Niemożliwe zostaw Panu Bogu, a sam zajmij się tym, co możliwe

teksty motywacyjne

teksty motywacyjne

Czy można odnieść sukces w beznadziejnej sytuacji?

Bo jak to mówią Anglicy: Hope fot the best, but prepare for the worst. Miej nadzieję na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze. Albo jak lubię sobie powtarzać w takich momentach:

Pełno jest hurra optymistycznych poradników o tym, jak bezbłędnie iść przez życie i za każdym razem osiągać sukces. W realnym życiu wszytko nie jest takie proste. Bo jak zwyciężyć w obliczu beznadziejnej choroby czy problemu, dla którego szanse pomyślnego rozwiązania są niewielkie? Czy można zaakceptować możliwość porażki?

Czy to, że przyjmujemy do wiadomości fakt, że możemy przegrać oznacza, że się poddajemy?

Według hurra poradników pewnie tak. Ale w prawdziwym życiu – niekoniecznie. Póki nie załamujemy rąk… Póki robimy to, co słuszne. Póki robimy to, co powinniśmy robić w danej sytuacji. Nawet jeżeli nie widzimy natychmiastowych rezultatów. Bo jak to ładnie ktoś powiedział: „Niemożliwe zostaw Panu Bogu, a sam zajmij się tym co możliwe”. Bo…

Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. Święty Augustyn

Chciałam napisać spontanicznie krótki wpis, dla dodania otuchy, osobom w trudnych sytuacjach życiowych.

Skłoniło mnie do tego kilka sytuacji z mojego życia i pewna rozmowa sprzed kilku dni, którą wciąż przeżuwam. Wykiełkował z niej post w postaci tego bardzo osobistego wyznania.

O ile zazwyczaj piszę posty na brudno. Potem długo je cyzeluję, dzisiaj … wrzucam swoje przemyślenia spontanicznie (od serca). Bez cenzury. By moim przykładem dodać otuchy, tym którzy w tym momencie jej potrzebują.

Co robić w obliczu beznadziejnej sytuacji?

Czy już się Wam coś takiego przydarzyło? W obliczu trudnej (z pozoru beznadziejnej) sytuacji życiowej znalazłam się dwukrotnie. Raz wobec długiej i przewlekłej choroby. Drugi raz wobec równie bolesnej dla mnie diagnozy bezpłodności.

Obydwie sytuacje rozciągnęły się w czasie. To chyba właśnie było w nich najtrudniejsze do przetrwania na codzień. Miałam mnóstwo momentów zwątpienia. Ale jakaś wewnętrzna siła, może instynkt samozachowaczy, podpowiadały, by iść naprzód i uparcie robić swoje.

Robić to, co jest w mojej mocy.  Zresztą, czy można inaczej, skoro życie toczy się dalej? A jednak ta świadomość porażki. Czy można tak beztrosko machnąć na nią ręką? Powiedzieć sobie, że musi mi się udać, nawet jeżeli … Wydaje mi się, że należy brać pod uwagę możliwość porażki. Mieć świadomość tego, że może się przydarzyć. Zaakceptować ją.

Czasami jest to niezbędne, by odnaleźć wewnętrzny spokój. Choć oczywiście lepiej nazwać ją niedopatrzeniem, niedopowiedzeniem, zmianą planów itp.  Ale czasami po prostu tak się nie da. Np w obliczu śmiertelnej choroby. Niemniej zawsze warto mieć nadzieję i robić wszystko, by tej nadziei pomóc.

teksty motywacyjne

Nadzieja umiera ostatnia.

To tytuł książki o codzienności żydowskich kobiet w obozie koncentracyjnym, która na długie lata zapadła mi w pamięć. Szczęśliwie żyjemy w innych czasach. Ale nawet dzisiaj czasami jeteśmy postawieni w sytuacjach z pozoru bez nadziei.

Masz chroniczny problem ze zdrowiem, weź się za siebie.

O mojej chorobie pisałam już kilkakrotnie. Niby nic wielkiego. Precyzuję, że nie chodzi o nowotwór. A jednak choroba stała się moim wielkim koszmarem.  Przez ponad 10 lat walczyłam tylko (a może aż)  z … prozaicznym bólem gardła. Powiecie głupstwo. Ale ja byłam na granicy, jeżeli nie rozpaczy, to totalnego zniechęcenia.

Jednak zawsze jakaś siła popychała mnie do walki. Do szukania coraz  to nowych rozwiązań, coraz to nowych pomysłów, jak sobie samej w tym pomóc. W  końcu rzeczywiście je znalazłam.

Szukajcie, a będzie Wam dane. Czy …

Bo kiedy budzicie się rano, a potem po pracowitym dniu kładziecie się spać, niezmiennie z nieodłącznym drapaniem w gardle. Każdy najmniejszy przewiew przypłacacie anginą – to już jest problem.

Problem, który zupełnie ignoruje czy banalizuje medycyna konwencjonalna. Bo po co ma traktować go poważnie? Lekarz owszem przepisze: pastylki, spraye, antybiotyki. Ale to wszystko tylko maskuje symptomy i podtruwa organizm.

Do takiego chronicznego problemu ze zdrowiem trzeba podejść całościowo. Ból gardła (w moim przypadku) był tylko wierzchołkiem góry lodowej. Rzeczywistym problemem był mój cały zakwaszony, przemęczony, przeciążony toksynami, zestresowany organizm.

Który w swojej mądrości (tak, nasze ciało w swoich wyborach kieruje się przedziwną mądrością – instynktem) upychał te wszystkie toksyny gdzieś po kątach. W takich wypadkach zawsze odzywa się najsłabszy organ (u mnie to było gardło). Leczenie objawów nie miało w tym przypadku większego sensu. Tu raczej trzeba było przejść do sedna problemu.

Czyli po prostu, trzeba wziąć się w garść, dotrzeć do sedna i …. zabrać się za siebie. A czasem wręcz grunownie odmienić swoje życie. W takich sytuacjach chronicznego problemu ze zdrowiem najważniejsze jest, by odbudować zakłóconą równowagę: zdrowa dieta, aktywność fizyczna, sen, równowaga emocjonalna. To długa droga złożona z małych kroków. A której końca nie widać. Czyli po prostu trzeba robić to, co słuszne, choćby nie wiem co. I nie tracić nadziei.

Rób to, co słuszne, nawet jeżeli nie widzisz natychmiastowych korzyści.

Moje zdrowie (po tej gruntownej przemianie) znacznie się poprawiło. Dziś jeżeli łapię  przeziębienie, to przechodzi dużo szybciej. Bo mój organizm jest dużo silniejszy. Leczę się głównie naturalnymi metodami (tu zaznaczam w przypadku banalnego przeziębienia): miodzik, czosnek, L52, cytrynka. I starczy.

teksty motywacyjne

Czy można zajść w ciążę z wyczerpaną rezerwą jajnikową?

Drugim problemem, wobec którego ponownie poczłam się bezsilna było przemożne, acz niespełnione pragnienie kolejnej ciąży. Niestety według wszelkich wyników badań moja rezerwa jajeczkowa była już prawie wyczerpana.

Dla wtajemniczonych – Ci, których to dotyczy zrozumieją:  FSH powyżej 9 i AMH poniżej 0,5.  U niektórych kobiet zdarza się to nawet w dość młodym wieku. To kwestia genów.

Tu moja mądra pani ginekolg powiedziała, że (z jej doświadczenia): czasami kobiety, które powinny móc z medycznego punktu widzenia zajść w ciążę, w tę wymarzoną ciążę nigdy nie zachodzą. Niby mają dobre wyniki badań. Z medycznego punktu widzenia nie ma przeciwskazań. Ale nie wiedzieć czemu, tak się nie dzieje. W ciążę nie zachodzą.

Niezgłębione są wyroki Boskie. Tymczasem kobiety, które ze statystycznego punktu widzenia nie mają już na to żadnej szansy (bo np mają wyczerpaną rezerwę jajeczkową), rodzą dzieci. Akurat mi przydarzyło się to dwukrotnie. O czym piszę dla dodania innym nadziei. Bo wiem, jak bardzo sama tej nadziei na tamtym etapie życia poszukiwałam.

Dlaczego tak się dzieje? Nie podam Wam tu złotego środka. Prócz kilku zdroworozsądkowych zasad, by żyć zdrowo, odprężyć się, pomyśleć o czymś innym. Ja zajęłam się blogowaniem. A wtedy…, może stanie się cud.

Tyle, że jeżeli się nie stanie (ten cud), warto znaleźć sobie coś, co wypełni nasze życie nową treścią, nowym sensem. By po prostu móc i umieć żyć dalej.

W przypadku problemu z bezpłodnością (z własnego doświadczenia) wiem, jak ważne jest zajęcie się czymś innym. To pozwala zdekompresować, uwolnić się od ciążących negatywnych emocji. Czasami tylko tego potrzeba. A już na pewno nikomu to nie zaszkodzi.

Jeżeli poszukujecie tego typu informacji, zapraszam do przeczytania tego, co udało mi się zebrać na temat radzenia sobie z bezpłodnością,  jak naturalnie zwiększyć szanse na poczęcie dziecka.

Ale najważniejsze jest to, by umieć (mimo wszystko) wypełnić swoje życie czymś innym. Czymś dobrym. Nawet gdyby upragniona ciąża nigdy nie miała przyjść. Bo dalej żyć trzeba. I na pewno dalej coś dobrego przyjdzie. Dlatego nie wolno tracić nadziei.

Jeżeli nie zostało Ci dane to, czego tak bardzo pragniesz, to może dlatego, że za rogiem czeka na Ciebie coś jeszcze lepszego. A ….

Nie ma idealnej recepty na poradzenie sobie w naprawdę trudnej sytuacji.

Tymbardziej, że każda sytuacja jest inna. Zawsze przejście przez nią będzie bolesne. To normalne: że mamy momenty zwątpienia, tracimy wiarę. To typowo ludzkie. A przecież jesteśmy tylko ludźmi.

Tylko, że jako ludzie mamy w sobie taki cudowny instynkt samozachowawczy, który pcha nas naprzód. Wystarczy mu się poddać. Robić to, co słuszne. Mimo zwątpienia czy zniechęcenia.

Jeżeli  problem jest natury zdrowotnej: dobrze się odżywiac, ruszać się, sprawiać sobie małe przyjemności. Po prostu żyć (a nie odkładać życia na później). Jeżeli mimo wszytko powoli posuwamy się naprzód, powinniśmy być z siebie dumni.

Lub jak to mówią Francuzi: Pomóż sobie samemu, a niebo Ci pomoże.

Powodzenia

Pozdrawiam serdecznie

Beata

W ramach Wspólnego Czytania i Dziergania z blogiem Maknety w tym tygodniu lektura motywacyjna Potęga Optymizmu, z której pochodzą niektótre cytaty. A robótkowo – serwetki.

tekst motywacyjny

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

4,441 total views, 5 views today

Zapisz się na Newsletter

  • 321startDIY

    Ten ból gardła – mam tak całą zimę. Też muszę zabrać się za zdrową dietę, bo to ostatnio u mnie kuleje. Świetny wpis.

  • Czajka

    Dziękuję za ten wpis. 🙂
    Pozdrawiam serdecznie!

  • Nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być lepiej. I tego będę się trzymać. Mój świat zawalił się dwa razy – raz za sprawą choroby ojca, drugi raz – mojej. O mniejszych końcach świata nawet nie wspominam. I chyba nieświadomie nastawiając się na najgorsze, wciąż mam nadzieję na najlepsze.

  • Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Nawet w danej chwili beznadziejne zawsze czegoś uczy, to kwestia podejścia. Jeśli umiesz rozgonić chmury, nie dać się złym myślom, to uda ci się znaleźć naukę dla siebie.
    A co do zdrowej diety – całkowicie się z Tobą zgadzam, właściwe odżywianie potrafi wyciągnąć z najgorszej opresji, depresji, z czego tam trzeba.