Jeżeli zapytacie mnie dlaczego na paryskich przedmieściach rodzą się islamiści, opowiem Wam moją historię …

Historię młodej dziewczyny, zakochanej we Francji i wszystkim co francuskie, która bardzo chciała dotrzeć do swojej ziemi obiecanej – Paryża. I tu zaczęła się ciężka szkoła życia zwana emigracją.
Polska nie była jeszcze wtedy w Unii Europejskiej. Szczytem marzeń było zdobycie pozwolenia na pracę (jakąkolwiek).

Jak wielu emigrantów tułałam się po prefekturach za pozwoleniem na pracę, stałam godzinami w niekończących się kolejkach, poznawałam innych skazańców losu … W międzyczasie :

  • poznałam mojego męża, też emigranta, a dziś Francuza z nadania, 
  • urodzili się nasi synowie, 
  • łapałam drobne prace, 
  • w końcu weszliśmy do UE (jako kraj kategorii B).

A ja dalej tułałam się po prefekturach. 

Żyjąc na wariackich (a raczej na studenckich) papierach (bo takie dawały prawo do pracy 16 godzin w tygodniu). Prawie 10 lat fikcyjnego studiowania. W tym czasie można dorobić się 3 doktoratów, ja nie zrobiłam ani jednego, bo nie o to mi chodziło.

Gdzie diabeł mówi dobranoc.  

Los rzucił mnie na emigranckie przedmieścia. W blokowisku w pobliżu kręcono sceny do filmu „Hunger Games” (czujecie klimat ?). Po prostu dzielnica zawiedzionych nadziei. 

Tu ludzie chodzą ze spuszczoną głową, bojąc się spotkać cudzy wzrok. Niektórym w ten sposób można się narazić.
Tu nie ma pewności, że w potrzebie dotrze karetka pogotowia. 

Tu nie docierają nawet dostawcy pizzy, a przecież ci zawsze są na pierwszej linii « frontu ».
Policja rzadko się tu zapuszcza po zmroku. A jeżeli już to robi to w pełnym oprzyrządowaniu, w szyku bojowym i całym batalionem. Bo tu na powitanie w policję rzuca się płytą chodnikową. To jednak nie Marsylia, gdzie na porządku dziennym są serie z kałasznikowa. Bo policja psuje biznes lokalnym dealearom (dlatego nie jest tu mile widziana). A to jedyny biznes, który w takich dzielnicach dobrze prosperuje.
Tu głoszą dobrą nowinę i zbierają obfita żniwo islamiści.
Dlaczego tak się dzieje?

Spróbujcie wczuć się w rolę emigranta ? Powierani po prefekturach, wegetujący w gettach (które kiedyś pospiesznie wzniesiono na ich przybycie), bez lepszych perspektyw (CV z adresem w takiej dzielnicy automatycznie ląduje do kosza na śmieci). Zamyka się błędne koło. Gdzie można szukać pocieszenia? W religi?
 
Emigrancji przelewają swoją nadzieję na lepsze życie (w końcu dlatego tu się znaleźli) na przyszłe pokolenia. Na swoje dzieci. Ale dzieci wychowane w takich blokowiskach odrzucają cały system. Nie mają szacunku dla rodziców, którzy dali się tak zepchnąć. Widzą jak starsze rodzeństwo bezskutecznie dobija się do lepszej pracy. Nie chcą iść tą drogą : brak perspektyw, bezrobocie, brud, brak bezpieczeństwa. Chcą żyć inaczej. Może zaliczą przygodę z drobną przestępczością, potem więzienie, jeszcze większy brak perspektyw, jeszcze większa niechęć do systemu i do kraju kolonizatorów. 
Słowa islamistów padają na bardzo podatny grunt. Ciąg dalszy już znacie. Je suis Charlie.

Czasami zastanawiam się czy Francja poradzi sobie z tym problemem. Może tak, ale najpierw musi zmniejszyć się bezrobocie.
Miało być optymistycznie i motywacyjnie na tym blogu, tymczasem …
Czasami trzeba wyrzucić coś z siebie, by móc pójść dalej z pustą głową i otworzyć się na nowe, oby pozytywne doświadczenia.
Pozdrawiam serdecznie Beata


Zapisz się na Newsletter

Related posts

  • Mocne, ale ja lubię takie artykuły dające do myślenia.

  • Zetknęłaś się z bolesną rzeczywistością. A wróciłabyś do Polski?

  • Wiesz, czasem to co prawdziwe jest duże lepsze niż motywacyjne wpisy… które tak naprawdę można znaleźć wszędzie. A taką historię tylko u Ciebie. Świetnie się to czyta, jak opowiadanie albo reportaż. Założę się że masz całą masę historii ze swojego emigracyjnego życia. Pomyśl czy nie utworzyć takiego cyklu albo pospisywać je w jakiejś inne formie. Niech się nie marnują, bo są bardzo ciekawe 🙂

  • No tak, trudne warunki zawsze bytowania zwykle rodzą bunt tyle, że jest mi trudno usprawiedliwiać islamistów czymkolwiek. Nie znam ich z bliska, wyłącznie z mediów i lektury, ale wiem jedno, że w ich kulturze, w ich kraju, my musimy być bardzo delikatni, żeby niczym ich nie zdenerwować. Okazuje się, że u siebie, w Europie, również musimy być tak samo ostrożni…

  • Wow! Cos w tym jest. Sama zyje na emigracji…. tylko z jednym malym a jednak az tak wielkim wyjatkiem w porownaniu do tych ludzi…. ja chcialam ale nie musialam! Oj duzo moglabym na ten temat powiedziec. Smutne ale prawdziwe!

  • To 10 000 razy lepsze niż jakiekolwiek motywujące teksty, których – jak napisała wyżej margaritum – internet jest pełen, a które często mi się kojarzą z czymś pośrednim między korporacyjnym praniem mózgów a rozpaczliwym zaklinaniem niefajnej rzeczywistości… Ten tekst jest prawdziwy, o czymś namacalnym, o problemach i beznadziei prawdziwych ludzi. To właśnie takie sytuacje – bezrobocie, bycie obywatelem II kategorii nie z własnej winy, brak perspektyw – te zjawiska zrodziły w dużej mierze konieczność nakręcania się i motywowania. Ludzie szczęśliwi i spełnieni, nawet jeśli nie są bogaci, ale mający poczucie bezpieczeństwa w życiu, nie potrzebują motywacyjnych tekstów… Pisz więcej takich prawdziwych tekstów, bo zapewne masz w zanadrzu jeszcze wiele takich historii, obserwacji i przemyśleń. Dobrze się to czyta.

  • Bardzo ciekawy artykuł i pozwala spojrzeć na ten problem z zupełnie innej strony. A jestem ciekawa czemu w takim razie Francja przyjmuje tylu emigrantów, skoro nie jest w stanie zapewnić im warunków do godnego życia? Trochę dziwna ta ich polityka. Skoro stwarzają ludziom możliwość osiedlenia się w ich kraju, to powinni przygotować jakieś programy adaptacyjne, czy cos w tym stylu. A jak radzisz sobie z językiem francuskim?

    Pozdrawiam

    Ania

  • Bezcenne spojrzenie na temat szalenie trudny. Wiele osób rozważa skutki a niewiele myśli o przyczynach. Bardzo ważny post.

  • Bardzo przygnebiająca treść, a jednocześnie prawdziwa.

  • Bardzo ciekawy post. Sama zastanawiam się nad emigracją do innego kraju. Trochę się boję bo nie znam języka, nie mam tam znajomych ale chcę spróbować póki jestem młoda (bardziej odważna?) bo tu, w Polsce wcale nie jest dobrze.

  • Bardzo ciekawy post.
    Napisałam wiadomość!
    Pozdrawiam
    Mój blog – klik!

  • Podziwiam, ja nie potrafiłabym żyć w takim miejscu gdzie strach jest na kogoś spojrzeć, drżałabym przede wszystkim o każdy ruch swoich dzieci, pozdrawiam 🙂

  • Okrutna szkoła życia! Beato, podziwiam Cię! Musisz być bardzo silną osobą…

  • Anonymous

    Bardzo ciekawy artykuł. Ja generalnie o wyjeździe do Francji nie myślałem bo znam już takie historie a taki los można sobie zgodotwać i w ojczyźnie. Myśle o krajach, które chociarz mnie fascynują, daleko daleko od Polski. Powodzenia, pokaż sie zawsze z jak najlepszej strony bo reprezentujesz Polskę, niech wiedzą, że jestesmy nie od parady 🙂

  • Nic dziwnego , religia zawsze była pocieszeniem . Chrześcijaństwo tez najpierw rozpowszechnilo sie wsród niewolników , bo dawało pocieszenie . islam daje oręże zbrojne . I poczucie siły .
    Tak , z getta trudno sie wyrwać . I Francja „płaci ” za kolonizacje … Ja mieszkam od kilku lat w Luksemburgu i widzę politykę tutejszych władz – idącą w kierunku świadomego wyboru imigrantów – z krajów katolickich , to dlatego aż 30 % imigrantów to … Portugalczycy 😉 problem muzułmański nie istnieje . Jak jeżdżę po Francji czy Belgii czy Holandii to widzę to o czym piszesz …. Miasta , dzielnice , gdzie strach wejść ….
    Pozdrawiam i tak , pisz częściej . Mądre, ważne i pouczajace to teksty

  • Nie wiem, jak to się stało, że przeoczyłam ten wpis. Beata, bardzo Cię podziwiam i wyobrażam sobie, jak bardzo okoliczności życia mogą zniechęcać na co dzień. Trudniej kochać Francję, gdy ona tego nie odwzajemnia.
    Trafiłam kiedyś przypadkiem na przedmieścia Rzymu. W niczym nie przypominały Italii, jaką znałam. Zastanawiam się, jak udaje Ci się uchować dzieci przed wpływem tej dzielnicy, jak sobie radzicie?

  • Musisz być bardzo odważną i silną osobą. Podziwiam.

  • Agnieszka Głaz-Fedak

    Kochana ja też nie Wiem, ale popieram Cie i podziwiam całym sercem:) Aga

  • Niesamowity wpis….

  • Arcydzielna

    Trudną drogę przebyłaś, godne podziwu bo niewielu się na to decyduje. Dużo tez robi mysleie stereotypami bo przecież za granicą jest tak super… a wygląda to zupełnie inaczej. Byłam w Paryżu jakiś czas i to z właśnie z tej mniej „turystycznej” strony, gdzie mieszkałam w oddalonej „zonie” od centrum i czułam się bardzo nieswojo, mimo ze było ta sporo polaków. Tylko chęć poznania miasta- chociaż trochę- i tak przytłumiła mi ryzyko i strach.
    Po odbytej wizycie byłam szczęśliwa ale wiedziałąm że nigdy bym nie chciałą tam mieszkać… dlatego podziwiam Twoją decyzję 😉
    Powodzenia

  • To smutna historia choć niestety dotycząca wielu osób na emigracji.
    Ja mogę opowiedzieć inną historię emigrantki, która jakkolwiek nie czuła się nigdy emigrantką. Też wylądowała w dzielnicy „gdzie może jeszcze nie wtedy, ale teraz „na powitanie w policję rzuca się płytą chodnikową”, a na kobiety bez chusty na głowie patrzy się co najmniej dziwnie. Wtedy żona emigranta, który czuł się bardziej emigrantem niż niejeden inny emigrant. Ale jej głównym celem była ucieczka z tej dzielnicy, bo już wtedy nie było dobrze, a zapowiadało się jeszcze gorzej. By córka mogła zacząć normalną szkołę, w której mówiono czystym językiem szwedzkim.
    Nigdy nie otrzymała ona pomocy od państwa – jedynie śmiesznie niski zasiłek za naukę języka, którzy otrzymują tutaj wszyscy chodzący do szkoły. Nigdy pomocy od państwa nie oczekiwała.
    Dzisiaj mieszka ona w dzielnicy, w której także żyje trochę emigrantów, ale tych, którzy też chcieli normalnie żyć, w wymarzonym domu z ogrodem otoczona wspaniałymi ludźmi.
    Beata wszystko jest możliwe, tylko trzeba może nie tylko bardzo chcieć, ale do tego dążyć. Ja to osiągnęłam i Ty także możesz! Trzymam kciuki i życzę Ci siły, wytrwania i powodzenia!