Jak znaleźć pomysł na siebie? Linki tygodnia.

Jak znaleźć pomysł na siebie?

Jak znaleźć pomysł na siebie?

Dobre rzeczy przychodzą do tych, którzy potrafią czekać i szukają swojej drogi.

W tym tygodniu bardzo poruszył mnie wpis na blogu Red rose pt „W pokorę” . Odnalazłam w nim swoją historię, swoje wybory i swoje wątpliwości. Emigrantka, która z pozoru bezskutecznie szuka swojej drogi. Ale mimo to z nadzieją patrzy w przyszłość. Może po prostu droga do znalezienia swojej … drogi u niektórych musi być długa, poplątana i bolesna. Albo po prostu czasami trzeba poczeać na pozytywne skutki dobrych akcji czy wyborów. Jak w przypadku autorki wspomnianego wpisu (mam nadzieję). Tutaj te wybory to postawienie na pierwszym miejscu swoich bliskich i odłożenie dla nich na później marzeń o realizowaniu siebie.

Rób to, co słuszne nawet jeżeli nie widzisz natychmiastowych korzyści.

Z powodzeniem to zdanie mógłby powiedzieć Papa Smerf. Ale ja akurat zaczerpnęłam je z książki Alana Loy McGinnisa  pt « Potęga optymizmu ».

Przypomniała mi się (z niej) historia młodej rozwódki, matki dwójki dzieci, która chwilowe pocieszenia znalazła w sekretnym romansie z żonatym mężczyzną. Ten co prawda nie ukrywał, że nigdy nie rozstanie się ze swoją żoną. Ale ona trwała w tej toksycznej sytuacji, bo wydawało jej się, że to jedyny radosny promyk w jej smutnym życiu. Ostatecznie zdecydowała się na rozstanie. W ten sposób odzyskała kontrolę nad swoim życiem. Zaś wolny czas, który w ten sposób wygospodarowała postanowiła wykorzystać na dokształcanie się. Zapisała się na wieczorne kursy, zdobyła dodatkowe kompetncje, znalazła lepszą pracę. Wiem, brzmi jak z taniego poradnika dla nieudaczników, na kilometr tchnie hurra optymizmem. Ale ta historia wygląda tak gładko tylko dlatego, że została podana w telegraficznym skrócie. W rzeczywistości cała droga owej kobiety na pewno była pełna momentów zwątpień, wątpliwości, rozterek, cofania się.

Ale jeżeli decydujemy się iść po trudniejszej drodze (zamiast iść po najmniejszej linii oporu), to dlatego, że mamy cel.

CEL. Warto mieć cel w życiu.

Tak na prawdę ważne jest by go mieć. Mniej ważne jaki. Dzięki niemu posuwamy się naprzód, odkrywamy nowe ścieżki, uczymy się czegoś nowego o życiu i o sobie samych. A to na pewno jest lepsze od bezczynnego trwania w miejscu i użalania się nad swoim losem.

Ale czy powinniśmy kurczowo się go trzymać? Na pewno na drodze do celu rozwijamy się, poszerzamy własne horyzonty, zmienia się nasze spojrzenie na wiele spraw, może nawet przewartościowuje się nasza lista marzeń i celów (marzenie to cel z terminem realizacji). Warto to wziąć pod uwagę i dopasować swój cel do zmieniających się okoliczności. Coś co kiedyś było ważne, w perspektywie nowych doświadczeń może już mniej leżeć nam na sercu.

U Doroty czyli Kameralnej Czy warto kurczowo trzymac sie celu? 

Czy powinniśmy trzymać się kurczowo danego celu tylko dlatego, że tak sobie kiedyś postanowiliśmy i może nawet gdzieś zapisaliśmy? Takie pytanie zadała sobie Dorota czyli Kameralna w swoim wpisie.

Niestety, sama jestem z tych, którzy jak sobie coś wymyślą, to idą w zaparte. Niestety czasami kosztem własnego zdrowia. Wiele razy się już na tym przejechałam. Ostatecznie odpuszczałam sobie jakiś cel, ale dopiero wtedy, gdy zdążył wyrządzić wiele szkody mojemu zdrowiu. Jak np takie niewinne zarywanie nocy przed komputerem. Teraz zmądrzałam. Staram się być bardziej elastyczna. Nie dążyć do czegokolwiek za wszelką cenę. Ale na bieżąco stawiać sobie pytanie :

Czy dany cel jest wciąż dla mnie ważny. Czy to, co robię rzeczywiście przybliża mnie do niego.

A może tylko moje starania przypominają bezskuteczne walenie głową w mur. W ten sposób rzadko udaje się coś dobrego osiągnąć (przynajmniej mi samej). Odrobina zdrowego dystansu zawsze w takich sytuacjach mi wychodziła na dobre.

Zauważyłam po sobie (i po tym, co mówią inni ludzie), że często to, co miało się zdarzyć i tak się zdarzyło, czasami po czasie. A to, co nie było mi dane, no cóż często nie było mi dane dlatego, że coś lepszego czekało mnie później w życiu … zamiast.

Przez wiele lat bezskutecznie starałam się o kolejną ciążę. Zaszłam w ciążę (nie raz, tylko 2 razy) dopiero wtedy, gdy sobie odpuściłam.

Póki zarywałam noce na pisanie bloga, statystyki stały w miejscu. Mój blog rozwinął się, gdy nabrałam do niego zdrowszego dystansu. Dlatego teraz idę w swoim rytmie, czerpię z tego przyjemność, poznaję nowe osoby. Nie zarywam nocy na rozgryzienie jakiegoś technicznego problemu. Nie biegam z wywieszonym językiem od wyzwania do wyzwania dla zdobycia kolejnego linka. Nie biegam po wielkich blogach, by zostawić malutki komentarz, który i tak zginie w bezkresnej masie innych i nikomu nie sprawi raodści. Bo czy dużym blogerom do szczęścia jest potrzebny kolejny komentarz? Idę w swoim rytmie i dobrze mi z tym. Ale również staram się nie porównywać się z innymi, bo to zawsze potrafi zepsuć dobry nastrój.

Nie zależy mi na stworzeniu poczytnego bloga. Zależy mi na poznawaniu innych osób i rozwijaniu samej siebie. Cieszę się z każdego komentarza i z każdego nowego czytelnika. A także z każdej nowej znajomości, choćby wirtualnej.

Dlatego ostatnio coraz częściej piszę o tym, co mnie interesuje i staram się robić to w swoim rytmie (który jest zależny od sjest mojej pociechy). Nie chcę kiedyś w przyszłości żałować, że znowu podkopałam sobie zdrowie. Pytając siebie: „Na co mi to było?”.

Chcę, by blogowanie mobilizowało mnie do tego, by czerpać z życia jak najwięcej dobrych rzeczy. Cały czas mam nadzieję, że w ten sposób znajdę swoją drogę.

Z własnego doświadczenia wiem, że dobrze jest mieć cel, ale nie warto trzymać się go kurczowo i realizować za wszelką cenę, choćby waliło się i paliło. W tym zakresie również warto być elastycznym i okresowo zrobić sobie rachunek zysków i strat. No i przede wszystkim szczerze odpowiedzieć sobie na pytanie : czy ten cel wciąż jest dla mnie ważny?

A może tak na prawdę chcę czegoś innego ? A dany cel po prostu był kolejnym etapem na drodze do odkrywania siebie?

Bez pomyłek, bez porażek, bez błędów, bez nieustannego i niestrudzonego szukania – trudno znalźć swoją drogę. Przynajmniej nie wszyscy znajdują ją łatwo. Niektórzy od zawsze wiedzą, czego chcę w życiu i co jest ich powołaniem. Inni (w tym ja) muszą najpierw sporo nabłądzić. I czasami dokonują z pozoru złych wyborów, ale te też są w życiu nieodzowne.

Wiele osób źle wybiera swoje studia. Ale czy dlatego, że poświęciłam 5 lat z życiorysu na studiowanie czegoś, co ostatecznie nie okazało się moim powołaniem, powinnam za wszelką cenę trzymać się tego? Żeby nie starcić tych 5-ciu lat ? Ale wtedy mogę stracić znacznie więcej … Całe życie na robienie czegoś, co czyni mnie nieszczęśliwym.

Ten problem kiedys postawiła Agnieszka z bloga Pracownia edukreacji. A w tym tygodniu

U Agnieszki na blogu Pracownia edukreacji Jak zamienic etat na wlasna firme? 

Jako osoba, która sama źle wybrała swoje studia, wiem, że często ulegamy stereotypom, słuchamy tego, co sugerują nam inni (np rodzice), nie wiemy co chcemy robić i łapiemy, co popadnie. Ale czy wtedy nie ma odwrotu. Życie jest ciągłym szukaniem.

Poniedzialek freelancera: Czy studia sa potrzebne? 

Może warto poczekać z wyborem : jak to zrobiła Agnieszka z bloga Lifemanagerka.  Jeżeli nie wiemy, co chcemy studiować, czemu nie dać sobie czas na to, by tego poszukać. W życiu zawodowym bardzo liczy się doświadczenie i zaangażowanie (entuzjazm). A studia zawsze można sobie dorobić. Gdy już znajdziemy swoją drogę.

Czasami nie rozumiemy dlaczego przydarzają się nam pewne rzeczy. Dlaczego nie udało mi się znaleźć przytulnej posady za biurkiem w jakiejś korporacji? (Skądinąd nie do końca rozumiem dlaczego wszyscy tak je przeklinają?). Dla mnie chyba było by to szczytem marzeń, ale chyba tylko na chwilkę. Może właśnie dlatego.

Dobre rzeczy przychodzą do tych, którzy potrafią czekać.

Do tych, którzy robią to, co słuszne nie tracąc nadziei. Dobre rzeczy czasami przychodzą w momencie, kiedy już się ich nie spodziewamy. Przychodzą zgodnie z planem, który Ktoś gdzieś u góry starannie obmyślił. Kiedy przyjdą zrozumiemy dlaczego. Póki co pozostaje mieć nadzieję.

Jak znaleźć pomysł na siebie?

Tym, którzy mają wątpliwości co do swojej drogi dedykuję porcję cytatów.

Czy chcesz poznać przepis na sukces ? To na prawdę całkiem proste. Podwój liczbę porażek. T.J.Watson założyciel IBM

Nikt nie jest tak stary, aby nie mógł się jeszcze czegoś nauczyć. Ajschylos

Sukces zwykle przychodzi do tych, którzy są zbyt zajęci, by go szukać. Henry David Thoreau

Kto nie wierzy we własny rozwój, ten na zawsze pozostanie szarym przechodniem. Johann Wolfgang van Goethe

Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. Św Augustyn

Chaotyczne działanie jest lepsze od uporządkowanego niedziałania. Karl E Weich

Inne fajne linki

Na blogu Justek make me smile Adres mailowy w korespondencji z pracodawca 

U Gaji z Plantacji Pozytywnych Mysli Nareszcie maj. Zadbajmy o siebie. 

Na blogu Jedz z apetytem Magia (kulinarna) Londynu 

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Zapisz się na Newsletter

More from BEATA REDZIMSKA

Co robić z negatywnymi komentarzami ? Podsumowanie tygodnia nie tylko kulinarne plus kilka dobrych linków.

Każdy będzie rozliczony z dozwolonych przyjemności, którymi nie potrafił się cieszyć. Oberwało...
Read More

25 komentarzy

  • Beata! Z nieba mi z tym postem spadłaś! z dniem 1 maja zawiesiłam moją działalność (konkretnie sklep internetowy). I poczułam się taka…nic nie warta, nic nie umiejąca, do niczego sie nie nadająca. A przecież odniosłam sukces, bo odważyłam się go otworzyć, kiedy inni się boją rezygnując z marzeń tkwią w znienawidzonej pracy, za najniższa krajową. Sklep internetowy i handel to widocznie nie moja droga… Podbudowałaś mnie

  • Fajna rodzina, zdrowe dzieci, to już duży sukces. Każdemu w życiu coś nie wyszło, ja nauczyłam się wypierać porażki z umysłu, to dobry sposób, żeby zacząć coś od nowa 🙂

  • Mądre i dające do myślenia słowa. Piszesz bardzo ciekawie, wciągająco i w odpowiedniej ilości. W mojej głowie również biły się wątpliwości i chęci stworzenia czego „na prawdę fajnego”. Jakiś czas temu również odpuściłam i dałam na luz. Bloguję, aby wyrazić siebie, dla własnej przyjemności i własnej satysfakcji!

  • Świetnie jest na nowo uczyć się żyć zgodnie z rytmem, czerpać przyjemność z doświadczeń i być wdzięcznym za to co się ma. Trzymam za Ciebie kciuki 🙂

    • To spory problem, bo w niczym nie można być naprawdę dobrym, a przynajmniej ja tak mam – jak to się mówi chwytam wiele srok za ogon i w ręce nic nie zostaje ;-( Tak jak Beata nie mogę odnaleźć pomysłu na siebie, chociaż jestem już dużą dziewczynkę i mam pracę i czas na rodzinę i hobby, a wciąż brakuje mi tego czegoś, bo wciąż chciałabym robić coś nowego.

  • Oj tak, poznawanie ludzi jest bezcenne na blogach 🙂 Dzięki temu, że wzięłam się za siebie poznałam tyle fantastycznych osób i czerpię z tych znajomości garściami. A bo Kasia, Basia, Stasia napisze coś ciekawego, dyskutujemy o tym, zastanawiam się później nad czymś, co jest bardzo ważne, a nigdy w ten temat się nie zagłębiałam i to było wielkim błędem! Cieszę się też, że mogę pomagać innym, ile radości sprawia mi, gdy ktoś mi pisze, że coś osiągnął dzięki mnie. To jest chyba najważniejsze w blogowaniu. Widzieć, że ktoś ma również z tego korzyści. Ja pamiętam, jak zdawałam egzamin na prawo jazdy. Strasznie chciałam zdać, byłam mocno nakręcona na zwycięstwo, a długo nie wychodziło mi. Wreszcie to olałam, pojechałam na mój ostatni egzamin ze świadomością, że jak nie zdam to i tak będę szczęśliwa. Podeszłam na luzie i wreszcie się udało 🙂

  • Też się zastanawiam, co jest z tymi ludźmi, że tak narzekają na te posady za biurkiem. Kiedyś pracowałam za biurkiem i narzekałam, a wręcz przeciwnie. 🙂 Siedzisz, wprowadzasz jakieś pierdółki do komputera, wysyłasz korespondencję, uzupełniasz jakieś dane w dokumentach, zbierasz je, segregujesz i idziesz do domu. I to niby ma być takie straszne? xD Ile ja bym dała, żeby móc znów mieć taką dobrą pracę. Może to będzie trochę wredne, co napiszę, ale wydaje mi się, że jak ktoś tak narzeka na tę pracę za biurkiem i przeklina ją, to po prostu w dupie mu się poprzewracało i tyle. Poszłaby jedna z drugą popracować do spożywczaka, gdzie jest ciągłe stanie i dźwiganie różnego badziewia przez 8-9 godzin, to by wtedy bardzo szybko zatęskniły za pracą za biurkiem i wprowadzaniem pierdółek do komputera. 🙂 Teraz, w dzisiejszych czasach, taka praca to wręcz luksus dla wybranych.

  • Bardzo ciekawy wpis. Sama szuka odkąd porzuciłam wcześniejszy plan na życie (taniec i szkoła tańca) Przestało to mnie tak cieszyć jak kiedyś i do tego problemy finansowe. Zabiło radość zupełnie. Teraz co chwilę próbuję czegoś nowego. Kształtuje się kilka pomysłów, ale z tym sukcesem to czas pokaże. Grunt to się nie poddawać i cały czas rozwijać i próbować.
    Pozdrawiam Cię
    Ania

  • Moj jeden cel osiągnięty: podjęcie nowej pracy, kolejne to sie w niej zaaklimatyzować ,cel nr dwa: w trakcie-podszlifowanie angielskiego. Mam nadzieje ze i to zakończy sie sukcesem;)

  • Blogowanie pochłania wiele czasu, chęci, energii, ale z drugiej strony daje także niesamowitego kopa do działania. Gdyby nie blog, podejrzewamy, że wiele miejsc byśmy nie zobaczyly, wiele osób nie poznały, bo doszlybysmy do wniosku, że przecież mamy jeszcze na to czas.

  • Beatko czytając ten wpis miałam wrażenie jakby był skierowany do mnie ♡♡♡♡♡♡♡
    Tyle pozytywnych słów dających nadzieję na lepsze jutro 🙂
    Ciężko jest wierzyć w to, że kiedyś w końcu uda się zrealizować swój wymarzony cel…
    Kiedy droga do niego jest bardzo długa i wyboista…

  • Poczekac na pozytywne skutki dobrych decyzji?Cóż, staram się. Nie jest to proces lekki, łatwy i przyjemny.Bo nie sposób czekać z założonymi rękami:-)
    Jeśli zainteresowały cię te słowa zawsze bedzie mi miło gdy wpadniesz na www audio-blog.pl
    To audio- przestrzeń kreatywnych blogerów, ktorzy chcą się rozwijać 🙂

  • Uwielbiam Cię! Twoje podejście jest mi bardzo bliskie, ja rownież chcę czerpać z blogowania radość i osobisty rozwój. To Nam się udaje Beatko! Cel zawsze można zmienić, przeformułować, ważne by zamienić go na coś innego, a nie na pustą przestrzeń bez planu. Czasami warto odpuścić, ale nie dlatego by nie robić nic, ale dlatego by robić coś innego:) cmok!

  • Cześć 🙂
    trafiłam do Ciebie przez przypadek: poprosiłaś mnie o zgodę na obserwowanie na Instagramie. Zwykle tego nie robię, ale… Twoje zdjęcia mi się spodobały i… zaglądnęłam na bloga. Akurat ze wszystkich wyświetlił mi się ten post, bardzo taki „na czasie” jeśli chodzi o moje życiowe rozterki.
    Przez to przeglądnęłam na szybko inne posty i… znalazłam tematy tu poruszane przez Ciebie i informacje, które zapewne będą mi potrzebne w najbliższych tygodniach.
    Miło tu u Ciebie. Zostanę na dłużej.
    Pozdrawiam,
    Ewelina

  • Jak zwykle pomocny wpis. Ja poszłam na studia, bo wtedy tylko „nieuki” nie szły. Na początku się męczyłam. Chciałam zrezygnować, ale rodzice mówili byle do pierwszej sesji, później do drugiej. Po drugiej nie wytrzymałam, zrezygnowałam, poszłam na pokrewny kierunek. Skończyłam. Pracy i tak chwilowo nie mam w zawodzie. Może kiedyś. 🙂

  • Studia na pewno są wartością dodaną w naszym życiu, ale jak mi kiedyś powiedział moj nauczyciel od angielskiego: mają być bazą wypadową dla naszego dorosłego życia a nie prześladować nas przez całe życie 🙂

  • Dostałam kopa. Nareszcie! Jak motywacja to najlepiej u Ciebie 🙂
    Czytając serce zaczęło odrobinę szybciej. Motywacja. Zawsze na coś narzekam, zawsze czegoś mi brakuje. Jakiegoś dodatku. Dodatku do pasji, gdyż niestety nie jestem w stanie codziennie przebywać wśród przyjaciół pod postacią konia. Czas wyznaczyć sobie cel na najbliższy czas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *