Blogerka (3). Historia wakacyjnej miłości.

opowiadanie miłosne blogerka

opowiadanie miłosne blogerka

W kolejną sobotę z bijącym sercem wchodziła do baru Toma. Dawno tu nie zaglądała. Dawno nie odpalała laptopa. Dręczące poczucie winy po ostatnim poście jakby przygasło. Coś innego zaprzątało jej głowę.

Tom. Coś się w nim zmieniło. A może nie coś, ale jego stosunek do niej.

Był jakiś taki chłodny. Kilkakrotnie mignął jej w towarzystwie innej dziewczyny, Włoszki o imieniu Amanda. I tym razem spełniły się jej najgorsze przeczucia. Zobaczyła go na parkiecie, właśnie w jej ramionach. Śliczna Amanda o południowej słonecznej urodzie. Poczuła się przy niej szarą myszką. Czy mogła z tym walczyć? Nie zmusi go przecież, by ją pokochał.

Już miała wyjść i w samotności zadusić to w sobie. Kiedy jakaś tajemnicza siła zawróciła ją w pół drogi. Wtedy najzupełniej nieoczekiwanie wpadła na Toma. Ich spojrzenia spotkały się na krótką chwilkę. Nie umiała określić tego, co w nim zobaczyła. Jakiś wyrzut? Chłód? Wyczekiwanie?

Bo do tanga trzeba dwojga.

A jednak znowu porwał ich taniec. Tom jak zawsze prowadził pewnie. Jak rasowy tancerz patrzył jej prosto w oczy i charakterystycznie dla siebie uśmiechał się. Tango. Przyciąganie i odpychanie. Jeszcze czule pogłaskał ją po policzku i odszedł do swoich zajęć. Pozostała sama ze swoimi myślami. Dziwna mieszanina niepewności i nadziei.

Znowu dopadła ją nieodparta potrzeba wygadania się.

Blog? Najlepszy przyjaciel ludzi samotnych?

Nie wiedziała jak i kiedy opublikowała kolejny post.

Jednego dnia wydaje się Wam, że ktoś, na kim Wam zależy odwzajemnia Wasze uczucie. A następnego dnia widzicie, że zaczyna spotykać się z kimś innym. Co robić? Ustąpić, zejść z placu boju, czy dalej próbować i mieć nadzieję?

Tom z ulgą zamknął bar po pracowitym tygodniu. Sezon turystyczny szedł pełną parą. Czył, że powoli dopada go zmęczenie. Ale najgorsza była ta niepewność. Czy sezon będzie wystarczająco udany? Czy zarobi tyle, by przetrwać kolejny rok?

Nieoczekiwana promocja, którą Ewa zrobiła mu na swoim (jak się zorientował dość popularnym) blogu z początku go denerwowała. Nie sama promocja, ale jej forma. To otwieranie serca przed zupełnie nieznanymi i przypadkowymi ludźmi. Wylewanie najskrytszych pragnień i emocji. Wydała mu się wtedy taka nieprzewidywalna. Jak i cała to moda na blogowanie.

Z perspektywy kilku dni złość ustąpiła miejsca głębszej refleksji. Ewa była jedną z najbardziej życzliwych mu osób, jakie kiedykolwiek spotkał. Chciała dobrze. Nawet jeżeli robiła to za jego plecami. Jednak mile łechtało to jego ego. Popularna blogerka modowa (z kilkunastoma tysiącami followersów na Facebooku) z takim sercem (na dłoni – pomyślał ironicznie) pisze o jego małej kafejce.

Nie żeby diametralnie zmieniło to jego położenie. Co prawda spłynęło stąd kilka rezerwacji i kilku dodatkowych gości. A temat jeszcze podchywciło kilka osób w sieci. Choć była to kropla w morzu potrzeb, ale zawsze dodawała odrobinę nadziei. W tych trudnych czasach.

Internet – nie miał zielonego pojęcia jak to ugryźć. I że w ogóle może to mu się przysłużyć w prowadzeniu biznesu? Gdzieś w głębi ducha pokutowało w nim przekonanie, że to coś wyłącznie dla gigantów: wielkich stacji, kompleksów hotelarskich. Mały i tak tu zginie w tłoku.

Bad boys don’t cry.

Dlaczego spotykał się, a raczej pokazywał się z Amandą? Po co mu była ta zabawa w kotka i myszkę? Trudno mu było przyznać się przed samym sobą, że zaczyna się do kogoś przywiązywać. Bał się tego, że straci trzeźwą ocenę sytuacji. A przecież w tym momencie to było dla niego najważniejsze. Dla niego? Czy raczej dla kafejki.

A jednak codziennie zamykał się w swoim biurze i wertował jej bloga. Nie z nudów. Nie żeby sprawdzić czy coś nowego się na nim pojawiło. Choć tak tłumaczył to przed samym sobą. Po prostu sprawiało mu to przyjemność. Dlaczego? Sam nie wiedział. Dlatego postanowił nic z tym nie robić. Nie spieszyć się. Czekać. Życie nauczyło go cierpliwości.

Gdy do baru podchodzi ładna kobieta, nogi barmana się uginają.

Tego wieczora Ewa przyszła jakaś odmieniona. Wyglądała nadzwyczajnie. Od pierwszego spotkania zwrócił uwagę na jej delikatną słowiańską urodę. Dopracowane stylizacje, jakie pokazywała na blogu utwierdziły go w przekonaniu, że jest przepiękną kobietą. Teraz, jakby ta śliczna dziewczyna wyszła z bloga i stanęła przed nim. Emanowała takim seksapilem.

Co to było? Makijaż czy jakieś inne sztuczki? Podkreślająca kształty sukienka? Na tym się nie znał. Ale z trudem ukrywał wrażenie, jakie na nim zrobiła. Wyraźnie nie był w tym sam.

Przysiadła przy barze. Spojrzała na niego i nieśmiało zapytała czy może. Tom dyplomatycznie wydukał coś z siebie, że

Taka (ładna) dziewczyna przy barze to marzenie każdego barmana. O ile da sobie postawić drinka.

Nagle (niespodziewanie dla siebie samej) znalazła się w centrum uwagi. Stale dosiadał się ktoś nowy, zagadywał. Tego wieczoru poznała tyle różnych osób, stałych bywalców baru, okolicznych rolników, pasterzy, małych przedsiębiorców, najróżniejszych ludzi gór. Nie pamiętała, kiedy ostatnio tak dobrze się bawiła. Tom stał przy barze, serwował kolejne drinki i dyskretnie patrzył na nią.

Robiło się późno. Tom obiecał, że ją odwiezie. Podniosła się z miejsca i podeszła do drzwi, by odetchnąć świeżym górskim powietrzem. Obok niej przeszła Amanda. Nawet nie zauważyła, że też była w barze. Ale ta tylko poprosiła ją, żeby pożegnała od niej Toma.

Amanda nie lubiła tej całej małomiasteczkowej atmosfery, ogólnej niewygody, jaką niosło za sobą życie w górach. Teskniła za wielkim miastem. Może dlatego tak lubiła przesiadywać w barze. To była jakaś namiastka tego, od czego wyjechała na wakacje i bez czego nie umiała żyć.

Zachwycić się górami. 

Ewa stała oparta o framugę drzwi wejściowych. Dokładnie w tym samym miejscu, gdzie pierwszy raz zobaczyła Toma. Ten podszedł do niej. Przez kilka chwili stali obok siebie w milczeniu kontemplując góry.

Ona odezwała się pierwsza:

Amanda prosiła Ciebie pożegnać.

Jakby nie kojarzył. Ucieszyła się w duchu. W powrotnej drodze przyjacielsko gawędzili.  Czy oczekiwała czegoś więcej? W głębi ducha TAK.

Odpaliła laptopa. Przejrzała komentarze pod ostatnim postem. Ku jej zaskoczeniu było ich całkiem sporo. Nie pisała w próżnię. Przebiegła je szybko wzrokiem. Nawet dobrze nie przeczytała. Wśród nich jakiś Tom pisał, że zawsze trzeba przynajmniej próbować. Nie zwróciła na to uwagi.

Dopadła ją nagła potrzeba pisania. Pragnęła wyrzucić to z siebie. Znowu rozpisywała się o górach, o ich zniewalającym pięknie, które potrafi obudzić z letargu każde serce. O tamtejszych ludziach, takich jak góry, z pozoru niedostępnych, zamkniętych w sobie, a gdzieś w głębi ducha skrywających tyle dobroci. I znowu nie mogła oprzeć się, by nie zapytać swoich czytelników o to, co w tej chwili chodziło jej po głowie.

Czy dziewczyna może pierwsze powiedzieć mu o swoich uczuciach, czy powinna czekać aż on to zrobi?

Pogoda w górach jest nieprzewidywalna. Raz świeci słońce, a już za chwilę wiatr nie wiadomo skąd przypędzi taką mgłę, albo rozszaleje się burza. Istne oberwanie chmury.

Ewa przybiegła do baru przemoczona do suchej nitki. Tom szarmancko zaproponował jej, by poszła do jego biura, a on tam przyniesie jej rozgrzewającą herbatę, jakiś ręcznik i koce.

Masz prawdziwe biuro? – zapytała żartobliwie. Tak, zasypane stertą nudnych papierów i z bardzo wygodnym fotelem. Zaraz będziesz mogła go wypróbować. – odpowiedział w tym samym tonie.

Weszli do malutkiego pomieszczenia zawalonego kartonami. Stało w nim malutkie biurko. Na nim komputer. I obiecany wygodny fotel, w którym Tom czasami ucinał sobie drzemki, by zregenerować siły. Spędzał przecież w barze praktycznie całe dni od rana do nocy.

Tom wyszedł. Ewa podeszła do fotela, by na nim usiąść. Siadając niechcący potrąciła leżącą na biurku myszkę. Komputer nie był wyłączony. To był tylko wygaszacz ekranu. Teraz rozbudził się na nowo. Nie wierzyła własnym oczom. To był jej blog. Najnowszy post. Więc Tom wiedział?

Nagle zrobiło jej się strasznie głupio. W końcu publikując w sieci wiedziała, że każdy może to przeczytać. Ale nigdy nie przypuszczała, że tym kimś będzie Tom. Pisała przecież po angielsku, dla ludzi zza oceanem. A Tom był Francuzem.

Tom wszedł do biura niosąc ciepłą herbatę i naręcze koców. Błyskawicznie ocenił sytuację.

Oh, merde (francuskie przekleństwo) – wyrwało mu się.

Właśnie przypomniał sobie, że kilka godzin wcześniej pośpiesznie wyszedł z biura, nie wyłączył kompa. Co gorsza ostatnią rzeczą, którą na nim oglądał był … tak pewien blog modowy, który ostatnio zaprzątał całą jego uwagę. Zrozumiał, że ona już wie, że on wie.

Patrzyła na niego pytająco. Podał jej filiżankę herbaty. Niedbale wskazał na komputer. Z miną niewiniątka powiedział (w trzeciej osobie):

Myślę, że powinna powiedzieć mu o swoich uczuciach.

Drań, przemknęło jej przez myśl. Ale jaki uroczy.

W takim razie, podniosła się z fotela. Stanęła naprzeciw niego, wspięła się na czubkach palców. Jej wargi delikatnie musnęły jego usta. A on przyciągnął ją ku sobie mocnym ramieiem i pocałował namiętnie.

THE END.

Poprzednie odcinki:

Blogerka Historia Wakacyjnej Miłości 1

Blogerka Historia Wakacyjnej Miłości 2

7,482 total views, 3 views today

Zapisz się na Newsletter