Dlaczego coraz trudniej przebić się w blogosferze? Mój Share Week.

SHARE WEEK

SHARE WEEK

Dlaczego coraz trudniej przebić się w blogosferze?

Bo jak sięgam pamięcią początków mojego blogowania jakieś 5 lat temu, aż tak trudno nie było. Mam takie wrażenie, że nie było aż takiej konkurencji, aż tylu z takim zaangażowaniem pisanych blogów. TAK, sieć jest pełna twórców, którzy mają talent i wiele ciekawych rzeczy do przekazania. A jeszcze zacytuję tu za Michaelem Hyattem autorem książki Twoja Platforma:

Teraz, po raz pierwszy w historii, osoby nie będące celebrytami – zwykli ludzie, takcy jak ja czy Ty – mogą zostać zauważeni i wiele ugrać w tym świecie wypełniającym się coraz głośniejszym zgiełgiem. Michael Hyatt

W tym oczywiście pomaga: blog i towarzyszący mu ekosystem profili w mediach społecznościowych. To ta tytułowa platforma Michaela Hyatta (uwielbiam tę książkę i uwielbiam jej autora). To taki podest, na którym musisz stanąć, by być usłyszanym.  I tu nie wystarczy to, że dobrze gadasz, że masz fajne rzeczy do przekazania.

Ale czy potrafisz się sprzedać?

Tak, a jeszcze w tzw międzyczasie wyszły książki Kominka, które na pewno w jakimś tam stopniu zmieniły sposób myślenia i patrzenia w blogosferze i na blogosferę. To bardzo wyraźnie widać: Blogosfera coraz bardziej się profesjonalizue.

Coraz więcej blogów jest prowadzonych na profesjonalnych szablonach. Coraz więcej ekspertów bloguje, by stowrzyć swoją wirtualną wizytówkę w sieci. W myśl tego coraz popularniejszego powiedzenia: Nie ma Ciebie w sieci, to po prostu Ciebie nie ma. Bo skoro nie ma Ciebie w sieci, to jak chcesz zaistnieć w świadomości ludzi? Ludzi -Twoich potencjalnych odbiorców, czytelników, klientów…..

No i dlatego coraz więcej blogerów korzysta z płatnych reklam na FB. Coraz więcej blogerów wypuszcza swoje własne produkty. Po co czekać, aż ktoś zaproponuje nam współpracę? Skoro można wziąć sprawy w swoje ręce i rozegrać to na własnych warunkach.

Ale jest ta druga strona medalu.

Może to i za sprawą książek Kominka, który pokazał, że z blogowania można wyżyć. Tzn tu mała poprawka: z samego blogowania mogą wyżyć tylko nieliczni. Tzn, ci którzy skutecznie się przebiją.

I tak dużo jest tego przebijania się w sieci. Trochę na chama, albo na chamowatego spamera. Czemu sprzyja wysyp różnych grup na Faceoobu. No dobra, przyłożyłam do tego rękę. Moja GRUPA WZAJEMNEJ PROMOCJI była jedną z pierwszych w tym nurcie.

A jeszcze bloger musi wykazać się coraz większą wszechstronnością i profesjonalizmem. I to na wszystkich polach. Albo umiejętnie delegować zadania. Bo inaczej nie nadąża za tymi, którzy właśnie tak robią. Jak fajnie to robi PANI SWOJEGO CZASU z całym swoim gangiem. Oj, jak dobrze było by mieć taki gang….

Ale to wymaga inwestycji. I blog, który kiedyś był tylko takim zwyczajnym codziennym pamiętnikiem, czy miejscem dzielenia się swoją pasją, coraz bardziej staje się taką łakomą innych inwestycji – inwestycją.

A jeszcze, jakby nie dosyć było blogerów, sieć zalewa cała masa treści tworzonych celem lepszego wypozycjonowania linków sprzedażowych. Czyli tzw content marketing. I przebij się tu człowieku z tym, co piszesz. Jeżeli tylko piszesz. Jeżeli tylko piszesz z potrzeby pisania. Jeżeli tylko piszesz dla przyjemności, z chęci dzielenia się swoją pasją. I już nie inwestujesz w reklamę. Nie wychwalasz się na lewo i prawo. Nie wyskakujesz z każdej lodówki…. Nie wziąłeś sobie do serca tej diabelskiej maksymy: Be Everywhere. Bądź wszędzie i bądź tu mądry.

A jak tak sobie patrzę wstecz: nie mogę oprzeć się wrażeniu, że kiedyś blogerzy bardziej interesowali się i bardziej bezinteresownie interesowali się drugim człowiekiem. A mniej własnym przebiciem się. Nie było tej w sumie mocno przereklamowanej stawki w grze.

Blogowanie było po prostu pewną formą życia towarzyskiego.

Blogowało się, by poznać osoby podzielające wspólną pasję. Motywujące się wzajemnie, by tę pasję w sobie rozwijać. Tak, jak np jeszcze do dziś spotykamy się co tydzień, dzieląc się swoją pasją w ramach Wyzwania Wspólne Czytanie i Dzierganie z blogiem Maknety.

Ale to już trochę zapomniany powód, czy sposób uprawiania blogowania. Dzisiaj: Nie ma Ciebie w sieci, nie istniejsz. Więc każdy chce się tu pokazać. A żeby się tu pokazać, żeby zostać tu zauważonym: trzeba się przebić.

I rzeczywiście, jak patrzę na te osoby, które się przebiły, a które miałam okazję poznać w początkach ich blogowania. Oprócz tego, że tworzyły dobre treści. Bo to warunek konieczny (ale już nie wystarczający) do przebicia się.  Te osoby wiedziały z kim warto się trzymać…. strategicznie.  

W blogowaniu, jak w życiu, czy jak w każdym innym show biznesie warto wiedzieć z kim ustawić się do zdjęcia, albo przez jaki płot skoczyć.

Bo ja jestem idealistką.

Może jestem zbytnią idealistką, ale nie potrafię wpasować się w taki tok myślenia. Staram się pozostać wierna ideałowi blogowania, którego doświadczyłam w swoich początkach. Czyli spontaniczne, bezpośrednie, szczere zainteresowanie się drugim człowiekiem. Bez takiego wyrachowania.

I tu znowu zacytuję tu Kominka, który gdzieś w swojej książce, która niechybnie właśnie w takim kierunku odmieniła blogosferę pisze, że:

Bo ten dylemat pojawia się na jakimś tam etapie blogowania. Przechodzę przez niego właśnie teraz. Bo skoro tyle czasu poświęcamy na  prowadzenie bloga, skoro tak bardzo chcielibyśmy się w tym rozwijać. Musimy w końcu coś z tego mieć. Mówiąc bardzo prozaicznie i przyziemnie: jeżeli mamy dalej wkładać w to swój czas, energię i kreatywność, chcielibyśmy wyciągnąć z tego jakiś hajs. Chociażby na pokrycie inwestycji. Chociażby po to, by móc usprawiedliwić przed samym sobą i najbliższymi ten ogrom czasu, który wkładamy w blogowanie.

Tak, przyznaję się: pracuję nad swoim pierwszym płatnym produktem: kursem o promocji bloga w mediach społecznościowych. Chętnie zbiorę od Was wszelkie możliwe podpowiedzi, sugestie, opinie, czy konstruktywną krytykę.

Choć w pewnym sesnie coś się we mnie w środku buntuje. Kiedy widzę ten pęd na celebrytyzm, czy celebryctwo. Bo to przekłada się na hajs i teksty sponsorowane. Kiedy patrzę na to czasami żenujące rozpychanie się i wychwalanie swojej marki. I tylko swojej marki….

Może jestem zbytnią idealistką. Nie na te czasy. Niczego nie testuję na moim blogu MODA NA BIO. Jestem antychemikiem z przekonania. A opisywane przeze mnie sposoby naszych prababek na zdrowie i urodę, choć wciąż tak samo skuteczne, nie mają żadnego potencjału komercyjnego.

Maseczka z płatków owsianych, czy ze zmielonych migdałów z dodatkiem miodu? Co z tego, że wspaniale działa, skoro mało kto, mało co może na tym zarobić. Taka jest bolesna prawda o całym naszym przemyśle farmaceutycznym, przemyśle środków czystości, czy nawet współczesnej medycynie. Gdzie chemiczne lekarstwo ma zastąpić to, czego nie zrobimy dla siebie sami: zamiast odrobiny ruchu, zdrowszej diety i takich tam podobnych banialuk.

Ale ja już jestem takim dinozaurem blogowania, który chce pozostać wierny samemu sobie i idealistycznie broni swoich przekonań. Choć nic z tego nie ma.

Mój Share Week.

Wyszedł mi trochę przydługi wstęp. A miałam napisać tylko, dlaczego tak ogromnym sentymentem darzę Share Week organizowany przez Andrzeja Tucholskiego. Czyli tydzień promocji innych. Tydzień, w czasie którego twórcy spotanicznie i bezinteresownie polecają innych twórców.

Sama miałam takie swoje 5 minut mediatycznej sławy rok temu, kiedy mój blog znalazł się wśród 5 najchętniej polecanych blogów. Wiem, ile to wymaga pracy i zaangażowania. W końcu przychodzi taki moment, że łapie się wiatr w żagle. Choć ten moment nie jest dany raz na zawsze. Cały czas regularnie trzeba na niego pracować.

Dzisiaj sama takiego wiatru w żagle już nie mam. Spadł zasięg mojego bloga. Nie byłam w stanie utrzymać takiego rytmu pracy, jak kiedyś. Odezwał się mój ograniczający czynnik: moje zdrowie. Bo niby dlaczego ja cały czas mielę coś o zdrowiu? Bo niestety to jest coś, co od lat mnie ogranicza.

Nie jestem w stanie tak udzielać się w blogosferze tak, jak to robiłam kiedyś. Bo prozaicznie mój organizm mówi mi, że za dużo czasu spędzam przed komputerem. Notorycznie boli mnie głowa.

Taka jest geneza mojego blogowego kryzysu. Dlatego mniej jestem obecna w sieci. Dlatego nie rewanżuję się komentarzem, za każdy zostawiony komentarz. Tak, jak kiedyś to robiłam. Dzisiaj po prostu zbyt mocno ogranicza mnie moje zdrowie. I nie chcę go sobie jeszcze bardziej podkopywać blogowaniem.  

Ale właśnie dlatego tym bardziej chciałabym wesprzeć swoim głosem, a czasami jeden malutki głos wiele znaczy – twócrów, w których mocno wierzę. Twórców, którzy wiem, że wkładają ogrom pracy w bloga i robią to z wizją i pomysłem na siebie.

Przyznam się, że w pierwotnym zamyśle miałam tu nominować Kominka i Asię z Wyrwane z Kontekstu. Ale kobieta zmienną jest. Stwierdziłam, że dla nich mój jeden głos niczego nie zmieni. I tak są tak znani, rozpoznawalni, z wypracowaną od dawna pozycją…. Więc takie są moje nominacje w ramach Share Week:

SHARE WEEK

 

Gosia z DayliCooking.pl

Bo Gosię znam i podziwiam od dawna. Podziwiam jej niesamowitą wyobraźnię kulinarną. Wiem, że Gosie pisze bloga kulinarnego, bo to jest jej pasja. Gosia pisze bloga z potrzeby dzielenia się z innymi i  z potrzeby dokonywania coraz to nowych odkryć kulinarnych i odnotowywania ich, czy zbierania w jednym miejscu tj. blogu. To trochę taki tradycyjny blog pisany z takich właśnie idealistycznych powodów…. Ale widać – to są dobre powody. Bo Gosia systematycznie pisze bloga od wielu lat.

SHARE WEEK

Mateusz z Jak zarabiać pieniądze.

Mateusz ostatnio, przynajmniej miałam takie wrażenie z wymian, które mieliśmy tu w komentarzach, przechodził kryzys w swoim blogowaniu. Myślał nawet o stworzeniu w miejsce bloga – portalu o zarabianiu. Potem gruntownie przebudował swojego bloga. Przeniósł się na wordpressa, stworzył bardzo przejrzysty landing page, czyli stronę główną, na której lądujemy po wpisaniu adresu bloga. Koniecznie zajrzyjcie tam, bo od Mateusza możecie podejrzeć  kilka ciekawych pomysłów i rozwiązań w tym temacie.

A teraz, po czasie takich pewnie i nieuniknionych rozterek przyszedł ten moment, kiedy Mateusz złapał wiatr w żagle. Bo blogowanie to maraton. Mimo tych, mam nadzieję minionych już rozterek i momentów zwątpienia, nie poddał się. A dzisiaj  po latach pracy włożonej w blogowanie (a Mateusza podobnie jak Gosię znam i czytam już od kilku ładnych lat), wreszcie nadszedł czas zbierania plonów. Dla mnie to bardzo pozytywna lekcja optymizmu. Blog Mateusza został ostatnio wyróżniony przez samego Michała Szafrańskiego, jako jeden z najbardziej obiecujących blogów finansowych…. To jest ten moment, na który czasami tak długo czekamy i tak długo pracujemy.

 

SHARE WEEK

Monika z Na macierzyńskim.

Czyli blog parentingowy matki aparatki. Bo ja lubię się pośmiać. A blog Moniki jest ku temu idelanym miejscem. Ja zaś jestem z gatunku tych, co wychodzą z założenia, że co się pośmieję, to moje. A jeszcze z Moniką zgadałyśmy się ostatnio, że jesteśmy koleżankami po fachu. Dwie panie inżynier chemik (od technologii i inżynierii chemicznej), które odnalazły się w blogowaniu.

No i jeszcze 2 blogi, w które wierzę niezmiennie od lat. Blogi, które chętnie polecam mimo zmiennych wiatrów. Non stop kolor:

SHARE WEEK

Paweł, czyli BOOKWORM ON THE RUN

czyli dusza towarzyska blogosfery, kopalnia dobrego humoru i motywacji. I to nie tylko do biegania.

SHARE WEEK

Marta, czyli Kobieta w e-biznesie.

Którą podobnie znam, śledzę, czytam i podziwiam od lat.

A ja pozdrawiam Was serdecznie.

Beata

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

12,662 total views, 43 views today

Zapisz się na Newsletter

  • Dziękuję Ci za miłe słowa 🙂 o moim pisaniu.
    Sama też przyłożyłaś do mojego blogowania rękę bo pilnie czytałem i czytam Twoje poradniki – dlatego też myślę, że sprzedaż kursu może być strzałem w dziesiątkę.
    Trzymam kciuki za Twoją wysoką pozycję w Share Weeku, niby to zabawa, ale bardzo miło jest być nominowanym czy też wspomnianym przez innych. Każde miłe słowo jest tym milsze, bo nie stoją za nim płatne lajki, wymęczone kliknięcia czy opłacone SMSy 🙂
    Wieczorkiem poczytam blogi, które polecasz.

    • Paweł, ja w tym roku z całego serca trzymam kciuki za Ciebie, zasługujesz na to, bo jesteś taką duszą blogosfery. Ja jakoś nie mam w tym momencie wiatru w żagle. Ale mówię sobie,że są takie momenty i po prostu trzeba przez nie przejść. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Bardzo dobry tekst. Ja mam słabość do idealistów, więc jestem twoim gościem od czasu do czasu. Ja założyłam bloga 4 lata temu i już przez pierwsze 2 miesiące miałam fajny odzew, mimo że nie robiłam nic poza pisaniem. Zarzuciłam to jednak z powodu zmian w życiu zawodowym. Teraz wróciłam do blogowania i już po miesiącu widzę, że niemal nic się nie rusza. Cisza i spokój. A dawniej już pierwszy miesiąc dawał jakiś efekt. Sama śledzę kilka blogów. Wiele z nich jest profesjonalnie stworzone od piewszego wpisu! Podziwiam, bo wiem, że to kosztuje i czas i… pieniądze. A ja też jestem idealistką 🙂
    Pozdrawiam

    • Fajnie spotkać na swojej blogowej drodze idealistów. Trzymam kciuki za rozwój Twojego bloga i idealizm. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Monika z Na macierzynskim jest warta rekomendacji:-)
    Polecam jej blog z pełnym przekonaniem bo mimo, ze mam już starsze dziecko wciąż lubię tam zaglądać aby się pośmiać.
    Lubie jej styl i zdjęcia jej autorstwa.To prawdziwa aparatka:-)
    Chyba macie podobne wyksztalcenie?

    • Ja też tyle się uśmiałam nad blogiem i Instagramem Moniki. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Twoje wyróżnienia blogowe jak najbardziej trafne 😀
    Niestety też odnoszę wrażenie, że blogowanie się zmieniło. Toczy się wyścig szczurów po co ? Czasem lepiej iść swoim tempem, rozwijać się tak jak tego chcemy sami. Wspierać się w rozwoju a nie podkładać sobie kłody pod nogi. Niestety zazdrość jest wszechstronna, hejt stał się codziennością. To tylko i wyłącznie od nas zależy czy podejmiemy wyścig na ślepo po nie znane, czy swoją drogą zmierzymy ku swoim celą i marzeniom
    Blog nie jest całym światem, dla mnie to taki miły dodatek do życia i tyle.

    • Marzeno, masz bardzo zdrowe podejście, bo blog rzeczywiście jest co najwyżej uzupełnieniem tego realnego życia. Ale niestety wirtualny świat tak wciąga, że czasami zapominamy, że jest on tylko … wirtualny. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Zgadzam się, że blogowanie teraz jest zupełnie inne i też czasem jestem nim zmęczona. Bloguję od 17 lat, czyli niemal od samego początku w polskiej blogosferze. Kiedyś klimat był… dla wtajemniczonych, było nas mało, wszyscy się „znali”. To było niesamowite. A o zarabianiu na blogu nikt nie myślał 🙂
    Trochę mi żal tamtych czasów.
    Za to obecne też mają swoje plusy: nikt ze znajomych i rodziny nie pyta się już co to znaczy „blog” 🙂

    • Od 17 lat. WOW. Agata. Po prostu spadłam z krzesła. Trzymam kciuki i bardzo mocno podziwiam. Pozdrawiam serdecznie Beata

      • Dziekuje 🙂 Ale chyba jest wiecej takich dinozaurow jak ja czy nie? 🙂

  • Być poleconym przez kogoś, kogo podziwia się od początku blogowania, to powód to łez. Wzruszenia, radości, zaskoczenia i dumy. Tak, jestem dumna, ze mnie zauważyłaś :*
    Blogowanie komercjalizuje się i w sumie nic dziwnego, bo poza ideałami dopada nas proza życia. Gorzej jednak, jeśli w tym wszystkim pojawia się owczy pęd ku zaistnieniu jako gwiazda. Znam masę blogerów, którzy dostrzegają tylko tych, w których blasku mogą się ogrzać. Och, jak ja tego nie lubię! jak mnie to mierzi! Nie chcę z tymi ludźmi być nawet kojarzona. Bądźmy sobą, bądźmy życzliwi, dawajmy innym to, co sami chcemy dostać.
    Beatko, ściskam Cię najserdeczniej :***

    • Gosiu, jak to fajnie ujęłaś: tę prozę życia. I jak fajnie znalazłaś słowa, by określić to, co nie wiedziałam, jak ująć. Tak, dokładnie tych blogerów, którzy dostrzegają tylko tych, w których blasku mogą się ogrzać. Pozdrawiam serdecdznie Beata

  • Droga Beatko. Dzięki Twoim poradom, jako tako ogarnęłam bloga. Korzystam też z porad innych i może rzeczywiście rzadziej zaglądam w Twoje progi. Moje pierwsze pytania do Ciebie, teraz wydają mi się śmieszne, ale ty się nie śmiałaś. 🙂 Mam nadzieję, że „wychowasz” kolejne pokolenia blogerów. 🙂 Wszystkiego dobrego!

    • Aniu, dziękuję serdecznie za miłe słowa i pozdrawiam cieplutko. Beata

  • Co roku czekam na share week, bo to świetna okazja do poszerzenia listy ulubionych blogów i znalezienia ciekawych miejsc w sieci. Z tych co jedliśmy które polecasz nie znałam „na macierzyńskim” i bookworm”

  • W blogosferze panuje ogromna konkurencja, dobrych, profesjonalnych blogów jest całe mnóstwo.
    Nie ma niczego złego w tym, że ruszasz z płatnym projektem. Pomagasz wielu blogerom, mnie Twoje wpisy też wiele razy pomogły opanować kwestie techniczne i lepiej zrozumieć blogosferę. Pieniądze wydane na Twój kurs, będą dobrze wydanymi pieniędzmi, a dla Ciebie zapłatą za fachową wiedzę i bardzo solidną pracę. Na pewno skorzysta na tym wiele osób 🙂

  • Z polecanych przez Ciebie, Beatko, blogów znamy praktycznie wszystkie oprócz Moniki z Na macierzyńskim. Nie da się nie zauważyć, że dostrzeżeni przez Ciebie twórcy wkładają ogrom pracy i pasji w tworzone przez siebie miejsca, a to przynosi efekty, niekoniecznie finansowe. Mimo tego, że nie piszesz tak regularnie jak wcześniej, Twoje wpisy i tak są prawdziwą kopalnią wiedzy i motywacji! Dziękujemy <3

  • Z tym komentowanie to masz rację, blogowanie nie jest już czymś co było kilka lat temu. Więc oznacza to, że powstanie coś nowego, bo teraz to każdy bloguje tylko pytanie co z tej mieszanki powstanie.

  • Nie bardzo rozumiem, czego właściwie dotyczy problem. Autor, który nie ma parcia na kasę (czy tylko na rozpoznawalność, która w domyśle wiąże się z zyskiem), wcale nie musi przebijać się w tej tzw. blogosferze. Przecież bycie zarabiającym blogerem nadal nie jest obowiązkiem. Można po prostu realizować własną pasję całkiem niewymiernie. Nie ma obowiązku w nic inwestować. Nawet jeśli większość chce podążać za tłumem, my sami nie musimy zapędzać się w pułapkę, z której trudno się wydostać. Buu, jestem nieudacznikiem, bo nie mam 50 tys. czy iluś tam czytelników dziennie. Beato, Kominku, powiedzcie mi łaskawie, co robię źle. To jest jakiś chory świat pełen kompleksów i uzależnień. Popularność świadczy tylko o popularności. Na pewno nie o wartości, a przynajmniej nie zawsze. Żebym tylko nie był źle zrozumiany, że lekceważę czyjeś priorytety. Rozumiem je doskonale, ale ostatecznie każdy sam dokonuje wyboru. Pytanie tylko, na ile świadomie. Na szczęście blogowanie nie jest takim nałogiem jak kasyno.

  • Brawo! Dziękuję za wykasowanie komentarza. Chyba bez czytania. Właśnie takie zachowania uwielbiam u topowych blogerów. Świat jest cudowny, ludzie są cudowni, komentarze zawsze tylko słodziutkie i gładziutkie. Żeby się miluśnie wkomponowywały w wizerunek. Everybody happy now! Pozdrawiam!

    PS Już można wykasować.

  • ,,Maseczka z płatków owsianych, czy ze zmielonych migdałów z dodatkiem miodu? Co z tego, że wspaniale działa, skoro mało kto, mało co może na tym zarobić. Taka jest bolesna prawda o całym naszym przemyśle farmaceutycznym, przemyśle środków czystości, czy nawet współczesnej medycynie. Gdzie chemiczne lekarstwo ma zastąpić to, czego nie zrobimy dla siebie sami: zamiast odrobiny ruchu, zdrowszej diety i takich tam podobnych banialuk.”

    Uwielbiam przeciwstawianie chemii naturze. A nawet taka niby naturalna, dobra woda zawiera zły, chemiczny tlenek wodoru. No i wcale nie jest tak, że maseczki to przemysł nieco inny niż farmaceutyczny…

  • Fajne blogi, ciężko w tej naszej blogosferze.. no niestety, żeby coś mieć trzeba się napracować.

  • Czytamy Mateusza i bardzo mu kibicujemy, bo tematyka jego bloga jest świetna!

  • Nie znałam żadnego bloga polecanego przez Ciebie, ale już do nich zaglądam 🙂 Z przyjemnością poznam coś nowego.

  • a ja dopiero zaczynam blogować i się czuję jak na wielkiej imprezie towarzyskiej, na której dopiero poznaję ludzi 😀

  • Hej Beato, zgadzam sie z Twoimi spostrzezeniami. Pierwszego bloga zalozylam w 2002 roku, przez 7 lat poznalam mase wspanialych ludzi, kontakt mamy do dzisiaj. Do blogowania wrocilam jakis czas temu i zauwazylam, ze duzo osob „pedzi przed siebie”, zamiast sie zatrzymac i pomyslec, czego chca od blogowania. Nie ma juz prawie zasady „wchodze bo lubie”, tylko jest „wchodze, zeby inni mnie lubili”. Twoj blog lubie wlasnie za ten idealizm o ktorym piszesz. Dzielisz sie z nami wiedza i pewnie wiele blogow bez Ciebie i Twojego wsparcia by nie powstalo. Gdybym miala robic moj share week (w tym roku go ominelam) to figurowalabys jako moje internetowe guru. Powodzenia w nowy projekcie !

  • A ja bardzo cenię Twój blog. I wiem, że znalazł się on wysoko w Share Weeku w zeszłym roku. I warto, żebyś pisała dalej. Może mniej rozkminiaj na temat tego blogowania, bo Ci motywacja spadnie. Ale pisz dalej!