Lekcja marketingu prosto z życia. WCiD


Witam Was serdecznie w tym nowym roku. Z tej okazji chciałam życzyć Wam pogody ducha, radości życia i dużo zdrowia. Bo gdy to ostatnie szwankuje, wszystko inne mniej cieszy.

Lekcja marketingu z życia wzięta.

Moją rodzinę i mnie dopadły zimowe choróbska. Najbardziej uwzięły się na mojego świeżo upieczonego przedszkolaczka. To podobno taki wiek (i pierwszy kontakt z mikrobami), że dziecko ciągle na « chorobowym ». Niestety także w święta.

Ale mój dzielny przedszkolaczek na prawdę trzymał fason. Co prawda popłakiwał troszeczkę (ale tylko troszeczkę) i skarżył się na ból ucha. Niestety, jako nieświadomi sytuacji rodzice, zamiast zabrać dziecko na ostry dyżur, grzecznie czekaliśmy na umówioną na kolejny dzień wizytę u pediatry. Tu dopiero zrozumieliśmy, jakie męki przeżywała nasza pociecha. Potężna angina plus stan zapalny ucha, który doprowadził do pęknięcia bębenka. Lekarz przepisał antybiotyk, jeden doustnie, drugi lokalnie do ucha. Tylko, że przed podaniem antybiotku ucho trzeba było przepłukac (by antybiotyk dotarł we właściwe miejsce i zadziałał) mieszaniną wody utlenionej i boraksu. 

Poszłam z receptą do apteki. Tej w której zazwyczaj bywam i w której panie farmaceutki dobrze mnie znają. Mam 4 dzieci. Rozumiecie: jak zaczyna się sezon chorobowy, choróbska rozsiewają się u nas hurtowo. Apteka jest duża (żeby nie powiedzieć wypasiona), przy głównej ulicy, zawsze panuje w niej ruch. Wybrałam tę aptekę, bo wydała mi się bardzo wiarygodna. W kwestii zdrowia przecież wszyscy poszukujemy poczucia bezpieczeństwa. 

W aptece opowiedziałam historię cierpień mojego świeżo upieczonego przedszkolaczka. Pani farmaceutka wysłuchała ze zrozumieniem, a potem wyraziła współczucie i podziw dla odwagi mojego dziecka. Ale co z tego … 

Duża apteka ma swoje procedury i pewnych rzeczy nie da się tu przeskoczyć. Pani obiecała mi przygotować preparat do płukania ucha na kolejny dzień popołudniu (czyli za całe 24 godziny). Tyle musiałabym jeszcze poczekać, by ulżyć cierpieniom mojej pociechy. Grzecznie podziękowałam i powiedziałam, że jeszcze rozejrzę się po okolicznych aptekach, czy któraś nie przygotuje mi preparatu szybciej.
 
Poszłam do kolejnej apteki przy ruchliwym skrzyżowaniu. Też duża (wypasiona), zawsze w niej tłumy. Podobniej jak w poprzedniej opowiedziałam historię cierpień mojego dziecka. Ale znowu nic nie wskórałam. 

Bo duża apteka ma odgórnie ustalone procedury i sztywno się ich trzyma. Dlatego pewnynch rzeczy nie da się tu przeskoczyć. Zamówienie na lekarstwo trafia do preparatora, który ma swoje godziny urzędowania i całą listę wcześniejszych zamówień. A jeszcze akurat tego dnia pani preparatorka miała muchy w nosie, albo żyła jak pies z kotem z panią, która mnie obsługiwała. Przynajmniej tyle jedna nagadała do mnie na drugą. Ludzie …  Każdy ma swoje problemy.
 
Przypomniało mi się, że w okolicy jest jeszcze jedna apteka. Co prawda nie taka duża jak poprzednie. Położona na uboczu. Mniejszy w niej ruch. Właściwie nigdy wcześniej w niej nie byłam. Teraz zajrzałam. Znowu opowiedziałam historię mojej pociechy i znowu dowiedziałam się, że wcześniej jak na kolejny dzień się nie da.

Ale w końcu pani farmaceutka zakasała rękawy, poszła na zaplecze. Zaplecze takie malutkie, że stąd gdzie stałam mogłam zobaczyć wszystko, co robiła. Zadzwoniła do lekarza, który wystawił receptę. Brakowało na niej informacji o tym, w jakich proporcjach należy zmieszać składniki. To skutecznie zniechęciło 2 poprzednie apteki do wykonania lekarstwa od ręki. Ale … 

Dla chcącego nie ma nic trudnego.I wiecie co. Po 2 minutach wyszłam z apteki z w całości zrealizowaną receptą. Tyle trwało wykonanie preparatu. 

Zakamarki marki. 

Ale dlaczego opowiedziałam Wam tę całą historię ? Bo chciałam naświetlić ją Wam w kontekście budowania marki. Tu będę posiłkować się cytatami z książki Pawła Tkaczyka « Zakamarki marki ».  Paweł Tkaczyk pisze:

« Zrób wszystko, by Twoja firma była postrzegana jako ekspert w swojej branży. Ludzie chcą kupować od tych, którzy znają się na rzeczy, bo nigdy nie wiadomo kiedy będzie potrzebna fachowa porada. A poradą jesteś w stanie przebić np niską cenę konkurencji. »

Wypasiona apteka wydawała mi się bardziej wiarygodna. Była dla mnie tym EKSPERTEM. Była gwarancją, że dostanę w niej wszystkie potrzebne lekarstwa (może w wyższej cenie) plus fachową poradę. Ale …

Z niektórymi markami spotykamy się codziennie, o inne ocieramy się od czasu do czasu. W tym kontekście każda kolejna apteka to osobna marka. Ten moment otarcia się o markę nazywa się punktem styczności z marką. Te punkty styczności z marką to kamienie milowe w budowaniu jej wizerunku.

Każdy dobry marketer wie, że zadowolony klient to podstawa sukcesu marki. Niezadowolony klient – to z kolei każdy wie – zaraza. 

Nawrzeszczy, zbluzga, z pianą na ustach trzaśnie drzwiami, popsuje humor sobie samemu i wszystkim dookoła. Jeszcze miesiącami po feralnym wydarzeniu będzie się żołądkował na myśl o feralnej marce. A przy okazji wylewał tę żółć w swoim otoczeniu, psując (całkiem celowo i z pełną premedytacją) opinię o marce.  

Ale niezadowolony klient torównież i tu zacytuję Pawła Tkaczyka, oznacza takiego, którego wrażenie po wizycie w serwisie kłóci się z kreowanym obrazem marki. 

Wiecie na czym zawiodłam się na pierwszej aptece. Zawsze wierzyłam, że moja duża apteka będzie w stanie zrealizowć każdą receptę. No chyba że się nie da. Ale jak się okazało dałoby się. A swoją drogą boraks i wodę utlenioną ma każda szanująca się apteka. Trzeba tylko chcieć. Tego chcenia tam zabrakło. 
 
Bo nie wiem jak zareagowalibyście Wy. Ale coś mi mówi, że odtąd będę regularnie zaglądać do malutkiej apteki, gdzie ktoś po prostu pomógł mi w potrzebie i podszedł do mojego problemu ze zrozumieniem, po ludzku. I tu znowu zacytuję Pawła Tkaczyka :
 

« Emocje sprzedają produkt lepiej niż osoby. Dużo łatwiej przywiązać konsumenta do marki, uczynić go lojalnym jeżeli czuje z nią jakąś więź ».

W moim przypadku ta więź wynika z uczucia wdzięczności.

wez swoje zdrowie w swoje rece

A po tych wszystkich przejściach ze zdrowiem (dzieci i własnym) postanowiłam wziąć swoje zdrowie w swoje ręce (po raz kolejny) i zafundować mu kuchnię pełną witalności. To moje postanowienie na nowy rok. O jego realizacji będę pisać szerzej na moim blogu o zdrowym stylu życia MODA NA BIO i Facebooku Moda na bio.

A to juz moja robotka (w ramach WCiD), moje pociechy i nowi lokatorzy.


Pozdrawiam serdecznie Beata

Une photo publiée par Beata Redzimska (@redzimskabeata) le

Une photo publiée par Beata Redzimska (@redzimskabeata) le

Une photo publiée par Beata Redzimska (@redzimskabeata) le

Une photo publiée par Beata Redzimska (@redzimskabeata) le

Jeżeli pomogłam, zaciekawiłam lub rozbawiłam proszę polub mnie na FB:

Beata Redzimska Vademecum Blogera
Beata Redzimska

Zapisz się na Newsletter

More from BEATA REDZIMSKA

Jak wykorzystać social media w blogowaniu i biznesie online.

Zbuduj swoją markę w sieci i wykorzystaj do tego do Social media....
Read More

25 komentarzy

  • tak się wydaje, że duże, że w centrum, że ma renomę, więc warto tam iść coś kupić/załatwić/wyjaśnić problem. a ja właśnie za to lubię nasze osiedle, że tu królują małe sklepiki, gdzie ekspedientka poda towar do ręki i zapyta co słychać, bo każdy każdego tu zna i chętnie coś podpowie/doradzi. tak, czuję więź z małymi markami funkcjonującymi na moim osiedlu.
    Życzę zdrowia Tobie i Twojej rodzinie! pozdrawiam!

  • I dodam jeszcze do tego, co napisałaś o nie- i zadowolonych klientach, starą prawdę – klient niezadowolony opowie o swoim negatywnym doświadczeniu znajomym, rodzinie, kolegom w pracy itp., więc wieść o tym rozniesie się szeroko i taka np. Apteka może stracić jeszcze kilku innych klientów. Niestety, ci zadowoleni już tak szeroko nie rozpowiadają o swoich pozytywnych doświadczeniach. Swoją drogą ciekawe dlaczego?
    Pozdrowienia i dużo zdrówka!

  • Fajne misie i dzieciaczki. Tu w Polsce króluje niezadowolenie z płacy, które mocno odbija sie na obsłudze klienta w sklepach. Ja rozumię zmęczenie osób pracujących, ale fakt, profesjonalizm to wymóg na te czasy.

  • Najpierw pochwalę te owocowe wspaniałości, które przygotowujesz! Ja również ten rok zaczynam od zdrowych nawyków, Twoje zdjęcia jeszcze bardziej zachęcają i motywują! A jeśli chodzi o aptekę, to na pewno nie byłaś sama w takim błędnym myśleniu. Również od jakiegoś czasu staram się wyszukiwać mniejsze sklepiki, bo w nich na prawdę można znaleźć lepsze produkty i sympatyczniejszą obsługę.

  • Beata nie samymi i kwiatami człowiek żyje – trochę tłuszczy zdrowych by się przydała i choróbska jak odjął. Swoją drogą parafrazując „mały może więcej – bo mu zależy” dobry artykuł, pozdrawiam i zdrowia w nowym roku

    • Elu wiem kiedys wpadłam w tę pułapkę: gdy się za dużo chudnie i je za mało tłuszczów spada odporność. Jem inne rzeczy, ale moje inne fotki kulinarne nie nadają się do pokazania. A dokucza mi teraz ból głowy od komputera, stad potrzeba wzięcia swojego zdrowia w swoje rece. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Twój upór i wytrwałość w poszukiwaniu szybkiej pomocy, ocaliły Twoją córeczkę od dalszego cierpienia 🙂 To smutne, co piszesz 🙁 Ja myślę, że każdy z nas swoją postawą i zachowaniem kreuje swoją markę, która kiedyś zaprocentuje. Od nas zależy, czy pozytywnie. Szkoda, że ludzie często wolą zasłonić się procedurami, niż zaryzykować i pomóc w potrzebie 🙁 …mój tata jest emerytowanym policjantem i zawsze nam powtarzał, że nie z prawem przez życie, a z życiem przez prawo. Zdrówka! 🙂

  • Dużo racji jest w tm co piszesz. Ja odnoszę wrażenie, że „duże” firmy zapominają o „małym” człowieku, a takim małym firmom bardziej zależy albo jeszcze pamiętają dzięki komu interes będzie się dobrze kręcił 🙂 Dla całej Twojej rodzinki dużo zdrówka !!!

  • Prawda jest taka, że nic tak nie wpływa na postrzeganie całości firmy jak poszczególni ludzie, te osoby, z którymi mamy styczność. W dwóch pierwszych aptekach były procedury, a w trzeciej człowiek, który chciał pomóc – to największa różnica…

  • Ja myślę, że w takiej dużej aptece mają sporo klientów i dlatego nie przywiązują wagi do każdego… W mniejszej jest inaczej – zależy im na kliencie i stąd pewnie tak szybkie wykonanie preparatu. Strasznie współczuję Twojemu maleństwu i przesyłam mu uściski wirtualnie 🙂 Że też te biedne dzieciaczki tak muszą chorować… Moja Mała też siedzi ze mną w domu, bo coś jej się zaczyna… Tak to już jest 🙂
    Ściskam Cię mocno, Beatko i – trzymaj się!
    Asia

  • Przyznam się szczerze, że jestem bardzo niewierną klientką. Nie lubię się ograniczać, do jednego miejsca i czasem wolę połazić za czymś dłużej, niż tylko pójść w jedno miejsce i liczyć na czyjąś łaskę.

  • Beatko doskonale Cię rozumiem, ja co prawda tylko z jednym, ale często jak on chory to i my..przed świętami było istne Apogeum…zdrówka życzę! a co do budowania marki zgadzam się w 100%.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *