Jak pozycjonować stronę? Skąd zdobywać linki?

JAK POZYCJONOWAĆ STRONĘ SAMEMU

JAK POZYCJONOWAĆ STRONĘ SAMEMU

Skąd zdobywać linki? Co oznacza „dobry link”?

Link linkowi nie równy. Ale warto je mieć. Bo żeby lepiej wypozycjonować swoją stronę warto zdobywać linki, które na nią odsyłają. Dlaczego? Bo i na tej podstawie wyszukiwarki wyrabiają sobie o niej opinę. To dobry znak, jeżeli inni wysyłają swoich czytelników na Twoją stronę. Jeżeli powołują się na nią, jako na zródło. To potwierdza jej wiarygodność i wartość publikowanych na niej tekstów. 

Skąd zdobywać linki? 

Jest na to wiele metod. Jedne są lepsze od drugich. Oto kilka z nich. Możesz zdobywać linki:


Publikując gościnne artykuły na innych blogach. W treści Twojego postu gościnnego na pewno zostanie zamieszczony link zwrotny. Wraz z nim prawdopodobnie zaobserwujesz chwilowy przypływ ruchu.


Komentując na innych blogach (link w stopce). Daje Ci to link z atrybutem dofollow (na blogach z zainstalowaną wtyczką Comment Luv) lub nofollow (częściej).


Udzielając się na odpowiednich forach tematycznych (z danej dziedziny). Na wielu z nich możesz zostawić link do danego wpisu (jednocześnie pisząc coś na jego temat).


Publikując notki z linkiem w mediach społecznościowych. Tu samodzielnie promujesz swojego bloga. Choć z czasem, w miarę jak Twój autorytet będzie rósł, czytelnicy najprawdopodobniej  zaczną dzielić się Twoim wpisami na swoich profilach. Czasami licząc na rewanż (w tym wypadku nie wolno być egoistą, najpierw warto dać, czy podać dalej czyjś link, zanim otrzymamy).


Z serwisów zakładek społecznościowych Digg-like (Digg, Stumble Upon, Wykop). To coś w rodzaju bazy danych artykułów, gdzie możesz zostawiać linki z krótkim opisem do kolejnych Twoich wpisów.


Z wymiany linków, najlepiej z tematycznie powiązanymi stronami.


Z rejestracji w katalogach (płatne i bezpłatne). Ale jeżeli nagle, tym sposobem zdobędziesz 20000 nowych linków, to też nie jest dobrze. Nie darmo mówi się: „Co nagle, to po diable”. Przedobrzyłeś, przeholowałeś, po prostu przeoptymalizowałeś. Google prawdopodobnie uderzy Cię po łapkach.


Budując zaplecze, czyli strony z których będziesz linkował do Twojego głównego bloga. To wymaga dużego wkładu pracy. Takie linki pochodzą z tego samego adresu IP (z Twojego komputera), więc pewnie nie są tak mocne, jak gdyby linkował do Ciebie ktoś inny (niezależny od Ciebie).


Która z powyżej wymienionych metod jest najlepsza? Jak rozpoznać dobry link?


Dobry link to:


Link pochodzący z wartościowej (w ocenie wyszukiwarek) strony. A więc ze strony dobrze wypozycjonowanej, z wysokim Trust Rank i PR (choć ten bardziej wskazuje tylko na stopien jej podlinkowania – ilość linków na nią prowdzących, PS Page Rank przestał obowiązywać). 


Link z atrybutem dofollow (czyli taki, za którym podążają wyszukiwarki i który przekazuje część wartości strony, z której pochodzi). Ale uwaga, jeżeli masz same linki dofollow, też możesz podpaść Googlom. To będzie wyglądać co najmniej  nienaturalnie. 


Link w treści artykułu np z gościnnych postów. A nie link w stopce, jak link z komentarza (który sam – własnymi łapkami wyklepałeś na innym blogu).


Link pochodzący ze strony, która nie jest już załadowana innymi linkami. 


Ważny jest również anchor tekst, czyli tekst na który klikamy. Ponieważ nikt nie lubi kupować kota w worku, lepiej by zawierał słowa kluczowe (ale bez przeoptymalizowania). Lepiej unikać zwrotów w stylu „tutaj” lub „kliknij tutaj”.  
Słowa w anchorze linku powinny być zróżnicowane. Jeżeli wszystkie linki prowadzące na Twoją stronę mają ten sam tekst w opisie (anchorze, kotwicy), to też nie dobrze. Bo może zostać to potraktowane jako próba przeoptymalizowania.

Jeżeli dla niektórych pozycjonowanie to zabawa w kotka i myszkę (z wyszukiwarkami), by uzyskać trwałe rezultaty potrzeba czasu, wytrwałości i regularnej pracy (ciągłego aktualizowania bloga).


Ale o ile strona powoli pnie się w górę w wynikach wyszukiwarek, to też nie od razu z nich zniknie, jeżeli zrobisz sobie małą przerwę (chociażby dla naładowania akumulatorów). Oj, jak czasami coś takiego jest niezbędne.

 


Pozdrawiam serdecznie

Beata.

Jeżeli macie ochotę zostać ze mną na dłużej, zapraszam Was serdecznie do zapisywania się na mój świeżutki newsletter.

A na blogu przeczytacie m.in.: 

 
 
Beata Redzimska Vademecum Blogera
Beata Redzimska

Zapisz się na Newsletter

Tags from the story
More from BEATA REDZIMSKA

Wersal, Luwr i ploteczki z Paryża. Czyli już chciałam sobie odpuścić blogowanie

Nigdy nie poddawaj się. W ostatnim tygodniu nie dopisywała mi olimpijska forma....
Read More

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *