Poczytaj mi mamo,czyli jak rozbudzić w dziecku miłość do książek. WCiD

7 letni syn moich znajomych – mimo małego wzrostu wykazuje się ogromną przedsiębiorczością. Inny popadł by w kompleksy. On w każdej sytuacji wypłynie jako herszt jakieś wesołej bandy. Często są z tego problemy. Jak mówą: nie ma dymu bez ognia. Jakiś czas temu wpadł na pomysł spłatania psikusa koleżankom z klasy. W wykonaniu palców nie maczał. Od czego jest się szefem bandy. Za to z zapałem zajęli się tym jego koledzy. Chłopcy niestrudzenie wrzucali dziewczynkom za kołnierz ślimaki. Działo się to po obfitym deszczu, tych ostatnich było w bród. Wrzasku też było przy tym co niemiara. Pomyśleć można, że Justin Bieber osobiście zawitał do szkoły. Oczywiście chłopcy nie zamierzali pytać dziewczynek o zgodę. Inaczej nie było by zabawnie. Dzieci darły się w niebogłosy. Tylko ślimaki się nie darły. Umiały zachować zimną krew i zwyczajową flegmę. Starczyło, by obudzić podejrzliwość pani wychowawczyni. I wydało się. Mimo pieczołowitego zacierania śladów, syn znajomych został zidentyfikowany jako główny winowajca. To przecież to on był pomysłodawcą calego projektu. Jego rodzice zostali wezwani na dywanik do dyrektora szkoły. I tu stanęli na wysokości zadania. Tata ku ogromnemu zaskoczeniu grona pedagogicznego odpalił, że jest dumny ze swojej pociechy. Bo mimo iż jest najmniejszy w całej szkole wykazuje charyzmę urodzonego lidera. Tak trzymać.

Nie wszyscy rodzice wykazują się taką odwagą i „długowzrocznością”. Niektorzy (jak ja) grzeszą nadopiekuńczością. Nie zawsze z korzyścią dla przyszłości naszych pociech. Przynajmniej długofalowo. Sama lubię mieć poczucie bezpieczeństwa i dawać je moim dzieciom. Ale może po części tłumi to ich spontaniczną przedsiebiorczość w dłuższej perspektywie. 

Anegdotkę (jak najbardziej autentyczną) opisałam  Wam na swoje usprawiedliwienie, bo ostatnio mam przestój w czytaniu, dzierganiu i w ogóle pisaniu bloga. Co wcale nie znaczy, że nie próbuję tego robić. 

Poczytaj mi mamo.

Bo czytelniczo spędzam całe popołudnia z książką w ręku i z moją 3 i pół letnią przylepą na kolanach. Pamiętam, że mnie samą mama tak wprowadzała w zaczarowany świat książek. Do którego umiłowanie pozostało mi do dziś. To najlepszy spsób, by odkrywać przed naszymi dziećmi nieznane kraje, fascynujące przygody, a jednocześnie uczyć ich wielu przydantych rzeczy i rozwijać ich wyobraźnię. To taka długofalowa « inwestycja » w dzieci (choć to niezbyt ładne słowo). 

Bo umiłowanie do książek rozbudzone w dzieciństwie pozostaje na całe życie. Książka może być wspaniałym towarzyszem w trudnych chwilach. Przynosi pocieszenie czy zapomnnienie, gdy jest nam smutno, czy czujemy się samotni. Czytanie popłaca (i to również w blogowaniu). Bo lepsze pisanie bierze się z lepszego (czyli częstszego) czytania.

 
A dziergająco zamotałam się w ponczo z 110 elementów. Końca nie widać. Więc na pocieszenie przymierzam coś dzierganego, nie ręcznie, ale maszynowo. Autentyczny Michael Kors. Nie mogłam oprzeć się pokusie. To zupełnie nie mój kolor. Tylko przymierzam, nie kupuję. Bo szafa i tak pęka u mnie w szwach od nienoszonych rzeczy.
Moja pociecha też z zapałem przymierza. Buty na obcasach. Co widać na zdjęciu. To sztuka się w nich podnieść. No dobra, włóczę się po sklepach w ostatnich dniach wyprzedaży. Może to nie najszczęślwiszy sposób, by zająć dzieci w ferie zimowe, ale przynajmniej dobra okazja, by odświeżyć ich garderobę.

OUTLET ONE NATION pod Paryzem.

Tak na marginesie, jeżeli szukacie gdzie w Paryżu można kupić tanio markowe ciuchy (w przystępnych cenach), to na pewno nie będą to Pola Elizejskie z przylegającą do nich Avenue Mongtaigne (to tam jest firmowy sklep Chanel). Choć to miejsce pielgrzymek zakupoholiczek z całego świata, ceny są tam « światowe ». Dobre okazje można upolować w tzw outletach, czyli wielkich centrach handlowych z markowymi sklepami na obrzeżach miasta. Można tu znaleźć markowe ciuchy (dobrych marek jak Diesel, Armani, Ralph Lauren, Ferragamo, Michael Kors …) w mocno zaniżonych cenach i to nawet przystępnych jak na nasze rodzime warunki (bo w Polsce ceny ciuchów są europejskie, nie ma większej różnicy z francuskimi). A jak to mawiała moja mama, ten kto chce zaoszczędzić pieniądze powinien kupować dobre jakościowo ciuchy, bo po prostu starczają na dłużej. Albo dziegać je samodzielnie, bo nie ma jak własnoręcznie wykonane handmade. 

Takie fajne outlety z markowymi sklepami w Paryżu to:

  • One Nation w Les Clayes (1, avenue du Président Kennedy 78340 Les Clayes sous Bois) lub
  • Vallée Village przy najdłuższym w Europie centrum handlowym (o długości 1 km) w Val d ‚Europe (stacja przed Disneylandem). To tak na marginiesie.

Od przybytku głowa nie boli, ale jak tu się połapać.

Nic tak nie wykańcza jak shopping.
Nie wszyscy podchodzą do niego (do shoppingu) tak entuzjastycznie.

Poczytaj mi mamo.

Nie ma jak powrót do domu i wygodny dresik. No i koniecznie poczytaj mi mamo.
 

WCiD

Pozdrawiam serdeczie Beata

Jeżeli pomogłam, zaciekawiłam lub rozbawiłam proszę polub mnie na FB:

Beata Redzimska Vademecum Blogera
Beata Redzimska

Zapisz się na Newsletter

More from BEATA REDZIMSKA

12 blogow, ktore na pewno pokochacie. Moje nominacje do Liebster Award.

Czy słyszeliscie o Liebster Award? To wyrożnienie dla bloga przyznawane przez innych...
Read More

20 komentarzy

  • Czytałam synowi, mnóstwo książek przeczytaliśmy i co? I nic… Uwielbiał książki, kiedy ja mu je czytałam, ale odkąd przyszedł czas na samodzielne czytanie – koniec! To taki mój ból, któremu musiałam dać ujść. Ślimaków nie lubię i cieszę się, że nie pracuję w szkole, bo jeszcze musiałabym je zbierać z tych biednych dziewczynek… Mała, próbująca wstać w tych butach – super! Zdjęcie po prostu świetne! Prawdziwa kobietka!
    Pozdrawiam cieplutko,
    Asia

  • Zdjęcie w butkach twojego dziecka jest niesamowite. Pojechałbym do Paryża na zakupy, bo w tych naszych sieciówkach wszystko trzeszczy, materiały prawie jak od Rumunów z targowiska, wiec dziergam i chadzam do lumpików. Oczywiście nie wszystko tam kupuję, czasami muszę coś nabyć w normalnym sklepie. Czytałam Martynce, a teraz Martynka odkryła Minecrafta a lektury owszem przeczyta, jak musi, albo jak ma karę na komputer.

  • Nie jestem przekonana, że samym czytaniem dziecku miłość do książek można rozbudzić. Moi rodzice czytali wszystkim dzieciom, ale jedynie ja do tej pory czytam na wyścigi. Nie wyobrażam sobie życia bez książek 😉

    • Nie martw się, raz rozbudzone zamiłowanie do książek nie ginie. Moje córki też miały taki kryzys czytelniczy (koniec podstawówki i początek gimnazjum). Teraz są w liceum i czytają tyle, że aż im zazdroszczę (choć przyznaję,że „Nędznicy” w rękach siedemnastolatki to szok). Zapewne wpływ ma również ambitna grupa rówieśnicza w szkole. Ostatnio zapytałam, czy licealiści czytają lektury (jako nauczycielka w gimnazjum mam przykre doświadczenia) i usłyszałam, że „obciachowe jest nieczytanie”. Zatem widać światełko w tunelu!

  • Podobno 4cm obcasa pomaga się wyprostować i w naturalny sposób dobrze wpływa na kręgosłup 😉 jak widać córa już to wie ^^
    A zakupy też mogą być kreatywną zabawą 🙂 wystarczy odpowiednie podejście, no i ruch jest 😉

  • Moja babcia zawsze powtarzała, że człowieka biednego(jakkolwiek to brzmi w obecnych czasach) nie stać na kupowanie tanich rzeczy. teraz słysze to u Ciebie i jak najbardziej się zgadzam. zawsze staram się kupować dobre rzeczy(nie tylko ubrania) na wyprzedażach, bo naprawdę wytrwają dłużej.
    Spędzanie czasu w centrach handlowych z dziećmi to nie tylko konieczność dla niektórych, to także nauka dla dzieci. Moje córki, choć małe, rozumieją, że nie zawsze i nie wszystko im kupię, bo nie ma potrzeby, bo nie ma aż tyle pieniędzy, bo coś jest złej jakości, itp. uczą się i powoli rozumieją ideę modrych zakupów.

    Anka

  • Zachwycają mnie dzieci, które czytają (albo słuchają) po francusku. Ja wiem, że to nieracjonalne, ale co poradzić. Mnie francuski przychodził z dużo większym trudem. :))
    Pociecha na wysokich obcasach – cudo. Sama od małej dziewczynki uwielbiałam, widać się to ma w genach. Pozdrawiam serdecznie.

  • Moja siostra sama krzyczy, jak idę do biblioteki, że i ona musi koniecznie iść, bo już wszystkie książki tatuś skończył czytać 🙂
    Bardzo mi się podoba u niej ten zapał 🙂

    Cudowne zdjęcia i widać, że mała ma się ku modzie 😛

  • Ja kocham czytać, czytałam córce praktycznie od jej pierwszych chwil życia (nie wiedziałam co do niej mówić, a wiedziałam, ze kontakt jest ważny wiec czytałam). Książki szanowała, nigdy nie zniszczyła. Dziś czyta sama, choć nie czyta jeszcze płynnie, ale co najfajniejsze, teraz ona czyta mnie do snu 🙂 A tak w ogóle to muszę coś dodac- to trochę nie w moim stylu, ale tak bardzo doceniam Twoją pracę włożoną w prowadzenie tego bloga, jesteś moją inspiracją. Uwielbiam Cię czytać 🙂 pozdrawiam

  • U mnie to było „Poczytam CI, mamo”, bo sztukę czytania posiadłam w wieku lat trzech. Gdy patrzę na dzieci mojego rodzeństwa nie mogę sobie jakoś tego wyobrazić, ale wiem, że widok malutkiej, drobniutkiej, chudziutkiej trzylatki ukrytej za wielką płachtą gazety wzbudzał zainteresowanie – „Czytasz sobie, tak?” zagadnęła mnie jakaś pani w pociągu, „Czytam.” odpowiedziałam. „A co takiego tam piszą ciekawego?” spytała, no to jej przeczytałam parę linijek o kolejnym zjeździe KC PZPR, bo w tamtym czasie obojętne mi było, co czytam, bylebym mogła czytać, a czytałam wszystko – z nekrologami (te lubiłam bardzo, ale nie lubiłam, gdy nie był podany wiek zmarłego) i etykietami produktów spożywczych (jaka byłam przewidująca) włącznie.

  • Zgadzam się z tym zaszczepianiem czytania. Swoich potomków nie posiadam, ale za to moja mama chodzi wiecznie z nosem w książkach. Dosłownie pochłania nie, bo czytaniem tego nazwać nie można. Nie pamiętam, że by mi czytała, bo sama nauczyłam się czytać bardzo wcześnie i czytałam sobie sama 😉 Ale i tak i ja, i mój brat, czytamy dużo i z własnej woli 🙂
    A przestoje w czytaniu to też norma, nie ma co się czuć winnym. Czasem trzeba sobie zrobić przerwę. Czasem nie ma się czasu, a czasem… mam „żałobę” po skończeniu rewelacyjnej książki i nie mam serca by zabrać się za nową historię 😉

  • Wiadomo, że jak dziecko obcuje z książkami od maleńkiego to jest większa szansa, że będzie lubiło czytać, ale tak naprawdę gwarancji na to nie ma. Myślę, że przykład z góry często działa lepiej, czyli czytający rodzice.
    Moja Judyta nieźle sobie radzi z czytaniem i w sumie non stop siedzi z nosem w czymś do czytania, ale jeśli chodzi o czytanie powieści, opowiadań to zdecydowanie woli, gdy czyta jej mama.
    Na shopping też czasami trzeba znaleźć czas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *