Czy potrafisz cieszyć się życiem?

czy potrafisz cieszyć się życiem

Jak być szczęśliwym ?

To pytanie chyba podświadomie zadajemy sobie wszyscy. Wszyscy dążymy do szczęścia. Choć akurat bycie szczęśliwym dla każdego może oznaczać coś zupełnie innego. Dla jednych oznacza to spełnienie zawodowe, dla innych przede wszystkim szczęśliwą rodzinę, dla jeszcze innych święty spokój. Dla niektórych total, czyli wszystko musi grać bez najmniejszego zgrzytu.

Sama na swojej drodze życiowej spotykałam różnych ludzi.

Takich, którym wystarczy byle drobiazg, by się nim cieszyć. Takich, którzy w każdej sytuacji potrafili znaleźć coś pozytywnego (choć chyba tacy są w mniejszości).

Takich, którzy w każdej sytuacji potrafili znaleźć coś, co zakłócało ich wymarzone poczucie szczęścia. Takich, którzy zawsze potrafili wynaleźć sobie coś, co przeszkadzało im czuć się szczęśliwymi.

Po prostu tak już jest, że niektórym do szczęścia wystarcza niewiele. Potrafi rozradować ich (i to dogłębnie) byle promyk słońca delikanie smagający policzek. Inni wręcz przeciwnie są mistrzami wynajdywania złych stron dobrych sytuacji. (To też sztuka, szczęśliwie jej nie posiadam). Większość ludzi (moim zdaniem) sytuuje się gdzieś pośrodku.

Choć podobno optymizm i pozytywną postawę wobec życia można w sobie pielęgnować. To niekoniecznie kwestia zewnętrznych okoliczności, ale mądrości życiowej. Dwie różne osoby prawdopodobnie w różny sposób odbiorą i zinterpretują tę samą sytuację.

Tajemnica szczęścia nie leży w większym posiadaniu, ale w umiejętności cieszenia się mniejszym. Sokrates

Kiedyś już chyba opowiadałam Wam (w zasadzie nieistotne) wydarzenie, które mocno utkwiło mi w pamięci. Byłam na drugim roku studiów. Było słoneczne piątkowe popołudnie po pierwszym tygodniu zajęć. Wracałam do domu autobusem razem z koleżanką z roku. No i oczywiście rozmawiałyśmy o tym, co czeka nas w najbliższym semestrze na uczelni. Sama jakoś niespecjalnie przejmowałam się wymaganiami poszczególnych wykładowców (przynajmniej w momencie, kiedy wsiadałam do autobusu). Skoro starsze roczniki przez to przeszły (i moja uczelnia nie należała do najbardziej wymagających), to czym się tu przejmować. Jeszcze żyłam błogim wspomnieniem wakacji, moje myśli dryfowały w beztroskim rozanieleniu. Z tego bezmyślnego wznoszenia się na lekki obłoczku (pełne zen) jak grom z jasnego nieba wyrwała mnie rzeczowa tyrada mojej koleżanki: „A ten wykładowca od chemii fizycznej, chyba mu na głowę padło … ,  ten od rysunku technicznego … oni wszyscy się na nas uwzięli i chcą nas zajechać. Jakiś pech, że na nas padło. W tym roku na pewno będą chcieli wyjątkowo odsiać połowę rocznika „itd

Gdy wysiadałam z autobusu słońce już nie świeciło (przynajmniej dla mnie), przytłaczał mnie ciężar problemów (tych wyimaginowanych, które pewnie nigdy się nie zdarzą, życzliwie podrzucony mi przez koleżankę). Na jej obronę powiem, że działała w dobrej wierze (chciała mnie ostrzec). Biedaczka święcie wierzyła w to, co mówiła.

Wysiadłam z autobusu. Powoli dochodziłam do siebie. Zaraz, bez paniki. Otrząsnęłam się, bo doskonale wiedziałam że moja koleżanka jest typem klasycznej (i dość ekstremalnej) pesymistki. Zawsze w każdej najzwyklejszej sytuacji miała niesamowity « dar » wynajdywania ciemnych stron i trudności nie do przejścia. Te trudności w większości wypadków nigdy fizycznie się nie realizowały i nie istniały poza jej wyobraźniną.

Ale uświadomiłam sobie jak bardzo pesymizm może być zaraźliwy. Optymizm też jest, ale nie do tego stopnia. Taka jest ta nasza natura ludzka.

Nie darmo ktoś mądry powiedział, by nie brać na swoje barki więcej niż dwóch neurotyków. Za to warto ładować wewnętrzne akumulatory w towarzystwie ludzi tryskających radością życia.

czy potrafisz cieszyć się życiem

Osobą, która zadziwia mnie swoją pozytywną energią jest moja koleżanka z pracy. Jako dziecko w dramatycznych okolicznościach uciekała z okupowanego przez komunistów rodzinnego Laosu (był wtedy rok 1975). Przedzierała się przez dżunglę, płynęła w niepewnej łódeczce po Mekongu. Żeby nie wzbudzać podejrzeń rodzina musiała rozdzielić się (tata ze starszym bratem wyruszył w tę niebezpieczną podróż kilka dni wcześniej, potem ona próbowała przedostać się za granicę i dalej do Europy z mamą i siostrą). Po drodze chowali się pod jakimiś stosami liści, by nie wytropił ich patrol tropiący uciekinierów. Właściwie dziwna sprawa: znam tylko strzępy tej historii. A moja koleżanka jest straszną gadułą i znamy się od wielu lat, ale o tamtych wydarzeniach wspomina rzadko. Na codzień bije od niej taka niesamowita enegria, taka zaraźliwa radość życia i spontaniczność. Nie sposób by nie udzieliła się innym.

W czym tkwi jej sekret? Jest szczęściarą. Ale nie dlatego że ma nadzwyczajne i bezproblemowe życie. W jej życiu przydarzały się złe rzeczy, bolesne doświadczenia jak choroba i utrata bliskiej osoby. Ale chyba nigdy całkowicie nie załamała rąk. Cierpi, ale idzie na przód. To tzw battante (z francuskiego) – osoba, która walczy i nie poddaje się. Sekret jej niesamowitej żywotności i fenomenalnej energii chyba tkwi w jej umiejętności celebrowania codzienności, drobnych zwyczajnych wydarzeń. Cieszenia się nimi i czerpania stamtąd energii.

Zarazem dogłębnie angażuje się we wszystko to, co robi. Jest bardzo ceniona w pracy. Zadziwiające, ale chyba nie znam człowieka, który mówił by o niej źle.

Szczęście skład się z drobnych chwil, ktore zdarzaja sie codziennie. czy potrafisz cieszyć się życiem

Szczęście składa się z drobnych chwil, które zdarzają się codziennie.

To moim zdaniem jeden z największych sekretów szczęścia. To nie stacja docelowa, ale sposób podróżowania. Czasami większą korzyść odniesiemy zatrzymując się na chwilę nad czymś, co sprawia nam przyjmność niż skrupulatnie w poczuciu obowiązku brnąc dalej naprzód, kiedy nic już nas nie cieszy. A życie sprowadza się dla nas do codziennej walki.

Uczmy się radości życia od dzieci.

Wiele możemy nauczyć się w tym zakresie od dzieci. To żywe zbiorniki energii, radości życia i witalności. Nie żałują sobie czasu na zabawę. Ale z drugiej strony nie zrażają się niepowodzeniami. Moja córeczka ostatnio niestrudzenie przemierza wszelkie możliwe schody i wcale się nie przejmuje tym, że jej to nie wychodzi. Co więcej motywuje to ją do wytrwalszych ćwiczeń. Co innego moi starsi synowie. Są już bardziej podatni na zniechęcenie (witamy w świecie dorosłych).

czy potrafisz cieszyć się życiem

Ale miałam zamiast puenty opowiedzieć Wam humor w krótkich majteczkach, a właściwie dwa.

Moja 3 i pół letnia córeczka bezceremonialnie ładuje się na kolana taty zajętego pracą. Ten tłumaczy jej, że jeżeli pracy nie wykona, nie dostanie pieniędzy i nie będzie mógł jej kupić nowych zabawek jak motor (świeży nabytek i ogromna radocha). Ta rezolutnie odpowiada : Nie ma problemu, motor mi już kupiłeś.

czy potrafisz cieszyć się życiem

Druga anegdotka. Mój 6 cio letni syn (to stara historia) zwraca się do swojej 2 letniej siostrzyczki, która zawzięcie zaczepia go, bo chce się z nim pobawić. Poważnym tonem z miną doświadczonego człowieka. „Życie to nie sama zabawa. Jest też praca i odrabianie lekcji”.

Jaki jest dzisiaj dzień ? Zapytał Puchatek. Dzisiejszy – mruknął prosiaczek.

To mój ulubiony, z radością odpowiedział Puchatek.

Wspólne czytanie i dzierganie z blogiem Maknety.

Torba prawie ukonczona, teraz robi się chusta. Czytam ksiązkę „Twoje szczęście jest w Tobie”.

TORBA na szydleku; czy potrafisz cieszyć się życiem

 Pozdrawiam serdecznie

Beata

Wpis w ramach wyzwania u ULI

12,231 total views, 6 views today

Zapisz się na Newsletter

  • Ja nie umiem cieszyć się życiem, ale mam depresję, więc można mi wybaczyć tę drobną wadę.

    • To zupełnie, jak mój mąż. Ja wesoła, rozgadana, a on ponury i milczący. Ciężko mi z tym, ale zbyt energiczny facet, by mnie przytłaczał 😀

  • Ewa

    Racja, warto doceniać codzienność 🙂 i chwile w niej zawarte 🙂

  • Ciekawy wpis. Zbyt często czekamy na jakiś cud, który zapewni nam szczęście raz na zawsze, zamiast dostrzegać drobne, przyjemne chwile sprawiające, iż czujemy się szczęśliwi tu i teraz….Pozdrawiam:)

  • Iza

    Dziękuję Ci Beato. Tym wpisem trochę mną potrząsnęłaś. Od lat cierpię na depresję. Raz jest lepiej, innym razem bardzo źle. Staram się walczyć, ale też i zmienić, bo wiele z tego co się dzieje jest efektem naszych postaw, nastawienia i sposobu myślenia. Chcę to zmienić, muszę to zmienić. Takie niby proste prawdy, które tutaj zawarłaś, są dobrymi drogowskazami. Dziękuję bardzo. 🙂

    • Polecam książkę „Obudź w sobie olbrzyma” Anthonego Robbinsa : )

      • Iza

        Dziękuję. Tytuł gdzieś mi się przewijał. Muszę po nią sięgnąć. 🙂

  • Po przeczytaniu tego wpisu od razu przypomniała mi się książka „Pollyanna” Eleanor H. Porter. Jest to historia dziewczynki, która mimo nieszczęść jakie ją spotkały uczyła innych ludzi jak być szczęśliwym.

    Często osoby, które mają wszystko są bardziej nieszczęśliwi niż te które mają miej, ale za to doceniają to do czego doszli. Nie ma prostej recepty na szczęście, każdy musi odnaleźć drogę do szczęścia samemu.

    Jest jedna jedna cecha, która irytuje mnie w ludziach to zazdrość, że komuś się udało i jest szczęśliwy. Czasem wydaje nam się, że dana osoba jest szczęśliwa, a to tylko pozory.

  • Cudowny post i bardzo prawdziwy. Optymistów jest teraz bardzo mało. Sama niestety często pogrążam się w pesymizmie, narzekam, ale też umiem się cieszyć z byle czego i doceniać to, co mam. Mój 2,5-letni synek należy do totalnych uparciuchów. Wszystko chce robić sam. Niestety, kiedy mu nie wychodzi, wścieka się i demoluje hehe. Ja niestety też taka byłam… Często narzekam, że we wszystkim mi przeszkadza, ale on przecież chce pomóc. Takie są dzieci, zajmują się zawsze nie tym, co trzeba 😉

  • „Szczęście składa się z drobnych chwil, które zdarzają się codziennie” – właśnie to jest to. Najważniejsze to nauczyć się je dostrzegać. Spojrzeć na życie jako na dar, a nie jak na karę. Oczekiwać dobrego i dawać to dobro innym. Doceniać to, co się ma. Wtedy życie nabiera nowej, lepszej jakości 🙂

  • Kurcze jak to pięknie brzmi – battante. Chciałabym być kimś takim.

  • Jak dla mnie prawdziwie szczęśliwym człowiekiem jest ten, który nie chciałby niczego w swoim życiu zmienić.
    Mimo tego, że jestem mistrzynią w odnajdywaniu negatywów i wad w świecie, to uważam się za osobę szczęśliwą. Nie mam czasu na nieszczęścia 😉

  • Szczęście jest to uczucie nadzwyczajne, może właśnie dlatego, że trudno nadać mu jakiekolwiek ramy, wyobrażenia, ponieważ dla każdego oznacza coś zupełnie innego. Moim zdaniem podstawową barierą do bycia szczęśliwym jest właśnie próba zaszufladkowania szczęścia na kilka kategorii. Szczęście – miłość. Szczęście – pieniądze.. Szczęście – kariera itp. Oczywiście, to może być prawdziwym szczęściem i ma prawo być dla wielu, ale na początek chyba najważniejsze jest znaleźć szczęście w sobie (np. akceptując swoje słabości, wskazując jednocześnie swoje zalety) bez poszukiwania kolejnych powodów, wymogów, kiedy będę szczęśliwy. Ważne jest to, aby nie stawiać sobie warunków do bycia szczęśliwym. Nie warto też stosować nagminnych porównań względem innych, to bardzo destruktywna siła, bo szczęście to my, nasze istnienie, nasza niepowtarzalność, odrębność i indywidualność…

  • Taja

    Też wolę się otaczać ludźmi pozytywnie patrzący na świat i sama też śr staram się mówić pozytywnie. W domu zdarza mi się jednak czasem narzekać, przeszkadzają mi pierdoły, sporo pracy przede mną zatem.

    • Taju, oj tez duzo pracy przede mna, bo czasami potrafie zatruwac sobie zycie pierdolami i to zupelnie niepotrzebnie. Taju nie widze w Disqusie adresu Twojego bloga, podrzuc mi go prosze, bo nie moge zajrzec do Ciebie z rewizytą. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Tak naprawdę to szczęście zależy od nas samych, a Ci, którzy tak wszędzie wiercą niepotrzebnie dziury sami gotują sobie takie „szczęście”. Gorzej jeśli tak jak mówisz eksponują to wszystko na zewnątrz i pròbują wciągać innych. Przyznaję rację, szczęście składa się z małych chwil. 🙂 Lubię czasem poczytać taki właśnie wpis. Mimo, że mam jasny stosunek do tego tematu to warto czasem przypomnieć sobie pewne rzeczy lub zobaczyć jak inni podchodzą do tego tematu. Myślę, że mamy podobnie. Pozdrawiam!

  • Twoje dzieciaki są świetne! Ten tekst z motorkiem jest świetny!
    A szczęścia chyba naprawdę powinniśmy się uczyć od dzieci – kto widział choć raz jak się bawią na huśtawce abo z banen wcinają lody, dobrze wie o czym mówię 🙂
    Z kolei cytaty chyba muszę sobie zapisać w notatkach na telefonia jako błyskawiczne motywatory. Chciałabym też być takim „battante” 🙂

    • Chyba rzeczywiście wielu rzeczy można nauczyć sie od dzieci. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Bardzo optymistyczny wpis i skłania do refleksji. Mój przepis na szczęście, to nie uganiać się za nie wiadomo czym i pragnąć rzeczy, których nie mam. Tylko własnie tak jak napisałaś cieszyć się tym co mam. To straszne jak łatwo jest nam dostrzegać te niefajne rzeczy w naszym życiu, a te dobre zazwyczaj ignorujemy i traktujemy jako coś oczywistego. Mam jeszcze jeden sposób, odcięłam się definitywnie od: marud, malkontentów, krytykantów i ludzi, którzy wtrącają się w czyjeś życie nieproszeni.

  • Pięknie napisane, szczególnie to o szczęściu, które składa się z drobnych chwil. Warto o tym pamiętac, bo czekając na szczęście ogromne, zjawiskowe i z przytupem można po drodze przegapić to co ważne jeśli nawet drobne. Pozdrawiam 🙂

  • A więc Twoja koleżanka rzadko wspomina o tych dramatycznych wydarzeniach – widać wie, że przywoływanie złych wspomnień nie wróży niczego dobrego na przyszłość. Choćbyśmy mieli arcyciekawe dramaty do opowiedzenia, dla naszego dobra zakopmy je głęboko. Brzmi to jak kiepska przepowiednia, kiepska lecz prawdziwa – kiedy wspominamy zło, ono wraca. Tego doświadczyłam na własnej skórze i to nie raz. Teraz swoje „gówniane historie” wspominam jedynie w żartach 😉
    Nominowałam Cię do Liebstera, ponieważ bardzo cenię Twego bloga, któy zresztą nieustannie się rozwija i widać ile pasji w sobie masz 🙂 Zajrzyj chociaż, może się skusisz… Pozdrawiam!

  • Podziwiam Cię za umiejętność dziergania:) Świetny tekst! A wiesz, że ja własnie dzisiaj pisałam własnie o tym samym temacie. Zobaczymy co z tego jeszcze wyjdzie, ale zgadzam się z Tobą w zupełności:)

  • Staram się doceniać drobne rzeczy. Cieszy mnie słońce, zieleń na drzewach, wolne chwile 🙂 drobiazgi dają wiele radości 🙂

  • Izag

    Poruszyłaś bardzo ważną kwestię, rzeczywiście nie potrafimy cieszyć się drobiazgami. Odnalezienie w sobie tej umiejętności zmienia nasze nastawienie. Mi osobiście niezmiennie ogromną radość sprawia dzierganie, ogród, najbliżsi i chociaż każdy czasem ma gorszy dzień to najważniejsze znaleźć powód do uśmiechu w drobiazgu.

  • Monika Rudnicka

    Z ogromną przyjemnością przeczytałam Twój tekst (i udało mi się znaleźć komentarze). To prawda – szczęście jest w nas i odwaga jest w nas, to proste ale tak bardzo trudno w to uwierzyć.
    Humor w krótkich majteczkach mnie rozbroił. 😀
    Pozdrawiam serdecznie!

  • napiecyku

    Dla mnie jeden neurotyk, to już za dużo, bardzo szybko zarażam się negatywną energią. Co ciekawe, osoby gadatliwe, wiecznie szczęśliwe też mnie irytują. Umiejętność celebrowania miłych chwil ( jak napisałaś ) jest wg. mnie kluczem do szczęścia 🙂

  • To prawda szczęście jest w nas szamych i tylko my decydujemy o tym czy wydobyć je na zewnątrz czy zatrzymać w środku… Ja np. siebie uważam za bardzo pozytywną osobę, która ma w sobie mnóstwo energii życiowej, i mimo to, że czasami też dopadają mnie różne trudności, zawsze staram się odnaleźć jakiś kolor wśród szarości (chyba się zrymowało, ale to nieświadomie 😀 ).

    Bardzo ciekawy wpis – zresztą jak wiele u Ciebie, które czytam już od ponad godziny.

    Pozdrawiam ciepło,

    Panna Joanna

  • Twoja brązowa torba przypomina mi, że gdzieś istnieje niedokończona pomarańczowa szydlasta megoż autorstwa, która wzywa mnie aby ją ukończyć 😉 Dziękuję, że mi o niej przypomniałaś 🙂

  • Annette ;-)

    To prawda – szczęście i radość jest w nas, a nasze życie jest takie, jakie są nasze myśli. Niestety nie mam tyle szczęścia co Ty i pracuję z panią, która we wszystkim widzi problem, a że parę razy udowodniłam jej, że nie taki problem straszny, jak ona go maluje, to jest między nami jak jest. I co ciekawe – ona również jest ceniona w pracy. Dlaczego? Kiedyś w „Charakterach” był artykuł o ludziach, którzy wiecznie narzekają i wszędzie widzą przeszkody. Taka osoba „z przeszkodami” zdobywa uznanie innych właśnie dzięki swojemu wyszukiwaniu problemów tam, gdzie ich nie ma. Bo takie trudne zadanie przed nią było, tyle problemów z nim miała, a jednak dała radę. Nic, tylko podziwiać. A ja? Ja mówię „spróbuję”. Spróbować muszę, żeby się przekonać, czy dam radę, czy to naprawdę taki problem. A jak się okaże, że to jednak ponad moje siły? Trudno, następnym razem pójdzie mi lepiej.

    manupropria77.blogspot.com

  • Czasem do szczęścia brakuje tylko świętego spokoju, przynajmniej raz w tygodniu 😉

  • niina

    Ja czułam się wyobcowana, nie miałam znajomych z którymi
    lubiłabym przebywać, co gorsze nie chciało mi się wychodzić do ludzi. Do tego
    dochodził stres w pracy i kłopoty ze snem. Bywały dni gdy nie spałam w ogóle,
    czasem 1 czy 2 godziny. Nie miałam na nic siły i ochoty. Przeczytałam gdzieś że
    może się to brac z negatywnej energii w naszym ciele. Postanowiłam oczyścić tę
    energię zamawiając kilka sesji na stronie moc-energii.pl . Efekty przerosły moje
    oczekiwania. Po kilkunastu dniach od odprawienia zaczęłam być żywsza i
    otworzyłam się na ludzi. Teraz funkcjonuje normalnie, tak jak większość ludzi.
    I umiem cieszyć się nawet z małych rzeczy.

  • Prawda 🙂 Szczęście to nie przypadek, a wybór ^^

  • Odnośnie Twojej koleżanki, to podobnie mają ludzie co przeżyli wojnę czy powstanie warszawskie. Są optymistyczni, pogodni, cieszą się każdą chwilą a swoim doświadczeniem nawet tym okropnym i trudnym dzielą się ze spokojem. Może dlatego, że byli blisko śmierci, lepiej doceniają życie, szanują swój czas i szkoda im go na zadręczanie się rzeczami typu narzekanie studenta na profesorów. Ale tak jest TYLKO wtedy gdy osoby te mają trudne czasy już za sobą i są zabezpieczeni materialnie. Bo są też tacy co żyją w strachu, że wszystko się może powtórzyć.