Kto jeszcze chce kupić followersów na Twitterze? Ploteczki z Francji.

kupowanie followersów na twitterze
kupowanie followersów na twitterze

Pokochać Twitter.

To wyzwanie, które postawiłam sobie na nadchodzący miesiąc. Póki co na Twitterze bywam rzadko, a raczej tylko „spamuję”, czyli automatycznie wrzucam linki do kolenych wpisów i … tyle. Tymczasem we Francji (gdzie obecnie mieszkam) Twitter jest kochany i todrastycznie, czasami wręcz do bólu. Aż się robią z tego smakowite kąski. Najbardziej Twitter kochają politycy. Tzn kochają tam mieć tysiące followersów (nie zawsze uczciwie zdobytych, czasami po prostu kupionych za grosze gdzieś w Bangladeszu). Bo wirtualni followersi to zawsze jakiś argument w grze politycznej.

Kupowanie followersów na Twitterze.

Pewna dziarska pani polityk o krewkim temperamencie tak sobie ukochała Twitter, że co rusz coś twittuje. Ze szczególnym upodobaniem twituje fotki zawoalowanych od stóp po głowę współrodaczek, np napotkanych gdzieś na plaży. To robi furorę w sezonie ogórkowym, gdy dziennikarze nie mają nic innego na ząb. Wtedy pani minister (była) i jej twitterowe „ekscesy” mają swoje 5 minut (mediatycznej sławy). Te zawoalowane kobitki to drugie mniej znane oblicze Francji. Bo po francuskich perfumach kolejnym flagowym produktem eksportowym stają się nastoletni ( i to domorośli) islamiści z głową nabitą Koranem. Ci beztroską ruszają na woję do Syrii. A wracają  nogami do przodu.

kupowanie followersów na twitterze

Ale wróćmy do Twittera i do energicznej pani minister. Ta tak się raz zapędziała, że prawie zerwała delikwentce (denerwującą ją) woalkę. A przy tym nieprzerwanie twittowała. Publika miała radochę. A co ? Pani minister (była pani minister) miała kolejne 5 minut mediatycznej sławy i ponad 100 000 uczciwie zapracowanych followersów. Co z tego skoro było jej mało.

Nagle rzetelnie obserwujący jej twitterowe poczynania dziennikarze zauważyli, że znikąd doszło  krewkiej pani minister (dosłownie znikąd) kilkadziesiąt tysięcy obserwujących. Doszło, a nic ciekawego nie robiła (na profilu twitterowym była cisza). Ale jak szybko doszło, tak szybko odeszło. Gdy tylko narobiło się wokół tego zadziwiającego zjawiska sporo szumu. Sprawiedliwość trzeba oddać pani minister (byłej), że followersów, których ma na Twitterze dorobiła się uczciwie, rzetelną pracą. Nie oszczędzającswojej osoby, rzucając się w wir rękoczynów.
 
Na pewno są tacy politycy, co podkupują czy dokupują sobie obserwatorów. A co ? Ostatnio przyłapany został na tym za rękę mało znany doradca pana prezydenta Hollanda. Widać zamarzyło mu się wypłynięcie na szerokie wody mediatyczne. Bo mieć wielu followersów na Twitterze czy Facebooku dobrze wygląda. Dużo gorzej wygląda jak się da złapać na tym za rękę. Ale na pewno kusi. Bo takie tysiąc followersów na Facebooku kupionych w Bangladeszu kosztuje kilka marnych euro. 

Szkopuł w tym, że ani Facebook, ani Twitter tego nie lubią. I mogą zablokować konto jak ktoś przegnie pałę i wpadnie w szał zakupowy (kupowania nowych followersów). Dlatego lepiej zapracować sobie na nich uczciwie. A tego nie da się zrobić bez obecności na Twitterze, bez twittowania fajnych myśli, retwitowania cudzych przebłysków geniuszu czy soczystego humoru, bez włączania się w dyskuję, bez nawiązywania nowych twiterowych znajomości. Dlatego postawiłam sobie wyzwanie : zacząć bywać na Twitterze. Przyłączacie się do mnie i zaczynamy razem udzielać się na Twitterze?  Znajdziecie mnie tutaj ksywka HARDASKA.
 
A żeby trochę ułatwić sobie i Wam działania kilka użytecznych adresów i narzędzi (opiszę je szerzej w kolejnym wpisie).  Dzisiaj tylko taka szybka zajawka. 

Tweetadder.com można zainstalować sobie na komputerze (w wersji podstawowej kiedyś był bezpłatny, miałam go na starym komputerze), pozwala na sprawniejsze zarządzanie kontem na Twitterze. Fajną opcją było to, że wyszukiwał osoby, które nie odwzajemniły się nam i nie zaczęły nas obserwować (mimo gigantycznej ilości genialnych twitów, które wysyłamy). Czarna niewdzięczność. A tak na poważnie, pomaga na poprawienie salda czyli stosunku obserwowanych do obserwujących. Gdy panuje tam zbyt duża rozbieżność, nie jest to dobrze widziane i burzy wiarygodność twittowicza.
.

Do zautomatyzowania przesyłki linków do kolejnych wpiów na Twitter (zawsze do jakaś oszczędność czasu) : do wyboru : Feedburner, Twitterfeed (pisalam o tym tutaj), Bloglovin.

Do zaplanowania publikacji na Twitterze : Bufferapp, Hootsuite,

TWITTER WTYCZKI NA WORDPRESSA

Wtyczki na wordpressa

CLICK TO TWEET pozwala bezpośrednio wysłać kawałek wpisu jako twit (Po prostu must have.)

REVIVE OLD POSTS twittuje wybrane losowo linki do starszych wpisów. Pisalam o niej we wpsie Jak przypomniec czytelnikom starsze wpisy?

A może macie jakieś inne. No i wiecie, gdzie można mnie znalezć na Twitterze (i nie tylko).

Powiazane wpisy:

Must have blogera jak dodac Bloglovin do swojego bloga?
Jak zautomatyzowac dzialania dzieki Twitterfeed?
Jak zorganizowac dzialania na blogu z Buffer app?

Pozdrawiam serdecznie

https://www.facebook.com/vademecumblogerahttps://twitter.com/HARDASKAhttps://plus.google.com/113589991481358500540/postshttp://www.pinterest.com/hardaska/

 

Beata Redzimska Vademecum Blogera
Beata Redzimska

Zapisz się na Newsletter

More from BEATA REDZIMSKA

Blogerzy radzą: jak pisać bloga kulinarnego?

Jeżeli gdzieś tam po głowie chodzi Wam pomysł stworzenia bloga kulinarnego, to...
Read More

13 komentarzy

  • Beata, ja niestety nie kumam czaczy, ani trochę z tym twitterem, więc nie wiem czy dam radę. Mój syn też mi polecił twittowanie, ale ja nawet nie wiem jak wstawić zdjęcie do wiadomości taka ze mnie lebiega. Tylko mam zsynchronizowane konto z facebooka z tym twitterowym i wszystko co na fejsie samo publikuje się na twitterze

  • Dziekuje. Tez mam konto, nie za bardzo uzywam, choc twitowanie jest bardzo proste w obsludze. Wystarczy sprobowac. Tak przynajmniej mi sie wydaje. Ale musze do tego jeszcze sporo przysiasc. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Magda ciekawa jestem jak zsynchronizowalas obydwa konta? Jezeli zajrzysz na Twittera to fotki dodaje sie tam tak jak na Facebooku (ale tak chyba nie bylo zawsze). Jak piszesz twit, to masz ikonke dodaj fotke i tyle. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Beatka, a żebym to ja pamiętała jak ja to robiłam. Gdzieś tam pytali czy chcę to zrobić czy nie i się zgodziłam. Nie jestem tu wcale pomocna, niestety.
    Ze zdjęciami spróbuję, może się uda. Dziękuję.

  • Muszę się zgodzić z Tobą co do konieczności obecności na TT, regularnego tweetowania, retweetowania, dyskusji, poznawania nowych osób, wchodzenia z interakcję i tak dalej. Bez tego nie ma sensu w ogóle przychodzić na TT.
    Jeśli chodzi o Tweetadder, Bufferapp, Hootsuite czy inne tego typu aplikacje to nigdy o nich nie słyszałam, ale mimo wszystko ich nie polecam. Wg mnie najlepiej sięgać po oficjalne, rozwiązania, a takim jest np. Tweetdeck, który daje wiele możliwości, a na dodatek jest bardzo wygodny w użytkowaniu. A co do korzystania z jakichś aplikacji w celu oszczędności czasu – jeśli komuś zależy na oszczędności czasu i nie marnowaniu go, to niech lepiej nie zagląda na Twittera. Twitter to przepaść. Im głębiej się w niego wchodzi, im więcej się tweetuje, poznaje ludzi, tym więcej czasu się na nim spędza, a tym samym go tam marnuje. 😉

  • Mam konto na Twitterze i nie używam, jakoś mnie to nie kręci. FB też używam głównie do pokazywania moich obrazków z szycia wziętych, jakaś aspołecznościowa jestem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *