Jak się zmotywować do pisania, gdy brakuje pomysłu i weny?

Jak pisać bloga?

Jak się zmotywować do pisania, post gdy brakuje pomysłu i weny? Jak pisać bloga?

Co robicie kiedy nie macie pomysłu na kolejny wpis, ani nie czujecie w sobie weny do pisania? Pustka w głowie, brak inspiracji, totalna blokada, tzw niemoc twórcza. Ja na takie chwile chowam sobie w zanadrzu kilka niedokończonych wpisów. Siadam do nich i jeżeli tylko temat wciąga mnie, przychodzi wena. Podobno cała sztuka tkwi w tym, by gdy wena przyjdzie, zastała nas przy pracy (z odpowiednio rozgrzanymi stykami i z odpowienim pozytywnym nastawieniem). Dlatego

  • Staram się pisać na zapas w chwilach, kiedy mam tzw natchnienie.

Wtedy spisuję wszystko, co przychodzi mi do głowy, luźne i z pozoru nieskładne myśli, z których może kiedyś rozwinie się cały wpis.

  • Kiedy szukam pomysłu na nowy post, przeglądam zeszyty z moimi notatkami.

Są one dla mnie wspaniałą skarbnicą pomysłów. Tylko czasami panuje w nich taki twórczy bałagan, że nie zawsze potrafię się w tym połapać. Każdy ma swoje sposoby, ja ten akurat chyba muszę sobie jeszcze dopracować.

Jak się zmotywować do pisania, post gdy brakuje pomysłu i weny? JAK PISAC BLOGA

Jak się zmotywować do pisania, post gdy brakuje pomysłu i weny? Niemniej w sytuacji, kiedy zupełnie nie czuję w sobie weny do pisania mam 2 sprawdzone sposoby na jej wywołanie. Nie gwarantuję, że u każdego się sprawdzą, ale u mnie to działa.

  • Biorę się za wykonywanie jakiejś mechanicznej czynności.

Przy której myśli mogą odpłynąć w nieznane np spacer, prasowanie, czy jogging. Wtedy mózg odłącza się u mnie od ciała i zaczyna bujać w obłokach. A dalej podąża tokiem swoich myśli, które zazwyczaj tak się rozpędzą, że podsuną mi ciekawy temat do przemyśleń na kolejny wpis. Czasami takie mechaniczne czynności pozwalają mi uporządkować wszystko w głowie, poskładać myśli, które od jakiegoś już czasu nosiłam w sobie. Podobno Marc Zucerberg też spaceruje po swoim ogródku i obmyśla strategię dla Facebooka. A Napoleon w ten sposób opracowywał swoje przyszłe kampanie wojenne.

  • Druga metoda to wyjście naprzeciw inspiracji i znalezienie jej u innych.

Sięgając np po dobrą książkę, przeglądając inne blogi, rozmawiając z drugim człowiekiem. Czasami wystarczy, że przejdę się po innych blogach, a wracam z całą masą nowych pomysłów. Czasami czyjś tekst obudzi we mnie uśpiony temat, pobudzi do dyskusji czy do przemyśleń. Czasami zostawiając u kogoś komentarz, tak się rozpędzam z myślami i widzę, że mam tyle do powiedzenia. Starczy na osobny wpis. Myślę, że niezawodna jest tu (przy braku weny) lektura czy wymiana z drugim człowiekiem w każdej postaci. Jeżeli nawet z pozoru nic nowego mi nie przyniesie, może jednak coś zostanie w głowie i odezwie się w odpowiednim momencie.

  • Zawsze warto pamiętać, że lepsze pisanie bierze się z lepszego czytania.

Readers are leaders. Taka gra słów. Ale chodzi o to, że osoby, które czytają (a dzięki temu pewnie mają więcej do powiedzenia) stają się liderami.

  • Jednocześnie staram się pisać regularnie, każdego dnia po trochu.

Znowu nie do przesady, nie z musu, tak by sobie samej pisania nie obrzydzić. Jeżeli jakiegoś tekstu nie czuję, zostawiam go sobie do następnego dnia. A wtedy siadam do niego ponownie ze świeżym spojrzeniem i nowymi myślami czy skojarzeniami, które w międzyczasie mi się nasunęły.

  • Nie wszystkie teksty mi wychodzą.

Nie jestem perfekcjonistką, ale czuję się odpowiedzialna przed czytelnikiem. Stąd im dłużej piszę bloga, tym więcej czasu zabiera mi dopracowanie każdego kolejnego tekstu. Na początku mojego blogowania, gdy mało kto tu zaglądał mogłam sobie pozwolić, by pójść na żywioł i poprawiać tekst długo po opublikowaniu.

Jednocześnie z perspektywy mojego kilkuletniego blogowania zauważyłam, że pisanie, wyrażanie własnych myśli przychodzi mi coraz łatwiej.

Z drugiej strony napisanie czegokolwiek przychodzi mi również łatwiej, im mniej silę się na coś co nie współgra ze mną, im piszę bardziej naturalnie, tak jakbym rozmawiała z drugim człowiekiem (a jestem straszną gadułą, gdy dobrze się w czyimś towarzystwie czuję).

Paweł Tkaczyk napisał kiedyś w jakimś tekście-poradniku dla blogerów « Wyróżnij się albo zgiń ». Ja sama próbowałam pisać naukowo (o zdrowiu), ale nikt tego nie czytał. A ja sama dziś wszystkiego z tego, co kiedyś napisałam nie rozumię. Potem próbowałam silić się na humor, ale zrozumiałam, że wiele osób robi to dużo lepiej ode mnie. Teraz staram się pisać po prostu szczerze i od serca. Czuję się z tym najlepiej. Choćbym po prostu była sobą i niczym się nie wyróżniała, ale w ten sposób mam nieustającą ochotę na dalsze pisanie i na rozmowę z czytelnikami.

A Wy jakie macie sposoby na brak weny i pomysłu na dalsze wpisy?

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Beata Redzimska Vademecum Blogera
Beata Redzimska

Zapisz się na Newsletter

More from BEATA REDZIMSKA

Nieocenzurowane historie pogodne z mojego Instagrama i linki z sieci.

Bo pogody ducha i pogodnych historii nigdy nie za wiele. A informacji...
Read More

30 komentarzy

  • Bardzo fajny wpis. Ale ja też uważam, że gdy nie ma weny, to na próżno będę ją wywoływał. Spokojnie czekam aż przyjdzie, pilnie się rozglądam wokół siebie, bo niektóre tematy aż proszą, żeby dać się opisać – ale trochę później. Bo nie ma niczego gorszego niż wpis pisany „na siłę” z którego niewiele wynika. Miłego piątku 🙂 i już wkrótce weekendu.

  • Ja mam podobnie. Również stosuję twoje tricki i na mnie działają. Wciąż szukam swojego stylu i też zauważyłam, że kiedy piszę zbyt oficjalnie, nie ma odezwu ze strony czytelników. W sumie się nie dziwię, bo encyklopedię teraz każdy ma. W blogowaniu chodzi nie tylko o przekazanie wiedzy, ale również o sposób, w jaki się to robi, oraz włożenie w to dawki emocji. Suche teksty są odstraszające. Sama takich nie czytam. Ja piszę raz „normalnie” raz żartobliwie, a czasem dość kontrowersyjnie czy ironicznie. Zależy to od mojego humoru. Czytelnicy nie narzekają, więc przestałam się przejmować, co o mnie pomyślą. Najważniejsze, by we własnym skrawku sieci być sobą!

  • Mam dni, kiedy brakuje pomysłów, podpatruje u innych, czytam gazety, fora, oglądam filmiki na youtube, a pomysł na post i tak przychodzi niespodziewanie i zaskakująco z całkiem innego kierunku 😀
    O , tak właśnie mam.

    Miłego dnia!!!

  • Fajny wpis, ja piszę nawet jak nie mam weny, ponieważ mam czas głównie wieczorami, a to nie zawsze współgra z weną. Zaczynam pisać i się po prostu rozkręcam :). Z tematami raczej nie mam problemów, ale jak nie mam chęci to na warsztat biorę coś łatwiejszego.

  • Masz rację, przede wszystkim nic na siłę. I przede wszystkim pisać od serducha, naturalnie, nie silić się na jakieś pozy, których się nie czuje. Lubię Twoje wpisy czytać, piszesz tak lekko, z pasją, jesteś sobą, bardzo mi się to podoba.
    Co do weny – bywa, że jej brak. Wtedy właśnie te mechaniczne czynności mi pomagają, lubię sprzątać, a szczególnie odkurzać (mam zboczenie czystych podłóg, biurko może być zagracone ale podłogi mają być czyste). Jak tak wyodkurzam chatę to nie tylko podłogi są czyste, ale i jakby mój umysł się oczyszcza. Robi się miejsce na twórcze myślenie:)
    No i inspirowanie się innymi! Ostatnio przed robieniem zdjęć kulinarnych naoglądałam się zdjęć Gosi z bloga Modern Taste, tego którego linkowałaś niedawno na fb 🙂 wena i pomysły jak nigdy przychodziły 🙂
    Pozdrawiam!

  • Ja zbieram pomysły w notatniku, a jak mam czas to je realizuję tworząc tym samym bazę wpisów na przyszłość. Uwielbiam planować dlatego jak tylko mam wolne chwilę obmyślam co pojawi się w kolejnych 3 wpisach i to realizuję i to działa u mnie świetnie, nie ma w moim słowniku słowa „wena” bo uznałam ją za wymówkę kiedy nie chce mi się pisać 😉 Jak brakuje chęci, to przeglądam notatnik i łowie jeden pomysł i tworzę 🙂 tak trochę „w kółko Macieju” piszę, no ale tak u mnie jest.

  • Podobnie jak ty zapisuję pomysły i też panuje w nim twórczy chaos. Poza tym tak samo jak ty inspirują mnie inne blogi, a pomysły często pojawiają się po przeczytaniu jakiegoś wpisu czy dyskusji w komentarzach. 🙂

  • Ja również staram się pisać wtedy, kiedy mam wenę i mieć napisane coś na zapas. To świetnie, że piszesz prosto i od serca. Moim zdaniem to jest również coś co wyróżnia. Takie teksty dobrze się czyta:)

  • I pomyśleć, że długo szłam na tzw. „żywioł”. Czasami nie czytałam nawet drugi raz tekstu, który napisałam.Te czasy minęły i dzięki temu zauważyłam jak bardzo są moje posty niedopracowane. Jeśli o wenę chodzi, to sięgam po książki Toma Tomczyka. Dają mi kopa motywacyjnego. Inne blogi również, ale jeszcze nigdy nie robiłam notatek jak mi coś do głowy przyszło i myśl uciekała. Posty również, więc tą metodę wypróbuję na pewno.

  • Mnie wena zawsze nachodzi w łazience, więc na niemoc twórczą najlepsza jest kąpiel.
    A jeśli chodzi o bloga, to ostatnio u mnie wena wyprzedza moce przerobowe i muszę pomysły notować na kartce, bo nie mam czasu ich w życie wcielać.

  • Ja niestety nie umiem pisać na zapas. Może nie dopada mnie wystarczjąco duża wena. 😉 Od długiego czasu mam problem ze zorganizowaniem się i znalezieniem czasu na pisanie. Niby planuję kolejne tematy, ale ciągle coś się dzieje i nie mogę złapać rytmu, a w moim przypadku chyba to jest najważniejsze. Najbardziej dokucza mi fakt, że nie umiem zmusić się do pisania, muszę mieć nastrój, a o to coraz trudniej. Muszę mieć wolną głowę, a tym czasem wiecznie jest jakieś ale, jakieś coś. Potrzebuję metody i umiejętności wyłączenia się, bo właściwie wszystko mnie rozprasza. Chociaż podejrzewam, że to tylko objaw, a prawda jest taka, że blogowanie chyba nie jest dla mnie. :/

  • Ja mam swój notatnik i planer, w którym zapisuję chociażby tytuły na wpisy. To, co mi przyjdzie do głowy. Najwięcej do napisania miałabym oczywiście w chwilach, gdzie jestem zajęta czymś innym, np. siedzę na uczelni, więc niekiedy moje „notatki z zajęć” tworzą tak naprawdę kolejny wpis na blog ;)) zauważyłam też, że podczas spaceru czy nawet sprzątania myśli płyną i faktycznie muszę bardziej świadomie podejść do tego, kiedy nie mam weny.

  • Czytanie wiadomości i portali na tematy które mnie interesują przynoszą najwięcej inspiracji. I pisanie w kawiarniach- w pewien sposób działa no na mnie lepiej niż siedzenie przy własnym biurku, prawdopodobnie zmiana otoczenia. Często piszę na zapas, ale teksty zmieniam za każdym razem jak je czytam, aż wreszcie jestem zadowolona 🙂 A! I przeglądam notatki w Everote 😀

  • Jestem na początku mojej blogowej drogi i pomysłów mi nie brakuje – weny, żeby ubrać w słowa to, co chcę przekazać, owszem. Twoje pomysły są bardzo dobre i podpisuję się zwłaszcza pod tworzeniem „na zapas” podczas „kreatywnych dni” – czasem mam tak, że potrafię napisać 3-4 szkice jednego dnia, później tylko poprawki i dobór grafiki, a są dni, że nie stworzę absolutnie nic.
    Inspiracja innymi blogami, książkami czy informacjami to nieskończone źródło pomysłów – gdy czytamy, nasz mózg się rozwija (naukowcy to zbadali) – też się pod tym podpisuję.
    Jeśli chodzi o odpływanie myślami – paradoksalnie najlepsze pomysły przychodzą mi do głowy podczas… medytacji – gdy próbuję oczyścić umysł, przychodzą mi do głowy przeróżne pomysły i muszę usiąść, zapisać je i dopiero wtedy mogę wrócić do relaksu, bo inaczej nie zaznam spokoju 😉

  • ja robię dokładnie tak samo! nieraz nadchodzi szalona wena- wtedy to wykorzystuję i posty powstają jak grzyby po deszczu 🙂 notes z zapiskami niezbędny, bo pamięć ludzka zawodna 🙂

  • Najważniejsze chyba w pisaniu jest to, aby siebie nie kwestionować i nie podważać swoich myśli. Warto dać się „ponieść własnej twórczości” i uwierzyć, że to co robię ma sens. Najlepsze dzieła powstają tylko wtedy, kiedy człowiek pisze dla własnej przyjemności i satysfakcji, czerpiąc inspirację u innych, zachowując jednocześnie własny charakter i indywidualność…

  • Przyjęłam podobną metodę inspirowania sie na zapas. Ponieważ dużo czytam, zawsze przy okazji wpadają mi pomysły na artykuły, od razu je wpisuję do specjalnego zeszytu, a potem planuję kiedy dany post opublikuję. Aktualnie mam tyle pomysłów na artykuły, że mogłabym z powodzeniem blogować do sześdziesiątki – ciekawa jestem, czy wszystkie uda mi się wykorzystać 😉 A jak mam już temat, to wena zawsze się znajdzie.

  • Beato, super, że dołączyłaś do majowego karnawału 🙂 Myślę, że powiedzenie sobie, że taka jaka jestem – jestem wystarczająca – a więc nie musze nikogo udawac i mogę być sobą w moim pisaniu to jest wielka odwaga, a jednocześnie najlepszy sposób na to, by czerpać z pisania radość. Tym się zajmuję na mojej stronie Autentyczny Copywriting i podczas konsultacji – przekonywaniem, że można pokazywać siebie w swoich tekstach i swoim biznesie. Znalazłam w Twoim tekście myśli, które i mnie towarzyszą, kiedy piszę i kiedy myślę o pisaniu.

  • Ja akurat problemów z pomysłami nie mam 🙂 Kiedyś miałam straszne, ale teraz zwyczajnie zapisuję każdą ciekawą myśl. Teraz sporo się tego nazbierało, więc zawsze temat jest. Co do weny, to faktycznie różnie to bywa… Czasem mamy temat, ale nie wiemy, jak najlepiej przekazać myśli. Można odłożyć na później, ale nie zawsze się da. Ja wtedy włączam inspirującą muzykę, jem jakiś dobry obiadek, szukam ciekawych fotek na pintereście i wena przychodzi. Chociaż czasem szlaja się gdzieś i żadne sposoby nie pomagają.

  • „Pisać po prostu szczerze i od serca” to najlepsza metoda.:) Ja mam dużo pomysłów w podróży, kiedy jadę do pracy lub z niej wracam. Ale kiedy już jestem w domu wszystko umyka. Taki notatnik to fajna sprawa. 🙂

  • A co jeśli w kokpicie wisi kilka postów roboczych, a tu wena pcha do całkiem innej pracy? Często tak mam. Czasem jednak szef nad głową to dobra rzecz.
    A tak poza tym – czy ja dobrze widzę? Pani już wiosnę poczuła i w już sandałkach na bosaka? Fiu, fiu! 😉

  • Staram się po prostu pisać na zapas. Do tego w moim telefonie mam pospisywane pomysły, na kiedy najdzie mnie na pisanie. Ponadto, tak jak Ty, Beato, zabieram się za coś mechanicznego – ćwiczę, lub sprzątam. Ale mam nadzieję, że tych dni bez pomysłu i weny, będzie jak najmniej! 🙂 Pozdrawiam 🙂

  • Ja piszę bardzo dużo, gdy mam wenę…czasem zarywam noce, bo tworzę wiele szkiców, które później dopracowuję:) Najwięcej inspiracji jednak znajduję przypadkiem, właśnie w rozmowach z innymi ludźmi. Często też się zdarza, że ktoś pyta mnie o radę, o moją opinię, która potem dziele się także na blogu:) Bardzo fajny wpis, jak zwykle szczery, a nie tylko merytoryczny:) Uwielbiam to!

  • Kiedy brakuje mi weny wychodzę na zewnątrz. W ogródku który jest moją drugą pasją, zawsze regeneruję siły i nawet po krótkim spacerze czy posadzeniu drzewka wena szybciutko wraca. Czasem zdarza się co prawda, że wena opuszcza mnie na dłużej – wtedy po prostu staram się porządnie wyspać, a nowego dnia budzę się w pełni zregenerowana i z masą pomysłów. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *