Bajka o chłopcu, w którego nikt nie wierzył.

 

Słabi uczniowie są słabi ponieważ nikt nie uświadomił im ich mocnych stron. 

Bajka o chłopcu, w którego nikt nie wierzył.

Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, w bardzo odległym kraju żył sobie mały chłopiec.

Pewnego dnia król wezwał do siebie tatę chłopca i rozkazał mu udać się do obcego kraju.

Tata zabrał swoją rodzinę czyli małego chłopca i jego mamę. Na miejscu tata pracował całymi dniami. A mama zabierała małego chłopca do parku, a potem do kawiarni na pyszne lody.

Tak mijały dni. W ojczyznie chłopca zaczynało się dziać coraz to niespokojniej. W końcu wzburzony lud obalił króla. Zaczęła się prawdziwa rewolucja. Tata chłopca przestał otrzymywać pensję z odległego kraju. Musiał poszukać sobie innej, niestety gorzej płatnej pracy.

Skończyły się lody w kawiarni i inne zbyteczne przyjemności. Beztroskie dzieciństwo poszło w niepamięć.

Co gorsza, złowrogi dyktator z sąsiedniego kraju zaatakował ojczyznę małego chłopca. Chciał po prostu skorzystać z okazji, by uszczknąć trochę terytorium i uregulować historyczne zaszłości.

Mały chłopiec czuł się coraz bardziej nieszczęśliwy.

Tak pragnąłby wrócić do swojej ojczyzny, by własnoręcznie rozprawić się z tyranem.

Ale marzenia małych chłopców nie zawsze się spełniają.

A dorośli zawsze mają jakieś inne plany. I tak dorośli zadecydowali, że mały chłopiec będzie chodził do bezpiecznej szkoły w obcym kraju.

A tymczasem jego koledzy z podwórka, ci, którzy pozostali w targanej wojną ojczyźnie, gineli od bomb zrzucanych przez wojsko złowrogiego tyrana.

Chłopiec czuł się bezsilny. Tymbardziej, że obcy kraj w którym teraz mieszkał i grzecznie chodził do szkoły, stanął po stronie tyrana i wysyłał mu owe bomby, samoloty, amunicję i miny, od których ginęli dawni znajomi.

W tej sytuacji mały chłopiec zupełnie nie miał głowy do ślęczenia nad książkami. Od środka zżerało go frustrujące poczucie bezsilności.

W końcu co może zrobić jeden mały chłopiec?

Siąść i płakać. Sam jeden. Obcy w obcym kraju.

Jego obco brzmiące nazwisko wystarczało, by dorośli traktowali go inaczej. Mały chłopiec na własnej skórze odczuł nowe zjawisko, które dorośli nazywają RASIZM.

Do tego pani od matematyki niezmiennie powtarzała, że jest głąbem (nie kapuścianym, ale matematycznym). Jak tu nie wierzyć dorosłym?

W końcu wojna w ojczyźnie małego chłopca się skończyła. On sam z kilkoma przestojami na zimowanie przechodził do kolejnych klas. Wreszcie ktoś z dorosłych spostrzegł się, że chłopiec wcale nie jest głąbem, tylko ma kosmiczne zaległości.

W ten sposób wybuchła w nim niechcący obudzona przez dorosłych, długo tłumiona pasja do matematyki. Chłopiec z niepohamwanym zapałem pożerał kolejne ćwiczenia matematyczne, nadrabiał zaległości i stracony czas.

Chłopiec, a właściwie już młody mężczyzna w końcu zrozumiał, że jego pasja, jego powołanie, jego droga życiowa nazywa się MATEMATYKA.

 

 
Mijały kolejne lata….

Mały chłopiec w międzyczasie stał się młodym mężczyzną. Skończył studia matematyczne i zaczął pisać doktorat. Oczywiście z matematyki.

Pewnego dnia na korytarzu uczelni mignęła mu z daleka dobrze znana przed laty sylwetka. Była to pani od matematyki, ta która niestrudzenie powtarzała, że nic dobrego z niego nie wyrośnie. Młody mężczyzna z ciekawością podążył za nią.

W ten sposób znalazł się w sali, w której jego była pani od matematyki wyjaśniała jakiś średnio skomplikowany problem (matematyczny) przyszłym nauczycielom tego przedmiotu.

Pan Bóg chyba lubi płatać psikusy.

Nagle pani od matematyki zacięła się. Po prostu utknęła w martwym punkcie i za Chiny Ludowe nie potrafiła ruszyć z tego miejsca.

Prawdopodobnie pozostawiła by problem bez rozwiązania, gdyby nie jakiś głos z głębi sali, który życzliwie poprowadził ją dalej. Domyślacie się czyj to głos? Tak, to był głos tego małego chłopca, tego, który w swoim czasie nie rokował żadnych nadziei.

Po skończonych zajęciach pani od matematyki podeszła do młodego człowieka i zwróciła się do niego:

-« Pana twarz jest mi znajoma . »
– Młody mężczyzna przytaknął i dodał : « Była pani moją nauczycielką matematyki w szkole podstawowej ».
-« Pan jest … » i tu pada nazwisko klasowego prymusa. Młody mężczyzna przecząco kręcigłową.

Padają kolejne nazwiska co lepszych uczniów z tamtej klasy. Nauczycielka miała niesamowitą pamięć.
-« Nie, nie i nie ».

W końcu młody człowiek przedstawia się. Kobieta blednie. Z niedowierzaniem powtarza jego nazwisko. To przecież był klasowy …. osioł. Dziecko, które było totalnym głąbem, po latach przerosło ją umiejętnościami.

Młody człowiek dyskretnie wycofuje się z sali pozostawiając nauczycielkę pogrążoną w swoich myślach.

Morał z bajki.

Nie czyń drugiemu, co Tobie nie miłe. Nie oceniaj książki po okładce. Nie podkopuj wiary w siebie u innych, bo po latach może się to na Tobie zemści.

 BAJKA CZY NIE BAJKA.

Koniec bajki. Ale tak na prawdę to wcale nie była bajka….

Najśmieszniejsze jest to, że wszystko co Wam opowiedziałam na prawdę się zdarzyło. To historia mojego męża, który jako mały chłopiec przyjechał z rządzonego przez szacha Iranu do Paryża.

W międzyczasie w Iranie wybuchła rewolucja, która obaliła szacha. A niejaki Saddam Hussain z błogosławieństwem zachodnich krajów wypowiedział Iranowi wojnę.

Ta wojna nigdy nie została rozstrzygnięta. A kosztowała tyle niepotrzebnie zmarnowanych żyć ludzkich.

Po 8 długich latach zakończyła się zawieszeniem broni. W międzyczasie każda irańska rodzina straciła po jednym synu. A każda iracka rodzina po dwóch synów.

Po drodze mój mąż 3 krotnie powtarzał różne klasy. Zachęcony do tego przez „motywującą inaczej” panią nauczycielkę od matematyki.

Dzisiaj mój mąż sam uczy matematyki w liceum. Czy życie dało mu okazję, by odegrać się? By pokazać swojej byłej nauczycielce, jak bardzo się myliła w ocenie swojego ucznia. Nie, nie o to tu chodzi. Bo życie po prostu, przez całe życie uczy nas specyficznej pokory i swoistej mądrości. Nie wymądrzaj się, przeżywaj swoje życie najlepiej, jak potrafisz.

 

 

Wspólne czytanie i dzierganie z blogiem Maknety.

Czytam książkę o Ludwiku XIV, czyli królu Słonce. To historia innnego małego chłopca, którym chciano manipulować i podporządkować cudzym ambicjom. Ale ten się nie dał i wyrósł na władcę absolutnego, ale zarazem jednego z najlepszych, jakich miała Francja. To jemu Francja zawdzięcza Wersal.

Dziergająco, zachęcona przez moje blogowe koleżanki znowu sięgnęłam po druty i ze zdziwieniem widzę, że idzie mi to coraz lepiej. Za co serdecznie Wam dziękuję i pozdrawiam 

A tak przy okazji zrobiłam już drugą czapeczkę mojej córeczce. Pierwsza była za duża, druga gryzie. Może za trzecim razem uda mi się zrobić coś, co jej podpasuje. He he he.
 
Pozdrawiam serdecznie

Beata

Podobne wpisy.

Jeżeli pomogłam, zaciekawiłam lub rozbawiłam znajdziesz mnie na FB:
Beata Redzimska Vademecum Blogera
Beata Redzimska

Zapisz się na Newsletter

Tags from the story
More from BEATA REDZIMSKA

„Ratunku! Moje logo jest przestarzałe!” Redesigne, czyli ponowne tworzenie logo

Redesigne, czyli ponowne tworzenie logo Redesign, czyli przeprojektowanie jest dla przestarzałej identyfikacji...
Read More

23 komentarze

  • Piękna puenta jest tej historii. Twój mąż to niesamowity człowiek. Silny psychicznie i dobrze. A Ty tym postem pokazałaś, że każdy tak może, że każdy sam wie, co dla niego jest dobre. Pozdrawiam

  • Wspaniale, że Twój mąż nie złamał się pod tak dużym natłokiem zniechęceń i niesprzyjających sytuacji. Przeszedł prawdziwą szkolę życia i wyszedł zwycięsko, dobrze że spotkał kogoś kto zauważył, że problemy z nauka to tylko zaległości i wsparł go w nauce 🙂 tacy ludzie są bezcenni na naszych szaklach życia 🙂 Czapeczka świetna wygląda na mięciuteńka i ciepluteńką 🙂

  • Wydaje się, ze nauczyciel jako pedagog powinien umieć uczyć, niestety i dziś są tacy nauczyciele, ktorzy wysmieja, zniechęcą dziecko zamiast pomóc, poświęcić mu więcej czasu.

  • Nauczyciele to mają jednak duży wpływ na uczniów, na ich życie, chociaż nie zawsze są świadomi tego. Sama jako uczennica wielokrotnie słyszałam niewybredne komentarze (chociaż byłam dość dobrą uczennicą) od nauczycieli, bo taki był styl „uczenia” przez wyśmiewanie praktykowany w moim liceum i obiecałam sobie, że nigdy nie będę tak robiła. Czasami jednak trudno się powstrzymać 🙁
    Czapeczka ładna, a może trzeba uprać w jakimś płynie zmiękczającym i nie będzie gryzła?
    Pozdrawiam

  • W dzieciach drzemie ogromna siła, tylko trzeba ją odkryć. Nieprawdopodobna jest ta historia! A koniec – niesamowity. Współczuję Twojemu mężowi zawirowań życiowych, tym bardziej, że dotknęły go, gdy był mały… Starsi, dorośli, chyba lepiej znoszą takie sytuacje, a dzieci zawsze są bezbronne i nie mają właściwie możliwości decydować o wielu rzeczach… Bardzo, bardzo ciekawa historia!
    Trzymam kciuki za Twoje postępy drutowe 🙂
    Miłego dnia!
    Asia

  • Ze mna bylo nieco podobnie. Moja pani od rosyjskiego w LO twierdziaal, ze nie mam talentu do jezykow. Na zlosc owej pani zaczelam sie uczyc jak szalona niemieckiego (Tylko te jezyki byl wtedy w mojej klasie). A dzis po skonczeniu germanistyki jestem tlumaczem przysíeglym jezyka niemieckiego. Po rosyjsku tez zreszta umiem 😉
    a swoja droga, Persja to chyba ojczyzna matematyki. Nie jestem pewna, bo w glowie switaja mi tez Indie…

  • Nigdy nie powiedziałabym czegoś takiego, żadnemu dziecku. Dorośli to inna historia 😉 a męża pozdrów! moja siostra też nauczycielka i też matematyki 😀
    Do drutów siadaj z zapałem na pewno jak się wciągniesz to ci się spodoba jeszcze bardziej 🙂 przynajmniej ja tak miałam 😀

  • Wzruszyła mnie ta bajka-[nie]bajka. Znam taki przypadek, że dziecko przestało najpierw się uczyć, a potem chodzić do szkoły, bo po co, skoro i tak jest do niczego. A potem bez szkół zdobyło zawód, taki jaki chciało i dobrze w nim sobie radzi.

  • Z zapartym tchem przeczytałam historię Twojego męża. Mam koleżankę, która do nauki zniechęciła nauczycielka, a ona i tak daleko zaszła. Myślę że nauczycieli z powołania jest mało, a z czasem wyładowują swoja frustracje na uczniach, ponieważ czuja nad nimi władzę.

  • Bardzo mądre to co napisałaś i bardzo ważne. Bez względu na umiejętności, talenty, ważne, aby w dziecku budować poczucie wartości. Bo to ono poprowadzi go przez życie. Nie może czuć się gorsze.

  • Przypomniałaś mi Beatka o starej, znienawidzonej nauczycielce j.polskiego w liceum. Babsko miało trzy pupilki ( bardzo słabe uczennice, ale gładko uczesane z warkoczem i z białym kołnierzykiem zapiętym pod brodą ), nie ubierałam się wyzywająco, ale nic jej się nie podobało…moje buty, włosy, wypracowania, to, że nie chodzę w spódniczce, poniżała mnie na oczach całej klasy. Miałam oceny celowo zaniżane, myślę, że dzisiaj takie sytuacje nie miałyby prawa mieć miejsca 🙁

  • Wpis godny zadumania i bardzo mądry. Czapka urocza,szkoda,że Modelkę tylko z tyłu można w niej podziwiać. Pozdrawiam świątecznie życząc Wesołych i Wełnistych Świąt!

  • Piękna, ale i smutna historia. Przypomina mi moje „przeboje” w szkole podstawowej. Gdy proponowano mi, żebym poszedł do zawodówki, bo przy moich zdolnościach to liceum i studia to nieosiągalne cele. Dobrze, że nie słuchałem nauczycieli, tylko siebie. Szkoda, że niektórzy nauczyciele zamiast wspierać i rozwijać uczniów ciągną ich w dół.

  • Poruszające, napisane pięknym językiem i tak bardzo prawdziwe. Proszę serdecznie pozdrowić Męża i pogratulować mu siły, niezłomności i klasy. Mało kto, by odszedł zamiast pokazać swoją wyższość. Chociaż smutna, to bardzo budująca jest Jego historia.

  • Też tak miałam… moja polonistka z liceum uważała, że nie umiem pisać. Nawet jak w wypracowaniu nie było błędów ona pastwiła się nade mną. Ja miałam wtedy taki trochę pompatyczny styl ale pisałam fajnie. Ona mi jednak wbijała do głowy, że ja nigdy pisać nie będę bo się do tego nie nadaje. Druga sprawa to fakt, że jak lubiłam pisać to wszyscy wmawiali mi, że jestem humanistką i poszłam do klasy humanistycznej, a tak naprawdę kochałam przedmioty ścisłe. Jednak będąc w klasie humanistycznej przez nauczycieli przedmiotów ścisłych z nadania byłam traktowana jako humanista bęcwał. Tak mi nawbijali do głowy, że poddałam się walkowerem w swoich zamierzeniach pójścia na medycynę. Ludzie uczący w szkołach czasami nie zdają sobie sprawę jak wielką szkodę mogą wywołać ich słowa. To olbrzymia odpowiedzialność być nauczycielem. Jedynie nauczycielka od chemii mnie wspierała i wiedziała jak kocham chemię.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *