Odpuść sobie i idź dalej.

Odpuść sobie i idź dalej.

odpuść sobie i idź dalej

Czasami trzeba umieć sobie odpuścić i … choćby dać za wygraną.

Ostatnio przeglądając różne blogi co rusz wpadam na wpisy w tym nurcie. Nie wiem, czy to nowy trend w blogosferze. A może podświadomie przyciągają mnie takie tytuły.

Zdarza mi się, że chcę za dużo. Biorę na swoje barki za dużo. Napalam się i oczekuję za dużo. A wtedy zapominam, że istnieje coś takiego jak złoty środek. Takim najlepszym złotym środkiem jest UMIAR. Nie raz przejechałam się na tym swoim nieumiarkowaniu.

To chyba syndrom (i bolączka) naszych czasów. Nasze życie jest tak urządzone, że stale jakaś niewidzialna siła napędza nasze pragnienia. Chcemy coraz to więcej i więcej. Nie darmo mówi się, że w miarę jedzenia apetyt rośnie. Społeczeństwo świadomie podsyca w nas ten wiecznie niezaspokojony głód ambicji. W pewnym sensie jest on motorem postępu.

Przecież od dziecka słyszymy, że do odważnych świat należy. Do tych, którzy  sięgają do gwiazd i bez kompleksów wyciągają po nie rękę. Do tych, którzy nie boją się swoich marzeń.

I tak tysiące emigrantów giną po drodze do wymarzonej Europy. Wszyscy aspirujemy do lepszego życia. To chyba jest motorem rozwoju ludzkości. Ale nie zawsze umiemy w porę się zatrzymać.

Czasami nasze pragnienia, nasze wygórowane ambicje (którym nie jesteśmy w stanie sprostać) stają się takim obosiecznym mieczem. Bo współczesny człowiek wciąż chce więcej. Bo stawia sobie coraz to nowe wyzwania. Musi się rozwijać (bo konkurencja nie spi). Musi być wszechstronny i  przechodzić samego siebie. Bo wciąż na nowo musi udowadniać, że jest dobry w tym, co robi, w swojej pracy. Aż w końcu sam zapędza się w kozi róg i pada na pysk.

A gdzie w tym wiecznym wyścigu szczurów odrobina miejsca i czasu na to, by korzystać z życia. By jak to ładnie ktoś ujął : „wylogować się do życia” ? Czy też czasami nie starcza Wam sił, by biec dalej w narzuconym odgórnie tempie.

Wychowaliśmy się na amerykańskich filmach, które wpoiły nam to, że wystarczy chcieć, by wszystko stało się możliwe. Tyle, że czasami nie wystarczy. Wmówiono nam (różni specjaliści od hurra optymizmu), że wystarczy wierzyć, zaangażować się i działać (choćby do utraty tchu). I nigdy sobie nie odpuszczać. A czasami to zwyczajny hurra optymizm i bezsensowne walenie głową w mur.

Czasami przerasta nas nasza ambicja. Podświadomie podsycana przez społeczeństwo. Daliśmy się wmanewrować w taki współczesny styl życia. Poszliśmy za stadem, a tymczasem może potrzeba nam czegoś innego?

Bierzemy się za super dietę. I od razu chcemy mega rezultatu. Zawszego wszystko chcemy na maksa. Chcemy schudnąć  więcej i więcej. Aż podkopujemy sobie zdrowie. (Też przez to przechodziłam) A gdzie zdrowy rozsądek i  UMIAR?

Mamy wielkie marzenia. Przecież marzenia są naszą siłą napędową. Ale nie chcemy przyjąć do wiadomości, że marzenia nie zawsze się spełniają. A czasami, gdy realizujemy je na siłę, dzieje się to takim kosztem, że potem nic już nas nie cieszy (zrujnowane zdrowie, utracone życie rodzinne, zmarnowane przyjaźnie).

Rozgadałam się, a miałam tylko podlinkować do wpisów w tym nurcie, które w tym tygodniu znalazłam w blogosferze.

U Kasi z Simplicite ‚Minimalizm w praktyce: O ambicji’

U Pani swojego czasu „To nie jest kwestia dobrej organizacji.”

U Hani.es „Odpuść”

W nurcie „Wyloguj się do życia”:

U Gaji z Plantacji Pozytywnych Mysli ” Wspólne cechy ludzi, którym się udało. 

U Zudit „Wylogowalam się do życia”. 

U Ani z Primo cappuccino „Facebook w stylu Slow”

U Aleksandry na blogu Slow your life: książka Pochwała Powolności

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Kilka widoków z Paryża

odpuść sobie i idź dalej

odpuść sobie i idź dalej
Ogrody Luksemburskie w Paryżu
odpuść sobie i idź dalej
Widok na Łuk Triumfalny w Paryżu.
odpuść sobie i idź dalej
Statua Wolności w Paryżu u stóp Wieży Eiffla.
Beata Redzimska Vademecum Blogera
Beata Redzimska

Zapisz się na Newsletter

Tags from the story
More from BEATA REDZIMSKA

Jak przygotować ebook w Power Poincie krok po kroku?

EBOOK W POWER POINCIE? Z jednej strony to więcej dłubania, z drugiej...
Read More

26 komentarzy

  • Piękny wpis Beato! Myślę, że bardzo ważne jest to, aby znaleźć właśnie swoje tempo i swój nurt. Przestać patrzeć na to, co robią inni, ale zajrzeć w głąb swojego serca i zapytać siebie, co tak naprawdę jest dla nas i jaki rytm jest naszym rytmem, a nie tym cudzym narzuconym z zewnątrz. W tym pędzie zbyt łatwo zgubić siebie. Pozdrawiam Cię 😉

  • Uff jak to dobrze, że ja mało blogów czytam. Nie muszę się wtedy stresować czy jest w trendzie czy poza nim 🙂
    A tak serio – odpuszczanie sobie – nawet jeśli byłoby super hiper modne – jest czymś tak waznym, że można o tym pisac bez końca 🙂

  • Bardzo mi miło, że podlinkowałaś mój wpis! Dziękuję!
    Uważam, że trafiłaś na te wpisy dlatego, że czujesz taką potrzebę. Warto przystopować i zregenerować siły, odpocząć – to jest odwaga, by w pędzącym świecie umieć zwolnić wbrew innym. Pozdrawiam!

  • Chyba kluczowe jest nie porównywanie się z innymi i ciężka praca. Wyznaczony cel jest tak oczywistą rzeczą, że wspominam o tym proforma, ale warto również podzielić go na mniejsze etapy, wówczas nie zniechęcały się widząc jak odległy jest cel główny, bo realizacja etapów jest ciekawa i daje kopa by rodzić dalej efektywniej i lepiej 🙂 I ważne jest tez żeby planować odpoczynek 😉 Pozdrawiam!

  • Temat bardzo dobry, ale jednak troszeczkę mnie to dołuje. Nie chcę wierzyć, że coś nie jest do zrobienia… Zbyt długo zadręczałam się takim myśleniem, teraz potrzeba mi pozytywów. Nawet czasem do przesady… Myślę, że nie mamy aż tak bardzo wpływu na ludzi, nie możemy niczego wymusić na ludziach (no, chyba że po trupach do celu), ale wszystkie inne marzenia są do zrealizowania, chociaż też nie za wszelką cenę. Kwestia zdrowego rozsądku, o którym tu mówisz jest bardzo, bardzo ważna!

  • Dobrze jest czasem przypomnieć sobie o tym, co oczywiste. O tym, że trzeba mieć czas i siły, aby cieszyć się drobnymi osiągnięciami. Zamiast gonić za wielkimi, nieosiągalnymi celami, których celebracja nie daje już potem takiej radości.
    Przepiękny jest Paryż na Twoich zdjęciach 🙂

  • Dziękuję Ci bardzo za link! 🙂
    To, co piszesz to historia z (mojego) życia wzięta. Czas jest jedynym, co (myślimy, że) mamy na tym świecie. „Czas jest ważniejszy niż pieniądze. Możesz zdobyć więcej pieniędzy, ale nie możesz zdobyć więcej czasu.” – od dawna wisi to u mnie na ścianie. I to fakt. Pozornie wtedy, gdy miałam najmniej kasy, miałam najwięcej czasu i najmniej rzeczy potrzebowałam 😉
    Przeciwnym biegunem jest krąg, więcej pieniędzy, mniej czasu, więcej potrzeb (które z braku czasu wynikają). I dlatego wolę jednak jakość od ilości, i czasem mniej – bo znaczy więcej 🙂

  • Ja myślę, że to o czym piszesz to kwestia samoświadomości czy też świadomego życia. Do tego trzeba dojrzeć – zderzyć się z rzeczywistością i przekonać, że tak się nie da, a potem nauczyć się wybierać to, co ważne.

  • Zgadza się, pędzimy do przodu jak szaleni, czasem zastanawiam się po co:). A im większe miasto, tym większy pośpiech. Ostatnio stwierdziłam, że chyba się starzeję, bo marzy mi się malutki domek na wsi, cisza i spokój. Tez zauważyłam ten trend blogerek idących w kierunku slowlifeu i minimalizmu. Widać ludzie coraz bardziej potrzebują zmniejszenia tempa życia dlatego o tym się tyle pisze i czyta. Kiedy ja czuję, że już po prostu nie mogę, to zakładam trampki i idę na godzinny spacer cichymi uliczkami wśród domków i podziwiam roślinność. A jak mam troszeczkę więcej czasu, to wskakuje na rower i robię rundkę, bardzo oczyszczające – ruch i świeże powietrze, to jest to:).
    Beatko, życzę Ci w takim razie slow tygodnia:)

  • Nie wszyscy jesteśmy zaprogramowani na sukces i wielkie pieniądze. Ważne, żeby znaleźć złoty środek, swój sposób na szczęście. Dla jednego to będzie urlop na Wyspach Kanaryjskich, dla innego weekend w Bieszczadach. Wiosna w Paryżu, to też powód do szczęścia 🙂

  • W dzisiejszym świecie łatwo się pogubić i ulec ogólnemu „pędowi”. Sama często mam z tym problem, bo zawsze gdzieś z tyłu głowy słyszę, że powinnam robić więcej, lepiej, szybciej. Ale tak się nie da, bo odbija się to na zdrowiu i relacjach. A to one tak naprawdę są najważniejsze. Warto zwolnić i cieszyć się życiem, a nie tylko gonić i gonić za czymś, czego być może nigdy nie złapiemy.

  • Zdecydowanie jestem za wylogowaniem się do życie. To takie ważne abyśmy skupiali się na tym co realne, a nie pozostawali więźniami wirtualnego świata. Facet już powoli do kobiety zagadać nie umie, ale na tinderze potrafi jej makaron na uszy nawijać :/. Dramat jakiś :(. Odnośnie zbyt dużego pędu zwolnienie i dbałość o swoje dobre samopoczucie jest najbardziej istotne. Cała reszta musi po prostu poczekać ;).

  • Żyjemy w trudnych czasach (chociaż punkt widzenia zależy od punktu siedzenia), ale kto wie, czy za kilka lat świat nie zwariuje jeszcze bardziej. Podziwiam osoby, które potrafiły to uciąć i rzucić wszystko. Znam przypadki, którym kariera odbiła się czkawką, nie wytrzymali ciśnienia i pewnego dnia porzucili stolicę, wielkie domy na jeszcze większe kredyty i… wyprowadzili się na wieś. Spłacili wielkie kredyty, a teraz żyją spokojniej, mają mniej ambitną pracę, ale czas dla rodziny i są… szczęśliwi :):) Podziwiam, bo ja tak nie potrafię.

  • Tak na prawdę jest duża presja, trzeba być perfekcyjnym/ą matką, pracownicą, żoną, gospodynią domową, bo przecież jesteśmy do wszystkiego zdolni, jeśli mamy chęci… A co jeśli ich nie mamy, jeśli dany status quo nas zadowala, czy musimy coś zmieniać, tylko po to by nie być ocenieni jako nieambitni, czy wręcz leniwi? I tak tyramy samych siebie bez żadnego zadowolenia, bo zawsze znajdzie się jakiś nowy cel, który warto osiągnąć i nie sposób zaznać szczęścia i poczucia wewnętrznego dobrostanu i spełnienia. Mi bardzo pomogło macierzyństwo, w przewartościowaniu pewnych rzeczy. Zwolniłam tempo.. nauczyłam się rozdzielać pracę od domu, nabrałam do życia zdrowego dystansu.

  • Mnie też często męczy tzw: „American dream”. Różni motywatorzy, coachowie i trenerzy osobiści zapominają zawsze dodać na końcu, że choć każdy może zostać milionerem i robić to co kocha, to udaje się to zaledwie promilowi społeczeństwa 🙂

  • Ja od grudnia częściej jestem offline niż online i przyznam, że mi z tym dobrze. Mam za mało motywacji aby to zmienić, chociaż przecież lubię oba światy. U mnie problem polega na równowadze i złotym środku. Nie potrafię go znaleźć i wpadam z jednej skrajności w drugą. Dlatego mówię, że mam naturę nałogowca, bo jak coś mnie pochłania, to ciężko przychodzi opamiętanie. I to bez względu na rodzaj nałogu. Bo nam się dzisiaj wydaje, że wszystkiemu powinniśmy się poświęcać w 100% i we wszystkim dążyć do doskonałości, a później się okazuje, że tak się nie da… Oby opamiętanie nie przychodziło do nas za późno.
    Dzięki za linki Beato. Pozdrawiam serdecznie. 🙂

  • W momentach zbyt szybkiego biegu warto pamiętać o śmierci, i czy faktycznie wszystko to co robimy ma na tyle dużą wartość… aby tracić życie, którego nie wiemy dokładnie ile nam zostało 🙂

  • Odpuszczanie to bardzo trudna umiejętność. Zwłaszcza, gdy jak raz to zrobiliśmy, później musimy się stresować, że klienci nie opłacili faktur w terminie i trzeba mobilizować siły, by wyjść na swoje. Odpuść sobie – tak, ale jak możesz sobie na to pozwolić.

  • Kiedyś oglądałam wywiad w którym akademicki psycholog wypowiedział się na temat modnego coachingu, rozwoju osobistego i pogoni za byciem najlepszym. Dla niego to wszystko tylko napędza wyścig szczurów i po co być najlepszym pokonując wszystkich jak możemy być przeciętnym i bratem dla drugiego człowieka. Choć w wywiadzie był też znany coach to ja utożsamiam się ze słowami psychologa.
    Bardzo ciekawy wpis Beato. Mam na koncie marzenie, a właściwie zdobycie czegoś co jest konieczne do życia, które od lat się nie spełnia, mimo że działam w tym kierunku. Sporo ludzi szczęśliwie to ma i dziwi mnie, że tego nie doceniają zwłaszcza gdy rozwój osobisty im namąci w głowach. Pozostało jedynie pogodzić się z tym i skupić na innych ciekawych rzeczach. Albo brać się za taki zadania, na które 100% masz wpływ, niezależne od okoliczności. Jakiś czas temu pisałam o tym u siebie – o marzeniach spełnionych i nie spełnionych.
    Mam na koncie drugie marzenie, które od wielu lat trwa w spełnieniu. Wcześniej nie wyobrażałam sobie, że kiedyś mi się uda. Wciąż za nim goniłam, cierpiałam przez jego brak, przez to wiele z życia straciłam. Dopiero gdy sobie odpuściłam marzenie się spełniło. I szczerze dlatego, że miałam akurat szczęście. Ludzie mówią, że ono nie decyduje że tylko ciężka praca i pogoń się liczy. Niestety, ja zauważyłam że decyduje bardzo. Moje niespełnione marzenie też zależy od trafienia na odpowiednich ludzi w odpowiednim miejscu i tego jak ci ludzie zadecydują. Często prowokowałam okazje, chodziłam gdzie trzeba i nic. Cóż trzeba się z tym pogodzić i nie czekać na to jak na ważny telefon. Tylko prowadzić swoje życie normalnie jak nigdy nic.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *