Porozmawiajmy o studiach: Jak dobrze wybrać studia i zaplanować swoją karierę zawodową? LINKOWE PARTY

jakie studia wybrać

jakie studia wybrać

Jakie studia wybrać? 

Jaką drogę wybrać?  Bo to wcale nie jest takie łatwe. A przynajmniej nie dla każdego. Owszem są ludzie, dla których jest to oczywiste. Ale ja już np od dziecka wiedziałam jedno: nie chcę, nie mogę, nie potrafiłabym być lekarzem.  Ale przecież nie tak, nie metodą eliminacji odnajdujemy swoje powołanie.

Kilka lat temu napisałam post (raczej bardzo osobisty) i to z dość pesymistycznym wydźwiękiem. W wersji poprawionej przeczytacie go TUTAJ. Ale wtedy byłam na takim rozstaju dróg. Dzisiaj widzę jaśniej…

Tylko, żeby to zobaczyć musiałam przejść długą drogę i sporo na niej pobłądzić. Ale też sporo się na niej nauczyłam.

Jeżeli pozwalam sobie na takie przemyślenia to nie dlatego, że jestem autorytetem w dziedzinie „orientacji zawodowej”. Sama długo szukałam, czy raczej długo błądziłam. …

Epizodów studiujących miałam w życiu  – dwa.

  • Pierwszy jak większość ludzi zaraz po ogólniaku.

Kiedy byłam totalnie … zielona. Zero pomysłu na to, co chcę robić w życiu. I w ogóle zero pojęcia o realnym życiu. Nieśmiało marzyłam o studiowaniu nauk politycznych. Ale to było wysoce niepraktyczne. Dlatego  (idąc za rzetelnymi poradami osób trzecich) wybrałam pragmatyczne chemię (inżynierię chemiczną). Pani inżynier, przecież to gwarantuje przyszłość… Tu jeszcze w grę wchodziła rodzinna tradycja: ciocia, wujek, kolejna ciocia przecież całe życie przepracowali w chemii. Studia skończyłam. W wyuczonym zawodzie w sensie stricto nie przepracowałam ani jednego dnia.

Jak przekonać potencjalnego pracodawcę, że chcę to robić, skoro sama w to nie wierzę. Jestem kompulsywnym, uczulonym, czy wyczulonym na chemię w każdej postaci chemikiem – antychemikiem. Im mniej chemii, tym lepiej. Ale te studia dały mi pewne podstawy, nauczyły mnie dość rygorystycznego sposobu rozumowania (studia inżynierskie takie są). Bez nich dzisiaj  byłabym nieświadoma wielu rzeczy. Zupełnie niechcący przebudziły we wmnie świadość, że chcę jak najmniej chemii w swoim życiu.  …. Nauka nigdy nie idzie na marne. Nawet jeżeli nie wykorzystujemy jej tak, jak to zostało wyjściowo zaplanowane.

  • Mój drugi epizod studiujący miał miejsce na emigracji.

Studia były dla mnie tutaj koniecznością. Posiadanie karty studenckiej umożliwiało mi zdobycie (też studenckiej) karty pobytu z prawem do pracy na pół etatu. Przypominam, że we Francji mamy prawo pracować legalnie dopiero od 2008 roku. A ja wtedy studiowałam z małymi dziećmi pod pachą, czy przy piersi (dosłownie). Co  w sumie jest dość karkołomne. Ale w pewnym wieku, nawet się tej karkołomności nie zauważa.

Studiowałam język rosyjski i białoruski. Studiowałam z pasją. Ale za to totalnie bez wizji, czemu te studia mają służyć. Prócz zdobycia tego wymarzonego sezamu: karty pobytu z pozwoleniem na pracę. Sporo się przy okazji nauczyłam. Ale w praktyce niewiele z tego wykorzystuję.

Bo pracuję w turystyce. No i bloguję. Ale akurat niczego nie zarabiam na blogu (choć docelowo planuję). Niemniej póki co nie traktuję tego, jako pracę.

Dlaczego wyciągnęłam z blogowych zakamarków ten post?

Ponownie mam nadzieję, że uda mi się Was wciągnąć do dyskusji na temat tego, jaka była Wasza droga życiowa. Na ile wybór kierunku studiów wpłynął na to, jak dalej potoczyły się Wasze losy? Czy żałujecie tamtego wyboru, jakby nie było poplątane, czy karkołomne w Waszym przypadku odnajdywanie tej właściwej ścieżki kariery….

Po drugie, tamten oryginalny post miał bardzo pesymistyczny wydźwięk. Dzisiaj patrzę na swoje wcześniejsze wybory z większym dystansem. I z przekonaniem, że nic nie idzie na marne. Wszystko, czego kiedyś się nauczymy, w jakimś, czasami najmniej spodziewanym momencie zaprocentuje. Choć … nie od razu.

jakie studia wybrać

Jeżeli to moje błądzenie miałabym podsumować w tylko jednym wpisie, napisałabym:

1. Wybierając studia warto mieć wizję tego, co chcemy  w życiu docelowo robić.  

Czasami zamiast wybierać jakiekolwiek studia, bo coś trzeba wybrać, warto dać sobie czas. Przeczekać rok. Poszukać pracy. Człowiek, który zarabia sam na siebie docenia jaką przyjemnością jest  beztroskie, najlepiej sponsorowane przez rodziców studiowanie.

Nie stresować się. Z jednej strony, czasy tak się zmieniają. Tak, że trudno przewidzieć, czy wyobrazić sobie, jakie nowe zawody już wkrótce pojawią się na rynku pracy.

Z drugiej strony te galopująco zmieniające się czasy otwierają przed nami wiele nowych możliwości i dostęp do nowych zawodów. Których możemy nauczyć się z domu, przed ekranem komputera. Do których nie potrzeba żadnego formalnego wykształcenia. Bo czegoś takiego po prostu jeszcze nie ma. A w przypadku, których sprawdza się stara mądrość, że wszystko, czego kiedyś tam się nauczymy, nie idzie na marne.

2. Daj sobie szansę. Nie przestawaj szukać.

Wsłuchaj się w ten wewnętrzny głos, który podsuwa Ci pewne wybory. Bo ten wewnętrzny głos najlepiej wie, czego Ty tak naprawdę chcesz. Co może uczynić Cię szczęśliwym przez dalszą część życia. Tego nie wiedzą dobrze radzący Ci ludzie. Bo oni radzą Ci przez pryzmat własnego wewnętrznego głosu. 

Niestety, można czuć się niespełnionym w dobrze płatnej pracy, jeżeli nie jest ona zgodna z tym naszym wewnętrznym głosem. Boże, jak męczyłabym się przelewając próbówki w laboratorium chemicznym. A tymczasem lubię swoją niewykwalifikowaną pracę i trzymam się jej od kilkunastu lat.

Dlaczego by nie studiować tego, co się lubi. Bo to mało pragmatyczne? Nawet jeżeli nasz wybór nie ma żadnej przyszłości.  Kto wie, jaka będzie przyszłość za kolejne 5, 10 lat. Wszystko tak szybko się zmienia. Może pojawiają się zawody, których dzisiaj nie jesteśmy nawet w stanie sobie wyobrazić.

Dlaczego nie iść za głosem serca? Może i to ryzyko. Ale też dodatkowa motywacja.

A życie mamy tylko jedno. Jeżeli nie zrobimy w nim tego, do czego jesteśmy powołani (to, do czego nawołuje nas nasz wewnętrzny głos), to kiedy to zrobimy?

Dlaczego nie mielibyśmy dać sobie tej szansy? Świat należy do odważnych. Czyli do tych, którzy nie boją się swoich marzeń. Nie boją się ich urzeczywistniać.

A może nie ryzyko, tylko wychodzenie ze strefy komfortu, otwarcie się na nowe doświadczenia. To warunek rozwoju.

Bo człowiek, który rezygnuje z marzeń umiera. Możne być dogłębnie nieszczęśliwy robiąc coś bardzo dochodowego i prestiżowego. Jeżeli czuje, że to nie jest to. Nieważne ile za to mu płacą.

jakie studia wybrać

3. Nie czuj się winny, jeżeli pobłądziłeś.

Niestety nie każdy jasno wie, co jest jego powołaniem. Wtedy pozostaje szukać. Temu, czasami mogą służyć pewne choćby i nietrafione doświadczenia. Rozeznaniu i lepszemu poznaniu samego siebie.

Z drugiej strony łatwo wpaść w pułapkę: wiem, że ta droga, te studia są nie dla mnie. A jednak nie chcę stracić już włożonego w nie czasu. Więc dalej trwam na tej drodze. Tylko po co?

Bo wtedy jeszcze trudniej będzie nam nadrobić stracony czas. Albo jeszcze gorzej, wtedy można przeżyć całe życie w poczuciu, że byliśmy nie na swoim miejscu: w nielubianej i nie dającej nam satysfakcji pracy. A to dajej posmak zmarnowanego życia.

A jednak. Każde doświadczenie czegoś nas uczy.

Te nietrafione doświadczenia często najmocniej pomagają nam wzrastać. O ile, jak to mówi stare przysłowie:

Dlatego moim zdaniem, z perspektywy moich doświadczeń, jeżeli młody człowiek zaraz po maturze nie wie, co chce w życiu robić, dlaczego nie miałby dać sobie czas do namysłu.

Na Zachodzie wiele osób (przed studiami lub w trakcie) decyduje się na roczną przerwę. Tu chodzi o zdobycie nowych doświadczeń (zawodowych, podróżniczych – podróże też kształcą). Albo o zweryfikowanie wymarzonego projektu. A jak człowiek przez jakiś czas w pocie czoła będzie zasuwał w prawdziwej robocie, chętniej wróci na szkolną ławkę. I może dopiero wtedu doceni ten luksu, jakim jest możliwość dokształcania się.

4. Doświadczenie liczy się bardziej niż papierkowa wiedza.

No dobra, przepracowałam kilka lat w przemyśle chemicznym. Ale kiedy pierwszy raz poszłam do pracy w wyuczonym zawodzie, przekonałam się, że nic nie wiem. Wiem, że nic nie wiem o chemii. Książkowa wiedza jest dobra dla zdobycia papierka. Ale często realne życie, realna praca wymaga od nas czegoś więcej.

A tymbardziej, jeżeli nie mamy wizji tego, co chcielibyśmy z rzeczonym papierkiem dalej zrobić: warto jeszcze w czasie studiów zdobywać doświadczenie zawodowe. Bo nie samym zakuwaniem żyje student. Prawda jest taka, że z czasem z tego zakuwania niewiele zostaje. Za to, zapamiętujemy i to na długo to, czego doświadczymy w praktyce.

Warto szukać stażów, czy dodatkowej pracy, jeszcze na studiach.

Bo zawsze (szczególnie wtedy, kiedy jesteśmy młodzi i nie mamy innych zobowiązań) warto być otwartym na nowe możliwości i doświadczenia.

Ale najlepiej wtedy, kiedy są zgodne z wizją tego, co dalej chcemy robić. Widziałam zbyt wielu młodych ludzi, którzy na czas studiów łapali pierwszą lepszą pracę. Potem zostawali w niej na całe życie. Tyle, że lata mijały. A ich nie odpuszczało poczucie frustracji i niespełnienia…  A przecież … wymarzono praca sama nas nie znajdzie. Trzeba jej poszukać.

Kiedy mamy jasną wizję tego, co chcemy osiągnąć, potrafimy wyobrazić sobie wymarzoną ścieżkę kariery przychodzi to do nas łatwiej.

jakie studia wybrać

Nawet jeżeli moja droga na dochodzenie, czy szukanie pomysłu na samą siebie była, czy wciąż jest dość kręta. To jednak dzisiaj widzę jaśniej, czego chcę. Pierwszy raz, kiedy podjęłam ten temat, 3 lata temu byłam na takim zakręcie, czy raczej rozstaju dróg. Nie bardzo wiedziałam, czego chcę. Czułam się rozczarowana tym, co robiłam w życiu zawodowym.

Dzisiaj patrzę na to trochę inaczej. Stwierdzam, że…

Wszystkie doświadczenia życiowe, nawet te z pozoru nietrafione czemuś tam służą.

Nawet jeżeli nie od razu potrafimy docenić ich prawdziwą wartość. Może są częścią jakiegoś większego planu. A może po prostu, kiedy takimi krętymi drogami dochodzimy do czegokolwie, bardziej to sobie cenimy. Na tym polega szczęście. Na wiecznym poszukiwaniu…

Przypominam fragmenty tamtego  wpisu (pogmatwanego od tego odgrzewania) z nadzieją, że skłoni Was to do pewnym przemyśleń na temat Waszej drogi. A może uda mi się namówić Was do zwierzeń. Bo czasami, kiedy zaczynamy pisać, myśli prostują się kiedy przechodzą przez końcówki palców….

Pozdrawiam serdecznie

Beata

 

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

9,953 total views, 1 views today

Zapisz się na Newsletter

  • Dobry temat i dobry tekst 🙂
    Tak mi się przypomniała rozmowa z dość ważnymi wtedy francuskimi przedstawicielami sieci Geant w Katowicach. Otóż nie mogli się nadziwić, dlaczego my Polacy nie potrafimy im zapewnić kadr do supermarketów. Ich strategia budowy marketów w PL była długofalowa (cytuję: „Nawalimy wam tyle marketów aż się nie połapiecie, że potrzeba wam prawa ograniczającego ich liczbę”). A brakowało kadry trochę bardziej wyspecjalizowanej niż osoby „na kasę”. I żadna uczelnia nie chciała tych kadr kształcić (choć mieli pewne zatrudnienie).
    Tak więc, prócz bardzo specjalistycznych studiów (i studiów technicznych czy księgowych), to u nas studia są „dla studiów” a kwestia gdzie się będzie pracowało po ich ukończeniu jest prawie losowa. I tu niewiele się zmieniło od prawie dwóch dekad 🙁

  • Lana

    Witam, chciałabym wiedzieć, jak zrobiłam Pani wysuwane kategorie, bo wszędzie szukam, jak zrobić wysuwane etykiety. Czy jest Pani w stanie mi pomóc?

    • Lana

      zrobiła Pani*

  • Właśnie jestem na studiach „z pasji”. Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie, że miałabym studiować coś, co nie jest moim powołaniem. Nauka zajmuje mi 80% czasu, gdybym miała marnować to na kucie czegoś nieciekawego, chyba bym zwariowała. No, a jak mi wyjdzie w życiu zawodowym, to zobaczymy. Jako że jestem humanistą, i tak nikt nie ma wobec mnie wygórowanych oczekiwań…

  • Ja od zawsze lubiłam czytać, kochałam język polski, byłam urodzoną humanistką, chciałam iść do liceum na profil humanistyczny ale rodzina stwierdziła że po tym nie ma pracy więc przekabacono mnie na liceum ekonomiczne – wiadomo dla księgowej praca się zawsze znajdzie. Ekonomik przeżyłam dzięki fenomenalnej pani polonistce właśnie od której wiele się nauczyłam. Przyszedł moment zdawania na studia i tu znowu – wszyscy z mojej klasy zdawali na uczelnie ekonomiczną, ja broniłam przed tym rękami i nogami więc wylądowałam w końcu na integracji europejskiej (to były czasy kiedy Polska wstępowała do UE, więc roztaczano nam wizję pracy w Brukseli -taaaaa, jasne). Przewrotność losu sprawiła, że swoją pierwszą pracę dostałam dzięki znajomej w księgowości i tak od 14 lat jestem księgową. Ostatnia moja praca to księgowa w typowej korpo w której po dwóch latach pracy już wiem że nie zostanę bo to zupełnie nie moja bajka. Teraz wiem i mam w sobie wreszcie siłę by zacząć robić to co chce a nie to co mi ktoś każe. Polonistką nigdy już nie będę ale mam swój blog, który jest jakimś wypełnieniem tej przestrzeni. Teraz skupiam się na dokształcaniu w innym kierunku – może trenera,uwielbiam kontakt z drugim człowiekiem a może w sprzedaży, mam na tym polu niewielkie ale bardzo owocne doświadczenie. Wiem na pewno że to jest czas na zmiany, że już wystarczająco go zmarnowałam na robienie tego co nie sprawia mi przyjemności.

  • Wybrałam studia za głosem serca. Poszłam na historię, którą kochałam i kocham nadal. Historia magistra vitae est! Nie pracuję jako historyk, ani w szkole, ani w archiwum. Czy żałuję? Nie. Bo pomimo zapewnień wykładowców, że na pewno znajdziemy pracę powiązaną z naszymi studiami, od początku wiedziałam, że to nierealne. Ale chciałam spełnić swoje marzenie.
    Faktycznie pracuję nie w zawodzie, w pracy, która nie daje mi satysfakcji i mnie coraz bardziej denerwuje. Ale kończę właśnie kurs na przewodnika miejskiego i jest we mnie ogromna wiara w to, że dzięki pracy jako przewodnik będę mogła również zawodowo spełniać swoje historyczne marzenia.
    I ciągle poszukuję pracy w zawodzie.
    Studia humanistyczne nauczyły mnie wiele, dały ogromną wiedzę, nauczyły myśleć i być otwartym. Nie wyobrażam sobie, że miałabym studiować coś innego, tylko dlatego, żeby mieć kasę… Bo w mojej wizji siebie w przyszłości mam ogromny dom i służbę, która ten dom ogarnie.
    Wierzę, że wszystko przede mną, a historia koła się toczy 😉 I że będąc na dole, kiedyś muszę znaleźć się na górze.

  • U mnie był jeden kierunek studiów, potem zmieniony na drugi. Ciężko jest wybierać kierunek kariery zawodowej w wieku 19 lat. U mnie zwyciężył zdrowy rozsądek i to, że na podążanie za pasją zwyczajnie zabrakło środków finansowych. Niby można było w czasie studiów pracować… ale one były naście a nawet prawie 20 lat temu i nawet ludziom z doświadczeniem zawodowym trudno było znaleźć pracę. Teraz mam wrażenie, że dla młodych aż tak pracy nie brakuje. I z tymi marzeniami i realizacją pasji jest jednak ciut łatwiej… Czy żałuję wybranego kierunku studiów? I tak… i nie… Ot paradoks 🙂

  • Ja od razu trafiłam w to, co lubię. W tym roku kończę jednak studia i trzeba będzie się zmierzyć z zawodowym życiem, tak już na serio.

    Piękne zdjęcie wybrałaś na zdjęcie tytułowe 😉 Kraków <3

  • Ja bardzo chciałam studiować psychologię, ale wszyscy mówili że to niepraktyczne i będę grosze zarabiać. Poszłam na ochronę środowiska ponieważ wszędzie dudnili, że to kierunek, po których będą potrzebni ludzie do pracy. Na studiach wiedziałam że to nie to ale wierzyłam że praca po nich mi wszystko wynagrodzi. Na 5 roku dziekan powiedział nam że e najlepszym wypadku po tych studiach skończymy w banku ale większość osób kończy na kasie w Tesco. Przez całe studia doravialam sobie gdzie się dało i dzięki temu zaraz po nich dostałam pracę przedstawiciela handlowego, później pracę w agencji marketingowej. Dziś pracuje w turystyce do której mnie ciągnęło i poza turystyka zajmuje się marketingiem. A gdzie mnie jeszcze poniesie to kto wie. Wybór studiów to bardzo trudna sprawa i niestety wiele osób ma je tylko dla papierka. Ale gdybym jednak poszła na psychologię to pewnie bym się świetnie odnajdywala;)

  • Jeśli chodzi o mnie, to w wieku 18 lat totalnie nie miałam wizji mojej zawodowej przyszłości. W tamtym momencie zupełnie inne sprawy zajmowały moje myśli:). Także najpierw zaliczyłam 5 lat nudnej, do niczego mi w obecnej chwili nieprzydatnej ekonomii. Drugie studia wybrałam już świadomie i były zgodne z moimi zamiłowaniami i dawały rozsądną perspektywę na przyszłość – filologia angielska. A tak się składa, że teraz od marca znowu będę studentką:). Tym razem studia podyplomowe psychodietetyka, czyli coś, co mnie bardzo interesuje. A tak w ogóle, to jestem zwolenniczką metody przekształcania swojego hobby w zawód. Jak dla mnie, to jest najlepsze rozwiązanie oraz klucz do szczęścia i spełnienia. Miłego dnia Ania.

  • Osobiście nigdy nie żałowałam i nie żałuję, że skończyłam anglistkę. Niektórzy uważają, że to taki „pusty” kierunek, bo przecież wszyscy znają angielski (co swoją drogą nie jest prawdą…). Na razie nie planuję pracować w zawodzie, ale wiem jedno- studia językowe poszerzają horyzonty i zawsze będą dobrym wyborem. Inna kwestia na jaką uczelnię się wybierzemy,,,

  • Ja, nie bardzo mając na siebie plan, poszłam na budownictwo. I nawet te studia skończyłam 😉 Ale już pod koniec wiedziałam, że dalej nic z tego nie będzie. Zmieniłam całkiem swoją ścieżkę, ale na dodatkowe studia już nie poszłam, bo w sumie nie było sensu. Uczyłam się sama w domu. Bez papierka też da się pracować.

    Mimo, że studiowałam kierunek, w którym obecnie nie pracuję, to nie żałuję tej decyzji. Poznałam świetnych ludzi i mam masę pięknych wspomnień 🙂

  • Ja nadal studiuję i uważam, że każda wiedza może się przydać. Żeby nie było nudno: 1 kierunek skończony, 1 jeszcze semestr, i 2 w trakcie. Wybierając je wszystkie zawsze patrzyłam na to, co lubię robić, co sprawia mi przyjemność i na jakie tematy chcę zdobyć więcej wiedzy. Czy szłam z myślą o karierze? Raczej w niewielkim stopniu, chociaż zawsze miałam to gdzieś z tyłu głowy. Nie żałuję moich wyborów (przynajmniej na razie), bo dzięki nim teraz mam większe pojęcie odnośnie tego, co chcę robić w życiu. Nie uważam jednak, że studia później determinują całkowicie naszą karierę. Czasami mimo wiedzy idziemy później w innym kierunku i to jest normalne.

  • Wybierając kierunek studiów zachowałam się jak pragmatyczna egoistka. Zostałam wychowana w mikroprzedsiębiorczej rodzinie, dlatego też chciałam mieć niezależność i wolny zawód, a nie stateczną pracę na etacie. Dodatkowo zależało mi na tym, żeby oferta akademicka była życiowa. Chciałam zgromadzić wiedzę użyteczną, a nie bezużyteczną. I na tyle interdyscyplinarną, ażeby „mieć ukończone studia” znaczyło więcej niż „nie mieć”. Wybrałam prawo. Studia niepragmatyczne, a przeteoretyzowane. Jak się potem okazało 🙂 Teraz uważam, że linearny schemat drogi zawodowej to przeżytek! Piszę również o tym w artykule na swoim mikroprzedsiębiorczym blogu. Wiem teraz, że metawiedzę płynącą z naszych różnych doświadczeń można, a nawet trzeba, wykorzystywać w innych dziedzinach życia.

    Życie to nie pusta kawalerka, którą w jak najszybszym tempie musisz urządzić. Osiedlić. Zamieszkać w niej. I już tylko delektować się wygodą. Życie to droga. Motyla droga. Nieustannie będziesz zmieniać meble. Skręcać i rozkręcać stół. Dostawiać i odstawiać krzesła. Czasem kwiat Ci uschnie. A czasem nawet będziesz musiał zmienić to mieszkanie. I zaakceptuj, że możesz być przez to określony skoczkiem, że możesz być nazwany społecznym renegatem (bo jak to? nie podlegasz społecznym programom – studia z konkretnym zawodem – praca – małżeństwo – kredyt hipoteczny – dzieci – Twoja śmierć – dzieci dalej spłacają kredyt – takie koło życia – jak dawniej tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie). Możesz być obiektem plotek i spekulacji. Ale niech nikt Ci nie da wmówić sobie, że tak wygląda norma. Bo to normalne, że nie wiesz. Bo norma dla każdego jest inna. Jeżeli dotychczas kilka lat temu, przed studiami ktoś Ci powiedział, że życie to wyścig i krzyknął start, a Ty pobiegłeś, to normalne, że teraz kiedy przystanąłeś, żeby podrapać się po tyłku, nagle zastanawiasz się, bo nic z tego nie rozumiesz, że nie wiesz. Bo skąd masz wiedzieć o co Ci w Twoim życiu chodzi, jeśli dotychczas tylko biegłeś? No, nie wiesz.