To się powoli zmienia.

Coraz więcej osób szuka czegoś wyjątkowego, specjalnego, innego. Trochę pomagają trendy modowe. Ale zajmowanie się wyłącznie rękodziełem nie jest i nie będzie opłacalne. Doba ma tylko 24 godziny, a ręce ma się dwie. Dlatego zdecydowałam się dodatkowo na prowadzenie także sklepu z włóczką.  I chociaż pociągnęło to za sobą konieczność wynajęcia lokalu i jest absorbujące myślę, że na tym etapie była to dobra decyzja.

Jak wygląda dzień pracy? Dużą część zajmuje praca przy komputerze, w końcu to przede wszystkim sklep internetowy. Kilka razy w tygodniu jestem w pracowni, realizuję zamówienia , spotykam się z klientkami. Pracuję nad nowymi projektami. Szydełkuję w przerwach 🙂 I w wolnym czasie 🙂 Ot taki paradoks.

 – Wróćmy do Twojej przygody z blogowaniem. Najpierw uruchomiłaś Twoją Galeryjkę za miastem na Bloggerze, potem zdecydowałaś się na przeniesienie jej na wordpressa. Dlaczego? Jeżeli mogłabyś w 2 słowach powiedzieć co za tym przemawiało. Wiele osób na pewnym etapie bloga rozważa ten krok. Co powinny Twoim zdaniem o tym wiedzieć i co wziąć pod uwagę?

Galeryjka na Blogerze to była zabawa. Własna strona, z własnym adresem to kolejny etap. Lubię wyzwania, a poznanie wordpressa to z pewnością było wyzwanie. Największą barierą jest rozpoczęcie tej przygody, jak każdej zresztą. Przecież droga na szczyt wiedzie pod górę 🙂 Nabranie przekonania, że nie będąc informatykiem można. Potem wszystko jest łatwiejsze. Zresztą mnóstwo jest miejsc w internecie, w których można znaleźć pomoc.

Miałam to szczęście, że rok temu natrafiłam na wspaniałe kobiety prowadzące własne biznesy albo marzące o tym, skupione wokół Latającej Szkoły Agaty Dutkowskiej. To pociągnęło za sobą całą masę zmian w moim życiu. Własna strona to najmniejsza z nich.

– Czy kontakty w blogosferze pomagają Ci w prowadzeniu biznesu?

Oczywiście, że tak. I nie tylko w blogosferze, tutaj dużą rolę odgrywają media społecznościowe. Nie wyobrażam sobie bez tego prowadzenia biznesu, szczególnie internetowego. Zresztą często kontakty przenoszą się w realny świat. I całe szczęście, że tak się dzieje, bo prowadząc własną firmę, często ma się poczucie izolacji.

– Sylwiu jeszcze jedno pytanie do wywiadu: Robisz przepiękne zdjęcia, czy masz na nie jakis patent ?

Biorę aparat i pstrykam. Po prostu 🙂 Bardziej skupiam się na tym, co chcę wyrazić niż na aspektach technicznych. Na kompozycji, kolorach, nastroju. Patrzę na „obiekt” z różnych stron, z różnej perspektywy. Lubię szczegóły, bo one pozwalają być bliżej, oddać to, co tak trudne jest do uchwycenia na zdjęciu, a tak istotne w przypadku pracy w wełną, jedwabiem czy bawełną – fakturę, delikatność, albo naturalność, czasem surowość. Szukam dla moich „modeli” współbrzmiących nut w otaczającej przyrodzie, dopełnienia, albo wprost przeciwnie – kontrastu. Tworzy się rodzaj relacji między mną, aparatem a fotografowaną rzeczą – coś wręcz magicznego. I bardzo cieszy mnie, gdy uda mi się uchwycić coś wyjątkowego albo pięknego, co potem podczas oglądania sprawia przyjemność, przenosi w inny świat, daje chwilę odpoczynku. Mogę tak długo mówić o tym moim fotografowaniu, zdecydowanie wolę opowiadać o artystycznej stronie tego, co robię niż o szczegółach biznesowych 🙂

– Sylwiu, dziękuję za rozmowę i serdecznie pozdrawiam.

A Wam jeżeli szukacie inspiracji, motywacji, artystycznych wrażeń, szydełkowych tutoriali czy włóczki – gorąco polecam Galeryjkę za miastem pisaną z pasją i o pasji.

Beata

od bloga do własnego biznesu Galeryjka za miastem

Zapisz się na Newsletter

More from BEATA REDZIMSKA

Jak nauczyć się francuskiego?

Czy też tak macie w wakacje, że nagle ogarnia Was zapał do...
Read More
  • Ale cudowna motywacja z soboty rano, zwłaszcza zdanie: „Pasja musi się rozwijać, w przeciwnym wypadku staje się rutyną i pasją być przestaje. A do rozwoju potrzebuje przestrzeni.” Wczoraj dostałam po głowie za to jak zarabiam, było mi trzeba głosu, który rozumie, dlaczego niektórzy wolą swój biznes, rezygnują z „ambicji”, by robić to, co ich najbardziej motywuje. 🙂

  • janielka

    super dzielna dziewczyna. Gratuluje odwagi i pomysłu

  • Cieszę, się że odwaga i upór zwyciężyły. Własny biznes to poważna sprawa i niestety większość takich przedsięwzięć nie wypala, ale fajnie poczytać o tych, którym się udało…

  • uwielbiam czytać tego typu historie i bardzo cieszę się, że jest na świecie coraz więcej takich ludzi 🙂 tak trzymać 🙂

  • Super 🙂 dziękuję Ci Beata za ten wywiad, dał mi kolejnego kopniaka motywacyjnego do działania w kierunku własnej działalności 🙂 blogosfera przekonuje, że można działać na własny rachunek, nie trzeba się prosić nikogo o etat.

  • napiecyku

    Świetny pomysł na własna firmę, zarabianie na pasji, to najlepszy biznes 🙂

  • Fantastyczny i bardzo motywujący wywiad! Chciałabym kiedyś też mieć własny biznes, który byłby związany z moją pasją. Takie osoby są dowodem na to, że wszystko jest możliwe! Ze sklepu już chyba nigdy nie wyjdę. Mam już w planach kilka rzeczy do kupienia:)

  • Wszystko, co najlepsze rodzi z pasji, ale chyba najtrudniejsze jest podjąć decyzję o tym, aby robić to co się lubi bądź kocha, bez względu na konsekwencje i nie zawsze sprzyjające okoliczności. Dlatego tym większe gratulacje dla Pani Sylwii za ten odważny krok.

  • Angelika Fabisiak

    Bardzo ciekawie sie to wszystko przedstawia. Jednak mam małe pytanko, widziałam Twój post o wyglądzie bloga który wstawiłaś jakieś 8 miesięcy temu. Poszukuje rady na pewien temat. Gdy zmieniam tekst strony (wszystko jest w jednym stylu) a co mam zrobić ,żeby np opis w „o mnie” czy „archiwum bloga ” miał swój własny styl czcionki? Liczę na odpowiedź.Pozdrawiam:)

  • Przeczytałam z ogromną przyjemnością – bardzo wiele z tych przemyśleń jest mi bliskie, chociaż na codzień zajmuję się pisaniem a nie szydełkowaniem. A zdjęcia w Galeryjce za miastem są fenomenalne 🙂

  • Justyna Chyla

    Cześć,
    bardzo lubię tego typu wpisy. Warto poszukiwać wokół siebie przykładów osób, których pasja stała się sposobem na życie i zarabianie.
    Pozdrawiam

  • Super motywujący przykład. Wprawdzie widać jak wiele pracy i zaangażowania wymaga własny biznes, ale też świadomość, że własna praca ma jakiś cel, że robisz to dla siebie i tak, jak chcesz, daje kopa do działania. Powodzenia!