Paryż już nigdy nie będzie taki sam.

weekend w Paryżu, Paris life

terroryzm, weekend w Paryżu, Paris life

Ostatnio moja 3-latka, chodząca do francuskiego przedszkola, z przejęciem opowiadała, że wkrótce przyjdzie do nich pani policjantka i będzie mówić dzieciom o tym, jak się zachować, gdyby bandyci przyszli do przedszkola… Domyślacie się pewnie, że pod pojęciem bandyci kryją się tu terroryści.

Zresztą to już nie pierwszy raz. Kilka tygodni wcześniej w przedszkolu moich córek przeprowadzono ćwiczenia na wypadek ataku terrorystów. Coś podobnego również zrealizowano w szkole moich synów.

Te ćwiczenia polegały na tym, że dzieci miały znaleźć sobie każde jakiś schowek i siedzieć w nim cichutko. Jak grzeczne myszki pod miotłą. Tak jakby sala była pusta. By tak przynajmniej pomyśleli sobie oblegający szkołę terroryści.

Mój Boże. W jakim okropnym świecie my żyjemy.

Jakoś nie mogłam się oprzeć innemu skojarzeniu. Przypomniała mi się scenka z filmu. To chyba Lista Schindlera. Ta scenka swego czasu bardzo mocno zapadła mi w pamięć. Scenka, w której żydowscy chłopcy, zatykając sobie nos, nurkowali do pełnej odchodów toalety, po to by ucieć przed kolejną czystką.

Czy takie stają się dzisiaj francuskie realia? To dobrze, że przygotowuje się najmłodszych na każdą, nawet na taką ewentualność. Bo nigdy nie wiadomo: co i jak.

Już rok minął od ubiegłorocznych zamachów terrorystycznych w Paryżu.

Tak, te  zamachy odmieniły moje życie. Wtedy napisałam:

Paryż 13 listopada, mieszkam w oblężonym mieście.

Z jednej strony boję się i staram się unikać pewnych miejsc, pewnych sytuacji. Z drugiej strony, dotarło do mnie, że wszystko, w każdej chwili może się skończyć. A to paradoksalnie pomaga lepiej (pełniej) korzystać z każdego kolejnego dnia. Bo żyje się tylko raz.

Przestałam jeździć na zakupy do wielkiego Centrum Handlowego Les 4 Temps na La Défense. Odąd w dniu, kiedy miałam się tam wybrać z całą rodziną, policja złapała terrorytów planujących przeprowadzić właśnie tego dnia, właśnie tam kolejny zamach.

Dzisiaj podobno to gwarne niegdyś centrum handlowe świeci pustkami. A przynajmniej nie jest w nim tak tłoczno jak dawniej.

Unikam wielkich centruów handlowych. Kupuję w małych lokalnych sklepikach. Wypada drożej. Trudniej nam dopiąć budżet dla naszej 6-cio osobowej rodziny pod koniec miesiąca. Ale … po co kusić los.

Wiem, reaguję dokładnie tak, jak by tego chcieli terroryści… Niestety, to jest silniejsze ode mnie.

Z drugiej strony ryzykuję każdego dnia jadąc do pracy. A jako, że pracuję w turystyce, bywam w bardzo uczęszczanych miejscach, które potencjalnie mogą stać się kolejnym celem.

Ale staram się o tym nie myśleć. Zresztą nie mam wyboru. Jak wszyscy….

W końcu, każdy może się znaleźć w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie.

Czy kolejne zamachy będą miały miejsce? Niestety…

Nie chcę przez to powiedzieć, że rozumiem terrorystów. Bo nie rozumiem.

Ale rozumiem, skąd się oni biorą. Skąd bierze się ta ich desperacja.

Bierze się z francuskiego systemu, z marazmu ekonomicznego. Z nigdy nie rozwiązanych, upychanych gdzieś po kątach, czy w etnicznych gettach problemów zwykłych ludzi. Dla których jakąś tam perspektywą jest wyjazd na wojnę do Syrii. Paradoksalnie.

Niedawno oglądałam reportaż o młodych ludziach zwerbowanych przez islamistów do Syrii. Jeden z nich, rdzenny Francuz z przedmieści wielkiej francuskiej aglomeracji, z dumą pokazywał, jak budują tu swoje własne domy. A przy tym z nieukrywaną satysfakcją dodał:

Zobaczcie, mam dwadzieścia kilka lat, a stawiam swój własny dom, własnymi rękami. Tu w Syrii. We Francji byłoby to nie do pomyślenia.

To trafia do wielu ludzi. Bo to jest dla nich jakaś nadzieja. 

Przy panującym na takich przedmieściach braku perspektyw. A tu jeszcze islam rozgrzesza drobnych przestępców z minionych win. A temu, co robią (kiedy wysadzają się w powietrze) nadaje inną, głębszą perspektywę.

Na takich zakazanych przedmieściach trudno o pracę. A jeszcze trudniej, kiedy ma się obcobrzmiące nazwisko i adres w takiej zakazanej dzielnicy. Wtedy CV z rozpędu ląduje w koszu na śmieci … nieczytane. Wszyscy o tym dobrze wiedzą. Wszyscy udają, jakby tak nie było. Ale tak jest.

A p00rzecież taki odrzucony człowiek to dla islamistów świetny materiał … na mięso armatnie.

Dalszy ciąg już znacie. Paryż 13 listopada 2015 roku.

Kilku drobnych przestępców z przedmieści wielkich europejskich aglomeracji nawróconych na islam….  Bataclan, tarasy paryskich kafejek….

To było dokładnie rok temu.

Paryż już nigdy nie będzie taki sam. Nie dla mnie.

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

14,890 total views, 1 views today

Zapisz się na Newsletter

  • Beato, smutne to co piszesz. Bardzo lubię Paryż, mieszkałam w Trappes u cioci i pracowałam w Wersalu jako niania, podczas dziekanki gdy miałam 21 lat 🙂 Trappes to takie właśnie przedmieścia, które już wtedy wyglądały nieciekawie, a teraz jest coraz gorzej. W zeszlym roku w maju gdy bylismy zwiedzić Paryż całą rodziną, zastrzelono w Trappes nastolatka, araba. Jakieś porachunki gangów… Niestety Francja popełniła błąd przyjmując tak wielu imigrantów ze swoiv

  • Nie tylko Paryż nie będzie już taki sam ale chyba cała Europa a może nawet cały swiat. Obserwując tą rosnącą skalę przemocy nie sposób przejść koło tego obojętnie i nie bać się, że może mój kraj, moje miasto będzie kolejnym celem.

  • Nie rozumiem, dlaczego to takie dziwne… Każda cywilizacja się kiedyś kończy, dlaczego akurat nasza europejska miałaby trwać wiecznie?
    Oderwane od życia elity, przepaść między ich postrzeganiem świata a zdrowym rozsądkiem i faktami – schemat jest zawsze taki sam.
    Jak się obudzą, będzie i tak za późno. Zresztą już jest. Pomyśl nad powrotem do Polski w perspektywie 10 lat 🙂 Albo – marzenie – nad Australią…

  • Walczak Karol

    Skutki demokracji w pojęciu eurozachodu.